NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Golden, Christie - "Narodziny hordy"

Dashner, James - "Gra o życie"

Ukazały się

Larson, B.V. - "Rój"


 Maszczyszyn, Jan - "Hrabianka Asperia"

 Rochala, Paweł - "Ballada o czarownicy"

 Staveley, Brian - "Ostatnia więź"

 Komuda, Jacek - "Czarna szabla" (wyd. 3)

 Majka, Paweł - "Wojny Przestrzeni"

 Sanderson, Brandon - "Biały piasek"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

Linki


Czarowniki - rozdział VIII

OPOWIEŚCI ZE ŚWIATA CZAROWNIKÓW

Rozdział VIII: Wieczny Rezerwista
O pasożytach instytucjonalnych, które można wytępić tylko poprzez
ich własne skąpstwo przy współudziale przyjaźni ponadczasowej.

Każdy z nas przynajmniej raz w życiu otrzymuje list, który potrafi wywrócić całe nasze życie do góry nogami. Czasami są to złe wieści informujące o czyimś odejściu, czasami wieści o przyjściu na świat, a czy są one dobre, zależy od indywidualnej sytuacji adresata. Czasem są to jednak listy, które przynoszą urzędową informację, że oto pasożytniczy organizm wykorzystujący nas przez całe życie, chce od nas czegoś więcej. Nie ma wtedy zmiłuj, nie ma, że boli – trzeba ubrać kamasze i za psi grosz, który wystarczy tylko na gazetę i papierosy, reprezentować godnie tego wielkiego pasożyta. Dlatego nikogo nie dziwiły różnego rodzaju złe wieści, które spadały znikąd za pośrednictwem poczty kurierskiej znienacka, zupełnie jak śmierć, miłość i ...

W siedzibie Agencji Czarowniczej trzech wysoko wykwalifikowanych czarowników przygotowywało akurat dokumenty firmowe do kontroli z Urzędu Podatkowego. Stos starych faktur z ostatnich miesięcy rósł wokół szklanej kuli umieszczonej na biurku i w ciągu półtorej godziny był tak wysoki, że przypominał makietę osławionego Manhattanu. Obok potężnych, papierowych wieżowców wyrastały nowe zasłaniając skutecznie centralny punkt biurokratycznego miasta, mianowicie szklaną kulę. Wtem wnętrze miasta rozświetlił pomarańczowy, pulsujący blask.
- Ej, chłopaki! – wrzasnął zaintrygowany Grubcio. – Manhattan wam się pali. Właśnie przyjechała straż pożarna.
- Czemu „wam”? – zaooponował prezes spółki w osobie mistrza magii. – Pracujesz tu tak samo, jak i my.
Grubcio się napuszył, lecz fałszywy uśmiech zdradzał, że jest to tylko poza na pokaz.
- No tak, ale wy jesteście w ścisłym zarządzie, a ja, zwykły robol…
- Ależ mój drogi i obszerny przyjacielu, zapewniam cię, że jesteś w tej firmie personelem kluczowym, bez którego nic byśmy nie zrobili…
- On chce powiedzieć – wtrącił Drugi zza sterty druków „kasa przyjmuje” – że ktoś musi w firmie odwalać brudną, a czasem mokrą robotę.
Trzeci machnął ręką rozrzucając przy tym kilka papierów.
- Wiedziałem! – mruknął. – Czułem w tym jakiś haczyk!
- A co? Wbił ci się w tyłek?
Czarownik nachylił się nad stołem i wpatrywał się w szklaną kulę.
- A tak przy okazji: nie jesteście ciekawi, co tu tak mruga?
- Iskiereczka z popielnika?
- Pudło, prezesie! – triumfalnie obwieścił tłuścioch. – Masz wiadomość.
- Aha. No to w nagrodę możesz zrobić kawę. – mistrz wyszczerzył żeby w uśmiechu i powoli zaczął odgruzowywać dojście do sprzętu czaromedialnego.
Kiedy już dotarł do szklanej kuli, przesunął delikatnie dłonią po jej powierzchni, po czym podniósł do góry dłoń i bacznie się jej przyglądał.
- A to niespodzianka!
- Co?
- Wisienka, czy truskaweczka? – zapytał mistrz wpatrując się w czerwoną maź przyklejoną do palców.
Personel Kluczowy wyraźnie się zaczerwienił.
- Znowu żarłeś przy sprzęcie! – fuknął Drugi przestawiając kolejne roczniki płatności za wykorzystanie sieci czaroprzestrzennej.
- Było tego warte… - jęknął Grubcio.
Pierwszy ani myśląc oblizał palce głośno mlaskając.
- Voila! – obwieścił triumfalnie. – Porzeczka!
Personel Kluczowy poczerwieniał jeszcze bardziej.
- Kończ waść, wstydu oszczędź! – mruknął. – Chyba skoczę zrobić tą kawę.
To mówiąc, zniknął w drzwiach sąsiedniego pokoju, gdzie tymczasową siedzibę miały dwa potwory: stara, pancerna szafa oraz nowiuteńki automat do kawy. Pierwszy wyciągnął z pomiędzy stert papieru otwarty słoik dżemu porzeczkowego.
- Ani słowa Grubciowi, bo zje mnie razem z tym dżemikiem! – zwrócił się do zaskoczonego zastępcy.
- No wiesz… ! Prawdziwy, czy sysnetetyk?
- Ale ty masz o mnie zdanie! Oryginał!
- Super! Dasz trochę?
- Jasne! – uśmiechnął się mag. – Kupiłem specjalnie dla nas na podwieczorek.
Do pokoju wparował Trzeci niosąc tacę z trzema parującymi kubkami. Po pokoju rozszedł się zniewalający zapach prawie prawdziwej kawy.
- Ktoś tu wspominał o podwieczorku?
Pierwszy machnął ręką.
- Widzisz, sprawa się sama wydała.
Czarownik odstawił tacę na parapet okna i odwrócił się do towarzyszy.
- I co ci tam napisali?
Mistrz palnął się otwartą dłonią w czoło.
- O święty Samaelu, zapomniałem o wiadomości na skrzynce!
Nie namyślając się dłużej wszyscy rzucili się do szklanej kuli. Chóralnie wypowiedziane zaklęcie otwierające podziałało natychmiast, lecz dostęp do konta mógł uaktywnić tylko posiadacz. Pierwszy wymruczał formułkę, skreślił serdecznym palcem lewej ręki świetlisty znak w powietrzu i kiedy kula zmieniał blask na błękitnawy, pochylił się aby odczytać wiadomość.
- O święty Flaurosie! – jęknął Grubcio.
- Niech to Belet kopnie! – zawtórował Drugi.
- No ładnie! – dodał Pierwszy i po raz pierwszy od dwóch godzin ciężko opadł na krzesło.
Trzeci pogładził się po obszernym brzuchu i z niezbyt mądrą miną popatrzył na szefa.
- I co z tym teraz zrobisz? – zapytał.
- A co ma zrobić?
- No właśnie. – przyznał mistrz. – Nie codziennie człowiek dostaje powołanie do wojska.
Vice uśmiechnął się szeroko.
- Poparadujesz pół roku z szabelką, czasem obejrzymy cię w holowizji… będziesz bardzo popularny w całym wieżowcu spółdzielni!
- Pół roku! – jęknął mag i wyraźnie się zasępił.
Zapadła grobowa cisza.
- Przecież to nic strasznego. – pocieszył tłuścioch. – Tylko sto osiemdziesiąt trzy dni.
- … z karabinem, w błocie na poligonie… - mruknął czarownik i dalej popadał w depresyjną zadumę.
- Ty, o czym on gada?
Drugi wyciągnął słoik dżemu z pomiędzy papierów.
- Może ten przetwór mu zaszkodził?
- Ja też go podjadałem. – przyznał niechętnie Grubcio. – Ale mi nic nie jest!
Mistrz popatrzył przerażony na żarłocznego przyjaciela.
- Że co?! Podżerałeś?
- Stał sobie pośród tych papierów, to myślałem, że ktoś o nim zapomniał… - czarnoksiężnik zaczerwienił się ponownie. – Miałby się zmarnować?
Pierwszy siedział dalej zrezygnowany.
- Ech, przed twoim czujnym i łakomym wzrokiem nic się nie ukryje!
I wtedy to z korytarza trzynastego piętra biurowca dobiegło radosne „ping” oznajmiając wizytę kolejnego gościa. Ponieważ dzwonek windy zadźwięczał na trzynastym piętrze, pewnym było, że gość zamierza odwiedzić Agencję Czarowniczą „Tysiąc Jeden Życzeń”. Innego wyboru nie miał, a powód był prosty: było to jedyne czynne biuro na trzynastym piętrze wieżowca Spółdzielni Usługowej.
- Nos do góry! – zaordynował Drugi. - Klient idzie.
Ale zły nastrój rekruta pogorszył się, bo do siedziby spółki wkroczył jegomość w generalskim mundurze. Złote lampasy doskonale harmonizowały z imponującą kolekcją medali zawieszoną na generalskiej, wiecznie dumnie wypiętej piersi.
- Baaaaczność! – ryknął gość trzaskając szpicrutą o cholewę swoich oficerek. – Wojskowa Komenda Uzupełnień, generał Mores, do usług.
- Grubcio jestem. – wypalił odruchowo Trzeci, lecz jego wyciągnięta ręka sama znalazła drogę ucieczki przed palącym, generalskim spojrzeniem.
- Witamy w naszych skromnych progach, panie generale. – Drugi podsunął krzesło.
- Spocznij! – ryknął służbista i siadł na krzesełku. – Który z panów to mistrz Shoen?
Dłoń Pierwszego nieśmiało i powoli powędrowała do góry. Milczenie było aż nadto wymowne. Generał popatrzył z ponad blasku medali, zdjął czapkę i z ojcowskim wyrazem twarzy rzekł:
- Okaż radość, mój synu. Służba w armii przynosi zaszczyt!
- Wojsko to głupia organizacja.
- To powiedział Balzak! – zauważył Trzeci.
- Rekrut Balzak! – ryknął generał. – Pojutrze zgłosicie się do raportu za sianie defetyzmu!
Czarownicy popatrzyli na siebie z lekkim półuśmieszkami.
- Szefie, panie marszałku, admirale… - zaczął uniżenie Grubcio. – Ale Balzak już dawno nie żyje…
- I bardzo dobrze! Należało mu się! – z uśmiechem skonstatował komendant WKU, po czym powrócił do meritum sprawy. – Więc jak rzekłem, to zaszczyt…
- … oraz pluskwy i odciski. – mruknęła kwintesencja depresji.
- Jak?
- A poligon, bieganina z karabinem i błoto?
Wojskowy bezradnie rozłożył ręce.
- Naczytałeś się jakiś antycznych pierdół o wojnie!
- Proszę mu wybaczyć. – wyjaśnił Vice. – Gdy ostatnim razem miał do czynienia z wojskiem, Szwaby goniły go z miotaczem plazmy pod Pierdun.
- Pod Verdun, wasza obszerność! – poprawił mistrz. – I nie był to karabin plazmowy, lecz gaz bojowy.
- Aha. – rzekł lakonicznie Mores i zaczął przeglądać nerwowo wyciągnięte z aktówki papiery.
Pierwszy nachylił się nad aktami, lecz człowiek w mundurze zazdrośnie je uniósł ku górze tak, że zasłonił najważniejszą część. Widoczny był tylko napis „Shoen” oraz „ŚCIŚLE TAJNE” w kilku językach.
- Piękna przeszłość bojowa! – mundurowy mruknął z podziwem. – Takich ludzi nam trzeba!
Mistrz cicho jęknął.
- Czy nie odsłużyłem wszystkiego?
- Być może… ale nie został pan zdemobilizowany. – odparł z uśmiechem generał.
Drugi zasępił się, bo wiedział, że z tępotą i pazernością tej akurat instytucji nikt jeszcze nie wygrał. Tymczasem wojskowy wertował akta dalej szukając gwoździa do coraz bardziej wyrazistej trumny czarownika.
- Pole bitwy opuścił pan w 1917 roku. Gdzie pan był przez kolejne trzysta lat?
- Jak pan generał się dobrze wczyta, w statusie mam wpisane jednoznacznie „zaginiony podczas działań wojennych” wraz z datą. – odparł mistrz.
- No dobrze, ale gdzie pan przebywał? – ciągnął oficer.
- Nie żyłem, ot co. Poległem podczas bitwy.
Mores popatrzył podejrzliwie na swojego rekruta nie do końca dowierzając jego słowom.
- Dowód?
- Nie wprost. – odpowiedział Vice. – Wspomnienia wojenne francuskiego podoficera wraz z fotografią tu oto obecnego mistrza w mundurze armii aliantów. Jego przypadek jest opisany w rozdziale dwunastym wspomnianego dzieła. Książka dostępna w bibliotece Uniwersytetu Ezoterycznego.
- Nie was pytałem! – odparł wojak. – Wasz stopień i stosunek do służby wojskowej?
- Stosunek seksualny, jeśli mogę to tak nazwać…
Generał wyraźnie uniósł brwi.
- Że jak?
- Po prostu pier…lę to. – uśmiech Drugiego wróżył rychły triumf nad butą wojskowego. – A dokładnie ukończone studia na uniwerku, więc mnie to nie dotyczy.
- Racja. – niechętnie przyznał wojskowy. – Czy rekrut Shoen także legitymuje się dyplomem?
Wszyscy popatrzyli na siebie zdziwieni. Że też nikt nie wpadł na takie proste rozwiązanie!
- Nie. – odparł sam zainteresowany. – Mam kilka doktoratów honoris causa, lecz to zupełnie inna sprawa…
Generał z uśmiechem powrócił do studiowania akt.
- Racja. To się nie liczy.
Czarnoksiężnicy milczeli przeżuwając ewidentną porażkę. Z systemem jeszcze nikt nie wygrał, z tym systemem – tym bardziej.
- Więc co ze mną będzie? – spytał Pierwszy nie wytrzymując napięcia.
Mores spoważniał przybierając swój zwykły, służbowy wygląd.
- Od roku 1916 jest pan w czynnej służbie. Nie został pan zdemobilizowany. Można wiedzieć, jakim to cudem siedzi pan tu przede mną, skoro twierdzi pan, że zginął w roku 1917?
Tym razem mistrz się uśmiechnął, choć powód był inny – w rzeczywistą przyczynę jego obecności w tym nowym świecie raczej trudno będzie twardogłowemu generałowi uwierzyć.
- Zostałem wskrzeszony… to tak w skrócie.
- Aha. – mruknął wojskowy. – Dowód?
Trzeci poruszył się na parapecie.
- Mogą być świadkowie?
- Owszem. Wiarygodni.
Grubcio uśmiechnął się.
- My dwaj. – wskazał na Drugiego.
Wojskowy skrzywił się ponownie.
- Panowie pozostajecie w stosunku podległości służbowej wobec rekruta, więc odpada.
- Jest jeszcze Jego Magnificencja rektor Uniwersytetu Ezoterycznego. To poważna persona!
- To już lepiej. Wracając do tematu: od 1916 w czynnej służbie, nie zdemobilizowany, nie dokończył odbywania służby…
Pierwszy spuścił głowę.
- Czyli mogą szefa w każdej chwili powołać? – spytał Grubcio.
- … lub w przypadku odmowy oskarżyć o dezercję i skazać wyrokiem prawomocnym na kilkanaście latek. – skończył wojskowy z głuchym plaśnięciem zamknął akta.
- Dlaczego aż na kilkanaście? – zdziwił się Vice. – Normalnie jest sześć miesięcy aresztu!
- Wasz szef zapomniał się zdemobilizować, więc w aktach jego kariera trwała nadal nieprzerwanie przez ponad trzysta lat. Miło mi poinformować pana, że dochrapał się pan dzięki temu stopnia generała brygady.
Mag zmarszczył czoło wyraźnie coś kombinując.
- Ale to za mało gwiazdek, aby pana odesłać teraz do diabła w myśl wojskowej dyscypliny?
- O dwie. – z triumfem oznajmił generał i zaczął zbierać się do wyjścia. – Akurat jest wakat na stanowisku dowódcy warty przy Grobie Nieznanych Żołnierzy. Świetnie się pan tam będzie prezentował.
To rzekłszy, generał wstał, nałożył czapkę, zasalutował i skierował się do drzwi pogwizdując marsza „Przyjdź mamo na przysięgę”.
- Do widzenia. – wyrwało się Trzeciemu.
- I to do rychłego. – odparł Mores. – Za pół godziny przyślę patrol żandarmerii, wtedy się okaże, czy wybrał pan zaszczytną służbę, czy więzienie.
I z radosnym akcentem na dwudziestym pierwszym takcie marsza trzasnął drzwiami.
- No to leżę. – mruknął mistrz. – I coś mi się wydaje, że żadne czary tu nie pomogą.
- Nie załamuj się, wystarczy, że dasz przełożonemu w pysk i sami cię wywalą.
Drugi pokiwał palcem ku przestrodze.
- Nie radzę. Sami słyszeliście, że im wyższy stopień, tym większe sankcje karne?
Zapadła martwa cisza. Grubcio postanowił ją przerwać i zjeść kolejną już tego dnia kanapkę.
W pokoju rozniosło się głośne mlaskanie.
- Grubciu, miej litość!
Trzeci popatrzył na kanapkę, po chwili na kolegów.
- Wytrzymajcie. – mruknął miedzy kęsami. – Z pustym żołądkiem kiepsko się myśli.
Pierwszy ciężko wstał od stołu spoglądając z niechęcią na sterty faktur.
- A mogło być tak pięknie: tylko ja i milion faktur do ułożenia… chyba nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. A tak właściwie, jak teraz wygląda wojsko? Jakie ma uzbrojenie?
Drugi uśmiechnął się pod nosem.
- Od stulecia armia pełni funkcje reprezentacyjne. Warty honorowe, obsługa imprez państwowych, parady… Od kiedy nie ma potrzeby prowadzenia wojen, jedynym zajęciem wojskowych jest musztra i elegancja przy pełnieniu honorowych wart.
Mag klepnął się w czoło.
- No ładnie, za kilka krugerandów żołdu będę przez pół roku obnosił polerowany karabin wokół cokołu jakiegoś pucowanego pomnika!
Grubcia przy ostatnim kęsie zatkało.
- Jaki karabin? – zdziwił się Drugi. – Od lat jedynym orężem naszej armii jest szabla paradna, panie generalny brygadowy! Będziesz chyba jedynym czynnym zawodowo wojskowym, który wystrzelił z prawdziwej broni palnej!
Tymczasem Trzeciemu oczy wyszły na wierzch.
- Rety, popij! – wrzasnął mistrz do przyjaciela. – Udusisz nam się! I co my zrobimy bez Personelu Kluczowego?
- Aha! – odparł Personel Kluczowy i wychylił do dna szklanicę wody podaną przez maga.
- Za dużo sera w kanapce?
- Nie! – odetchnął Grubcio. – Mam myśl!
Czarownicy popatrzyli na siebie z lekkimi półuśmiechami.
- Oczywiście jest to rozwiązanie inteligentne?
- Ze wszech miar! – odparł tłuścioch nie ukrywając dumy.
- Otrujesz generała Moresa?
Trzeci zachmurzył oblicze.
- O niewierni! – zagrzmiał. – Wątpicie w mój intelekt?
Drugi akurat zasiadł do szklanej kuli i wertował ustawy o pełnieniu służby wojskowej.
- Rzekłeś panie! – dodał znad stołu.
Trzeci zawinął swój płaszcz, zadarł nos i oznajmił:
- Wychodzę! Jeszcze nigdy tak mnie nie upokorzono!
I wyszedł do sąsiedniego pomieszczenia. Po chwili do uszu pozostałych czarowników doszedł klekot antycznej maszyny do pisania.
- Oszalał?
- Nie wiem. – Pierwszy podszedł do drzwi. – Co tak pieczołowicie stukasz?
- Podanie. – padła lakoniczna odpowiedź.
Mistrz przez moment przyglądał się grubym palcom, które z trudem trafiały w odpowiednie klawisze. Po chwili jednak powrócił do stołu z fakturami.
- Jak to twoje podanie odroczy mi służbę choć o godzinę, obiecuję cię przewieźć na barana dziesięć razy wokół Spółdzielni!
- Wszystko słyszałem i trzymam za słowo! – dobiegło z pokoju obok.
Pierwszy usiadł przy stole i się zasępił.
- Jak można się teraz wymigać od wojska? – spytał.
Vice intensywnie wertował czaroprzestrzeń aktów prawnych, jednak jego mina nie zdradzała przełomu w sprawie.
- Możesz jako student pisać o anulowanie. Absolwenci są automatycznie zwalniani z tego przykrego obowiązku. Możesz postarać się też o dzieci, ale to odpada.
- Chwileczkę! – oburzył się mistrz. – Nic mi nie brakuje!
- No tak, ale nie spłodzisz sześciorga sztuk potomstwa w kilka minut… - odparł Drugi.
- No to leżymy! – skwitował mag.
Z korytarza dobiegło radosne „ping”, co oznaczać mogło tylko jedno. Pół godziny właśnie minęło. Po chwili do siedziby spółki wtargnął ponownie trójgwiazdkowy generał Mores, tym razem jednak w towarzystwie dwóch rosłych żandarmów.
- Walizka jeszcze nie spakowana? – zapytał generał z uśmiechem.
Nagle z pokoju obok wybiegła dosyć obszerna postać dzierżąc w ręku kartkę zadrukowanego papieru.
- Chwileczkę, wasza generalskość wielogwiazdkowa! – huknął Grubcio.
- A ten tu czego? – zdziwił się wojskowy.
Trzeci skłonił się nisko i powiedział coś, co wprawiło wszystkich w zdumienie.
- Sekretarz generała Shoena, do usług! Oczywiście generał Shoen jest już gotów do podjęcia zaszczytnej służby, lecz zgodnie z regulaminem. Oto pismo pana generała w sprawie podjęcia przez niego służby ze skutkiem natychmiastowym.
- Dziękuję. – odparł skołowany Mores i pochwycił pismo.
W miarę czytania począł czerwienieć na twarzy, a Drugi mógłby przysiąc, że spod jego czapki poczęły się wydobywać kłęby pary.
- To zupełnie zmienia postać rzeczy! – przyznał wojskowy i wskazał żandarmom drzwi. Obaj karnie wykonali „w tył zwrot” oraz „naprzód marsz”, po czym wyszli na korytarz.
- Jak to…? – Pierwszy był zupełnie skołowany.
- Ustosunkujemy się do pańskiego pisma. Do widzenia!
Generał zasalutował i wycofał się pośpiesznie. Nigdy więcej już się nie pojawił w skromnych progach agencji „Tysiąc Jeden Życzeń”.
Absolutnie zaskoczeni czarownicy stali wpatrując się w uśmiechniętego Grubcia.
- Tłuścioszku ty mój, zasłużyłeś na wielkie lody u Clicklego! – wydusił szef.
- Chwila o generalski! – zaooponował Trzeci. – Cyrograf się rzekło, demon u płota! Za godzinę czeka nas przejażdżka wokół wieżowca, zapomniałeś?
Pierwszy pomyślał, że może paść pod ciężarem już podczas pierwszego okrążenia. Postanowił spróbować przekupstwa.
- A nie wolałbyś podwyżki?
Personel Kluczowy wydawał się być urażony propozycją.
- Za nic w świecie! – odparł.
Drugi parsknął śmiechem, bo wyobraźnia podsuwała mu różne warianty niezwykłej jazdy Grubcia.
- A swoja drogą, coś ty tam nasmarował, że Mores uciekł jak poparzony?
Trzeci usiadł przy stole, wyciągnął spośród stosu faktur słoik dżemu porzeczkowego, wsadził palec do środka, po czym oblizał.
- Generał powołał się na ciągłość służby Pierwszego od ponad trzystu lat, prawda? Dowodem tego miał być niespodziewany awans szefuńcia na jednogwiazdokwca, prawda?
- Aha. – przyznał czarownik. – I co z tego?
- Zażądałem wypłaty zaległego żołdu za ponad trzysta lat ciągłej służby wraz z odsetkami, a to się chyba należy… - wyjaśnił Trzeci i ponownie wsadził palec do słoika z dżemem nabierając sporą porcję. – Razem trzysta dwanaście tysięcy pięćset sześćdziesiąt dwa krugerandy i dwadzieścia centów!
- O święty Flaurosie! – jęknął mistrz. – Nic dziwnego, że Mores uciekł jak oparzony! To byłby najdroższy pobór w historii wojskowości! Muszę ci przyznać, że twoje rozwiązanie było naprawdę inteligentne!
Grubcio wypiął dumnie pierś wskazując na drzwi do korytarza.
- Ktoś puka? – spytał Vice.
- Nie. Czas na przejażdżkę!
Drugi złapał szefa za rękę.
- Już po tobie! – przyznał. – Lepiej było iść do tego wojska! Mam dla ciebie radę, nawet całkiem inteligentną: pamiętasz, jak Grubcio ściągał kocura jaśnie pani hrabiny z drzewa?
Pierwszemu cos zaczęło świtać.
- Inteligentnie?
- Aha! – szepnął podwładny. - Czar niewagi!
- Dobra! – oznajmił mistrz. – Grubciu, zapraszam na przejażdżkę!

Jak można się było domyśleć, wielki mistrz magii, generał Shoen słowa dotrzymał.

* * * * *
* * * * *
Przypisy, czyli wyjaśnienie trudnych słów:
MANHATTAN – dzielnica NY słynąca z wielu wieżowców; SYNTETYK – produkt przyszłości; po żywności genetycznie modyfikowanej nastała era żywności syntetycznej; WKU – Wojskowa Komenda Uzupełnień – organ dbający o to, by wszyscy chłopcy, nawet czytelnicy niniejszej książeczki, mieli szansę zdobyć choć jeden medal służąc w wojsku; DOKTORAT HONORIS CAUSA – tytuł doktora przyznawany honorowo za wybitne osiągnięcia na polu nauki. Tytuł bez większej wartości naukowej; PERSONA – osoba; JEGO MAGNIFICENCJA – tytuł przysługujący rektorowi uczelni; ŻOŁD – (zazwyczaj mizerne) pieniążki wypłacane żołnierzowi za służbę.



Autor: Dudziński, Tomasz Marcin
Dodano: 2007-10-28 13:05:47
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Księcia głupców"


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Delaney, Joseph - "Rytuał"


 Golden, Christie - "Assassin's Creed"

 Atwood, Margaret - "Rok Potopu"

 Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

 Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

 Aczel, Amir D. - "W poszukiwaniu zera"

 Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

 Tregillis, Ian - "Mechaniczny"

Fragmenty

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

 Clare, Cassandra i inni - "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS