NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Gniew"

Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

Ukazały się

Jaumann, Bernhard - "Sępom na pożarcie"


 Brown, Ryk - "Aurora Cv-01"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Kres, Feliks, W. - "Północna granica" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Król Bezmiarów" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks, W. - "Grombelardzka legenda" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Pani Dobrego Znaku" (edycja limitowana)

 Kres, Feliks W. - "Porzucone królestwo" (edycja limitowana)

Linki

Przechrzta, Adam - "Pierwszy krok"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Styczeń 2008
ISBN: 978-83-60505-92-2
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 512
Cena: 29,99



Przechrzta, Adam - "Pierwszy krok" #3

I krzyczał przez wieczność

Ashura szedł niespiesznie, podążając do zajętych przez joannitów starych koszar.
Mijał obojętnie stosy trupów przy wejściach do budynków i barykadach, nie zwracał najmniejszej uwagi na leżące niczym porzucone zabawki ciała. Miał zadanie. Niezatrzymywany minął dwa wojskowe posterunki i bez problemu przebył barierę z rozjarzonych błękitem glifów.
Na obszernym placu przed budynkiem koszar kręciło się kilkudziesięciu joannitów roznoszących wodę i jedzenie wśród tysięcy Rzymian, którzy schronili się tu przed plagą Nieumarłych. Nikt nie zwrócił uwagi na ubranego w łachmany starca. Ot, jeszcze jeden biedak jakich wielu.
Ashura pochylił głowę i szepcząc mantrę Szarej Mgły, wszedł do koszar ignorowany przez strażników. Wyczuł magiczne zabezpieczenia, jednak nie były one w stanie zatrzymać kogoś, kto mógł się mierzyć nawet z Potęgami. Ruszył szerokim, nieoświetlonym korytarzem do gabinetu wielkiego mistrza. Pilnujący drzwi joannici zareagowali natychmiast.
Pierwszy rzucił się naprzód, wyciągając w biegu miecz, drugi usiłował użyć magii – bezskutecznie. Ashura zasłonił się niedbale i lśniące błękitem ostrze wydało jękliwy dźwięk, osuwając się bezsilnie po jego przedramieniu.
– Nie jesteście w stanie mnie zabić ani wezwać pomocy – powiedział spokojnie. – Odejdźcie.
Mężczyźni obserwowali go w skupieniu, nadal zagradzając przejście.
– Jeśli nie zejdziecie mi z drogi, zabiję was.
– Kim jesteś?
– Jestem Ashura – odparł łagodnym tonem. – To nazwa rasy, nie imię... Może coś wam to mówi?
Mówiło. Świadczyły o tym ich nagle kredowobiałe twarze.
– Zawiedliśmy! – jęknął szpakowaty zakonnik i zaatakował.
Nie użył miecza, wszedł duchem w przestrzeń Tańca Gwiazd i odciął jedną ze srebrnych strun chroniących duszę Ashury. Moc rycerza nie pozwalała na więcej, ale zanim zaskoczony wróg zareagował, uderzył w drugą. Umarł w chwilę później.
Ashura czekał czujnie na ruch pozostałego przy życiu Joannity. Nie próbował już negocjować. Jego duszę chroniły pięćdziesiąt cztery struny. Teraz już tylko pięćdziesiąt dwie. Nawet gdyby walczył jedynie w świecie Tańca Gwiazd, mógł pokonać kilkudziesięciu przeciwników. Struny regenerowały się z czasem. Jednak pewność siebie Ashury zmalała. Po raz pierwszy ktoś zadał mu cios za cenę własnego życia.
Drugi Joannita uchylił w tym czasie drzwi do komnaty wielkiego mistrza.
– Ratuj się, panie! – zawołał.
Ashura bez zdziwienia przyjął kolejny atak. Śmierć za przecięcie następnej struny. Zostało pięćdziesiąt jeden...
Wszedł do skromnie urządzonego pokoju. Za zbitym z sosnowych desek stołem siedział mistrz zakonu joannitów, Armand de Montmorency. Stary rycerz bez zdziwienia spojrzał na przybysza.
– Przegraliście – powiedział, wskazując ruchem głowy unoszącą się nad blatem błękitną kulę. – Natarcie zostało odparte, miasto znowu jest nasze.
– A jeśli tylko odwróciliśmy waszą uwagę? – zapytał z uśmiechem Ashura.– Może genialny Adam de Sarnac się mylił i chodziło nam o zabicie ciebie? Bo ciebie przecież zabiję...
De Montmorency bez słowa przeniósł się w przestrzeń Tańca Gwiazd i rozpoczął grę. Był silny. Zanim umarł, długo tańczył, przenikając niematerialne ściany, wykorzystując płynące z całego wszechświata strumienie energii. Zdążył przeciąć trzynaście strun nim przegrał partię.
Ashura powrócił do swego ciała, żeby opuścić budynek. Wyszedł na korytarz i zamarł. W wąskim przejściu tłoczyły się setki joannitów.
– Bracie Arno... – powiedział stojący w pierwszym szeregu rycerz.
Z tłumu wysunął się potężnie zbudowany mężczyzna z blizną na twarzy.
– Zabiłeś naszego ojca, więc zginiesz – warknął, mierząc Ashurę płonącym wzrokiem.
– Naprawdę? Ilu z was jeszcze odda życie za możliwość zadania jednego ciosu?– parsknęła szyderczo stojąca naprzeciw zakonnika istota.
Już nie wyglądała jak staruszek. Jej rysy zmieniały się nieustannie, ciało falowało niczym dym.
– Moja potęga równa się sile waszych bogów! Jestem Ashura, jestem Dewantar!
Pierwsze szeregi postąpiły do przodu, napierane przez przybywających z całego miasta joannitów. Tłum rósł.
– Każdy z nas wyczuł odejście mistrza – odparł Arno Hakonsson. – Pytasz, ilu z nas umrze, aby go pomścić? Gdy zajdzie potrzeba, umrą wszyscy. Ashura – stwierdził w zamyśleniu. – Bóstwo mrocznego wszechświata... Umrzesz – powtórzył.
– Za pozwoleniem. – Uniósł dłoń jeden z rycerzy. – Najpierw trzeba wybrać nowego mistrza, on i członkowie rady nie mogą brać udziału w walce. Niepotrzebne nam długie dyskusje, znamy swoje serca, bracia. Mistrzem może być tylko Arno.
– Nie! - syknął z wściekłością zakonnik z blizną. – Nie zrobicie mi...
– Arno! Arno! – zakrzyknęli zakonnicy.
Mroczne przejście pojaśniało od stali, kiedy wyciągnęli miecze i zaczęli uderzać w tarcze.
– Arno! Arno!
Powoli, z ociąganiem, Arno Hakonsson machnął dłonią. Wrzawa momentalnie ucichła. Potężny mężczyzna wzniósł ku górze pobrużdżoną cierpieniem, zalaną łzami twarz.
– Jeśli muszę... – jęknął. – Niech będzie wasza wola, bracia.
Rozległ się łoskot, gdy tysiące zakutych w zbroje rycerzy uklękło, oddając mu hołd. Ci, dla których nie wystarczyło miejsca na korytarzu, otaczali budynek koszar.
– Mistrzu! – krzyknęli jednym głosem.
Ashura zaatakował znienacka energią burzy i ognia. Powietrze zatrzeszczało prute wężami błyskawic, ściany wyżarzyła fala gorąca. Nowy mistrz zakonu odwrócił się powoli i ociężałym ruchem uniósł ręce. Fala magii została powstrzymana mocą tysięcy rycerzy, którzy poddali swą wolę rozkazom wielkiego mistrza. Hakonsson pokręcił głową.
– Nie będzie magii – powiedział. – Tylko Taniec Gwiazd. Kiedy się skończy, umrzesz taką śmiercią, że nawet piekło zadrży.
Pierwsi rycerze przenieśli się do świata Tańca Gwiazd. Zginęli w mgnieniu oka. Później następni. Wszyscy umierali w milczeniu.
To Ashura zaczął krzyczeć. I krzyczał przez wieczność.


Dodano: 2008-01-24 18:29:46
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"


 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

Fragmenty

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS