NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

Ukazały się

Tolkien, J.R.R.- "Silmarillion. Wersja ilustrowana"


 Komuda, Jacek - "Samozwaniec. Moskiewska ladacznica"

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Mastai, Elan - "Inne dziś"

 Brzezińska, Anna - "Córki Wawelu"

 Kristoff, Jay - "Nibynoc"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Janusz, Aleksandra - "Cień Gildii"

Linki

Gaiman, Neil - "Gwiezdny pył" (filmowy)
Wydawnictwo: Mag
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Wrzesień 2007
Wydanie: 3, rozszerzone
ISBN: 978-83-7480-066-2
Oprawa: miękka
Liczba stron: 216
Cena: 23,00



"Gwiezdny pył" na ekranie

„Gwiezdny pył” Neila Gaimana wydaje się być idealną książką na potrzeby przemysłu filmowego. Chwytliwa i prosta fabuła nie wymaga znaczących prac przy scenariuszu, a przeniesiona na ekran potrafi porwać widza. Jest w niej wszystko, czego potrzebuje Hollywood: wątek miłosny, przygoda i tajemnica. Nic więc dziwnego, iż Matthew Vaughn podjął się zrealizowania obrazu na kanwie krótkiej opowieści Gaimana. Od kilku dni na ekranach kin możemy podziwiać efekty jego pracy. Nie będę się starał zrecenzować samego filmu, a raczej spróbuję przedstawić różnice i podobieństwa pomiędzy obiema wersjami „Gwiezdnego pyłu”. Nie obejdzie się bez zdradzenia części fabuły, więc osoby pragnące pozostać w błogiej nieświadomości przed obejrzeniem bądź lekturą są proszone o zamknięcie tego okna przeglądarki.

Zacznę może od wrażenia, jakie wywiera na widzu adaptacja książki Gaimana. Muszę przyznać, że twórcom filmu udało się bardzo dobrze oddać nastrój powieści. Obraz jest pogodny, a nawet co bardziej wstrząsające wydarzenia są przedstawione w łagodny i miły dla odbiorcy sposób. Dzieje się tak także za sprawą wszechobecnego humoru, cechy również charakterystycznej dla prozy Gaimana. Nie da się ukryć, że pod tym względem twórcy filmu spisali się na medal. Widać to szczególnie dobrze przy wątku miłosnym, który zwykle jest newralgicznym elementem w amerykańskich produkcjach. Jednakże scenarzyście udało się pokazać rodzące się miedzy Yvaine i Tristanem1) uczucie w sposób niezwykle wyważony, może nawet bardziej subtelnie niż zrobił to brytyjski pisarz.
Na odbiór filmu i kreację nastroju bardzo silny wpływ ma także warstwa wizualna. Muszę przyznać, że autorom udało się trafić w moje gusta, czy też raczej wyobrażenia. Właśnie mniej więcej taką wizję miałem podczas lektury „Gwiezdnego pyłu”. Scenografia i kostiumy są naprawdę solidnie przygotowane, świetnie oddając epokę wiktoriańską z odrobiną pierwiastka magicznego.

Istotną kwestią przy rozpatrywaniu adaptacji jest rozpatrywanie zgodności fabularnej z pierwotną wersją. Wielokrotnie mieliśmy już do czynienia z filmami, które oprócz nazwy nie miały zbyt wiele wspólnego z książką. „Gwiezdny pył” pod tym względem prezentuje się bardzo dobrze. Oczywiście nie obeszło się bez pewnych modyfikacji na poziomie szczegółów, ale jest to jak najbardziej zrozumiałe, zaś akcja filmu konsekwentnie przechodzi przez wszystkie ważne punkty z książkowej fabuły. Znaczące modyfikacje odnoszą się jedynie do trzech elementów.
Po pierwsze, znacząco została rozbudowana przygoda na statku powietrznym. W książce jest to zaledwie kilka stron, natomiast w filmie jest to ważny etap podróży Tristana i Yvaine. Stało się tak za przyczyną Roberta De Niro, który wcielił się w kapitana Szekspira, a postać tę całkowicie przebudowano. Efekt jest naprawdę zabawny i wart przeróbek.
Po drugie, końcówka, a konkretnie finałowe starcie wszystkich uczestniczących stron, które odbywa się w pałacu wiedźm. Septimus i Tristan wdzierają się do niego, by stawić czoło trzem czarownicom chcącym właśnie wyciąć serce Yvaine. To, co u Gaimana przeszło prawie bez echa rozłożone na kilka etapów, w filmie zostało skomasowane i dodatkowo przyprawione, by godnie zakończyć ekranizację. Cóż, przemysł filmowy rządzi się swoimi prawami, ale taka końcówka rozmywa trochę kluczowe przesłanie „Gwiezdnego pyłu”. Szkoda.
Trzecie istotna, choć najmniej zauważalna zmiana, dotyczy dalszych losów bohaterów. Gaiman skazał Yvaine na wieczną samotność na ziemi po śmierci Tristrana ze starości, ale w filmie oczywiście musi być szczęśliwe zakończenie. Scenarzysta wykoncypował, że Tristan poprzez miłość stał się właścicielem serca gwiazdy, dzięki czemu osiągnął niemal życie wieczne. Aczkolwiek szczęśliwa para, znudzona w pewnym momencie ziemskim życiem, przeniosła się na firmament, by świecić pośród gwiazd.
Można więc powiedzieć, że ekranizacja „Gwiezdnego pyłu” jest dosyć wierna pod względem fabularnym, a większość zmian wzbogaca i urozmaica opowieść. Jednakże nie wszystkie wpłynęły pozytywnie na przesłanie, gdyż poprzez zmiany w finale i inne rozłożenie akcentów gdzieś umknęła idea, pointa, jaką skonstruował Gaiman.

Ostatnim elementem, o jakim chcę wspomnieć, jest dobór obsady i gra aktorska. O genialnym De Niro, dla którego stworzono postać od nowa już pisałem, więc skoncentruje się na innych bohaterach, w miarę wiernych swym pierwowzorom. Czy kreacje aktorów odpowiadają moim wyobrażeniom o postaciach z książki?.
Charlie Cox wcielający się w Tristana początkowo kapitalnie sprawdza się w roli fajtłapowatego sklepikarza rzuconego na głęboką wodę. Choć w założeniach „Gwiezdny pył” opowiada o tym, jak młodzieniec staje się mężczyzną, to ta przemiana jest zbyt mało wiarygodna i zbyt szybka – tym bardziej, że czas trwania jego wyprawy za Mur został skrócony z miesięcy do tygodni. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę wszechobecną magię, to niewiarygodne jest, by tak szybko nabrał pewności siebie i umiejętności wymagających lat treningu.
Obsadzie i kreacji ról kobiecych nie mam nic do zarzucenia, a Michelle Pfeiffer w roli Lamii jest świetna, choć miejscami z powodu charakteryzacji ciężka do rozpoznania. Również Yvaine czy Victoria zgodne są z mymi wyobrażeniami, choć ta pierwsza sprawia odrobinę bardziej infantylnej, oderwanej od świata, niż miało to miejsce w książce. Niemniej nie jest to wadą w najmniejszym choćby stopniu.
Oprócz tego w obrazie pojawia się wiele drugoplanowych czy nawet epizodycznych postaci, które doskonale uzupełniają tło i są źródłem radości dla widza. Na wyróżnienie zasługują między innymi kreacje Billye’ego, Mormo, czy Ferdy’ego, oddające ducha książki, a jednocześnie wnoszące nową jakość.

„Gwiezdny pył” Vaughna jest jedną z lepszych i wierniejszych adaptacji fantastycznych utworów, jakie w ostatnich latach trafiły na ekrany kin. Zapewne jest to po równi zasługą sporego potencjału drzemiącego w książce Gaimana, jak i pracy ludzi związanych z filmem. Efekt jest jak najbardziej zadowalający i wart obejrzenia – również dla osób nie znających książki.



Przypisy:
1)Z zupełnie niezrozumiałych powodów twórcy zmienili nieznacznie imię głównego bohatera – z Tristrana na Tristana. Być może liczyli, że imię nawiązujące do słynnej historii miłosnej będzie skuteczniej przyciągało widzów?
W tekście przyjąłem zasadę, iż gdy piszę o postaci książkowej używam imienia Tristran, a filmowej – Tristan.


Autor: Shadowmage


Dodano: 2007-10-28 13:05:47
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Tigana - 22:10 25-10-2007
Według mnie scenarzysta za bardzo odszedł od koncepcji Gaimana. Np targ - w książce odbywa sie raz na 10 lat, co miało duże znaczenie, dla fabuły; w filmie jest integralną częścią Krainy Magii .No i Gaiman pokazuje na jego przykładzie ja w naszym świecie znika magia .Ojciec głównego bohatera nigdy nie był "po drugiej stronie", Tristran został tam wpuszczony bez walki - był jej czescią. W filmie jest inaczej - czy lepiej ? Nie podobał mi się także happy end oraz fakt, ze już na początku filmu można się domyślić kim tak na prawdę jet matka Tristrana (scena z Cytadeli Burz).Nie przekonał mnie też wątek miłosny - jakoś za szybko chłopak i gwiazdka zapałali do siebie uczuciem. Co do de Niro - fajny, ale nie z tej bajki- nie pasował mi do tego filmu. Za to Pfeiffer świetna (ach to puszczanie oczka do widzów). Na plus liczę liczę rozbudowanie wątków braci - i użycie ich niczym antycznego chóru do komentowania wydarzeń.

RaF - 23:01 25-10-2007
Książki wprawdzie nie czytałem, lecz film naprawdę mi się spodobał. To jest zaiste dobrze zrobione kino rozrywkowe, z typowo hollywoodzkim rozmachem, acz lekkie i bardzo odprężające. Żeby się nie narażać: książkę też zapewne przeczytam (jak się nadrobię trochę góry zaległości, na których już wieczne śniegi zbierają) :) Film wizualnie śliczny, muzycznie zbyt zimmermanowski na mój gust. Kreacji aktorskich w nim nie ma - ale co z tego?

I nie czepiajmy się wiarygodności czy innej realistyczności, że coś jest za szybko czy za wolno (czy że w ogóle jest). Do czynienia mamy z quasi-baśnią (zresztą Gaiman się w tym lubuje), tu rys psychologiczny postaci nie jest ważny; tu liczą się raczej bardziej irracjonalne elementy, przejście od zera do bohatera, walka dobra ze złem, apologia bezinteresownej miłości i poświęcenia i takie tam inne dyrdymały. I git :)

Aha, jakby komuś umknęło (np. dlatego, że na forum nie zagląda), to Achmed popełnił niedawno krótką recenzję GP. Jest pod http://forum.nast.pl/viewtopic.php?p=114310#114310

Spriggana - 23:12 25-10-2007
Tigana, jak poprawiasz to poprawnie. ;)
Co 9 lat, co jest ważne, bo 9+9 = 18... :)
A ojciec Tristrana owszem, był po drugiej stronie. Na targu właśnie.

Tigana - 13:41 26-10-2007
Spriggana pisze:Tigana, jak poprawiasz to poprawnie. ;)
Co 9 lat, co jest ważne, bo 9+9 = 18... :)
A ojciec Tristrana owszem, był po drugiej stronie. Na targu właśnie.

A przepraszam - dawno nie czytałem i coś mi sie pozajączkowało, że Targ był po naszej stronie. I rok w plecy też :oops:

ASX76 - 14:31 26-10-2007
Zdaje się, że będziesz musiał przejść kolejną "lekcję" samobiczowania w ramach pokuty, Tigana-san. :wink::P:wink:

Komentuj


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

Recenzje

Tchaikovsky, Adrian - "Dzieci czasu"


 Riggs, Ransom - "Baśnie osobliwe"

 Cetnarowski, Michał - "Podwójna tożsamość bogów"

 Dashner, James - "Dziennik osobliwych listów"

 Schwab, V.E. - "Zgromadzenie cieni"

 Orliński, Wojciech - "Lem. Życie nie z tej ziemi"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Kosik, Rafał - "Różaniec"

Fragmenty

 Hudner, Kennedy - "Cel uświęca środki"

 Jadowska, Aneta - "Szamańskie tango"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #2

 Kosik, Rafał - "Różaniec" #1

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #2

 Duszyński, Tomasz - "Impuls" #1

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS