NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Ukazały się

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"


 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King,Stephen - "Pan Mercedes" (2019)

 Rogoża, Piotr - "Niszcz, powiedziała"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Linki

Dukaj, Jacek - "Lód"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: Grudzień 2007
ISBN: 978-83-08-03985-4
Oprawa: twarda
Format: 145 x 205 mm
Liczba stron: 1054
Cena: 59,90 zł
Ilustracja na okładce: Tomasz Bagiński



Dukaj, Jacek - "Lód"

Na najnowszą książkę Jacka Dukaja trzeba było czekać długo. Cierpliwość fanów podtrzymywały jednak informacje o wciąż wzrastającej objętości tekstu. W końcu jednak nadszedł dzień premiery i w ręce czytelników została oddana opasła księga w twardej oprawie, licząca ponad tysiąc stron. Dla wielu wielbicieli fantastyki w Polsce rozpoczął się czas czytania jednej tylko książki. Wielu próbowało sobie też odpowiedzieć na pytanie, czy „Lód” – z założenia opowiadanie – rozrośnięty do gargantuicznych rozmiarów będzie stał na podobnym poziomie co wcześniejsze utwory autora.

Dukaj przenosi nas do Rosji z lat dwudziestych ubiegłego wieku. Realia niby nam znane, ale nie do końca. Za sprawą uderzenia meteorytu tunguskiego na Syberii – a później i w europejskiej części Rosji zaczęła panować wieczna zima, po miastach poczęły krążyć lute – istoty stworzone z lodu. Wydarzenie to poskutkowało zmianą historii. Imperium Rosyjskim nadal niepodzielnie włada car, pierwszej wojny światowej nie było, podobnie jak rewolucji październikowej. Historia została zamrożona w stanie z 1908 roku.
W takiej rzeczywistości przyszło żyć głównemu bohaterowi. Skromny student matematyki, specjalista od logiki, Benedykt Gierosławski, zostaje wplątany w intrygę polityczną. Na rozkaz rosyjskich władz musi udać się na Syberię, by odnaleźć ojca. Po co? Dlaczego? Tego nie wiadomo. W ten sposób zaczyna się peregrynacja Gierosławkiego wpierw Transsibem do Irkucka, a potem aż na syberyjskie pustkowia.

W „Lodzie” czytelnik zostaje powoli wprowadzony w realia książki. Nie ma skoku na głęboką wodę – jak na przykład w „Perfekcyjnej niedoskonałości”, Dukaj nieśpiesznie odsłania karty, pokazuje jedna po drugiej kolejne warstwy obmyślonej rzeczywistości. Autor – po części słusznie – obawiał się, że takie rozwiązanie może być odebrane jako pójście na łatwiznę.1) Stąd też pojawiają się głosy, że w „Lodzie” zabrakło odrobiny dukajowego szaleństwa. Moim zdaniem jednak pomysł usprawiedliwia takie rozwiązanie. Rosja z początku XX wieku nie jest nam przecież kompletnie obcym światem. Do tego całe podłoże teoretyczno-naukowe jest dopiero odkrywane, więc i na tym polu powolne wprowadzanie czytelnika w sprawę jest całkowicie zrozumiałe. „Lodowi” bliżej więc do „Extensy” i w mniejszym stopniu „Innych pieśni” niż pierwszej części „Trylogii progresu”. Forma obrana przez Dukaja może mieć jeszcze jeden, raczej niezamierzony plus: książka może dotrzeć do szerszej grupy odbiorców, do tej pory omijających jego utwory szerokim łukiem.
Jak już czytelnicy zdążyli się przyzwyczaić, nic u Dukaja nie jest takim, jakim się wydaje na pierwszy rzut oka. Przytoczony wcześniej krótki zarys fabularny nie oddaje nawet części ładunku, jaki niesie za sobą „Lód”. Autor niezwykle sprawnie operuje na kilku poziomach, łącząc i przeplatając ze sobą wątki, teorie i pomysły. I tak tytułowy lód nie jest li tylko anomalią klimatologiczną, niesie za sobą całą plejadę powiązanych znaczeń, wydarzeń, teorii. Warstwa po warstwie czytelnik poznaje prawa rządzące logiką w jej różnych odmianach, zgłębia zagadnienia entropii, poznaje mechanizmy rządzące historią. Nie będę opisywał i tłumaczył poszczególnych etapów i związków, przyjemność ich odkrywania pozostawiam czytelnikowi. A jest co odkrywać – w końcu to Dukaj.

Nie uświadczy się w „Lodzie” wartkiej akcji, choć dzieje się dużo a każda strona naładowana jest treścią, znaczeniami. Kryją się one w rozbudowanych opisach i wypowiedziach, kipiących od ozdobników, wyliczeń, rozważań czy teoretyzowania. Niektórzy mogą stwierdzić, że jest to monotonne. Ja powiem, że jest w tym piękno. Postaci potrafią snuć wielostronicowe monologi, by zaraz potem przejść do przerzucania się półsłówkami, z pozoru nic nieznaczącymi, a jednak pełnymi treści.
Jak pisałem – w książce dzieje się wiele, ale nie przekłada się to na zawrotną akcję. Po części jest to także efektem drobnego2) eksperymentu gramatycznego. Główny bohater używa „pierwszosobowej narracji bezosobowej” przez co nawet wydarzenia bezpośrednio go dotyczące są obserwowane jakby z odległości, docierają do nas przefiltrowane.

W „Lodzie” małych perełek jest bez liku – krótkich opowieści czy scen, które same w sobie mogłyby być wybitnymi, oddzielnymi utworami. Zawdzięczają to głównie nieszablonowym postaciom przewijającym się przez karty książki. Czy to fikcyjne, czy autentyczne3), dają powieści ogromny ładunek emocjonalny. Wszystkie z własnymi historiami, celami i interesami, wprowadzają ogromną liczbę zmiennych, które wyznaczają tor powieści.
Nadto Dukaja można czytać tylko dla przyjemności obcowania z językiem pisanym. O ile we wcześniejszych utworach zdarzało mu się potykać w tej materii, to w „Lodzie” wspiął się na wyżyny. Wspaniała stylizacja uwzględniająca wpływ rosyjski, a także – jak mi się wydaje – poddanie języka częściowej ewolucji. Czytając „Lód”, smakuje się zdania, podziwia się konstrukcję, zachwyca się formą. To, co Dukaj już osiągnął na płaszyczyźnie językowej, prawdopodobnie na długie lata zostanie niedoścignionym wzorem dla innych rodzimych pisarzy.

Akcja „Lodu” jest głęboko powiązana z sytuacją polityczną Imperium Rosyjskiego znajdującego się pod lodem. Są w niej elementy znane zarówno z naszej historii, jak i nowe, wynikłe w związku z tunguskim impaktem. Zakulisowe rozgrywki przekładają się bezpośrednio na los bohaterów. Nie bez znaczenia jest również sytuacja Polski – ciągle pod zaborami, jak i samych Polaków: zsyłanych na Sybir, a jednocześnie budujących tam imperia przemysłowe. Ścierają się wśród nich różne wizje przyszłości, idee Polski i narodu. Czytelnik sam decyduje, której przyklaśnie, którą potępi.
Jednocześnie obraz Rosji, jaki maluje Dukaj, jest zadziwiająco zbieżny z obecną sytuacją w tym kraju. Nie posądzałbym autora o świadomą implementację teraźniejszości w przeszłość, ale raczej o danie wyrazu pewnemu świadectwu niezmienności stosunków społeczno-politycznych, które nie uległy znaczącym zmianom przez wieki – niewrażliwe na reformy i rewolucje.
Jacek Dukaj zwraca uwagę na jeszcze jedną ważną rzecz – konieczność historyczną, postrzeganie przez ludzi praw dziejowych. W „Lodzie”, zgodnie z duchem przełomu XIX i XX wieku, postaci są świadome roli historii, nieodwracalności niektórych procesów i wynikających z nich rezultatów. Obecnie ta świadomość w społeczeństwie zanikła, przez co dajemy się porwać nurtowi, nie próbując sterować czy przynajmniej zrozumieć. Z powszechnego problemu przerodziło się to u nas w zagadnienie dla wąskiej grupy akademików.
„Lód”, choć przesiąknięty fantastyką do cna, stawia pytania dotyczące naszego świata, historii, kraju. Dzieje się w przeszłości, ale pyta o teraźniejszość. Także w tej sferze Dukaj wraca do korzeni, tym razem klasycznej science-fiction – społecznej, problematycznej, spekulatywnej.

Żeby nie było tak pięknie, to do beczki miodu włożę kilka łyżek dziegciu, gdyż „Lód” mimo wszystko nie jest powieścią idealną, do perfekcji trochę mu brakuje.
Łyżka pierwsza: główny bohater w osobie Benedykta Gierosławskiego. Postać sama w sobie niezwykle zajmująca, jako że pan Benek we własnym przekonaniu nie istnieje, co jednakże nie przeszkadza mu w interakcjach z otoczeniem. Nie to jednak drażni – raczej znany z wcześniejszych książek Dukaja sposób konstrukcji psychiki bohatera. Gierosławski jest początkowo zagubiony, bez własnego miejsca na świecie i celu w życiu, daje się porwać prądom losu. Jednakże z czasem, pod wpływem przeżyć bierze ster w swoje ręce. Podobną ewolucję przechodził i Hieronim Berbelek, i Adam Zamoyski, i nawet Nicolas Hunt. Wiadomo, bohater z krwi i kości sam decydujący o swej przyszłości jest znacznie ciekawszy od potocznego mydłka, ale mam mały żal do Dukaja, że po raz kolejny serwuje czytelnikowi ten sam schemat dojrzewania bohatera.
Łyżka druga: zakończenie. I nie chodzi o jego treść, ale raczej formę. Przez niemal dziewięćset stron Dukaj raczy nas rozbudowaną narracją, opisuje najdrobniejsze szczegóły. I nagle narracja przyspiesza – choć fabuła wcale bardziej dynamiczną nie jest – ostatnie tajemnice się wyjaśniają, wątki zostają zamknięte. Zupełnie jakby autor trochę przestraszył się objętości powieści i nieco zbyt szybko zakończył. Być może jednak jest to tylko malkontenctwo zauroczonego czytelnika, który mimo dziesięciu setek przeczytanych stron nie chce, by przygoda na dalekiej Syberii się skończyła.
Łyżka (łyżeczka?) trzecia: występująca miejscami rozwlekłość. Nie jest to wadą dla mnie, ale zdaję sobie sprawę, że część czytelników niektóre fragmenty „Lodu” mogą znużyć. Osoby nieprzyzwyczajone do takiego sposobu pisania mogą poczuć się zniechęcone. Ale cóż, nikt przecież nie powiedział, że ta książka ma być dla wszystkich.

Pomimo kilku minusów, niebędących zresztą wadami dla wszystkich czytelników, „Lód” jest powieścią wybitną, której nie było w polskiej fantastyce – a może w ogóle w polskiej literaturze od... chciałoby się powiedzieć: „od ostatniej książki Dukaja”, ale nie jest to do końca prawdą. W „Lodzie” autor wszedł na nową drogę, w znacznym stopniu prezentując treść i formę dotąd niespotykane w swojej twórczości. Choć raz po raz natrafia się w książce na echa wcześniejszych pomysłów i rozwiązań, to rozmach kreacji nadaje książce nową jakość. Tą nową drogą Dukaj wspiął się na literackie wyżyny, tworząc książkę wspaniałą pod względem języka, a w pozostałych warstwach nieodbiegającą od jego wysokich standardów. Nad książką unosi się duch XIX-wiecznej prozy, ale nie ma w niej nic archaicznego. „Lód” jest doskonałą pozycją zarówno dla wielbicieli talentu autora, jak i osób tęskniących za soczystą, pełną treści i znaczeń literaturą.



1) Wywiad dla Dziennika z 21 grudnia 2007.

2) Drobnego w porównaniu do niemal reformy z „Perfekcyjnej niedoskonałości”.

3) W „Lodzie” można spotkać między innymi Nicolę Teslę, Józefa Piłsudskiego czy Rasputina.



Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2008-01-15 18:51:01
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Morgan, Richard - "Siły rynku"


 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS