NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"


 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 North, Claire - "U schyłku dnia"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Atwood, Margaret - "Opowieść Podręcznej" (2020)

 Cummings, Lindsay; Alsberg, Sasha - "Nexus"

Linki

antologia - "Księga strachu", część 1
Wydawnictwo: Runa
Cykl: antologia - "Księga strachu"
Data wydania: Listopad 2007
ISBN: 978-83-89595-39-3
Oprawa: miękka
Format: 160×240 mm
Liczba stron: 496
Cena: 37,50 zł
Ilustracja na okładce: Jakub Jabłoński



antologia - "Księga strachu", część 1

Równo rok temu ukazała się „Księga smoków” – pierwsza antologia wydana przez Agencję Wydawniczą Runa. Zbiór osiągnął znaczący sukces: trzy opowiadania zostały nominowane do Nagrody im. Janusza A. Zajdla – w tym zwycięzca, „Smok tańczy dla Chung Fonga” Mai Lidii Kossakowskiej. Wydawca postanowił pójść za ciosem i wyszedł z podwójnym uderzeniem: dwoma tomami antologii „Księga strachu”. Jako że Runa zapewnia, że każdy z tomów stanowi zamkniętą całość, w niniejszej recenzji skoncentruję się na pierwszej odsłonie tej antologii.

Antologia zaczyna się od tekstu Ewy Białołęckiej, w którym daje się wyczuć nawiązania do klasycznych motywów lovecraftowskich z drzwiami do innych wymiarów. Wszechobecna atmosfera grozy w „Drzwiach Do...” jest silną stroną opowiadania, choć puenta w tak popularnym schemacie nie ma prawa zaskakiwać. Inspirację innymi utworami widać również chociażby u Aleksandry Janusz. „Ciasteczko dla Lorelei” to bardziej krwawa wersja „Gremlinów” w skali makro. Słodkie skrzydlate elfiki nie są dokładnie tym, co zachwala sprytny marketingowiec. Efekt końcowy łatwy do przewidzenia, ale czyta się z przyjemnością.
W nutę obyczajową uderzają Iwona Surmik i Witold Jabłoński. Ta pierwsza opowiada historię pewnej dziewczyny, która przyjeżdża na wieś i odkrywa rodzinną tajemnicę. Ważniejsze jednak i ciekawsze jest przedstawienie jej relacji z rówieśnikami, choć być może jest to trochę mało wiarygodne z punktu widzenia psychologii postaci. Niemniej jest to bodajże pierwszy tekst tej autorki, który przypadł mi do gustu. Dla odmiany u Jabłońskiego strach występuje w roli obawy przed odrzuceniem, nieodwzajemnienia uczucia, wystawienia na pośmiewisko. Początek opowiadania jest bardzo klimatyczny, świetnie napisany i robiący spore wrażenie. Niestety później okazuje się, że jest to przygrywka do niezbyt wyszukanej aluzji politycznej1), która niszczy wcześniej zbudowany nastrój. Szkoda, gdyż pierwsza połowa utworu budziła nadzieje na naprawdę dobry kawałek prozy.
Większość opowiadań dzieje się w polskich realiach, ale kilku autorów przenosi czytelnika do odległych krain – zarówno w przestrzeni jak i w czasie. Jacek Piekara na warsztat bierze czasy Kaliguli i w specyficzny sposób opisuje jego szaleństwo – a może raczej szaleństwo, które opanowało Rzym za jego panowania. Dla odmiany Krzysztof Piskorski serwuje czytelnikowi realia lodowatych rosyjskich pustkowi podczas odwrotu Wielkiej Armii w 1812 roku. Oddział polskich żołnierzy musi się zmierzyć z dziką potęgą Rosji, która przebudziła się, by zniszczyć agresorów. Podobnie jak i wcześniejsze opowiadania Piskorskiego, tak i to cechuje się prostotą języka i przedłożeniem fabuły nad kreację postaci. Podróż czasoprzestrzenną serwuje również Jakub Ćwiek, przenosząc akcję do Wietnamu, w czasy słynnej wojny. Fantastyki w tym opowiadaniu niewiele, lecz ten niedostatek odrobiony jest z nawiązką dzięki nastrojowi. W mojej opinii „Krew na ich rękach” jest jednym z ciekawszych tekstów w dorobku twórcy książek o Lokim.
W omawianym tomie umieszczono trzy opowiadania autorów raczej nieznanych szerszej publiczności. Mariusz Kaszyński, mający niedługo zadebiutować w Runie książką, prezentuje zgrabną historię, acz nieco spłyconą. „Przerwana lekcja” znacznie by zyskała na wartości, gdyby zagłębić się w odczucia bohaterów. W formie, jaka została wydrukowana, niestety tego brakuje, przez co historia przechodzi bez echa. Ot, kolejna opowieść z dreszczykiem w tle. Lepiej prezentuje się „Pan” duetu Kazimierz Kyrcz jr.2) i Łukasz Radecki. Choć miejscami tekst sprawia wrażenie niedopracowanego, to ogólne wrażenie jest raczej pozytywne. Z tej trójki najlepiej prezentuje się utwór Dariusza Łowczynowskiego. Pomysł i fabuła co prawda nie porywają, ale próba zabawy językiem jest dosyć udana, choć niestety obecna tylko w dialogach. Zupełnie nie rozumiem, czemu nie została wprowadzona również do narracji. Dzięki temu tekst znacznie by zyskał. Autorowi sugeruję lekturę książek Wita Szostaka i wprowadzenie obserwacji w praktyce.
Na deser zostawiłem sobie dwa opowiadania zdecydowanie wyróżniające się na tle antologii, choć zupełnie od siebie różne. Maciej Guzek w charakterystyczny dla siebie sposób prowadzi fabułę ni to detektywistyczną, ni to sensacyjną, by zaprezentować problem naszego świata. W „Adwencie” na warsztat idzie religia, a raczej przyczyny religijności i wiary. Pomysł być może trochę obrazoburczy, ale udanie zrealizowany. Natomiast Łukasz Orbitowski uderza w zupełnie inną nutę. Początkowo „Gwiazd się strzeż, w dymie się kryj” ciężko rozgryźć, ale z czasem historia układa się w spójną całość, która robi spore wrażenie. Autor nie mówi wszystkiego wprost i pozostawia czytelnikowi pole do własnej interpretacji.

Nazwa zbioru daje do zrozumienia, że opowiadania w nim zawarte mają być z pogranicza horroru czy też literatury grozy. Czytelnik z pewnością oczekuje dreszczyku niepewności podczas lektury, a może nawet nieuchwytnego poczucia zagrożenia, obawy przed przewróceniem następnej strony. Jednakże w ten obraz – mniej lub bardziej udanie – wpasowuje się zaledwie kilka utworów. Znacznie częściej to bohaterowie opowiadań znajdują się w okolicznościach wywołujących strach, a nawet przerażenie. Jednakże to uczucie nie przenosi się na czytelnika, który pozostaje biernym odbiorcą, bez osobistego zaangażowania. Opowiadania są próbą pokazania grozy w otaczającym nas świecie, bez konieczności wprowadzania elementu nadprzyrodzonego. Jeśli jednak się on pojawia – w fantastyce przecież to rzecz nieodzowna – to prędzej uosabia i uwypukla ludzkie obawy, niż sam w sobie ma stanowić o „horrorowatości” utworu. Pojawiają się również teksty, które oprócz postaci rodem z horroru – wampira na przykład (Piekara, Surmik) – ze strachem w jakiejkolwiek postaci nie mają nic wspólnego.
Poziom pierwszej części „Księgi strachu” jest niezły: nawet najsłabsze teksty się bronią i ich autorzy nie muszą się za nie wstydzić. Z drugiej strony niewiele jest tekstów wybitnych. Mnie w pamięci zostaną dwa, góra trzy opowiadania: Macieja Guzka, Łukasza Orbitowskiego i Witolda Jabłońskiego za pierwszą połowę tekstu. Reszta, choć przyjemna w odbiorze, ciekawa i sprawnie napisana, z czasem zatrze się w pamięci i słuch o niej zaginie.
Gdyby więc porównać pierwszą część „Księgi strachu” z „Księgą smoków”, wynik tej konfrontacji nie byłby jednoznaczny. Z jednej strony w antologii sprzed roku trafiały się teksty słabe, ale z drugiej było więcej utworów zapadających w pamięć, wyróżniających się. Można więc uznać, iż opowiadania z tomu numer jeden „Księgi strachu” prezentują równy, solidny poziom, ale bez błysku, który był udziałem pierwszej antologii wydanej przez Runę.




Przypisy:
1) Jakiej? Tytuł opowiadania, „Bracia Strachy”, wszystko wyjaśnia. Dodam jeszcze, iż w tej aluzji brakuje subtelności, czytelnik ma rzecz wyłożoną w sposób najprostszy i najjaśniejszy z możliwych.
2) Prozę Kazimierza Kyrcza znałem do tej pory ze zbioru „Horrorarium”. Muszę przyznać, że od czasu jego publikacji krakowski pisarz zanotował znaczący postęp, w szczególności jeśli chodzi o umiejętności konstrukcji utworu. A może jest to zasługą do tej pory nieznanego mi współtwórcy „Pana”, czyli Łukasza Radeckiego? W drugiej odsłonie „Księgi strachu” jest również opowiadanie Kyrcza, pisane razem Łukaszem Śmigielem – być może na jego podstawie utwierdzę się w przekonaniu o postępach autora.


Autor: Tymoteusz "Shadowmage" Wronka


Dodano: 2007-12-04 20:04:34
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Antonina Liedtke - 20:10 07-12-2007
"Nazwa zbioru daje do zrozumienia, że opowiadania w nim zawarte mają być z pogranicza horroru czy też literatury grozy."
Wydawnictwo miało nadzieję, że tytuł "Księga strachu" będzie sugerował, że opowiadania są o strachu. Strach to pojęcie szersze niż horror czy literatura grozy, szersze, bliższe życiu i jednocześnie mniej ograniczające dla autorów. Celem zarówno horrorów jak i literatury grozy jest wystraszenie czytelnika. Im lepiej tekst straszy, tym jest lepszy, kropka.
Tymczasem w wielu opowiadanich z antologii, co zresztą recenzent także zauważył, chodzi o coś innego - o pokazanie strachu w sposób nie tyle sprawiający, że czytelnik w trakcie lektury boi się wyjść do łazienki, ale raczej pozwalający ujrzeć pewne sytuacje w innym świetle, niż dotychczas - co, moim prywatnym zdaniem, jest największą zaletą fantastyki.

kurp - 19:37 10-12-2007
A czy ja mógłbym wiedzieć skąd w "Księdze strachu" dziwaczne proporcje formatu / realnej objętości / wielkości czcionki??
Lubię książki Runy za zgrabny format i elegancką oprawę - a tu dostajemy ogromne, nieporęczne wydanie z - pardon - kufalami, jak dla sześciolatka i odpowiednio wyższą ceną...

Tigana - 21:14 10-12-2007
Po prostu "Runa" idzie w ślady "Fabryki Słów" - duża czcionka, duża objętość, duża cena.

MadMill - 21:44 10-12-2007
Raczej już Fabrykę przebiła. :P

Maeg - 22:31 10-12-2007
Księga Strachu wygląda wręcz fatalnie.

Okładki ładnie wyglądają tylko w necie, zbyt się błyszczą i w realu nie prezentują się zbyt dobrze. A czcionka to już gruba przesada, nie wiem nawet, gdzie ostatnio widziałem tak wielką. Póki co Runie udało się doskonale mnie zniechęcić do sięgnięcia po tę antologie. :|

Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Chiang, Ted - "Wydech"


 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

Fragmenty

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS