NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

Ukazały się

Mammay, Michael - "Przestrzeń"


 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"

 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

Linki

Erikson, Steven - "Wicher śmierci. Imperium"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Opowieści z Malazańskiej Księgi Poległych
Tytuł oryginału: Reaper’s Gale
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: Wrzesień 2007
ISBN: 978-83-7480—064-8
Oprawa: miękka
Liczba stron: 520
Cena: 35,00
Tom cyklu: 7, część 1



Erikson, Steven - "Wicher śmierci"

„Opowieści z Malzańskiej Księgi Poległych” na stałe wpisały się już w świadomość wielbicieli fantastyki w Polsce. Na każdy kolejny tom spora grupa fanów oczekuje z wytęsknieniem, a gdy się już ukaże, pochłaniany jest w ekspresowym tempie. I udręka zaczyna się od nowa...
W ten sposób autor i czytelnicy dotarli do siódmego tomu sagi, noszącego tytuł „Wicher śmierci”. Jego akcja dzieje się znów na kontynencie opanowanym przez Imperium Letheryjskie, rządzone obecnie przez szalonego i nieśmiertelnego cesarza Rhulada z Tiste Edur. Na jego rozkaz z całego świata przypływają mistrzowie walki, by zmierzyć się z nim w nierównym pojedynku (jednakże czy w przypadkach Karsy Orlonga albo Icariuma można powiedzieć, że stoją na straconej pozycji?). Odcięty od świata cesarz nie dostrzega, iż jego państwo chwieje się w posadach, a na granicach powstają potężne armie. Mało tego, do wybrzeża zbliża się potężna malazańska flota z Łowcami Kości na pokładach. Wszystko wskazuje, że finał powieści znów będzie obfitował w krwawe starcia.

Najciekawszym elementem powieści jest zobrazowanie wzajemnych relacji między Edur a Letheryjczykami. Choć ci pierwsi nominalnie są władcami, nową arystokracją, to tak naprawdę niewiele się zmieniło w strukturach rządzących imperium. Nadal najważniejszy jest pieniądz – kto go posiada, ten wydaje rozkazy. Dodatkowo rdzennej ludności nie obchodzi, kto stoi na czele państwa, skoro mechanizmy władzy w niczym się nie zmieniły. Nierozumiejący tego Edur odsuwają się od nich, pozostawiając decyzje w rękach Letheryjczyków. A ci już potrafią z nich zrobić użytek na własne potrzeby. Wspaniały przykład działania biurokracji, której inercja jest trudna do pokonania. Czyż i w naszej historii nie raz byliśmy tego świadkami?
Do obalenia systemu dąży oczywiście Tehol z nieodłącznym Buggiem. Ich plan jest prosty i polega na uderzeniu w serce Letheru – rynek finansowy. Erikson, szczególnie na początku książki, dość obficie rozwodzi się o ekonomii imperium oraz o systemie społecznym, który jest przezeń stworzony. Rzecz jasna całość jest znacznie uproszczona i pewnie wywołuje pobłażliwy uśmiech na twarzy ekonomisty czy socjologa, ale na potrzeby powieści doskonale się sprawdza i jest solidnie umocowana w realiach.
W „Wichrze śmierci” Erikson bardzo dużo pisze też, o miłości, choć nie zawsze wprost. Przedstawia najróżniejsze jej przejawy: piękno uczucia i zwyrodnienia, pożądanie cielesne i wspólnotę dusz, gorące namiętności i zwykłe zaspokojenie potrzeb ciała. W większości przypadków niewiele jest w tym z romantyzmu, prędzej przeważa pragmatyzm. Jednym może to się spodobać, innych zrazić.
Nieodłącznym elementem książek ze świata „Malazańskiej Księgi Poległych” jest czarny humor. Za ten aspekt „Wichru śmierci” odpowiadają przede wszystkim już wymieniani – Tehol i Bugg, którzy swoją bezpośredniością potrafią doprowadzić do łez. Jednakże w tym tomie jakby trochę spoważnieli, na ich wybrykach kładzie się cień. Nie zabrakło również humoru i scen a la Podpalacze Mostów. Choć nie w oryginalnym wydaniu, a w wersji Łowców Kości, to jednak są to te same cyniczne żarty w obliczu zbliżającej się zagłady.

Z żalem muszę stwierdzić, iż „Wicher śmierci” jest najsłabszą częścią cyklu jak do tej pory. Przez większość tomu akcja toczy się z niespotykaną u Eriksona powolnością. Sceny przesuwają się przed oczami czytelnika, wydarzenia następują po sobie, ale wszystko dzieje się nieśpiesznie. Zwykle u kanadyjskiego pisarza wprost nie można się oderwać od lektury, tak zawrotne jest tempo akcji. Tym razem jednak tak nie jest. Gdyby bardziej skondensować zawartość, prawdopodobnie poziom adrenaliny u czytelnika by wzrósł. Nawet wielki finał jest jakby bez energii. Opisy walk rozciągnięte na kilkaset stron niewiele wnoszą, zabrakło silnego uderzenia na koniec.
Za nie do końca udane uważam również poprowadzenie fabuły. Nie zdradzając zakończenia, powiem tylko, że stawia ono pod znakiem zapytania sens niemalże całego wątku letheryjskiego. Nieliczne elementy, które mają znaczenie dla szerszej skali, można by było wprowadzić w innych miejscach. Dodatkowo niewiele się wyjaśnia na pozostałych, ciekawszych polach, więc mimo zakończenia części wątków, „Wicher śmierci” ma niewielki wpływ na obraz całego cyklu. Tym bardziej, że patrząc na ilość powrotów zza grobu w siódmym tomie, nie można być pewnym, czy zakończenia te są ostateczne. Po prostu część wątków została rozwiązana w niezbyt ciekawy sposób, inne, jak się wydaje, do niczego konkretnego nie prowadzą. Być może zmieni się to w świetle kolejnych tomów, lecz do tej pory nie miało się takiego wrażenia, nawet jeśli opisywane wydarzenia pozornie nie miały nic wspólnego z dotychczasową fabułą.

Najnowszą książkę Eriksona nadal czyta się świetnie i błyskawicznie mimo znacznej objętości i wspomnianych wad. Wielu pisarzy mogłoby się od Kanadyjczyka uczyć jak należy pisać wielowątkowe, zakrojone na szeroką skalę powieści. W „Wichrze śmierci” jest nadal wiele interesujących elementów, choć bardziej na poziomie szczegółów. W związku z tym, po siódmym tomie pozostaje pewien niedosyt. Należy mieć nadzieję, że to chwilowa obniżka formy, a nie zwiastun przesilenia twórczego przy pisaniu tak monumentalnego cyklu.


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2008-02-13 19:36:39
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Vanin - 17:23 14-02-2008
Widzę, że się zgadzamy co do oceny.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS