NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

Ukazały się

antologia - "Opowieści niesamowite z języka niemieckiego"


 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Zagubiona przyszłość" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Proxima" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Kosmiczni bracia" (reedycja)

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper" (2020)

 Caldecott, Andrew - "Miasteczko Rotherweird"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

 Gwynne, John - "Gniew"

Linki

Anderson, Poul - "Najdłuższa podróż"
Wydawnictwo: Solaris
Data wydania: Luty 2008
ISBN: 987-83-7590-009-5
Oprawa: miękka
Liczba stron: 404
Cena: 37,90



Anderson, Poul - "Najdłuższa podróż"

Do zbiorów „the best of”, reklamowanych jako „najlepsze z najlepszych”, podchodzę zazwyczaj z dużą ostrożnością, ponieważ wydawcy bardzo często lubią podkoloryzować produkt. Na razie tylko dwie książki, swoją drogą także wydane przez Solaris, jestem w stanie zaliczyć do grona „the best of” - „Ptaka śmierci” i „Pożeglować do Bizancjum” („Historii twojego życia” Chianga już jednak nie, ponieważ ten autor napisze jeszcze niejedno opowiadanie). Czy „Najdłuższa podróż”, wybór nagradzanych tekstów Poula Andersona, dołączy do tego grona? Nie. Ale teksty pozostają zdecydowanie godne uwagi, chociaż nie wszystkie są arcydziełami światowej fantastyki.

W prezentowanym zbiorze mamy doskonale pokazane, jak wyglądał, w dużym uproszczeniu oczywiście, rozwój twórczości Andersona w krótszych formach. Od pierwszego nagrodzonego opowiadania, tytułowej „Najdłuższej podróży”, po ostatnią „Psychodramę” - widać wyraźnie zmiany w sposobie narracji i konstrukcji bohaterów, choć pewne elementy pozostały takie same. Stopniowo ewoluowała struktura narracyjna poszczególnych historii, stawały się one bardziej skomplikowane i wielopoziomowe, co w połączeniu z humanistyczną wymową opowiadań, bardzo podnosiło poziom tekstów. Zmieniał się też sposób konstrukcji dialogów, czy samych bohaterów; od wyidealizowanego dowódcy z „Najdłuższej podróży”, po ludzi zmagających się z problemami człowieczeństwa w „Królowej powietrza i mroku”.

Pierwsze nagrodzone opowiadania są wyraźnie prostsze, uboższe warsztatowo, chociaż widać wyraźnie zalążek późniejszego geniuszu autora. W „Najdłuższej podróży” i „Nie będzie rozejmu z władcami” kluczowe wątki rozwiązywane są przy pomocy wykładów, oczywiście nie w sensie akademickim, lecz łopatologicznych wyjaśnień zawiłości fabularnych; brakuje spiętrzeń, zaskoczeń. Wszystko jest podane na tacy i oświetlone jak choinka w czasie gwiazdki, chociaż uczciwie muszę przyznać, że mimo tych zastrzeżeń są to w dalszym ciągu historie dość atrakcyjne i aktualne.

Niektóre rozwiązania fabularne nieco trącą myszką. Widać to zwłaszcza w pierwszych trzech, może czterech tekstach - kiedy to niektórzy bohaterowie zaczynają rozumieć swoje błędy, a cała historia kończy się na przykład moralizatorską puentą; nie mam autorowi za złe, że zdecydował się na ten krok, ale wolałbym, żeby czytelnik miał większe pole do interpretacji fabuły. Zapewne inaczej wyglądało to prawie pół wieku temu, kiedy powstało najstarsze z publikowanych opowiadań. Widać jednak, że i Anderson doszedł do podobnego wniosku - ostatnie teksty, zwłaszcza „Psychodramę”, zbudował już na nieco innej zasadzie.

Ogromny plus należy się autorowi za pomysły fabularne, szkielety, na podstawie których zbudowano resztę historii. Niektóre zagadnienia wprawdzie mogą dzisiaj budzić uśmiech politowania, na przykład wizja wojny domowej w USA w nowelce „Nie będzie rozejmu z władcami”, swoją drogą mojej ulubionej, ale nie można im odmówić pewnej dozy oryginalności; chociaż tematycznie Anderson zahacza o tematy charakterystyczne dla twórczości SF. I tak na przykład mamy kontakty z ksenocywilizacją, ukazane oczyma tak ludzi, jak i Obcych.

Tradycyjnie już - na koniec parę słów o wydaniu. O ile sama okładka bardzo mi się podoba, to redakcja i korekta stoi na niskim poziomie. Choć większej ilości literówek i innych wpadek nie zauważyłem, to jednak przedostało się na karty książki parę zdecydowanie niefortunnych sformułowań. Zapewne użyto ich w oryginale, niemniej taki „warkot bębnów” będzie mnie prześladował jeszcze długo. Wyobraziłem sobie te warczące bębny, odziane w skóry - siedzą na wzgórzu i po warczeniu zawyją do księżyca... I tym humorystycznym akcentem zakończę recenzję książki, polecając „Najdłuższą podróż”, bo chociaż nie jest to arcydzieło, to jednak warto zapoznać się z pozycją chociażby po to, by przekonać się, jak ewoluował pisarz.


Autor: Żerań


Dodano: 2008-05-10 22:24:25
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Spike - 23:35 10-05-2008
Mam nieodparte wrażenie, że ktoś tu ma poważne braki w oczytaniu... "Warkot bębnów" to najzupełniej normalne i szeroko stosowane sformułowanie i nie ma w nim absolutnie nic dziwnego. Znaleźć je można np. we "Władcy Pierścieni", "Panu Wołodyjowskim", "Jądrze ciemności" i zylionie innych klasycznych pozycji. :->

toto - 08:19 11-05-2008
"Historia twojego życia" to nie był zbiór z serii The best of...

Achmed - 10:18 11-05-2008
Mnie się wydaje, że tam nie chodzi o konkretną serię "The best of" wydawnictwa Solaris, ale ogólnie o zbiorki reklamowane/przedstawiane jako "the best of".

toto - 10:31 11-05-2008
Zbiór opowiadań Chianga nie był przedstawiany jako the best of, przynajmniej przez polskiego wydawcę. A sama książka to polskie wydanie zbioru, na które składają się wszystkie opowiadania Chianga wydrukowane do czasu wydania książki w USA, więc nie może być mowy o wyborze typu the best of

Żerań - 15:36 11-05-2008
toto: ale ja nigdzie nie twierdziłem, że "Historia twojego życia" to zbiór the best of... Wręcz przeciwnie.

"Na razie tylko dwie książki (...) jestem w stanie zaliczyć do grona „the best of” - „Ptaka śmierci” i „Pożeglować do Bizancjum” („Historii twojego życia” Chianga już jednak nie).

Spike: to nie kwestia braku oczytania (lol), tylko opinii na temat wyrażenia. "warkot bębnów" mi po prostu zgrzyta. i proszę, nie używaj argumentacji typu: "bo tak było w klasyce", bo wtedy łatwo odpowiedzieć mogę: "i co z tego? sami klasycy kłócili się o warsztat.". na przykład: podałeś "Pana Wołodyjowskiego". Sienkiewicza miażdżyli odpowiednio: Miłosz, czy Gombrowicz...Tak więc ostrożnie z tymi klasykami, zwłaszcza, że pozostaje otwarta kwestia kontekstu, w jakim użyto sformułowania.

toto - 16:52 11-05-2008
Z wcześniejszych zdań wynikało jakby Solaris trochę podkolorował książkę Chianga i reklamował ją jako wybór the best of. Moim zdaniem niepotrzebnie tego Chianga do recenzji wrzuciłeś i tyle. Więcej się już nie czepiam. :roll:

Spike - 19:49 11-05-2008
Żerań pisze:Spike: to nie kwestia braku oczytania (lol), tylko opinii na temat wyrażenia. "warkot bębnów" mi po prostu zgrzyta. i proszę, nie używaj argumentacji typu: "bo tak było w klasyce", bo wtedy łatwo odpowiedzieć mogę: "i co z tego? sami klasycy kłócili się o warsztat.". na przykład: podałeś "Pana Wołodyjowskiego". Sienkiewicza miażdżyli odpowiednio: Miłosz, czy Gombrowicz...Tak więc ostrożnie z tymi klasykami, zwłaszcza, że pozostaje otwarta kwestia kontekstu, w jakim użyto sformułowania.

Bzdury opowiadacie, mości Żerań, aż czytać hadko. Może po kolei - najpierw przypomnę, co napisałeś w recenzji:
"(...) redakcja i korekta stoi na niskim poziomie. Choć większej ilości literówek i innych wpadek nie zauważyłem, to jednak przedostało się na karty książki parę zdecydowanie niefortunnych sformułowań. Zapewne użyto ich w oryginale, niemniej taki "warkot bębnów" będzie mnie prześladował jeszcze długo."
Wynika z tego jasno, że "warkot bębnów" uważasz za sformułowanie niefortunne, będące wpadką redakcji. Cóż, spójrzmy szybko na podręczną półkę:
1) "Czasami nocą warkot bębnów za zasłoną drzew" ("At night sometimes the roll of drums behind the curtain of trees" - "Jądro ciemności" Conrada, tłum. Aniela Zagórska)
2)" Spod ziemi dobiegał odległy, stłumiony warkot bębnów" i "warkot bębnów dochodzący spomiędzy gór" ("Faint and far beneath the earth rolled the slow drum-beats" i "drum-beats in some hollow of the hills" - "Władca Pierścieni" Tolkiena, tłum. Maria Skibniewska)
3) "wzywający na paradę warkot bębnów" ("the long rattle of the call to parade" - "Cień kata" Wolfe'a, tłum. Arkadiusz Nakoniecznik)
4) "Warczą bębny, dudni i hurkoce wojacki śpiew" ("Pani Jeziora" Sapkowskiego)
Sienkiewicza nawet mi się nie chce cytować, bo warkotu bębnów pełno w każdym tomie "Trylogii" i nie tylko. Szybki gugiel pokaże ci warczące bębny u Terakowskiej, Konopnickiej, Parnickiego, w różnych piosenkach (Kaczmarskiego, Maanamu) itd.

Chcesz mi powiedzieć, że wszystko powyższe to nagły atak błędów pisarzy/tłumaczy i ślepota redaktorów? Otóż nie - to jest najzupełniej normalne sformułowanie, szeroko stosowane od bardzo dawna. Na wypadek wątpliwości przytoczę argument ostateczny, czyli słownik (a konkretnie "Słownik frazeologiczny języka polskiego"):
warkot: 1. Głośny, głuchy, nieustanny, ogłuszający, piekielny, potężny, przerywany, przeciągły, świdrujący warkot <turkot, hurgot, furkot, warkotanie> 2. Lecieć z głośnym warkotem (o samolotach) 3. warkot czego: bębnów, karabinów maszynowych, motorów, samolotów, traktorów (...)

O ile masz oczywiście prawo uważać "warkot bębnów" za zgrzytający (nie żebym się zgadzał, ale każdemu jego porno), o tyle robienie z własnych idiosynkrazji zarzutu względem redakcji jest bzdurą - to nie jest żaden błąd i kropka.

ASX76 - 20:46 11-05-2008
Żerań-> Przepraszam Cię bardzo, ale skoro piszesz, że "redakcja i korekta stoją na niskim poziomie" i przytaczasz "warkot bębnów" jako jeden z argumentów "podpierających" tę opinię, to bez wątpienia jest to "przykład niefortunny", bardzo delikatnie mówiąc. :wink:
Rozumiem, że może Ci się nie podobać, nie zmienia to jednak faktu, że recenzent nie powinien strzelać takich bramek samobójczych, a później, zamiast uderzyć się w piersi i przyznać się do winy, udawać, że właściwie nic się nie stało.

nosiwoda - 09:18 12-05-2008
Widzę, że się spóźniłem, bo Spike już pozamiatał...
Ale jeszcze, coby tradycji stało się zadość:
Na razie tylko dwie książki, swoją drogą także wydane przez Solaris, jestem w stanie zaliczyć do grona „the best of” - „Ptaka śmierci” i „Pożeglować do Bizancjum” („Historii twojego życia” Chianga już jednak nie, ponieważ ten autor napisze jeszcze niejedno opowiadanie)

Wow. Odważne. I totalnie niespójne logicznie. To co, mam rozumieć, że Silverberg, w przeciwieństwie do Chianga, już nie napisze "niejednego" opowiadania? Ciekawe, czy ten najpłodniejszy autor SF już o tym wie. Założę się, że nie. Ellison też tak jakby żyje, przy okazji (a napisał ich sporo, ponoć więcej niż 1700, a mniej niż 2000).
Czy „Najdłuższa podróż”, wybór nagradzanych tekstów Poula Andersona, dołączy do tego grona? Nie.

Wow. Odważne. Żerań zawyrokował. Żeraniu, zapomniałeś użyć w tym poprzednim zdaniu zwrotu "moich ulubionych" zamiast "the best of". Do Twoich ulubionych możesz te zbiorki zaliczać. A do "the best of", to już nie. A może jednak czytałeś WSZYSTKIE opowiadania Silverberga? Albo Ellisona? Albo Andersona? Że tak odważnie oceniasz i stwierdzasz, że nie dołączy do grona "the best of"?
A "warkot bębnów"... No cóż. To nieoczytanie jednak wychodzi.

Żerań - 11:29 12-05-2008
Może i faktycznie z "warkotem bębnów" strzeliłem babola, przepraszam.

Do Twoich ulubionych możesz te zbiorki zaliczać. A do "the best of", to już nie


Eee...Zarówno wybór opowiadań Silverberga, jak i Ellisona, został wcześniej uznany za "the best of" przez wydawcę i umieszczony w odpowiedniej serii. ;>

nosiwoda - 15:31 12-05-2008
Czy Ty w ogóle czytasz, co piszesz?
Na razie tylko dwie książki, swoją drogą także wydane przez Solaris, jestem w stanie zaliczyć do grona „the best of” - „Ptaka śmierci” i „Pożeglować do Bizancjum”

Zdecyduj się - czy chodzi o Twoje the best of, czy wydawcy, lub znawców gatunku. Bo mieszasz się w zeznaniach. Nie mówiąc o kolejnym przypadku wybiórczego odpowiadania. Ale nie martw się, przyzwyczajony jestem :)
/edit: no i nadal bez zaskoczenia. Żerań przyparty do muru odchodzi z dumnie podniesionym podbródkiem, bo "na tym poziomie to nie będzie rozmawiał". :)

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Recydywista"


 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

Fragmenty

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS