NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Legion"

Cetnarowski, Michał - "Bestia najgorsza"

Ukazały się

Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"


 Larson, B.V. - "Bunt"

 Lem, Stanisław - "Fiasko"

 Lem, Stanisław - "Szpital Przemienienia"

 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 Kozak, Magdalena - "Młody"

Linki


Czarowniki - rozdział IV

OPOWIEŚCI ZE ŚWIATA CZAROWNIKÓW

Rozdział IV: Camera Obscena
O potędze mediów, potędze platonicznego uczucia,
potędze nieskazitelnego piękna i potędze zaklęcia.

Od kiedy - w nie tak aż odległej przyszłości – nastąpił ogólnokrajowy kryzys gospodarczy, zaistniała Spółdzielnia Czarownicza „1001 Życzeń” zrzeszona w Spółdzielni Usługowej New Warsaw City. Jej pracownicy, w sile trzech wysoce wykwalifikowanych specjalistów od nauk paranormalnych, trudnili się realizacją drobnych zleceń w zakresie czynienia cudów, na które popyt wzrastał z biegiem lat, a koniunktura wymogła przekształcenie spółdzielni w spółkę z wielce ograniczoną odpowiedzialnością. Tak oto nastała nowa rzeczywistość, a w niej nastał nowy, piękny dzionek, który i tak szybko minął. Po nim nastał wieczór…

***

Klient nerwowo kręcił się na swoim krzesełku.
- Czy technicznie jest to możliwe? – zapytał nie będąc pewnym, czy faktycznie mistrzowie magii zrozumieli, czego od nich wymaga.
- Teoretycznie – tak. – odparł starszy z magów. – Próbowano tego już wielokrotnie, z różnym efektem. Niektórym się udało, lecz obiektem ich czarów było urządzenie o wiele mniej skomplikowane.
Siedzący na krzesełku przed biurkiem gość sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki.
- W takim razie jestem zdecydowany. – oznajmił.
Mag skinął na swojego milczącego pomocnika, ten zaś wyszedł na chwilę do pomieszczenia obok, by po chwili pojawić się w drzwiach z wielką, antyczną maszyną do pisania w rękach.
- Spiszemy umowę. – wyjaśnił mistrz.
- Żadnej umowy, żadnych danych. – zastrzegł klient. – Pełna dyskrecja wymagana. Oto zaliczka, która wynagrodzi panom pewne niedogodności zaistniałej sytuacji.
W sekundę później ręka ozdobna w drogi, rosyjski zegarek opuściła opiekuńczy mrok wewnętrznej kieszeni marynarki ukazując niemałą fortunę.
- To pokryje wszystkie wydatki. – mruknął Pierwszy przeliczając pieniądze. – Sto dwadzieścia krugerandów to niemała sumka. Nie obawia się pan braku potwierdzenia?
Gość uśmiechnął się krzywo.
- Wasza renoma jest najlepszym gwarantem. – wyjaśnił, choć było widać po minie, że niezbyt szczerze.
Mistrz klasnął w dłonie, czemu towarzyszyło malutkie wyładowanie elektryczne.
- Niech i tak będzie, skoro taka wola! – podszedł do klienta, który wstał, zapiał marynarkę i wyciągnął rękę na pożegnanie.
- Proszę pamiętać, dwa dni! - przypomniał. – Reszta płatna przy odbiorze.
- W takim razie za dwa dni dostarczę osobiście. – obaj czarownicy odwzajemnili służbowy uśmiech i odprowadzili gościa wzrokiem do drzwi. Kiedy te się zamknęły, milczący dotąd Drugi rozpiął swój służbowy, czarowniczy płaszcz i siadł na krzesełku lokując nogi na blacie biurka.
- Nie podoba mi się ten typek. – stwierdził, choć było to oczywiste.
- Mi też. – odparł szef kontemplując obuwie podwładnego. – Gdzie ty kupujesz taką tandetę?
Czarownik popatrzył na swoje buty i w duchu przyznał przyjacielowi rację.
- W hipermarkecie. – padło po chwili. – Wiemy, kto to?
- Mógłbyś za nim pójść. – padła nieśmiała sugestia. – Szkoda, że nie ma Grubcia, on jest idealny do takich zadań!
- O tak. – roześmiał się mag. – Wcale a wcale nie rzuca się w oczy. Wiesz co? Skoczę tylko na parter do Malwiny.
Pierwszy popatrzył na stan swoich paznokci.
- Nic ci tu nie sugeruję. – zauważył. – Ale robota czeka, klient ucieka, a tobie podrzędne romanse w głowie…
Drugi zerwał się z krzesła, zrzucił swój płaszcz i otworzył drzwi Agencji.
- Nie zapominaj, że Malwina pracuje w magazynie teatralnym. – rzucił i już go nie było.
Po chwili radosne „ping” dobiegające z korytarza oznajmiło, że winda podjechała po raz kolejny na trzynaste piętro po swojego pasażera. W związku z tym Mistrz postanowił uciąć sobie drzemkę, która wydawała się być tylko chwilą. W rzeczywistości trwała aż trzy godziny i została przerwana przez kolejne radosne „ping” dobiegające z korytarza trzynastego piętra.
Drzwi Agencji uchyliły się delikatnie, do środka wszedł dziwnie wyglądający mężczyzna w groteskowej, jasno brązowej marynarce w kratę oraz najdziwniejszym wąsem w całym New Warsaw City – jedna połówka była czarna, druga zaś siwa. Nad tym wszystkim górowały wielkie, ciemne okulary.
- Witam cię kwintesencjo kiczu, władco bezguścia. – rzucił rozbudzony Pierwszy i przeciągnął się głośno przy tym ziewając.
- Szacuneczek Śpiącej Królewnie. – odparł Drugi zdejmując ciemne szkła.
- Wyglądasz jak idiota. Widziałeś się w lustrze?
Przebrany czarownik na chwilę zniknął w sąsiednim pomieszczeniu.
- Chyba masz rację. – przyznał już od drzwi. – Teraz rozumiem tych kilkunastu lanserów, którzy mnie opadli pod hotelem „Slavia”.
Mistrz popatrzył z niedowierzaniem.
- I co im powiedziałeś?
- Że jestem cudzoziemcem, a to najnowszy trend w modzie. – przyznał z rozbrajającą szczerością zapytany. – Myślisz, że dali się nabrać?
- Musieliby być bardziej ślepi, niż ten, kto ci dobierał garderobę. – przyznał mistrz wstając z krzesła. – No i ten wąsik…
Drugi wzruszył ramionami.
- Malwina dała mi na szybko to, co miała od ręką. – wyjaśnił. – Jutro jej to oddam.
Mag załamał ręce.
- Każdy pretekst jest dobry, by urwać się z pracy na randkę. Dowiedziałeś się czegoś, fircyku?
- Redaktor podrzędnej stacji telewizyjnej. – wyjaśnił fircyk odklejając groteskowego, dwukolorowego wąsa. – Specjalizuje się w relacjach z wydarzeń politycznych.
Pierwszy podrapał się po brodzie. Ta rewelacja nic nie wyjaśniała, wręcz przeciwnie: gmatwała wszystko, bo coraz bardziej odległe wydawało się być znalezienie odpowiedzi na podstawowe pytanie: po co podrzędnemu redaktorowi tak specjalistyczny sprzęt?
- Musimy go obserwować, może się coś wyjaśni. – dodał po chwili.
- Masz mnie za akolitę? – oburzył się mag. – Posłałem za nim chowańca pod postacią fałszywego cienia, zasięg minimalny dwanaście metrów, aby się za bardzo nie rzucał w oczy. Wszystkie dane szerokopasmowym złączem czaroprzestrzennym prześle nam do biura.
- Muszę przyznać, że czasem masz przebłyski geniuszu. – przyznał czarownik siląc się na uśmiech.
- Oj, bo pożałuję, że cię ściągnąłem z niebytu!... – zmięta w kulę kraciasta marynarka przeleciała przez pokój. Mistrz zręcznie wykonał unik patrząc, jak szmaciana kula mija go na wysokości ucha i … wypada przez okno.
- O święty Samaelu! – jęknął Drugi. – Malwina mnie zabije!
- I co, eleganciku? Ma się refleksik! – z dumą przyznał mag. – Nie wycałujesz się za to do emerytury… Na twoim miejscu poleciałbym szybko na parter.
Ostatnia uwaga była jednak zbyteczna. Wizja całowania uroczej Malwiny przez kilkadziesiąt następnych lat podziałała na czarnoksiężnika z iście cudowną, przyśpieszającą mocą.

***

Gruby czarnoksiężnik nazywany przez kolegów Trzecim otworzył oczy i ze zdziwieniem spostrzegł, że nadal siedzi przy biurku. Tuż przed nosem skrzyła się przyjaznym, niebieskawym blaskiem szklana kula ukazując dobrze znajomy śnieżek - znak nieomylny, że program już dawno się skończył.
"Cholera, znowu zasnąłem przy inwigilowaniu. Chyba zbyt dużo pracuję" - pomyślał czarnoksiężnik i delikatnie potarł dłonią wierzch kuli. Niebieska poświata znikła. Zapadł milutki półmrok. Z ciemności, tuż za nim, dobiegł dziwnie znajomy głos.
- Nie martw się. - Pocieszył Grubcia Pierwszy. - Też mi się zdarzało spać podczas pracy.
- A niech to Wszyscy Święci! - Trzeci wyraźnie starał się chwycić za serce. - Aleś mnie wystraszył!
- Nie z tej strony... – mruknął mistrz i poklepał kolegę po ramieniu.
- Wystraszył? Ze strony? Co ty bredzisz?
- Łapiesz się nie z tej strony. Serce masz po drugiej.
- Aha. - Poprawił się Grubcio i chwycił się za serce od drugiej strony. Od strony kręgosłupa... Ręce Pierwszego uniosły się do góry we wszystko mówiącym geście, przy czym połowa z nich opadła po chwili z twórczej niemocy, natomiast druga zaczęła pokazywać jakieś tajemnicze kółka na czole.
- Ty, co ty mi tu za geometrię wykreślasz? – oczy tłuściocha zwęziły się do wymiaru ciasnej szparki.
- Rysuję ci twierdzenie Pitagorasa! - odpalił Pierwszy. – To bardzo przydatne twierdzenie!
- Oczywiście. – zgodził się mag. - Tylko dlaczego na czole?
W mroku zajaśniał przez chwilę rząd bielutkich zębów układający się obrysem w uśmiech.
- To po to, abyś lepiej zapamiętał.
- Czy dużo straciłem? - zapytał, już zupełnie poważnie Trzeci.
- Tak, już wiemy. Odpal swój monitorek i postaraj się odtworzyć to, co tak pieczołowicie przechrapałeś.
Z ciężkim westchnieniem Trzeci ponownie potarł szklaną kulę, tym razem mamrocząc pewną dość skomplikowaną formułę czarnoksięską po starosumeryjsku. Kula rozjaśniła cudownie błękitnym blaskiem niewielkie biuro. Czarownik otarł rękawem twarz otrzepując się z resztek jednego z najprzyjemniejszych snów - snu o wielkim żarciu.
- Jak daleko to cofnąć?
- Do drugiej dwadzieścia trzy. - uśmiechnął się mistrz na wspomnienie pogrążonego w słodkim śnie przyjaciela.
- Hm... To nasze biuro! - ze zdziwieniem spostrzegł Trzeci, po czym zastygł w przedziwnej pozie rozdziawiając usta ze zdziwienia. Tymczasem obraz przybliżył się i oczom obu magów ukazał się... Grubcio śpiący przed szklaną kulą na blacie biurka i jeszcze czymś, co zupełnie nie pasowało do powagi tego sielskiego obrazka.
- O święty Samaelu! - wrzasnął Trzeci. - Kto mi włożył SMOCZKA do gęby?!
Pierwszy tymczasem starał się nie słyszeć lamentów podwładnego i z uporem maniaka kontemplował gwiazdy na niebie za oknem, pogwizdując „Blue moon”. W końcu nie wytrzymał i zgodnie z tradycją, po korytarzu trzynastego pietra rozniósł się głośny rechot.
- Dobra, teraz daj drugą czterdzieści. – dodał po chwili jeszcze chichocząc. - Gniewasz się?
- Nie. Szef ma zawsze rację!
- Zauważyłem podtekst w tym stwierdzeniu. Co on mówi?
- Zamorduję! – warknął obszerny czarownik i powrócił do kontemplacji wizji w kuli.
Tym razem obraz przedstawiał luksusową willę w Fallenitse Hill, jak mówiła tabliczka z nazwą dystryktu, przylepiona do wysokiego ogrodzenia budynku. Na potarganej wiatrem sośnie majaczył jakiś bliżej niezidentyfikowany cień. Cień był o tyle ciekawy, że miał w ręku lornetkę.
Mistrz pochylił się nad kula i wskazał palcem konkretną plamę światła w fasadzie budynku.
- A teraz patrz na okno na pierwszym piętrze. – mrukną. – Zrób zbliżenie.
- Chwileczkę… - Trzeci delikatnie pogłaskał szklaną kulę, obraz nieznacznie się przybliżył.
- Słabiutko… to wszystko, co możemy uzyskać?
- Niestety. – Trzeci był także wyraźnie niepocieszony. - O kurczę!
Okno na pięterku rozbłysło mocniejszym światłem, ukazując anielskich kształtów dziewczynę, która majsterkowała coś przy ścianie, następnie stanęła na środku pokoju i zaczynała tańczyć w rytm niesłyszalnej muzyki. Widowisko trwało około dziesięciu minut i pomimo pewnej monotonii i dłużyzn w akcji, wprawiło w zachwyt obu czarnoksiężników, jak i tajemniczy cień przyczajony na drzewie.
- O święty Flaurosie! - wystękał ponownie wniebowzięty Grubcio.- To widowisko warte jest najlepszych ciast Clicklego! Masz jej adres? Może rośnie obok jeszcze jedna, wolna sosna?
Czarownik pokręcił głową w niemym przeczeniu, choć w głębi duszy doskonale rozumiał kolegę, gdyż niezdrowa fascynacja tajemniczą tancerką udzieliła się także i jemu.
- Nie. Ale już wiemy, po co naszemu „przyjacielowi” ta cudowna kamera.
Trzeci palnął się potężną dłonią w czoło i o mało nie zasłabł.
- O rety! Masz rację! Ludzie zapłaciliby krocie, żeby zobaczyć ją w tym ekstatycznym tańcu i to NAGO! Camera obscena! Kapitalny pomysł - niby fotografować ludzi, którzy nieświadomie pozują całkowicie tak, jak ich moce ciemności i światła stworzyły...
Pierwszy przybrał poważną minę.
- Roentgen też tak sądził. Niestety, żadna ze sfilmowanych przez niego postaci nie była naga w stopniu podniecającym szersze rzesze ludzi... no, może za wyjątkiem kilku nekrofili.
Trzeci nadal tkwił w połowicznym osłupieniu.
- Czy mógłbym iść sprawdzić, kim ona jest? – jęknął. - No proszę..!
- Masz pecha, za dużo przespałeś tego wieczora. - uśmiechnął się Pierwszy. - Posłałem tam już Drugiego.
- O kurczę! - jęknął po raz trzeci zawiedziony czarownik o tym samym numerze. W tej właśnie chwili jedna z gwiazd na niebie poczęła spadać. Spadała, spadała, aż osiągnęła pułap parapetu. Drugi usiadł zgrabnie na parapecie i zwiesił nogi ponad kaloryferem.
- Bawisz się w świetlika w okresie godowym? - zagaił Grubcio.
- Nie, śpioszku. – uśmiech maga był nader podejrzany. - Przepisy Bezpieczeństwa Lotów Stratosferycznych nakazują mieć w nocy oświetlenie punktowe celem uniknięcia kolizji z innymi obiektami latającymi. Paragraf trzy, punkt jedenasty.
Pierwszy zmarszczył brwi, bo podobnie jak jego tłusty towarzysz, czekał na najważniejszą informację całego śledztwa.
- Dobra, kim ona jest!
- Ha! - popatrzył ze zrozumieniem Drugi. - Wnioskuję po twoim zachowaniu, że już obejrzałeś powtórkę? - Było to pytanie retoryczne, toteż czarnoksiężnik podstawił krzesła do biurka z myślą przewodnią. - Siadajcie i trzymajcie się krzeseł: to Cynthia Chrysler.
- O kurczę! – zgadnijcie, kto zajęczał po raz kolejny.
- Przestań jęczeć! – zganił go mistrz. - Wydaje mi się, że cierpię na deja-vu!
Jęczenie Trzeciego było jednak zrozumiałe. Panna Chrysler była najbardziej wziętą top-modelką na świecie. Najpiękniejsza, najzgrabniejsza, najsympatyczniejsza i w ogóle „naj”. Nie trzeba chyba dodawać, że przy okazji najseksowniejsza i najbogatsza.
- Zsumujmy naszą wiedzę - zaproponował szef. – Co mamy?
Drugi rozsiadł się wygodnie, na tyle, na ile pozwalało mu rozkładane, teatralne krzesło, i rozpoczął składać wszystkie wydarzenia do kupy.
- Oto mamy redaktora poważnego programu holowizyjnego – rozpoczął wykład - który nocą dorabia, jako paparazzi, a naprawdę wielki szmal pragnie zdobyć sprzedając crystall dyski z tańcząca nago, najpiękniejszą dziewczyną świata... Drobiazg!
Trzecim zatrzęsło ze zgrozy.
- Ja go zamienię w dydelfa! Jak on może?! Nie niszczy się piękna!
- Masz rację, Grubciu. - przytaknął Pierwszy. - Nie niszczy się piękna i dlatego wykonamy to nietypowe zlecenie. Klient nasz pan!
- Przepraszam. – wtrąciło siedzące Najwyższe Oburzenie. - A czy zdarzyło nam się kiedyś zlecenie typowe?
- Nie przypominam sobie…
- A lady Charlotta i Belfegorek? – uśmiech Drugiego mówił już wszystko.
- Cofam pytanie, boss. – Trzeci postanowił uniknąć kompromitacji. – Kontynuujmy: zamienię go w padalca! - syczał nadal wściekły Grubcio.- Albo scynka!
- Posłuchaj mnie teraz, o Obszerny. Damy mu tą kamerę, bo w końcu płaci, ale z drobnym zastrzeżeniem: przed każdym użyciem jej w funkcji "kamera obscena" musi wypowiedzieć hasło, inaczej kamera będzie niczym innym, jak tylko zwykłą kamerą holowizyjną. – po uśmiechu mistrza obaj czarownicy wiedzieli jednak, że w całej sprawie siedział jakiś kruczek. Dokładnie: kruk. Precyzując: czarny kruk, w dodatku dość otyły.
Trzeci popatrzył na szefa z uznaniem.
- Masz całkowitą rację, szefie. – odpalił ze zrozumieniem. - Genialny plan! Gdy wypowie głośno hasło, będzie zdekonspirowany, jako ukryty paparazzi...! Czy w formie zadośćuczynienia mógłbym wybrać hasło?
- Ech! - westchnął mistrz przeczuwając, że gdy coś nie wyjdzie, może być z tego wszystkiego nielichy pasztet. - Możesz.
- No to lecę do nocnego. – to rzekłszy, Grubcio począł się niezdarnie gramolić na parapet. Po chwili zniknął w czeluści otwartego okna. Pierwszy wychylił się przez okno, by zobaczyć nadlatującego, wielkiego i czarnego jak sadza kruka.
- Tylko kup jakiś przyzwoity model! – przypomniał podwładnemu.
- Może być mnemocyfrówka? – zaskrzeczał kruk, kreśląc niezgrabną pętlę wokół reklamy spółki adwokackiej z dziesiątego piętra.
- Może. Tylko nie kupuj niczego z Antarktydy!
Wielki czarny cień oddalił się znikając całkowicie wśród neonów całonocnego centrum handlowego „Trylo-Bit”.

***

Wieczorem Drugi przytaszczył toporny holowizor. Było to leciwe pudło o przekątnej dwadzieścia sześć cali i głębi obrazu osiem, czyli z technicznego punktu widzenia antyk, lecz o dziwo, jeszcze na chodzie.
- Rety! - zakrzyknął na ten widok Pierwszy. - Gdzieś ty go wygrzebał?!
- Na szrocie. – odparł mag zgodnie z prawdą. – Drukarnia z trzydziestego drugiego piętra postanowiła zezłomować stare sprzęty i zakupić nowe cacuszka. Aha, tak przy okazji: masz przedłużacz?
- Po jaką ektoplazmę przytargałeś ten złom?! Waży chyba ze dwadzieścia kilo!
- Dziewiętnaście i pół. – mruknęła zakapturzona postać zza pudła, które zgrabnie wylądowało na biurku. - Grubcio prosił, abyśmy oglądali konferencję prasową ministra Fagasa.
Mistrz skrzywił się z niesmakiem.
- Nie znoszę faceta! Ale skoro Grubcio tak prosił... Mus to mus, a podwładny i tak w końcu ma rację. Podłączaj. A gdzie nasz spec od smoczków?
Drugi obnażył śnieżnobiałe zęby w zabójczym uśmiechu. Wiadomo, że chodziło o Trzeciego.
- Na konferencji prasowej. – odparł second ustawiając głębokość obrazu. - Poszedł sprawdzić, czy nasz przyjaciel z redakcji używa swojej cudownej kamery, także do zwykłych celów. W końcu to najnowszy model, trzeba przed kumplami zabłyszczeć, nie?
Tymczasem urocza spikerka mówiła coś o najnowszych trendach mody. Na ekranie pojawiło się tuzin modeli na wybiegu, przyodzianych w kraciaste, jasnobrązowe marynarki oraz ustrojonych wypomadowanymi wąsami: jednym czarnym, jednym siwym. Po chwili modele sobie poszli, natomiast urocza spikerka z owiniętym wokół szyi grubym warkoczem zapowiedziała relację na żywo z konferencji ministra gospodarki Fagasa. Obraz się zmienił. Przed mównicą stał mały, chudy człowieczek z pokaźną łysinką i czarnym, mysim wąsikiem. Obrazem trzęsło, migały dziesiątki czupryn co bardziej niecierpliwych reporterów chcących być jak najbliżej blasku władzy, co oznaczało, że tłum zgromadzony przed mównicą jest naprawdę spory.
"Panie ministrze, czy może się pan wypowiedzieć na temat polityki socjalnej reprezentowanej przez rząd?"
"Tak, drodzy państwo, przyznaję szczerze, że miało to być szczytowym punktem naszej dyskusji, jednakże skoro padło już to pytanie..."
Kamerzysta dał zbliżenie. Wtem obraz podskoczył, chwilę potem zatańczył ukazując podłogę i kilka nakładających się na siebie różnych, męskich butów. W pewnym momencie jasnym się stało, że ktoś potężnych rozmiarów nadepnął bardzo dotkliwie kamerzystę.
"Kur… mać!" - rozległo się w tle wypowiedzi ministra Fagasa.
I wtedy stała się rzecz dziwna. Pomimo nienagannego garnituru, na kanale stacji "BB TV" minister Fagas stał przed mównicą całkiem nagi. Hasło zadziałało znakomicie.

***

Potworny rechot rozchodził się po trzynastym piętrze budynku Spółdzielni Usługowej jeszcze przez pół godziny. Dla wielu pracowników z innych pięter siedzących po godzinach było to już normalne, prawie jak rytuał, więc nikt niczemu się nie dziwił. Zresztą w tym momencie w całym kraju płakały ze śmiechu miliony mieszkańców oczekujących na gospodarczy cud. Jedyną osobą, której nie było do śmiechu, był sam minister Fagas, któremu zasugerowano oglądnięcie powtórki.
- Ciekawe, jaką miał dziś minister oglądalność? - wypalił Pierwszy ocierając łzy.
Na niebie akurat pojawiły się gwiazdy. Były jednak, w przeciwieństwie do tych holowizyjnych, niezniszczalne, choć nie błyszczały, aż tak intensywnie, jak przestrzenny luminofor.
- Większą miał tylko proces Kuby-Rozpylacza. - uśmiechnął się Drugi, dając do zrozumienia, że oglądalność przekroczyła dziewięćdziesiąt procent. Czemu tu się dziwić? Minister nieświadomy niczego pieprzył o gospodarce przez dwadzieścia minut, bo kamerzysta skorzystał z funkcji AUTO i nie kontrolował tego, co się dzieje na ekranie.
- Powiedz sam: nie ma to jak naga prawda! Szczególnie w polityce.
Czarownik wstał z krzesła, podszedł do dystrybutora wody mineralnej i nalał sobie pełną szklankę.
- A pan redaktor? - dopytywał się szef.
Drugi wychylił zawartość szklanicy.
- Już nie redaktor. – odsapnął. – Pisali na scrollu jak rechotałeś, że został w trybie natychmiastowym oskarżony o sabotaż przeciwko rządowi. Jego stacja holowizyjna prawdopodobnie straci koncesję. Podali coś jeszcze…
- Mianowicie?
- Po wypowiedzi ministra, notowania giełdowe znacznie wzrosły, zaś poparcie dla rządu wzrosło o dziesięć procent. – wysapał jednym tchem czarnoksiężnik.
- No tak. – mruknął Pierwszy. – Ale muszę przyznać, że jak zobaczyłem najnowsze trendy mody, to mnie zamurowało!
Mag wydął usta.
- Gdybym tak zaczął projektować stroje zamiast siedzieć tu, w tej zapyziałej norze przy szklanej kuli i w dodatku za te marne centy…! – rozmarzył się.
- Hm... Pewnie kupiłbyś sobie Seszele. - mruknął ponownie mistrz. - A gdzie wyfrunął nasz genialny i mimowolny sprawca gospodarczego cudu?
Drugi nic nie mówiąc podszedł do szklanej kuli. Potarł ją bardzo delikatnie dłonią i wymruczał coś po starosumeryjsku. Szkoło rozbłysło przyjaznym błękitem i po chwili ustabilizowało się, ukazując luksusową willę w Fallenitse Hill skąpaną w nocnej poświacie. Na pierwszym piętrze właśnie zapaliło się światło, dekonspirując przyczajony na pobliskiej sośnie cień. Pewien znajomy, bardzo gruby cień.

* * * * *
* * * * *
Przypisy, czyli wyjaśnienie trudnych słów:
FIRCYK – od niemieckiego słowa „vier”, a właściwie od monety czterofenigowej zwanej „fijerką” – elegant wart tylko cztery fenigi, a po naszemu: od siedmiu boleści; TWIERDZENIE PITAGORASA – autentycznie takowe istnieje i jest bardzo przydatne. Stanowi podstawę trygonometrii; SMOCZEK – coś, o co każdy z nas w swoim życiu się otarł, a czego nie bardzo chce pamiętać; FALLENITSE HILL – obecnie Falenica, dzielnica Warszawy, gdzie chwilowo nie ma żadnych wzgórz; STAROSUMERYJSKI – starożytny, martwy język używany jeszcze przez wysoko kwalifikowanych czarowników jako język rytualny; CYNTHIA CHRYSLER – czarownicza wersja nieślubnej córki Cindy Crawford, Lindy Ewangelisty i kilku innych top modelek; MNEMOCYFRÓWKA – następczyni cyfrówek; CENTRUM HANDLOWE „TRYLO-BIT” – futurystyczna wersja hipermarketu; POPARCIE DLA RZĄDU – rzecz, która niby jest, lecz tak naprawdę wiecznie spada, więc logicznie rzecz biorąc – już dawno spadła poniżej zera, więc tak naprawdę jej nie ma. Diabelnie trudno to wytłumaczyć!


Autor: Dudziński, Tomasz Marcin
Dodano: 2007-10-28 12:52:47
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ukrytego Asa"


Wygraj "Maddaddam" Atwood


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Alexander, Stephon - "Jazz i fizyka"


 Nagata, Linda - "Ciężkie próby"

 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

 Waletow, Jan - "Dzieci martwej ziemi"

 Blatty, William Peter - "Egzorcysta"

 Podlewski, Marcin - "Głębia. Napór"

 Waletow, Jan - "Ziemia niczyja"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

Fragmenty

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS