NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Stephenson, Neal - "Epoka diamentu"

Gromyko, Olga - "Wierni wrogowie"

Ukazały się

Gwynne, John - "Zawiść"


 Weisman, Greg - "Traveler. Wędrowiec"

 Masterton, Graham - "Martwe tańczące dziewczynki"

 Arnopp, Jason - "Ostatnie dni Jacka Sparksa"

 Ziemiański, Andrzej - "Virion. Obława"

 King, Stephen - "Bastion" (2018)

 Mull, Brandon - "Skoczkowie w czasie"

 Poe, Edgar Allan - "Miasto w morzu i inne utwory poetyckie"

Linki


Wrede, Patricia C. - "Przywołanie smoków"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Wrede, Patricia C. - "Kroniki Zaczarowanego Lasu"
Tytuł oryginału: Calling on Dragons
Data wydania: Styczeń 2008
ISBN: 978-83-7418-173-0
Oprawa: miękka, tłoczona obwoluta
Format: 135x205
Liczba stron: 224
Cena: 21,90 zł
Tom cyklu: 3



Wrede, Patricia C. - "Przywołanie smoków" #4

Rozdział 4
w którym Morwena i Telemain się spierają, królik zaś odkrywa skutki zmieszania kosmetyków i magii

Nim Telemain pojawił się na frontowym podwórzu, Morwena skończyła poprawiać napis i właśnie czyściła pędzel. Czarodziej całkiem zgrabnie dokonał zaklęcia przeniesienia, jak musiała przyznać, chociaż jej bardziej odpowiadało latanie na miotle. Nawet jego ciemne włosy nie były specjalnie zmierzwione. Nie ulegało wątpliwości, że zjawił się odpowiednio przygotowany: liczne kieszenie jego długiego do kolan płaszcza wybrzuszały się, podobnie jak przytroczone do pasa sakiewki. Na palcach migotało siedem magicznych pierścieni – trzy na lewej dłoni, cztery na prawej. Jasnoniebieskie oczy błyszczały niecierpliwym oczekiwaniem.
– No, najwyższy czas – zauważyła zjadliwie Ciotka Ofelia, gdy wkroczył na schody ganku.
– I ciebie witam – powiedział Telemain, kiwając głową o wiele grzeczniej niż wówczas, gdyby rozumiał jej komentarz. – Tu jesteś, Morweno! Gdzie ci twoi hipotetyczni magowie?
– Założę się, że nawet nie wie, którym kotem jesteś – mruknęła z balustrady Pogarda. – „Hipotetyczni magowie”, doprawdy!
– Co jest? – wrzasnął z wnętrza domu Nonsens.
Leżąca na parapecie Jasmina ziewnęła, zwijając jęzor i wyginając kark do tyłu. Potem odkrzyknęła:
– Telemain jest tutaj.
– Kto tu jest? – Nonsens wyjrzał zza drzwi. – Telemain! Chaos, Murgatroid, Kłopot, słuchajcie, Telemain jest tutaj!
– Chaos i Kłopot pilnują tego królika – przypomniała Panna Eliza tonem, który dowodził niezbicie, że chętnie nazwałaby intruza inaczej, ale jest na tyle grzeczna, by tego nie robić.
– Gdybym wiedziała, gdzie są magowie, nie potrzebowałabym twojej pomocy – zauważyła Morwena. – Te martwe ślady w mchu znajdują się o dwadzieścia minut drogi od mojego ogrodu na tyłach, jeśli las nie przesunął ich do tej pory.
– Dwadzieścia minut! Morweno, nie mam czasu...
– Powiedziałabym ci, żebyś przeniósł się od razu w tamto miejsce, ale nie sądzę, byś tam kiedykolwiek był, a nie ma sensu ryzykować. Zresztą na miotle zajmie nam to tylko dwie minuty, nawet jeśli polecimy we dwójkę i z dodatkowym ładunkiem.
Telemain potrząsnął głową.
– Nie, wykluczone. Nie mam najmniejszego zamiaru jeździć kiedykolwiek na tym twoim diabelskim wynalazku. Jeden raz wystarczy mi aż nadto.
– Mięczak – prychnęła Pogarda.
– Uważasz, że miotły są niewygodne, bo się upierasz, żeby podróżować na nich okrakiem – dodała Morwena. – Gdybyś siedział bokiem, tak jak powinieneś...
– Nie!
– No cóż, skoro naprawdę chcesz nieść przed dwadzieścia minut wiadro mydlanej wody zmieszanej z odrobiną soku cytrynowego...
– Co? Morweno, nic nie wspominałaś o wiadrach.
– Woda? – Nonsens usiadł wyprostowany, poruszając nerwowo nosem. – Wiadra wody? Z mydłem? Może i ja tym razem się z tobą nie wybiorę.
– Wydawało mi się, że to oczywiste – powiedziała Morwena. – Jeśli są w pobliżu jacyś magowie, to chcę mieć możliwość pozbycia się ich jak najszybciej.
A jedynym sposobem w tym wypadku, jak się wszyscy orientowali, było oblanie ich wiadrem mydlanej wody zmieszanej z sokiem cytrynowym. Z jakiegoś powodu roztapiali się wtedy w kleistą kałużę i mijało kilka dni, zanim udawało im się znów przyjąć stałą formę. Cimorena odkryła tę metodę przypadkiem jeszcze w czasach, gdy mieszkała w grocie ze smoczycą Kazul.
– Mydlana woda – mruknął Telemain. – Wiadra. Nadal twierdzę, że to wysoce nieeleganckie.
– Gdybyś opracował jakieś zaklęcie o równie skutecznym działaniu, wiadra byłyby niepotrzebne – wytknęła mu Morwena.
Telemain oblał się rumieńcem.
– Opracowałem pewien prototyp, ale wymaga on natychmiastowej dostępności celu. A zatem nie byłem władny przeprowadzić wymaganych testów, by upewnić się co do jego skuteczności.
– Co? – spytał Nonsens.
– Wymyślił zaklęcie roztapiające magów, ale nie potrafi powiedzieć, czy działa, gdyż nie ma w pobliżu żadnych magów, na których mógłby je wypróbować – wyjaśniła Panna Eliza.
– Aha. Nie mógł tak od razu mówić?
– Bo taki właśnie jest – wtrąciła Ciotka Ofelia.
– Mimo wszystko potrzebujemy wiader – zwróciła się Morwena do Telemaina. – Nie mam najmniejszych zastrzeżeń co do wypróbowania twojego zaklęcia na jakichkolwiek magach, jeśli spotkamy takowych po drodze, ale chcę mieć przy sobie coś, czego działania jestem pewna, na wypadek gdyby twoje zaklęcie wymagało korekty.
– To rozsądne, co mówisz. – Telemain pogładził się w zamyśleniu po brodzie. – Ale nadal odmawiam kategorycznie podróżowania na jednej z twoich mioteł.
– Morweno?
Głos Kłopota, nawet przytłumiony z powodu drzwi wejściowych, brzmiał zbyt swobodnie, a gdy jego właściciel wyszedł na ganek, Morwenę tknęło złe przeczucie. Każdy wąs emanował tą wystudiowaną obojętnością, która zwykle oznaczała, że Kłopot nie bez powodu otrzymał takie imię.
– Wybacz mi na chwilę, Telemainie – przeprosiła czarownica. – O co chodzi, Kłopot?
– Chodzi o tego królika, którego kazałaś nam pilnować.
Złe przeczucie Morweny pogłębiło się jeszcze bardziej.
– Tak?
– No, jest jakby zdenerwowany – wyjaśnił Kłopot. – Murgatroid pomyślał sobie, że lepiej ci o tym powiedzieć.
Jeśli Murgatroid uważał, że należy ją o czymś powiadomić, to rzecz wyglądała poważnie. Być może nie wymagało to natychmiastowej interwencji, gdyż w takim wypadku sam by się zjawił, gnając na złamanie karku. Nie oczekiwał też, że Morwena będzie zadowolona, bo inaczej nie przysłałby Kłopota. Morwena westchnęła:
– Co zdenerwowało Zabójcę?
– Och, drobnostki. Nie zawracałbym ci tym głowy, gdyby Murgatroid się nie upierał.
– Tyle zamieszania z powodu królika – prychnęła wymownie Ciotka Ofelia.
Kłopot obserwował z wielką uwagą dach ganku, jakby miał nadzieję dostrzec tam muchę.
– Nie lekceważyłbym tego – powiedział.
– Rozumiem. – Morwena popatrzyła na Telemaina. – Chyba jestem potrzebna w ogrodzie. Nie mam nic przeciwko twojemu towarzystwu.
– Chętnie pójdę z tobą.
Wszystkie koty ruszyły za nimi, z wyjątkiem Jasminy, która zasnęła na parapecie, i Jaspera przypuszczalnie wciąż drzemiącego pod gankiem. Kiedy dotarli do ogrodu, dostrzegli zdeptaną trawę wokół furtki i mierzącego sześć stóp wzrostu osła o łaciatej brązowo-białej sierści, stojącego obok grządki warzywnej. Osioł miał żałosną minę, do pyska miał przyklejoną połówkę liścia kapusty. Zielona główka owej jarzyny, tuż pod jego nogami, była z lewej strony mocno nadgryziona.
– Witaj, Zabójco – zwróciła się Morwena do osła.
– Wydawało mi się, że Zabójca był królikiem – powiedział Telemain z niejakim zdziwieniem.
– Był, dopóki nie zaczął jeść mojej kapusty – wyjaśniła Morwena, obrzucając osła karcącym spojrzeniem.
– Zjadł kapustę? – spytał ze zgrozą Nonsens. – Dlaczego to zrobił?
– Byłem głodny – wyznał osioł. Drgnął mu ogon, on sam zaś podskoczył, wystraszony.
– Hm – mruknęła Ciotka Ofelia. – Mogłam się tego spodziewać po króliku.
– Tak, można by zakładać, że każdy będzie na tyle rozsądny, by nie skubać roślin w ogrodzie czarownicy – przyznała Panna Eliza.
– Szary kot mówił, że nic się nie stanie, tak mi się przynajmniej wydawało. I bardzo mi smakowała. Była niemal pikantna. I taka chrupka... – Osioł urwał, widząc, że koty patrzą na niego groźnie, i opuścił uszy. – Musiałem go źle zrozumieć.
Morwena rozejrzała się wkoło. Kłopot był w tej chwili niewidoczny.
– Nie sądzę, byś go źle zrozumiał. – Spojrzała surowo na Chaosa i Murgatroida. – Dlaczego go nie powstrzymaliście?
– Masz mnóstwo oślej kapusty – zauważył Chaos. – A osły są niemal tak głupie jak króliki, więc Zabójca nic na tej zmianie nie stracił.
– Uważam nawet, że jest to pewna poprawa – dodał Murgatroid, przytakując.
– Osioł o wzroście sześciu stóp nie wygląda tak idiotycznie jak równie wielki królik – wtrąciła Ciotka Ofelia.
– Siedem stop, jedenaście cali, wliczając uszy – skorygował osioł, poruszając właśnie uszami. – Zawsze wiem, jak jestem duży.
– Nie o to chodzi. – Morwena popatrzyła na swoje koty. – Zostałyście tutaj, by zapobiec wszelkim niepożądanym wydarzeniom. Jestem z was bardzo niezadowolona.
– A wiecie, co to oznacza – przypomniała Pogarda. – Żadnej ryby dziś wieczorem w miseczce.
– Żadnej ryby? – Nonsens podniósł na Morwenę wielkie, pełne niezadowolenia oczy. – Nawet dla mnie?
– Przykro mi z tego powodu, Zabójco – powiedziała Morwena. – Te kapusty z zasady nie działają na króliki.
Umilkła i zaczęła się zastanawiać. Czerwone kapusty po drugiej stronie rzędu stanowiły antidotum, ale nie bardzo wiedziała, czy chce w ogóle o tym wspominać. Było całkiem możliwe, że kapusta nie będzie działać albo że Zabójca zamieni się w królika o wzroście dwunastu stóp czy coś równie niepożądanego.
– Nie możesz czegoś zrobić? – spytał osioł. – Nie chodzi o to, bym miał coś przeciwko osłom, ale nie podoba mi się to, co się stało z moją sierścią.
– Jest okropnie łaciaty – przyznała Pogarda.
– Interesujące – mruknął Telemain. – Powiadasz, Morweno, że ta kapusta nie powinna działać na króliki? Ale ten królik już znajdował się pod działaniem zaklęcia powiększającego. Tak więc nakładające się na siebie interakcje dwóch magicznych energii dają synergiczny efekt...
Zabójca spojrzał na Telemaina, a jego uszy nachyliły się ku przodowi i drgnęły.
– Dlatego moja sierść jest taka śmieszna?
– To wysoce nieprawdopodobne – potrząsnął głową Telemain. – Wydaje się, że te dwa zaklęcia działają głównie na parametry formy i postawy, nie zaś ubarwienie.
Morwena przyglądała się Zabójcy. Nagle zmrużyła oczy.
– Zabójco, czy farbujesz sobie futro?
– Ja... no... prawdę powiedziawszy...
– Tak myślałam. Na tym polega twój problem. Zmiany natury kosmetycznej opierają się zaklęciom. Twój zabieg farbujący przetrwał jedno zaklęcie, ale teraz, gdy zostałeś poddany drugiemu zaklęciu, zaczyna powoli ustępować.
– O nie – jęknął Zabójca. – Chcesz powiedzieć, że jeśli zamienisz mnie z powrotem w królika, będę wyglądał nawet gorzej?
– Prawdopodobnie – potwierdziła Morwena. – I nie będziesz mógł się przefarbować, dopóki nie przestanie działać resztka zaklęcia. Trwa to zazwyczaj sześć tygodni.
– Skąd to wszystko wiesz? – spytał Telemain.
Morwena spojrzała na niego wymownie.
– Jak myślisz, dlaczego czarownice nigdy nie farbują włosów?
– To okropne. – Uszy Zabójcy drgnęły nerwowo, a kilka kotów zachichotało. – Nie będę mógł nikomu spojrzeć w oczy. To okropne. Nie możesz czegoś zrobić?
– Nie w tej chwili – odparła Morwena. – Mamy na głowie polowanie na magów. Ale jeśli zechcesz nam pomóc, to może dzięki tobie rozwiążemy drobny problem.
– Chętnie pomogę – zapewnił Zabójca. – Jaki problem?
Morwena zwróciła się do Telemaina.
– Możesz jechać na nim, zamiast na miotle, wie, jak dotrzeć do ścieżki z koniczyną, a przy swoich rozmiarach powinien poruszać się bardzo szybko. Wezmę miotłę i wiadro i spotkamy się na miejscu. Po drodze możesz studiować współdziałanie zaklęć zmieniających kształt i rozmiar.

* * *

Niespełna dziesięć minut później Morwena, Telemain i Zabójca spotkali się przy na wpół objedzonym poletku koniczyny. Gdy tylko Morwena wylądowała na swojej miotle – z pewną ostrożnością, by nie wylać zawartości wiadra, które było zaczepione o przedni koniec kijka – z krzewów wyłoniły się dwa koty, Pogarda i Nonsens, i zasiadły pod najbliższym drzewem. Oba miały identycznie zadowolone miny.
– Co tu robicie? – spytała Morwena.
– Przedyskutowałyśmy to i doszłyśmy do wniosku, że może ci się przydać nasza pomoc – odparła Pogarda. – Ciotka Ofelia i Panna Eliza przyszły ostatnim razem, Kłopot, Murgatroid i Chaos są w niełasce z powodu kapusty, a Jasmina nie chce, by jej przeszkadzać. Więc pozostaje nasza trójka.
– Trójka?
– Jasper gdzieś się tu kręci.
– Ja przyszedłem, bo jestem odważny – oświadczył Nonsens. Wstał i podszedł do koniczyny. – Nie uważasz, że jestem odważny, Morweno? Co to za kłujące rośliny?
Zaczął wąchać nagie łodyżki na obskubanej części poletka.
– To poletko koniczyny, na którym pasł się Zabójca – wyjaśniła Morwena. – Nie jedz tego.
– Jeść? – Nonsens podniósł na nią wzrok i spojrzał zdziwiony szeroko otwartymi zielonymi oczami. – Dlaczego miałbym to jeść? Przecież to roślina.
– Wiemy o tym – warknęła Pogarda. – Przymknij się.
Telemain zsunął się z grzbietu Zabójcy, odstąpił na bok i otrząsnął się, jakby chcąc sprawdzić, czy wszystko nadal działa. Potem podszedł do Morweny. Zerknąwszy przez ramię, by się upewnić, że Zabójca jest daleko i nie usłyszy, powiedział przyciszonym głosem:
– Morweno, to naprawdę ostatni raz, kiedy się zgadzam na jeden z twoich... pomysłów. Ta bestia ma chód, od którego nawet troll straciłby zęby.
– To nie moja wina – zastrzegł Zabójca. – Moim przeznaczeniem jest być królikiem.
Telemain sprawiał wrażenie przestraszonego, potem zakłopotanego.
– Zapomniałeś, jak długie ma uszy – przypomniała mu Morwena. – Mniejsza z tym. Ślady, o których ci mówiłam, są tutaj.
Poprowadziła go do skupiska brązowych dziurek wielkości końcówki ołówka po drugiej stronie spłachetka koniczyny. Ujrzawszy je, Telemain z miejsca stracił zainteresowanie otoczeniem.
– Fascynujące – mruknął. Wyciągnął z którejś kieszeni coś, co wyglądało jak jasna metalowa tuba w drucianej klatce, po czym zaczął skręcać, ciągnąć i rozwijać. Po niespełna dwóch minutach trzymał w ręku mały teleskop przytwierdzony do trzech długich pająkowatych nóg. Wbił je w mech i spojrzał przez teleskop. – Absolutnie fascynujące. Pozostałości energii ukazują charakterystyczną spiralę, ale jej koncentracja...
– Powiesz mi o tym, jak już zdecydujesz, co to jest – przerwała mu Morwena. Nie miała ochoty wysłuchiwać długiej dygresji na temat teorii magicznej, nawet jeśli była jedną z nielicznych osób, które naprawdę potrafiły zrozumieć, co mówił. Pomijając już to, że słuchanie tylko go zachęcało.
Telemain ponownie przyłożył oko do teleskopu, potem wyjął jeszcze kilka osobliwych instrumentów i zaczął dźgać otwory w mchu. W końcu podniósł wzrok.
– Gdzie reszta?
– Reszta? – zdziwiła się Morwena. Można było odnieść wrażenie, że nawet wypowiadając najprostsze uwagi, Telemain nie był w stanie wyrażać się jasno.
– To miejsce z dziurami, że tak powiem, pełnowymiarowymi. Mówiłaś chyba, że jest takie jedno?
– Kłopot je znalazł. – Pozostawiając Zabójcę, który skubał smutno mech, i koty, które chodziły sobie, gdzie im się podobało, Morwena zaprowadziła Telemaina do brązowego kółka o średnicy dwóch cali, widniejącego na mchu. – Tutaj.
– To naprawdę zdumiewające. Spójrz, Morweno, na obwód. Nie ma śladu regeneracji. I...
– Tak, oczywiście – przerwała mu Morwena. – Ale chcę przede wszystkim wiedzieć, czy to magowie.
– Och, z pewnością. To właśnie powiedziałem – odparł Telemain z niewinnością, która mogła doprowadzić do szału. – I wygląda na to, że się zorientowali, jak uniknąć zaklęcia, które opracowaliśmy z królem. Miałaś rację, że mnie wezwałaś.
– Miałaś rację? – powtórzyła Pogarda z niewątpliwym oburzeniem. – To egocentryczne, ty zarozumiały idioto. No pewno, że miała rację. No tak, czarodzieje!
Po czym, okazując dezaprobatę, oddaliła się z wyprostowanym ogonem.
– Właśnie – skomentowała Morwena. – No dobrze, co tam wspominałeś o tym twoim zaklęciu?
– Moim i króla. – Telemain był uosobieniem ścisłości, nawet jeśli oznaczało to podzielenie się z kimś zasługami w kwestii wielkich osiągnięć czarnoksięskich. Wskazał na brązowy krąg i pomachał w stronę poletka koniczyny. – Nie powinno tego tu być.
– Oczywiście. To nie do pomyślenia, by magowie zjawili się w Zaczarowanym Lesie w jakikolwiek... – urwała raptownie. – Nie to chyba miałeś na myśli. Doskonale. Wyjaśnij, o co ci naprawdę chodzi, i skończ z tym swoim żargonem. I tak mam już za dużo na głowie, żeby jeszcze rozgryzać twoje enigmatyczne wypowiedzi.
Telemain wyglądał na urażonego.
– Staram się tylko być precyzyjny.
– Obecnie w pełni zadowolę się nieprecyzyjnymi sformułowaniami ad hoc z twojej strony. Powiedz mi, dlaczego nie powinno być tych martwych miejsc w mchu?
– Dlatego, że zaklęcie, które opracowałem wspólnie z Mendanbarem, powinno... powinno, jak najszybciej przywrócić stan pierwotny, gdy tylko te miejsca się pojawiły – wyjaśnił starannie Telemain. – Dopóki zaklęcie działa, absorpcyjne właściwości laski maga powinny natychmiast zostać zrównoważone przez recyrkulację...
– Telemain!
– Staram się – wyznał czarodziej płaczliwym tonem. – Nie sposób wyrazić tego inaczej.
– Nie? – Morwena zastanawiała się przez minutę. – A co powiesz na to: kiedy laska maga wchłania magię z lasu, twoje zaklęcie wchłania ją z powrotem. I działa tak szybko, że mech nie powinien obumrzeć w ten sposób.
– Albo powinien się zregenerować – uzupełnił Telemain, przytakując. – Nie ulega wątpliwości, że i do tego nie doszło.
– Możesz powiedzieć, jak tego dokonali?
– Musiałbym przestudiować główne powiązania, mechanizmy łączące. – Telemain spojrzał ze zmarszczonym czołem na martwy mech. – Jeśli coś zniszczyło jedno z owych powiązań, to tłumaczyłoby to...
Zza pobliskiego krzewu dobiegł nagle głośny koci wrzask, a w chwilę później wysoki krzyk przerażenia. Morwena ruszyła w tamtą stronę, ale nim zdążyła zrobić dwa kroki, z lewej strony zarośli wyłonił się Nonsens. Trzymał głowę wysoko uniesioną, a jego ogon tworzył długi brązowy znak zapytania. Z kociego pyska zwisał odziany w brązowo-niebieskie szaty maga jakiś człowieczek o wzroście około sześciu cali.



Dodano: 2007-12-28 11:07:54
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wodę na sicie"


Artykuły

Wywiad z Dmitrem Glukhovskym


 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

 Co będzie warto czytać z polskiej fantastyki w 2018 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

Recenzje

del Toro, Guillermo & Hogan, Chuck - "Wieczna noc"


 Baxter, Stephen - "Proxima"

 Kosik, Rafał - "Różaniec"

 Bradley, Marion Zimmer - "Mgły Avalonu"

 Golden, Christie - "Cisza przed burzą"

 Brzezińska, Anna - "Woda na sicie"

 Miller, Madeline - "Kirke"

 Pettersen, Siri - "Bańka"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Drzewo wspomnień"

 Dworakowski, Witold - "Pani Czterdziestu Żywiołów"

 Kiszela, Marcin - "Ostatni prorok"

 Sudomir, Agnieszka - "Szablon"

 Brzezińska, Anna - "Woda na sicie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS