|
Patronat

Gaiman, Neil - "Odd i lodowi olbrzymi"

Podrzucki, Wawrzyniec - "Mosty wszechzieleni"
Ukazały się

Williams, Tad - "Smoczy tron"
Martin, George R.R.; Dozois, Gardner; Abraham, Daniel - "Wyprawa łowcy"
Masterton, Graham - "Duch ognia"
antologia - "Jeszcze nie zginęła"
Przechrzta, Adam - "Białe noce"
Kenyon, Sherrilyn - "Rozkosze nocy"
Mead, Richelle - "Pocałunek cienia"
MacHale, D. J. - "Quillańskie igrzyska"
Imprezy
XXIV Bachanalia Fantastyczne
Od: 2010-09-09
Do: 2010-09-12
Copernicon 2010
Od: 2010-10-15
Do: 2010-10-17
Drugie Chrzanowskie Dni Fantastyki
Od: 2010-10-15
Do: 2010-10-17
Linki
|
|
|
Wydawnictwo: Mag Tytuł oryginału: The Lies of Locke Lamora Tłumaczenie: Marta Strzelec i Wojciech Szypuła Data wydania: 5 Październik 2007 ISBN: 978-83-7480-067-9 Oprawa: miękka Format: 135 x 202 mm Liczba stron: 496 Cena: 35,00 Rok wydania oryginału: 2006 Tom cyklu: 1
|
 Ależ ja się napaliłem na tę książkę! Wszystko za sprawą recenzji mojego kolegi z redakcji, który pomimo opisów reklamowych Maga nie bał się zmierzyć z przepowiedzianym przez wydawcę hitem. Tak, reklamy i we mnie budziły duży niepokój: „Mieszanka Przekrętu i Olivera Twista, z domieszką Różowej Pantery i kroplą Ocean's Eleven”. Grochówka połączona z pomidorową i odrobiną kompotu z wiśni oraz szczyptą piasku. Uwielbiam takie miksy, a do tego „Najgłośniejszy debiut w historii”.
A tymczasem książka mnie nieźle zaskoczyła. Spodziewałem się klimatu prosto z kultowej komputerowej gry „Thief: Dark Project”, niezwykłego miasta, niezwykłego złodzieja i bardzo mrocznych okoliczności fabularnych.
Klimat miasta jest jak najbardziej „złodziejski”. Camorra jest dość oczywistym nawiązaniem i rozwinięciem pomysłu na średniowieczne „steam-city”. Chętnie więc zanurzałem się w tej gęstej mgle, poznając Locke’a Lamorę, który jednak nie jest żadnym nowym Garretem. Locke jest oszustem, nie złodziejem. Pora dnia czy nocy nie ma dla niego znaczenia, działa wtedy, kiedy chce, dokonując śmiałych oszustw, przebierając się za arystokratę i bezczelnie wkupując się w łaski chciwych przedstawicieli śmietanki towarzyskiej Camorry. Locke nie działa samodzielnie. Ma do pomocy oddanych mu Niecnych Dżentelmenów, czwórkę wszechstronnie uzdolnionych ludzi, którzy wspierają Locke’a w jego „pracy”. Są zgrani, są wierni i nie chodzi im do końca o forsę, której już zdołali nagromadzić całkiem sporą ilość. Im idzie o sam dreszcz przygody, o cały proces planowania „numeru” i wprowadzenie w czyn śmiałych, czasem szalonych pomysłów. Historia powstania gangu Niecnych Dżentelmenów zostaje nam przedstawiona w licznych retrospekcjach, pozwalających przyjrzeć się każdemu Dżentelmenowi z osobna, a także dobrze poznać miasto i ludzi nim rządzących.
Nic więc dziwnego, że nim zdążymy się spostrzec, jesteśmy z niecnymi łobuziakami bardzo zżyci. Dlatego z rosnącym lękiem będziemy poznawać kolejne zwroty akcji, która wplącze Niecnych Dżentelmenów w pewne mroczne rozgrywki w mieście. Miastem rządzą dwie osoby. Książe Nicovante odpowiada za oficjalną władzę, capa Barsavi z kolei udziela się tam, gdzie oficjalna władza zaglądać nie chce. Cały półświatek Camorry jest w ręku Barsaviego. A tymczasem pojawia się trzeci gracz, który zamierza zmienić ten układ sił. Na niekorzyść Barsaviego, a w pewnym momencie okaże się, że także na niekorzyść księcia, Niecnych Dżentelmenów i wszystkich mieszkańców Camorry.
U Scotta znalazłem klimat, który mi bardzo odpowiada. Trochę nawet pożałowałem, że Locke nie jest drugim Garretem, ale przecież nie można tak jawnie korzystać z czyjegoś pomysłu; nawet jeżeli ten pomysł aż prosi się o szersze wykorzystanie w innych mediach. Dostałem za to sporo ciekawych przygód. Pojawia się nawet tajna organizacja, choć o zupełnie innym charakterze niż Strażnicy z „Thiefa”, a główne szare eminencje robią niemałe wrażenie. Nie ma co ukrywać – autor jest zdecydowanie po stronie swoich bohaterów i niejednokrotnie pozwala im wyjść z opresji niezwykle łatwo, pomimo że wcześniej sam ich wpakował w nie w sposób dość oczywisty. Jednak skala intrygi równoważy niezwykłe szczęście bohaterów, z jej powodu Niecnych Dżentelmenów spotka wiele kłopotów i cierpień.
Proszę mi wybaczyć, jeżeli przesadzam ze swoim entuzjazmem w stosunku do dość pospolitej rozrywki literackiej, jaką niewątpliwie jest książka Scotta Lyncha. Jest to rozrywka, którą szczególnie lubię. Cieszę się, że na tej książce nie skończy się historia Niecnych Dżentelmenów. Polecam!
Autor: Jakub Cieślak
Dodano: 2007-12-03 18:12:54
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Musisz być zalogowany, żeby dodać komentarz
|
|
|
Konkurs
Wyprawa na meekhańskie pogranicze
Artykuły

Fantasy&Science Fiction, wiosna 2010 – omówienie
"Byk jak wół" #2
Nowa Fantastyka 08/2010 - omówienie numeru
Literackie zgadywanki 08/2010
SFFiH #58 - omówienie numeru
Recenzje

Miéville, China - "W poszukiwaniu Jake'a i inne opowiadania"
Przybyłek, Marcin - "Gamedec: Zabaweczki. Sztorm"
Chiang, Ted - "Siedemdziesiąt dwie litery"
King, Stephen - "Wszystko jest względne"
Leiber, Fritz - "Ciemności, przybywaj"
Weis, Margaret & Hickman, Tracy - "Smocze kości"
Dobrakowski, Michał - "Dwa światy"
Masterton, Graham - "Armagedon"
Fragmenty
Kenyon, Sherrilyn - "Rozkosze nocy"
La Cruz, Melissa de - "Dziedzictwo"
Przechrzta, Adam - "Białe noce"
antologia - "Jeszcze nie zginęła"
Wegner, Robert M. - "Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód-Zachód" #2
Crowley, John - "Dæmonomania" #5
Crowley, John - "Dæmonomania" #4
Crowley, John - "Dæmonomania" #3
|