NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abnett, Dan - "Uniwersum Marvela. Avengers: Wszyscy chcą rządzić światem"

Wroczek, Szymun - "Piter. Bitwa bliźniaków"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Pilipiuk, Andrzej - "Księżniczka" (2020)

 Biedrzycki, Bartosz - "Zimne światło gwiazd"

 Campbell, Jack - "Zaginiona flota. Odważny" (2020)

 Kloos, Marko - "Wstrząsy wtórne"

 Nieściur, Sławomir - "Blokada"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka angielskiego"

 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

Linki

Małecki, Jakub - "Błędy"
Wydawnictwo: RedHorse
Data wydania: Maj 2008
ISBN: 978-83-60504-55-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 304
Cena: 24,99 zł



Małecki, Jakub - "Błędy"

Wszystko w Poznaniu wydawało się jakieś powyginane, nierealne. Przy ulicach stały papierowe domy, słońce świeciło sztucznym światłem, a niebo sprawiało wrażenie, jakby zaraz miało spaść Kamilowi na głowę. Zmęczony osunął się przy drzwiach mieszkania. Coś zaszurało gdzieś w budynku. Dźwięk, jakby ktoś przesuwał po parkiecie wielką i ciężką szafę, rozbrzmiewał na całej klatce schodowej. Kamil skoczył do drzwi i wypadł na zewnątrz.
Rzucił się ku schodom by, pchany nadzieją, szukać żywych sąsiadów.
Wbiegł na samą górę (winda nie działała już od ponad miesiąca) i stanął oniemiały. Nie dość, że na ostatnim piętrze nie było drzwi, to nie było tam właściwie nic. Żadnych ścian działowych, okien ani filarów, żadnych mieszkań, pralni czy suszarni. Tylko otwarta przestrzeń, rozległa jak Plac Wolności. Ostatnie piętro z pewnością musiało wystawać poza boczne ściany wieżowca. Pachniało truskawkami.
Pośrodku, na podłodze siedziała olbrzymia postać. Jej stopy równały się wielkością z całą nogą Kamila, twarz, niczym księżyc, wisiała pod sufitem. Ciało składało się z segmentów, było obszerne, otyłe. Stawy wprawiały w ruch kończyny we wszystkie strony, mięśnie, wyraźnie rysujące się pod sztywną skórą, nachodziły na siebie i przeplatały ze ścięgnami wbrew prawom biologii i logiki. Stopy olbrzyma pokryte były łuskami i gęstym śluzem, nogi porastała twarda sierść i tylko tułów przypominał groteskowo powiększone ciało człowieka. Ramiona zaś, barki i szyja falowały delikatnie, kiedy ruchy powietrza poruszały pokrywające je pióra.
Stwór spojrzał na Kamila i powrócił do swojego zajęcia. Rysował po podłodze, a wszędzie wokół niego tłoczyły się zastępy różnokolorowych kredek. Był tak wielki, że gdyby chciał wstać, przebiłby głową sufit. Twarz miał gładko ogoloną, z głowy zamiast włosów sterczały pawie pióra.
Kamil dyszał ciężko, rozglądając się dokoła. Ściany w całości pokryte były rysunkami, które nawet z daleka zapierały dech w piersiach.. Na ścianie po lewej, doktor Tulp Rembrandta przeprowadzał sekcję zwłok na autoportrecie malarza, tuż obok Van Gogh biegł przez pole zboża. Gęsta chmura kruków nad nim zwiastowała jakieś nieszczęście. W innym miejscu, wielki czerwony smok oplatał kobietę znaną z telewizyjnego talk-show. Rozpostarte szeroko skrzydła okrywały częściowo Saturna pożerającego dziecko. Czarne tło obrazu Goi przechodziło w fakturę mapy wiszącej na ścianie obrazu żywcem wyciętego z płótna Vermeera. Stwory Beksińskiego szczerzyły się z rogów pomieszczenia.
Wszędzie tłoczyły się postaci z najrozmaitszych obrazów, a freski z Kaplicy Sykstyńskiej zajmowały dużą część sufitu. Między bohaterami płócien Blake’a, Malczewskiego i Sisleya widniały sylwetki aktorów telewizyjnych. Mignęła też twarz kobiety, która sprzedawała w Orient Barze na Wierzbaku. Morze opływało jej nogi, w tle płynął piracki statek.
Miejscami, ściany i sufit były jeszcze nie zamalowane.
Linie ułożyły się w jeden poskręcany wzór. Pojedyncze kreski rozdzieliły się i splątały, tworząc litery. Litery tchnęły życie w wyrazy, a te uformowały pierwsze pytanie olbrzyma.
„Dlaczego się boisz? Nie jesteś w piwnicy. Znajdujemy się od niej niemal tak daleko, jak tylko się da.”
Na moment odebrało Kamilowi mowę. Spojrzał na wielkiego człowieka. Posadzkę pokrywały twarze. Kiedy wrócił wzrokiem w poprzednie miejsce, pytania już tam nie było.
– Boję się, bo nie wiem, co się dzieje – odparł. – Wygląda na to, że w całym Poznaniu nie ma nikogo oprócz mnie. Na dodatek nie miałem pojęcia, że... że mieszka tu ktoś taki jak pan.
„Jaki?” – dym unoszący się ponad wielką bitwą przekształcił się w słowo.
– Nigdy nie widziałem tak wielkiego... człowieka.
W odpowiedzi pokryta drobnym pierzem głowa zatrzęsła się nieznacznie, ramiona podskoczyły w górę raz i drugi, kiedy mężczyzna bezgłośnie zachichotał.
„No dobrze” – pojawił się kolejny wrośnięty w malowidło napis. – „Nie widziałeś. A jak patrzysz?”
Zatkało go.
– No... – zaciął się i nie dokończył.
„Jak? Bo chyba nie tym marnym zmysłem, który sprowadza się do obracania tymi dwoma niewielkimi kulkami po obu stronach nosa?”
Nie miał pojęcia, jak mógłby na to zareagować.
„Oczy, ach te nieszczęsne oczy! Czy uważasz, że dzięki nim możesz teraz ze mną mówić? – ciągnął mieszkaniec ostatniego piętra kamienicy. – Czy uważasz, że możesz ufać w to, czym karmią cię twoje receptory? Przychodzi do ciebie jutro ktoś i mówi, że jest równocześnie twoim ojcem, matką, synem i córką a na dodatek z życzliwości musi cię zabić, bo jeśli nie, to na Marsie zginie pewna bakteria zwana Hitlerem. Uwierzysz? Dasz się zabić?”
– Nie... – wyszeptał.
„A w podobne bzdury wierzysz, opierając się na tym upośledzonym wzroku, słuchu i paru innych... Czy naprawdę uważasz, że słoń, zwierzę tak potężne i posiadające tak wielką moc, wydaje swą trąbą ten śmieszny dźwięk? Czy sądzisz, że wirus, który zabija w ciągu miesiąca całe miasta, jest niewidoczny? Jak to? A może będziesz się spierał twierdząc, że niebo ma ten monotonny, niebieski kolor a drzewa bez wiatru się nie poruszają? Błagam...”
Odrzucił na bok kredkę. W następnej chwili, bez jego pomocy, inna wskoczyła mu do ręki. Kontynuował swoje dzieło, nie podnosząc wzroku. Obrazy na ścianie tworzyły kolejne słowa.
„Jeśli chcesz się uratować, zastanów się poważnie nad tym wszystkim i przyjdź do mnie jutro. I zapamiętaj swój sen. Nie mam ochoty rozmawiać z kimś, kto zostaje kaleką na własne życzenie. Precz!”
Ostatnie słowo zagrzmiało bezdźwięcznie. Kolorystyka i kształt liter posiadały moc, która huknęła w głowie Kamila. Uciekł do siebie. Zastanawiał się, czy nie pobiec gdziekolwiek, byle dalej od tego potwora. Na trzeźwo ocenił, że czuje się we własnym mieszkaniu dużo bezpieczniej niż nocą, w pustym Poznaniu. Nawet jeśli wyżej mieszka coś takiego.


Dodano: 2008-04-15 17:36:18
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Galapagos"


 Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"

 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS