NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zelazny, Roger - "Aleja Potępienia" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Liu, Cixin - "Era supernowej"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Kwiecień 2008
ISBN: 978-83-60505-97-7
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 576
Cena: 29,99
Seria: Bestsellery polskiej fantastyki



Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" #2

W tym momencie zadzwonił telefon...

W tym momencie we wnętrzu stalkera coś wybuchło. Podmuch zgasił płomień na kombinezonie Winniego i rzucił go na ziemię. To był jedyny facet, który mógł przeżyć z całej załogi. Reszta, rekruci, zostali w środku.
Tally-Ho wysunęła głowę z wnętrza pojazdu.
– Czy ktoś strzela? – spytała.
– Nie – odpowiedziała odruchowo Toy. – To jakiś wypadek.
– Gówno wypadek! – zawyła Maybe Not. – Chodu!!!
Ruszyła biegiem w kierunku zarośli nad rzeką. Cadillac oparł swój erkaem o pancerz mardera i spojrzał na Toy.
– No co tak na mnie patrzysz?! – wrzasnęła. – Nie wiem, kurwa, co się dzieje!
– Co się dzieje? – Z wnętrza wysunęła się głowa Mobutu. – Coś wybuchło?
– Odpieprzcie się! Winnie-Winnie się fajczył.
– Nie mogli sfajczyć Hot Doga? Musieli akurat Winniego?
Maybe Not dobiegła właśnie do zarośli. Clash ciągnął Australijczyka w osmalonym kombinezonie za nogi. Na drugim brzegu rzeki coś błyskało. Ich marder dostał okrutnie w płytę czołową. Targnęło nim w tył o dobre pół metra, aż Toy i Cadillacowi wytrąciło broń z rąk. Mobutu, Tally-Ho, Lady i jakiś chłopak wyskoczyli na zewnątrz. Reszta zaczęła się palić. Toy spanikowana chwyciła gaśnicę i... Chryste! Po prostu wrzuciła ją do środka. Zamiast wyrwać zawleczkę i wpuścić tam strugę piany, ona... po prostu wrzuciła do transportera całą zabezpieczoną gaśnicę. Jezu... Cadillac podał jej karabin, chwycił erkaem i zaczął walić, niezbyt celując. Żar z płonącego mardera zmusił Toy do cofnięcia się o kilka kroków od transportera. Momentalnie oberwała w brzuch. Pocisk spłaszczył się na kamizelce, nie robiąc większej krzywdy, ale dziewczyną targnęło w tył, upadła na plecy, znowu wypuszczając z rąk karabin. Kątem oka zauważyła, że Yellow uderzeniem pięści włączył radar w swoim humvee i wyskoczył z pojazdu. Sekundę później hummer zamienił się w kulę ognia, lecz radar zdążył przekazać dane do komputerów transporterów, ponieważ w piekielnym huku wystartowało z nich jakieś sześćdziesiąt rakiet, celując w miejsca, skąd strzelano, i to idealnie, mierząc po torach nadlatujących pocisków. Na drugim brzegu zagotowało się nagle. Yellow w płonącym ghillie suit czołgał się do drzew. Ogień przeciwnika nagle osłabł, by po chwili się wzmóc i znowu osłabnąć, kiedy jedyny ocalały stalker zaczął walić ze wszystkiego, co miał na wyposażeniu. Toy ogłuszona totalnie chwyciła karabin i swoje klamoty. Podniosła się niemrawo. Usiłowała biec w kierunku drzew, kaszląc i dusząc się coraz bardziej. Zderzyła się z kimś. Chyba z jakimś rosłym facetem, bo ponownie rzuciło ją na ziemię. I całe szczęście, ponieważ tamtego właśnie prawie przepołowiła seria dużego kalibru. Rozpłakała się. Coś eksplodowało za jej głową. Nie słyszała już niczego, tylko uporczywe dzwonienie w uszach. Dwa mardery płonęły – cofając, zderzyły się ze sobą i tak już zostały. Stalker walił z czegoś, co Toy odczuwała aż w kościach jako potworne dudnienie. Trackwolfy wiały na pełnej szybkości. Nad miejscem ich postoju uniósł się ognisty grzyb wybuchu, którego nie powstydziłaby się mała bomba atomowa. To wybuchła ciężarówka z paliwem...
Toy uparcie czołgała się w stronę zarośli. Dostała jeszcze dwukrotnie. Raz w nogę, konkretnie w ochraniacz na udzie, drugi raz w hełm. Zwymiotowała gwałtownie. Zerwała maskę i w idiotycznym odruchu wytarła usta chustką. Zobaczyła jakichś ludzi biegnących w jej kierunku. Odrzuciła plecak i klamoty, chwyciła karabin, zerwała się i przerażona zaczęła biec. Dopadła zbawczych zarośli nad rzeką tuż przy trackwolfe, który tam ugrzązł na samym początku i właśnie się dopalał. Toy przeładowała i wpakowała serię w kogoś, kto zaatakował z boku. Wielką postać odrzuciło o dobry metr. Toy struchlała nagle. Mobutu, wyjąc przez radio, zdjęła maskę i hełm. Beczała na cały głos.
– Toy, kurwa!!! – W irracjonalnym odruchu ściągała z siebie ghillie suit. – Odpaliłaś mi w brzuch sto pocisków!
– Jezus... Jezus. Żyjesz?
– Boże! Boże!!! – Mobutu odpinała rzepy kamizelki kuloodpornej. – Dostałam stówę na korpus! Jezus... Walnęło w jakąś szczelinę? Widzisz krew, kretynko?
– Mobutu! Przepraszam! Przepraszam!!!
– Jezu, widzisz krew, oślico? – Mobutu, łykając łzy, rozpinała kurtkę.
– Nie widzę, bo jesteś czarna! – Toy trzęsącymi się rękami pomagała jej zdejmować mundur. – Chodź bliżej.
Maybe Not wychyliła się spod jakiegoś krzaka.
– To były igłowe z chwytu – powiedziała. – Inaczej już byś nie żyła, durna dupo.
Hot Dog dopadł do nich, ciągnąc razem z Clashem niezbyt przytomnego Winniego.
– No... główki nisko, baby. Teraz się zacznie.
Mobutu, ciągle płacząc, obmacywała się i oklepywała wszędzie. Przypalony Australijczyk jęczał, Toy beczała razem ze swoją koleżanką. Tally-Ho siedziała na brzegu z rozrzuconymi nogami i waliła seriami ze swojego HK, wrzeszcząc:
– Ale fajnie! Ale fajnie!!!
Lady uratowała jej życie, waląc z byka w brzuch i przewracając w krzaki. Potem spadł na nie granat fosforowy. Na szczęście nie wybuchł. Obie aż podskoczyły z okrzykiem przestrachu. Hot Dog i Yellow również wrzeszczeli, ilekroć musieli się odkleić od ziemi, żeby odpalić z granatnika.
W tym momencie zadzwonił telefon Toy. Odruchowo go wyjęła i przyłożyła do ucha.
– Słucham?
Granat odłamkowy wybuchł tuż obok, obsypując ich zwałami ziemi. Toy usiłowała wypluć piasek.
– To ty, Shainee? Co? Kuchenka się pali?
Ich stalker wycofał się pomiędzy drzewa. Potem odpalił pociski rozpryskowe. Wydawało się, że na drugim brzegu pojawiła się dziwna mgła.
– Nie, nie płaczę, Shainee. Jezu, co z dzieckiem? Może się zaczadzić!
Hot Dog nareszcie coś trafił z granatnika. Widać było eksplozję na drugim brzegu. Sam dostał w ochraniacz na ramieniu. Zwymiotował, kiedy Yellow wsunął mu pod kevlar woreczek z absorbentem.
– Shainee, wezwij straż pożarną i natychmiast wynieś dziecko z biura!
Rozległ się dziwny szum. Coś przelatywało górą.
- Do wody! - ryknął Clash. - Teraz napalm!
- Jezu, Shainee, czy ty naprawdę opowiadasz mi tylko film w telewizji?
- Do wody! - krzyknął Cadillac. - Tu zaraz nie będzie czym oddychać!
Chwycił Winniego za kołnierz i pociągnął do rzeki.
- Kotku, wiem, że film o płonącej kuchence jest fajny... Nakarmiłaś dziecko?
Wpadła do wody razem z ostatnią grupą rekrutów. Za ich plecami pojawiła się ściana ognia. Stalker i ocalałe humvee odpowiedziały zmasowanym ostrzałem.
Toy o mało nie utonęła przy samym brzegu, bo miała otwarte usta. Zdążyła jeszcze zauważyć, że ich ogień sprawił, iż niewidoczny do tej pory przeciwnik również wbiegał do rzeki. Widziała wroga. Widziała wroga pod wodą. Byli dziwnie blisko, prawie na wyciągnięcie ręki. Dziwne, rozmazane sylwetki. Przełączyła ogień na ciągły, zasilanie z magazynka w kolbie. Przerażona nacisnęła spust.
Bum... bum... bum... Jezu. Strzelanie pod wodą. Pociski sunęły w zwolnionym tempie. Bum. Przerwa. Bum. Przerwa. Bum. Przerwa... Widziała poruszające się w tył i w przód suwadło zamka swojego karabinu, widziała dosłownie tory pocisków, widziała bąbelki gazu wydostające się z lufy. Widziała też fontanny czegoś, co zaczęło wypływać z ludzi naprzeciwko. Widziała nawet pomarańczową mgłę - dowód na to, że ktoś zsikał się ze strachu. Zupełnie to nierealne, ale widziała!
Bum... bum... bum...
Buch!
Toy dostała w lewe ramię. Powoli, powolutku obróciło ją o sto osiemdziesiąt stopni. Straciła grunt pod nogami. Wydusiło jej powietrze z płuc.
Buch!
Dostała w plecy, gdzieś nisko, aż jej uniosło nogi. Zaczęła tonąć. Ból promieniował pod kevlarowymi ochraniaczami i kamizelką. Powietrza! Cudem odbiła się od dna. Wyprysnęła na powierzchnię, zaczerpnęła haust powietrza i... Szlag! Nie potrafiła zanurzyć się z powrotem. Zadziałał strach, który spętał jej ciało. Wreszcie się opanowała. Wyjąc ze złości na siebie, zanurkowała.
Buch!
Dostała w przeponę. Widziała, dosłownie widziała ten pocisk. Uderzyła twarzą w muliste dno. Podniosła się w ślimaczym tempie.
Bum. Przerwa. Bum. Przerwa. Bum... Suwadło jej karabinu ociężale przesuwało się w tył i w przód. Jezus! Zaraz jakiś panikarz rzuci granat i wszyscy zginiemy!
Wyprysnęła na powierzchnię razem z którymś z rekrutów. Oboje otworzyli usta, żeby zaczerpnąć tchu. On w te usta dostał. Zamarł z jakimś takim dziwnym wyrazem twarzy. Zaczął się powoli zanurzać. Toy zrobiła to szybciej.
Bum... Bum... Bum... Suwadło powolutku przemierzało swą drogę. Pociski leciały... tfu! płynęły, znacząc swój ślad pęcherzykami gazu. Caddie chciał walnąć z erkaemu, ale pod wodą zacięła mu się taśma.
Bum... Bum... Bum... Toy skończyła się amunicja w kolbie. Szlag! Jeśli rzeczywiście ktoś spanikuje i wrzuci granat, będzie masa trupów. Przełączyła na chwyt.
Igłowe pociski utworzyły jedynie mgiełkę przed lufą. Tamci atakowali bagnetami, już z bliska. I tu się przeliczyli. Mobutu, wysoka jak wieża Eifla, a poza tym silna jak koń zachlastała dwóch nożem, zanim zdołali się do niej zbliżyć na odległość ich krótkich rąk. Hot Dog atakował z byka.
Znowu musiała zaczerpnąć oddechu, odbiła się od dna. Przez ułamek sekundy na powierzchni, przez zalane brudną wodą oczy zobaczyła dwóch przeciwników na brzegu, którzy włożyli lufy karabinów do wody, by wspomóc kolegów. Obydwa karabiny eksplodowały. Tak samo jak broń rekruta obok, który wystawił lufę z wody. Zanurkowała znowu, zanurzając się w świat onirycznych dźwięków, bulgocących wrzasków, spowolnionych wystrzałów...
Czuła, że znosi ją prąd. Była z całym sprzętem za ciężka, żeby utrzymać się na powierzchni. I nie umiała pływać. Gorączkowo szukała nogami czegoś, od czego mogłaby się odbić i zaczerpnąć powietrza. Znalazła. Odbiła się od mułu, ale nie dotarła do powierzchni. Spróbowała jeszcze raz. Nic z tego. Niosło ją na głęboką wodę. Boże, zaraz się udusi. Była zbyt słaba, żeby choć próbować płynąć z tym wszystkim, co miała na sobie. Czując, że paraliżujący strach zaczyna ją dusić równie mocno jak brak tlenu, spróbowała jeszcze raz. Znowu nic. Odrzuciła karabin i zaczęła szamotać się z ghillie suit. Nóż. Gdzie jest nóż? Spokojnie. Przecież nie rozetnie całej tej siatki. Usiłując powstrzymać skurcz obolałych płuc, ściągnęła z siebie maskujący mundur. Coś ciągnęło w dół, coraz szybszy nurt obracał Toy powoli, paraliżująca panika ogarniała umysł. Zrzuciła kamizelkę kuloodporną, pas, ochraniacze... Zaraz zwymiotuje i się udusi! Zrzuciła kurtkę, buty i spodnie. Dlaczego to idzie tak powoli? Właściwie pozbyła się wszystkiego i, waląc nogami oraz rękami, jakoś wydostała się na powierzchnię. Pierwszy łyk powietrza dosłownie ją oszołomił. Kaszlała wodą, pluła, prychała, lecz oddychała!
Szkoda, że nie umiała pływać. Jako wychowanka domu dziecka z kiepskiej dzielnicy nigdy nie była nawet na basenie. Czuła, że tonie i że coś jej przeszkadza. Nurt niósł szybko w dół rzeki. Zanurzała się jeszcze szybciej. Odbić się od dna, wyskoczyć na powierzchnię i zdobyć choć jeden oddech. Ni cholery nie wychodziło. Była za lekka, żeby odbić się od dna, a za ciężka, żeby ją wyrzuciło na powierzchnię niczym korek i kompletnie nie umiała pływać.
Trudno, Toy, musisz pożegnać się z tym głupim światem. Obojętniała powoli. Jej ruchy były coraz mniej gwałtowne. W brzuchu strasznie bolało, zaraz się zrzyga, wciągnie to do płuc i umrze. Nie miała siły już się kontrolować. Trudno...
Plecami uderzyła w jakiś kamień. Niemrawo usiłowała go chwycić, ale nic z tego nie wyszło. Teraz uderzyła w coś kolanami. Odruchowo otworzyła usta, wciągnęła wodę do płuc. Koniec. W ataku paniki wyprostowała gwałtownie nogi i... wstała. Woda sięgała jej zaledwie do połowy ud. Rozlewisko. No i co z tego? Dalej nie mogła zaczerpnąć oddechu. Coś utkwiło w płucach, usiłowała odkaszlnąć. Ni cholery. Nachyliła się, chcąc wykrztusić to wszystko, jednak się nie udało. Czerwone cienie pod powiekami nie pozwalały się skupić. Zdesperowana przyłożyła czołem w najbliższy kamień. Ból i krew spływająca po policzkach otrzeźwiły ją na ułamek sekundy. Zaczęła kaszleć. Chrypiała, charczała, słabła, dławiła się, lecz... odkrztuszała powoli drobne porcje wody z płuc. Coś rzęziło w niej gdzieś głęboko.
Była tak słaba, że kiedy tylko odzyskała możliwość oddychania, na razie samymi szczytami płuc, objęła najbliższy kamień i zemdlała albo zasnęła. To nie był dobry sen, ponieważ budziła się co chwilę, krztusząc się i kaszląc, ze zbolałym umysłem, który natrętnie wynajdował wszystkie pierdoły z jej przeszłości, o których chciała zapomnieć, ale... Ale przeżyła. Przeżyła.
Wciąż jeszcze niezbyt przytomna powlokła się na brzeg. Zrozumiała, co jej tak bardzo przeszkadzało w wodzie. Przez cały ten czas trzymała w lewej dłoni telefon komórkowy. Zrezygnowana zwinęła się w kłębek pod najbliższym krzakiem. Nie mogła zasnąć, choć cały jej zdezelowany organizm domagał się odpoczynku. Sama pozbawiła się w rzece całego ekwipunku, w tym najbardziej teraz potrzebnego GPS-a. Była zagubiona gdzieś w Afryce, zdezorientowana i przerażona. Trzeba tu jakoś przeżyć. A do tego celu musiały jej służyć jedynie trzy rzeczy, jakie przy sobie miała. Bielizna, przyklejone do skroni okulary oraz telefon.
Komórka jednak nie działała. Przyciśnięcie czegokolwiek powodowało tylko drażniący dźwięk i dość głośny komunikat, że aparat został uszkodzony. Toy zawsze zastanawiało, dlaczego część elektroniki zwykle okazywała się wodoodporna, a część nie.
Wstała, dłonie oparła o trzęsące się uda. Wokół było cicho. Żadnych odgłosów bitwy w pobliżu, żadnych zwierząt, ćwierkania ptaszków, nic. I niby co miała zrobić bez zapasów, bez jakichkolwiek środków, bez paszportu? Nawet nie miała pojęcia, ile przedrzemała czy przeleżała nieprzytomna z głową opartą na kamieniu. Właśnie zapadał wieczór. Nie miała pojęcia, czy to dzień, w którym toczyła się bitwa w rzece, czy następny. Ruszyła wzdłuż drogi, którą posuwali się wcześniej. Teoretycznie najlepiej byłoby wrócić na pole bitwy, może tam udałoby się znaleźć coś z wyposażenia. Lecz jeśli wygrał ich nieznany przeciwnik i czekał tam jeszcze, byłaby to stuprocentowa recepta na popełnienie samobójstwa. Szła więc w drugą stronę, kalecząc bose stopy o rozpadające się drobinki asfaltu. Myślała cały czas o tych litrach wody, które miała w ustach, w płucach i w brzuchu. Wody z rzeki. A skoro w Maroku kazali zalepiać usta plastrem, nawet biorąc prysznic, to teraz... Teraz już miała w sobie te wszystkie świństwa, cholera wie, bakterie, wirusy, drobnoustroje czy pasożyty. Szlag...
Wybawienie czekało na nią już za zakrętem. Najpierw usłyszała głośny krzyk, a potem serię z broni automatycznej. Ukryła się w krzakach. Znowu przed jej oczami pojawiły się te wszystkie uporczywe pierdoły z przeszłości. Nie oddała długu bliskiej koleżance – jako dziecko pożyczyła od niej jedenaście kapsli od coli, żeby zagrać w autostradę, i wszystkie przegrała. Kapsli nie oddała. Boże, błagam, nie karz mnie za to!!! Wrzeszczała bez powodu na swoją najbliższą koleżankę. Popełniła tysiąc świństw, jak choćby stłuczenie tego głupiego kubeczka Tally-Ho, który tamta przywiozła z Księżyca na pamiątkę. Jezu, jak jej głupio. Jak jej głupio teraz, gdy już strzelają nad głową. Zrobiła milion głupstw w życiu. Nic mądrego. Niczego po sobie nie pozostawi. Pójdzie do grobu razem z milionami świństw, które uczynili jej inni. Na nikim się nie odegra, nikomu nie przebaczy.


Dodano: 2008-04-26 10:56:32
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Gavein - 13:07 21-05-2008
Bum! Buch! Jezus! Bum, Bum. O %^#%$! Aaaarghh!!! Buch! :) Uwielbiam ten styl :)

nosiwoda - 14:18 21-05-2008
Rany boskie. Mam nadzieję, że to tylko drugi fragment, a nie zapowiedź drugiego tomu?

Tigana - 17:01 21-05-2008
Jak się "Toy" ładnie sprzeda to kto wie - może i trylogia nas czeka. Szykuj się Kurp :wink:

MadMill - 17:25 21-05-2008
A kiedy czwarty tom Achai? Ja z tęsknoty już usycham. :(

nosiwoda - 17:28 21-05-2008
Rany boskie. Mam nadzieję, że Wy tacy ironiczni.

MadMill - 17:39 21-05-2008
No coś Ty! Nie posądzaj nas o takie rzeczy! Achajka rulez, gossu i wogule!!!!111!11!1

Tigana - 17:47 21-05-2008
MadMill pisze:No coś Ty! Nie posądzaj nas o takie rzeczy! Achajka rulez, gossu i wogule!!!!111!11!1

Proponuje cross-over Achaja spotyka Toy we Wrocławiu :wink:

toto - 18:27 21-05-2008
...pijąc piwo?

nosiwoda - 11:18 23-05-2008
...a potem walczą na miecze świetlne z gromadą gumoni od Dębskiego.

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS