NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Cienie tożsamości" (stara wersja)

Domagalski, Dariusz - "Aksamitny dotyk nocy" (Rebis)

Ukazały się

Watson, Ian - "Łzy Stalina"


 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Schwab, V.E. - "Zgromadzenie cieni"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Sanderson, Brandon - "Żałobne opaski" (stara wersja)

 Sanderson, Brandon - "Cienie tożsamości" (stara wersja)

 Lem, Stanisław - "Człowiek z Marsa"

 Werber, Bernard - "Mikroludzie"

Linki

Brzezińska, Anna & Wiśniewski, Grzegorz - "Za króla, ojczyznę i garść złota"
Wydawnictwo: Runa
Cykl: Brzezińska, Anna & Wiśniewski, Grzegorz - "Wielka wojna"
Data wydania: Wrzesień 2007
ISBN: 978-83-89595-36-2
Oprawa: miękka
Format: 125×195 mm
Liczba stron: 320
Cena: 29,50 zł
Ilustracja na okładce: Jakub Jabłoński
Ilustracje w książce: Jakub Jabłoński
Tom cyklu: 1



Wywiad z autorami "Wielkiej wojny"

„Nie toczy się walki, gdy pisze się o wojnie”



Katedra: Mówią: pisarze to indywidualiści. A indywidualistom, mówią, wspólne przedsięwzięcia często nie wychodzą. „Za króla, ojczyznę i garść złota” to dowód, że może być inaczej. Jak to się stało, że zaczęliście pisać razem?

Grzegorz Wiśniewski: Dla przyjemności spróbowania czegoś innego. Pisarz jest – słusznie, jak sądzę – postrzegany przeważnie jako koncepcyjny i stylistyczny samotnik, ale właśnie zmieszanie różnych, typowych dla dwóch osób elementów kusi, bo może dać nową ciekawą jakość. Z myślą o „Wielkiej wojnie” zebrałem sobie w pamięci mnóstwo scen i detali militarnych, a Ania zatroszczyła się z kolei o szersze tło i ciekawe spojrzenie na głównych bohaterów. W pewnym momencie mieliśmy tego wystarczającą ilość, aby zacząć pisać. Razem.

Anna Brzezińska: Wydaje mi się, że wspólne pisanie ośmiela po prostu do wyprawy w rejony, w które samodzielnie byśmy się nie zapuścili. Nie znaczy to oczywiście, że można zdać się całkowicie na cudze umiejętności, czy też cudzą wiedzę, bo przecież wiedza, kiedy wprowadzono do użycia granaty Millsa czy jaki kaliber niemieckiego działa przechrzczono w alianckich okopach „ślepą świnią” jakoś osiadła w moim mózgu i trwa tam uporczywie. Ale najfajniejsza jest świadomość, że zrobiliśmy coś, czego oddzielnie nie udałoby się nam zrobić.


K: Jaką przyjęliście formę współpracy? Raz jedno, raz drugie pisze fragment – i tak na zmianę – czy może nieco inaczej u Was to wygląda?

GW: Wątki i postacie wymyślaliśmy wspólnie, dlatego niejako w sposób naturalny tak też zabraliśmy się do pisania.

AB: Mamy taki rytm życia rodzinnego, że pisaliśmy kolejne epizody na przemian – Greg raczej wieczorami, a ja za dnia. Rano sprawdzałam, w jakim miejscu stanęła historia i ciągnęłam ją dalej, chyba że było oczywiste, że któryś z epizodów Greg napisze lepiej – wówczas bez problemów przechodziłam do następnego.

K: Czyli podczas pisania między Wami wielkiej wojny chyba nie było. A czy zdarzały się sytuacje z gatunku: „Czemu poszłaś/poszedłeś w tę stronę i napisałaś/napisałeś o X zamiast Y? Miałem/miałam świetny pomysł, żeby...”? Pojawiały się problemy z ustaleniem kierunku, w którym chcecie zmierzać, i kompromisy, ustępstwa, których w środku nie bardzo, ale trochę – małe ciut – jednak żałujecie?

GW: Jest taka kapitalna scena w „Doktorze Strangelove”, kiedy generał Jack D. Ripper zaczyna bójkę z radzieckim ambasadorem, a amerykański prezydent przywołuje ich do porządku słowami: „Gentlemen, you can't fight in here! This is the war room”. Nie toczy się walki, gdy pisze się o wojnie.

AB: Udana współpraca – jakakolwiek, nie tylko przy pisaniu – oznacza, że nikt całkowicie nie kontroluje sytuacji. Dla mnie to podobne do jazdy samochodem w roli pasażera: jeśli ufam kierowcy, moszczę się wygodnie w fotelu, oddaję władzę i napawam każdą chwilą bezruchu.

K: Skąd czerpaliście pomysły na tak nietuzinkowe postaci, jakimi są bohaterowie „Za króla, ojczyznę i garść złota”?

GW: Od początku chcieliśmy napisać o brytyjskich ochotnikach z kolonii, którzy to w czasie Wielkiej wojny posiadali pewne cechy i przywileje niedostępne żadnej innej formacji tamtego czasu. Wybór padł na Australijczyków, z racji ciekawych akcentów folklorystycznych i obserwacji z epoki, dostępnych gdzieniegdzie w literaturze. Ponieważ pierwsza książka miała mieć charakter pastiszowy, a jednym z naszych ulubionych filmów jest „Złoto dla zuchwałych”, na niektóre z postaci od początku patrzyłem ze sporym przymrużeniem oka. Choć nieraz miałem problem jak przedstawić tę gromadę zaczepnych drabów w sposób sympatyczny.

AB: Australijczycy byli niesamowici – samodzielni, przyzwyczajeni do życia w trudnych warunkach, skłonni do podejmowania ryzyka. Wszyscy pochodzili z dobrowolnego zaciągu, więc jako ochotnicy cieszyli się specjalnymi przywilejami – np. nie groziła im kara śmierci za samowolne oddalenie się z oddziału, bo ich głównodowodzący uznał, że jeśli ktoś się z własnej woli zaciągnął, może się również z własnej woli rozmyślić. Ich wyszkolenie kładło nacisk na inne rzeczy niż wyszkolenie Brytyjczyków – np. na samodzielne myślenie i ocenę sytuacji – co sprawiało, że brytyjscy oficerowie nieprzychylnie patrzyli na bratanie się swoich podwładnych z kolegami z kolonii, i to do tego stopnia, że w pewnym momencie wydzielono dla Australijczyków specjalne szpitale polowe, żeby nie szerzyli wśród rekonwalescentów z Wyspy swoich paskudnych, egalitarnych ideałów. I trzeba pamiętać, że do wojska zaciągali się ci najbardziej spragnieni przygody, najwięksi awanturnicy. A jednocześnie ci chłopcy z buszu byli bodajże najlepszym żołnierzem sprzymierzonych armii.

K: „Za króla, ojczyznę i garść złota” jest sympatyczne i zabawne, ale nie tylko. Przez czasoprzestrzenne umocowanie – jest również straszne, bo przecież czytelnik wie, jaki był los szarego żołnierza, wie, jaka była „Wielka wojna”. Fajnie, gdy w czasie lektury książki humorystyczno-rozrywkowej, pojawia się też uczucie niepokoju. To mocna strona pierwszej części tryptyku. Czym zamierzacie zaskoczyć w następnych?

GW: Po lekkim przyjemnym początku zamierzamy pójść w tony bliższe realiom, chociaż nadal zawierające fantastyczną nutę. W tomie drugim, „Na ziemi niczyjej”, zawrzemy spojrzenia z różnych stron na kolejne brutalne twarze tego konfliktu – wojna pozycyjna w zbliżeniu, wyrok w zawieszeniu na pokładzie okrętu wojennego oraz czym była wojna dla cywili daleko na tyłach.

K: Jaki będzie podział zadań w kolejnych tomach? Nadal będziecie pisać razem, czy też pojawią się utwory napisane indywidualnie?

GW: Całe przedsięwzięcie jest wspólne i tak będziemy je realizować, aczkolwiek spośród trzech tekstów w „Na ziemi niczyjej” tylko jeden jest napisany wspólnie.

AB: A po jednym napisaliśmy na własną rękę.

K: „Na ziemi niczyjej” ma pokazać, jak naprawdę wyglądała I wojna światowa. Miałem przyjemność przeczytać jeden z utworów, które mają się znaleźć w tej książce i muszę przyznać, że robi on wstrząsające wrażenie. Cała książka będzie utrzymana w realiach wojennego koszmaru?

AB: Ocenią to czytelnicy, ale takie jest właśnie zamierzenie. Bo ta wojna była koszmarem i nie na darmo żołnierze w okopach nazywali ją Wielką Maszynką do Mielenia Mięsa. Postęp technologiczny w sztuce wojennej sprawił, że żadna ze stron nie potrafiła osiągnąć przełamania. Toczono więc boje o kilkadziesiąt, kilkaset metrów przekopanej, zrytej szpadlami ziemi, okupując je setkami i tysiącami rannych. I właśnie to tępe bicie głową o mur, te próby biologicznego wyniszczenia wroga, ta arytmetyka – kogo pierwszego zabraknie, jeśli na każdego naszego martwego przypadnie jeden martwy z drugiej strony – sprawia, że ciężko o tej wojnie myśleć bez obrzydzenia.

GW: Chcieliśmy dobrze oddać te najsilniej oddziaływujące aspekty walk pozycyjnych. Na początku wojny każdy wyższy dowódca sądził, że wystarczy zaatakować liczną piechotą o odpowiednim morale, aby zwyciężyć – jeżeli nie w wojnie, to przynajmniej w bitwie. Zorientowanie się, że to może jednak nie zawsze działa, kosztowało marne półtora miliona żołnierzy. Masowe użycie artylerii oraz karabinów maszynowych sprawiło, że samozaparcie i przewaga liczebna nie załatwiały już sprawy. Trzeba było się nauczyć nowych sposobów walki, a za tą naukę słono zapłacić. Typowi piechociarze zamiast podstaw musztry musieli opanować podstawy taktyki, nauczyć się używać granatów, miotaczy płomieni, ręcznych karabinów maszynowych, czy moździerzy. Dowódcy natomiast zamiast prób wygrania wojny w jednej bitwie, musieli nauczyć się wygrywania bitew jedna po drugiej w celu wygrania wojny. W tekstach staraliśmy się zawrzeć przynajmniej części tych elementów.

K: „Za króla, ojczyznę i garść złota” zostało pomyślane jako wariacja na temat książek propagandowych tworzonych na potrzeby ludności cywilnej. A tak ogólnie? Co stało/stoi za powstaniem „Wielkiej wojny”? Jakie pomysły, idee?

GW: Uważam ten konflikt za wyjątkowy na tle wszystkich innych wojen w historii świata. Im więcej się o tym czyta, tym bardziej rzecz cała zapada w pamięć, a mimo całego tragizmu tamte wydarzenia kryją mnóstwo fascynujących szczegółów. Jednym z celów było opowiedzenie innym chociaż o niektórych z nich.

AB: Wolałabym raczej uniknąć objaśnień w stylu „co poeta miał na myśli”, chyba lepiej, aby każdy odczytał to na własną rękę. Na pewno jednak chcieliśmy pokazać fenomen wojny z bardzo różnych punktów widzenia – tak odmiennych, jak to tylko możliwe. To dla mnie niesamowite wyzwanie pisarskie, bo przy każdym następnym tekście trzeba niejako wymazywać sobie pewne własne wyobrażenia i zaczynać od nowa.

K: Dlaczego w ogóle zdecydowaliście się na wprowadzenie fantastyki do książek z serii „Wielka wojna”? Nie boicie się zarzutów, że jej obecność spłyca i łagodzi opowieść?

GW: Elementy fantastyczne staraliśmy się wprowadzać tak, aby wojenna warstwa tekstu, podstawowa, niczego nie straciła. Osobiście widzę w nich tylko kolejny aspekt tworzonej historii, nie ujmujący niczego realiom i postaciom. Ale w końcu piękno kryje się w oku patrzącego.

AB: Fantastyka nie sprowadza się wyłącznie do doboru scenografii, wrzucania nowego, barwnego elementu w znane wojenne tło. Fantastyka jest po to, żeby opowiedzieć coś, czego nie da się opowiedzieć w tekście realistycznym, po to, żeby zyskać pewną perspektywę, pozwalającą sięgnąć pod powierzchnię zdarzeń i odniesienia ich do głębszych, mitologicznych wzorców.

K: W powieści widać szereg drobnych detali odwołujących się do realnych aspektów życia na froncie. Jakie były Wasze główne źródła informacji o wojnie? Co polecicie czytelnikom, którzy chcieliby wzbogacić wiedzę o tym okresie?

GW: Na papierze i po polsku nie jest tak łatwo poczytać sobie na ten temat. Dość dokładny spis literatury można znaleźć np. tu. Co do źródeł internetowych – na początek niezła jest angielska wikipedia czy portal First World War.com. Większość źródeł to książki zakupione za granicą, autorstwa m. in. Lyn MacDonald, Johna Ellisa, Denisa Wintera.

K: Co po „Wielkiej wojnie”, jakie plany? Zamierzacie kontynuować pracę w tandemie, jak Diaczenkowie, czy może na razie indywidualne projekty przed Wami, jak u Mai Kossakowskiej i Jarosława Grzędowicza?

GW: Po ukończeniu cyklu „Wielkiej wojny” na pewno nasze autorskie drogi się na jakiś czas rozejdą. Pracuję nad ukończeniem space opery z Polakami na pierwszym planie, którą chciałbym wydać jakoś za rok-dwa. Naszą spółkę tylko zawiesimy, bo mamy od dawna w planach wspólny projekt alternatywnej historii powstania listopadowego, którą najprawdopodobniej napiszemy tak jak teksty z cyklu „Wielkiej wojny”.

AB: Na pewno musimy dokończyć „Wielką wojnę”, czyli napisać trzecią część: „Zamki w hebanie i lodzie”, ale czytelnicy będą musieli na nią chwilę poczekać, bo w międzyczasie zamierzam skończyć ze zbójem Twardokęskiem. No i na razie mamy pomysł na jedno wspólne opowiadanie space-operowe. Reszta chyba oddzielnie.

K: Bardzo dziękujemy za rozmowę.



Rozmowę przeprowadzili Mateusz "Achmed" Wodyk i Tymoteusz "Shadowmage" Wronka.



Autor: Achmed & Shadowmage


Dodano: 2007-11-02 09:50:41
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

"Wiara" i zbrodnia


Artykuły

Fantastyka 2016 - plebiscyt


 Co nas czeka w 2017 roku?

 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

Recenzje

Stewart, Ian & Tall, David - "Podstawy matematyki"


 Grzędowicz, Jarosław - "Hel 3"

 Golden, Christie - "Narodziny hordy"

 Lem, Stanisław - "Pamiętnik znaleziony w wannie"

 Miszczuk, Katarzyna Berenika - "Noc Kupały"

 Alexander, K. C. & Hough, Jason M. - "Mass Effect. Andromeda: Rebelia Nexusa"

 McGuire, Ian - "Na Wodach Północy"

 Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

Fragmenty

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Jemisin, N.K. - "Wrota obelisków"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS