NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Wśród gwiazd"

Baoshu - "Odzyskanie czasu"

Ukazały się

Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"


 Kozak, Magdalena - "Minas Warsaw"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Hufflepuff)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Gryffindor)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Slytherin)

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Kamień Filozoficzny" (Ravenclaw)

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 2 (twarda okładka)

Linki

Szmidt, Robert J. - "Kroniki jednorożca. Polowanie"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Listopad 2007
ISBN: 978-83-60505-91-5
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 344
Cena: 28,99
Seria: Bestsellery polskiej fantastyki



Szmidt, Robert J. - "Kroniki jednorożca. Polowanie" #2

Twoja teczka, świerszczyku, została spalona

– Pozdrowienia od pułkownika Sitarza.
Poorana zmarszczkami twarz stała się w jednej sekundzie blada jak kreda, a w szeroko otwartych oczach nie było już nic prócz wszechogarniającego przerażenia.
– Nie rozumiem... – Ksiądz Tadeusz chciał powiedzieć coś więcej, ale słowa nie zdołały przecisnąć się przez krtań.
– Rozumiesz, świerszczyku, rozumiesz – przerwał mu Lis, cytując wydobyte z zakamarków pamięci ofiary słowa esbeckiego oficera, i zdalnie zmniejszył przerażenie rozmówcy. Jeszcze chwila, a zwieracze pod sutanną mogły puścić, co stanowiłoby nielichy problem dla wszystkich.
– Skąd... Jak... Przecież... – jąkał się kapłan, który najwyraźniej nie umiał wyartykułować dręczącego go pytania.
– Twoja teczka, świerszczyku, została spalona – Lis zakończył męki jednym zdaniem – jak towarzysz pułkownik obiecał. Bo honorny był, cokolwiek o nim mówić. Nie wiedział jednak, że wasza umowa psu na budę się zdała. Wszystkie papiery departamentu, a w szczególności grupy „D” były przez cały czas jej istnienia dyskretnie kopiowane. Nawet w latach siedemdziesiątych. Możesz wierzyć lub nie, ale archiwa czwórki, wszystko, co trafiło do Wydziału Studiów i Analiz, znajduje się teraz w bezpiecznym miejscu i możemy tego w każdej chwili użyć...
– Jesteście świnie – wysyczał ksiądz nienawistnie. – Obiecaliście!
– Nie, świerszczyku, nie jesteśmy świniami i niczego ci nie obiecywaliśmy. – Lis pochylił się nad stołem i zrobił groźną minę. – Gdybyśmy byli, twoje owieczki już dawno by wiedziały, co piszczy staremu proboszczowi pod sutanną.
– Co piszczało... – Duchowny zapadł się w sobie. – To było dawno temu...
– Doprawdy, świerszczyku? – Telepata uśmiechnął się paskudnie. – A Poznań w dwa tysiące drugim, a Płock w szóstym, że wspomnę tylko ostatnie wyczyny... Pewnie siedziałbyś na ciepłej posadce w kurii do dzisiaj, gdyby patronów konkurencja ci nie uwaliła. Sitarz, oprócz tego, że był strasznym skurwysynem, miał jedną niezaprzeczalną zaletę, potrafił jak nikt inny nadawać swoim agentom idealnie charakteryzujące ich pseudonimy. A twój chyba nie jest cytatem z „Przygód Marka Piegusa”, nieprawdaż?
Ksiądz z każdym wypowiedzianym przez telepatę zdaniem robił się mniejszy. Nie patrzył już w oczy interlokutora, opuścił głowę, ramiona mu obwisły, jakby ktoś zaczął spuszczać z niego powietrze.
– Czego ode mnie chcecie? – wyszeptał w końcu tak cicho, że Lis mógłby tego nie usłyszeć, gdyby cały czas nie kontrolował jego myśli. Telepata dał Młodemu umówiony znak ręką. Uzdrowiciel oderwał się od ściany i wolno podszedł do stołu umieszczonego pośrodku sporej, choć ciemnej kuchni.
– Współpracy – rzekł spokojnie. W tym przedstawieniu grał rolę dobrego gliny.
– Współpracy? – Ksiądz uśmiechnął się markotnie i po woli podniósł głowę. – Współpracy?! Czy wy nie widzicie, gdzie rozmawiamy? Od lat siedzę tutaj na wygnaniu, gówno wiem, nikogo nie znam... Jestem dzisiaj operacyjnie nieprzydatny.
– To się jeszcze okaże. – Piotrek usiadł na wolnym krześle i wygładził dłonią podwiniętą ceratę.
Lis obserwował kotłowaninę myśli w głowie kapłana. Wyciągnięcie na światło dzienne starych grzeszków budziło wielki strach, ale lęk przed ponowieniem współpracy z bezpieką był znacznie silniejszy. Nie to jednak najbardziej przerażało księdza Tadeusza. Jego przeszłość skrywała coś jeszcze, coś, z czym do tej pory się nie zdradził. Zaciekawiony telepata zaczął sondować głębiej jego umysł. A to ciekawe, pomyślał, gdy już dotarł na samo dno.
– Mylisz się, świerszczyku, jeśli sądzisz, że wróciło stare – powiedział, siadając wygodniej, noga założona na nogę, plecy odchylone do tyłu, głowa lekko przekrzywiona na bok. Nie spuszczał oczu z wciąż bladej twarzy duchownego. – Nie jesteśmy agentami służb, tych służb – podkreślił.
Uzdrowiciel rzucił zdziwione spojrzenie Lisowi, tego nie mieli w planie, ale telepata uspokoił go lekkim skinieniem głowy.
– Nie rozumiem... – Ksiądz wyprostował się, już nie czuł obezwładniającego lęku, raczej zaciekawienie.
Nie miał pojęcia, że tak nagłą zmianę nastroju zawdzięcza siedzącemu przed nim szczupłemu mężczyźnie z krótko przystrzyżoną bródką, nie zaś własnej o odwadze. Nie przypuszczał też, jak bardzo zmieni się ton tej rozmowy, i to już za parę sekund. Mundek z kolei usiłował się skupić, trudno bowiem zadawać pytania po otrzymaniu odpowiedzi, a te miał przed oczami już od kilku minut.
– Zrozumiesz, zaraz wszystko zrozumiesz – wtrącił Młody, choć prawdę mówiąc, sam nic nie rozumiał.
– Rzym, rok 1988 – powiedział Lis, przy każdym słowie stukając serdecznym palcem w ceratę. – 14 marca, godzina 16.55. Apartament podsekretarza kongregacji przy Via Germanico. – Znacząco pokręcił nieistniejącym pierścieniem na palcu serdecznym.
Oczy księdza zrobiły się okrągłe jak spodki.
– Skąd... Jak...
– Stąd i tak! – Lis miał nieodparte wrażenie déjà vu, słuchając ponownie tych samych kwestii.
– Myślisz, że bezpieka upominałaby się o takiego nędznego robaka po tylu latach?
Ksiądz Tadeusz pokiwał głową, jakby chciał odpowiedzieć twierdząco.
– Po co im ktoś, kto jak sam mówi, gówno wie i nikogo nie zna?
– Nie wiem – bąknął kapłan.
– Ale ja wiem, świerszczyku: po nic. – Lis znów pochylił się nad stołem. – Żaden z twoich przełożonych nigdy się nie dowiedział, jak dobrze układała ci się współpraca z towarzyszem pułkownikiem. Nie za te grzechy zostałeś odsunięty od żłobu i nie za nie wysłany na takie zadupie. Jesteś tutaj, bo wrzód na zdrowym ciele Kościoła, do którego byłeś od lat przyssany, przegrał kolejną rozgrywkę o wpływy z groźniejszymi nowotworami.
Oniemiały proboszcz raz jeszcze skinął głową, teraz już znacznie ostrożniej.
– To, co zaczęło się w Rzymie, będzie teraz miało ciąg dalszy. – Telepata posłał swojej ofierze spojrzenie tak twarde i zimne, na jakie tylko potrafił się zdobyć. – Rozumiesz już, świerszczyku?
– Tak – wychrypiał ksiądz Tadeusz.
– Posiadamy wszystkie mikrofilmy na temat twojej współpracy z bezpieką – kontynuował Mundek. – Mamy także pełne dossier twoich wyskoków, zarówno pod parasolem Paetza, jak i Wielgusa. A kiedy mówię pełne, to znaczy, że wiemy o nich tyle, ile ty, a nawet więcej. Nazwiska, daty, godziny. Nawet to, że wciąż chodzi ci po głowie ten nowy ministrant, chłopak Marcinkowej.
Ksiądz przeżegnał się i zerwał z krzesła, jakby zamierzał uciekać, ale jeden gest Lisa osadził go z powrotem na miejscu.
– Tylko od ciebie, świerszczyku, zależy, czy ich użyjemy. – Telepata zakończył szybko przemowę, czując, że przedobrzył. – Rozumiesz?
– Tak. Zrobię wszystko, wszystko. Przysięgam na Święty Krzyż!
Akurat, pomyślał Lis, uśmiechając się z satysfakcją. Przez całe życie w dupie miałeś wiarę, Kościół i wszystko, co z nimi związane. Sutanna była tylko przepustką do łatwego i występnego życia. Tadziu, ty nawet w Boga tak naprawdę nie wierzysz.
– Daruj sobie. – Mundek wstał i rozprostował nogi. – Bóg ma dość problemów, żeby dorzucać Mu twoje krzywoprzysięstwo. Kapitan Konieczny wyjaśni ci, czego od ciebie oczekujemy.
Młody nie od razu załapał, że o nim mowa. Rozmowa Lisa z księdzem potoczyła się inaczej, niż się spodziewał. Bladego pojęcia nie miał, co wydarzyło się w Rzymie przed jego urodzeniem.
O co biega z tym spotkaniem? – zalśnił Młody do Lisa, zamiast zwrócić się do skołowanego księdza.
Nasz przyjaciel raczył był sprzedać się Stasi – szybko odpowiedział Lis.
Kumam.
Nie kumaj, tylko nawijaj!
– Znasz księdza z Pomianic? – zapytał uzdrowiciel po kilku sekundach ciszy.
– W Pomianicach nie ma parafii – odparł ksiądz Tadeusz, zdziwiony brakiem orientacji u agentów.
– Kapitanowi nie chodzi o proboszcza tej pipidówy, tylko o księdza, który ma ją pod swoją opieką – wtrącił Lis, posyłając Młodemu zabójcze spojrzenie. – A jego pytanie było czysto retoryczne.
– Znam, jasne, że znam. Nazywa się...
– Wiemy, jak się nazywa – przerwał mu Młody. – Potrzebne nam są pewne informacje, które ten człowiek pomoże ci zdobyć. Słuchaj uważnie. Poprosisz go, żeby wybrał się na wycieczkę w okolice ośrodka wypoczynkowego MSW nad jeziorem. A dokładniej, żeby poroz­mawiał z kimś z kierownictwa albo przynajmniej z wartownikami, jeśli nie zostanie wpuszczony na teren, co jest bardzo prawdopodobne. Ma wypytać o możliwość umieszczenia tam dwudziestu seminarzystów z Poznania na turnus we wrześniu...
– A jeśli zapyta, dlaczego ja sam...
– Powiesz mu – Lis przerwał mu w pół słowa – że twój dawny protektor zwrócił się do ciebie z taką dyskretną, podkreślam, dyskretną prośbą. Zasugeruj, że być może sam Bigus Dickus pojawi się z tą grupą. A czemu nie chcesz niczego załatwiać osobiście? Na pewno coś wymyślisz. Z tego co wiemy, byłeś kiedyś bardzo kreatywny.
– Może... – ojciec Tadeusz zastanawiał się przez chwilę – może powiem, że mam na karku pismaków z „Nowej Koszernej”. Oni wiecznie węszą sensację...
Lis skinął krótko głową; gdyby nie umiejętność czytania w myślach, nie wiedziałby nawet, o czym
mowa.
Kapłan uśmiechnął się radośnie. Po takim wstępie spodziewał się o wiele trudniejszego zadania.
– Po co angażować księdza Antoniego? – spytał przymilnie. – Dowiem się wszystkiego swoimi kanałami...
– Głupcze! – Lis walnął pięścią w stół, aż zabrzęczały sztućce ukryte w szufladzie. – Skoro mówimy, że ten człowiek pójdzie osobiście do ośrodka, to znaczy, iż zrobisz wszystko, żeby tak właśnie się stało. Masz zaaranżować tę sprawę tak, żeby mu nawet przez myśl nie przeszło, iż działasz z innych pobudek. Możesz mi wierzyć, dowiemy się, jeśli będzie inaczej. Podejdziesz do tego zadania tak ostrożnie i delikatnie, jakby zależało od tego twoje życie... – Lis przerwał na moment. – I to nie jest żart, od wyniku tej misji naprawdę zależy, czy nadal będziesz cieszył się swoją parafią czy zostaniesz powołany do królestwa niebieskiego. Zrozumiano?
– Tak.
– I jeszcze jedno, nie będziesz czekał na księdza Antoniego w Pomianicach. Poprosisz go, żeby przyjechał tutaj, na plebanię.
– Ale...
– Co: ale?
– Zobaczy was...
– Nie twoje zmartwienie – warknął Lis, lecz szybko się opanował. – Na czas waszego spotkania pójdziemy z kolegą na spacer. Zostawimy tu tylko sprzęt do nagrywania.
– Tak, tak, oczywiście – ucieszył się ksiądz Tadeusz. Metody pracy wywiadowczej nie były mu obce.– Rozumiem.
– Rozumiesz, świetnie. W takim razie spie... – Mundek z trudem powstrzymał przekleństwo – ...sz do Pomianic, świerszczyku!


Dodano: 2007-11-14 10:42:04
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Bitwę bliźniaków"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

 Bester, Alfred - "Gwiazdy moim przeznaczeniem"

 Corey, James S. A. - "Gniew Tiamat"

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper"

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Trzeci front"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

Fragmenty

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

 Dworakowski, Witold - "Wieczny buntownik"

 Ziębiński, Robert - "Dzień wagarowicza"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS