NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Fedyk, Karolina - "Skrzydła"

Hałas, Agnieszka - "Śpiew potępionych"

Ukazały się

Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 antologia - "Jednookie walety"

 Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

Linki

Zappa, Ahmet Emuukha Rodan - "Makabryczne Memuary Mocarnej McMężnej"
Wydawnictwo: RedHorse
Data wydania: Listopad 2007
ISBN: 987-83-60504-15-4
Oprawa: twarda
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 320
Cena: 34,99



Zappa, Ahmet Emuukha Rodan - "Makabryczne..." #3

Kłopotliwe kłopoty

Jako że jesteśmy grzecznymi dziećmi, uczyniliśmy, co nam kazał. Zamknęliśmy za nim drzwi. Byliśmy dla siebie mili (co rzadko się zdarza). Ale jeśli chodzi o kłopoty, to jest z tym niejaki kłopot, bo gdy zostajemy z Maksem sami, często, zupełnie przypadkiem, w nie wpadamy.
Pozwólcie, że wyjaśnię. Wpadanie a pakowanie się w kłopoty, to dwie różne sprawy.
Pakowanie się w kłopoty jest wtedy, gdy świadomie robi się coś, czego robić się nie powinno.
Na przykład: jeśli w nadziei, że po drodze wbije mu się trochę rozumu do głowy, specjalnie zepchnę mojego irytującego braciszka ze schodów. Dobrze wiem, że jestem starsza i nie powinnam zrzucać go z wysokich schodów. Nie będę oszukiwała, że nie sprawia mi przyjemności widok Maksa, który koziołkuje w dół, obijając się po drodze o każdy stopień, aby wylądować w końcu z miłym dla ucha łomotem. Nie mogę też powiedzieć, że jestem zadowolona, gdy po wszystkim wychodzi z tego cało, nic sobie nie łamiąc, ani nawet nie nabijając porządnego guza. Ale muszę wspomnieć, że drze się potem wniebogłosy, a rycząc, puszcza nosem odrażające bańki i rozmazuje sobie po twarzy obrzydliwe gile. Tak, wiem, może wam się to wydać bestialstwem, ale na swoją obronę przypominam, że to usprawiedliwione działania odwetowe za jego haniebne zbrodnie, których codziennie jestem ofiarą. Bo widzicie, mój brat, Tyranozaurus Maks, celowo i bez żadnego powodu stłukł moją ręcznie formowaną figurkę małego zajączka z dmuchanego szkła, niszcząc przedmiot, który przypadkiem wyjątkowo lubiłam. Tak dla waszej informacji, zostałam za to surowo ukarana. Przez dwa tygodnie nie mogłam bawić się na podwórku ani wychodzić z domu i to w środku lata.
W przeciwieństwie do poprzedniego przypadku, wpadanie w kłopoty zachodzi wtedy, gdy nieświadomie zrobi się coś, czego robić się nie powinno.
Zupełnie jak tamtego dnia.
W oczekiwaniu na tatę, czytaliśmy sobie spokojnie przy kominku w bibliotece. Wokół stały zapalone świece, było ciepło, przytulnie. Maks leżał rozwalony na ziemi i pochłaniając jakąś książkę o piratach, z lubością dłubał palcem w nosie. Drugą ręką bezustannie turlał po podłodze swoją głupią szklaną kulkę. Z jakichś kretyńskich powodów nigdzie się bez niej nie rusza i za każdym razem, kiedy czyta przygody piratów lub bawi się w pirata, udaje, że to bezcenny klejnot z jego sekretnej, pirackiej skrzyni na skarby:
– Oto Klejnot Bebladara. Tylko dzielny herszt piratów, taki jak ja, mógł odnaleźć taką wspaniałość. Za ten bezcenny kamień kupię statek i wypłynę na zdradliwe morza chciwości w poszukiwaniu pirackiego przeznaczenia.
Jest strasznie denerwujący.
W tym czasie ja, siedząc w ulubionym fotelu mamy, ze wszystkich sił próbowałam skoncentrować się na fascynującej rozprawie naukowej, opisującej troski i cienie wychowania porzuconego oseska nietoperza wampira. Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie mogłam powstrzymać się przed zerkaniem na wiszący tuż nade mną ponury portret Maksymiliana McMężnego. Ten obraz zawsze mnie przerażał. Chyba dlatego, że Maks w dziwaczny sposób był bardzo podobny do naszego przodka. No, istniała między nimi jedna ogromna różnica –Maks posiadał dwoje oczu, zaś Maksymilian tylko jedno. Miejsce, gdzie powinno znajdować się drugie, dziadek miał zasłonięte przepaską.
Nagle – „burrrrrrrp!” – z ust brata wydobyło się imponująco długie i głośne beknięcie, wywołane wypiciem nadmiernej ilości soku truskawkowego. Dźwięk ten szczęśliwie oderwał mnie od wpatrywania się w portret Maksymiliana. Niestety zapach, który się potem rozszedł, był mieszaniną owocowej kombinacji zepsutych parówek i skisłego mleka. Coś obrzydliwego! (Aczkolwiek, choć niechętnie, muszę przyznać, że było jednocześnie zabawne). Cuchnęło tak strasznie, że ani chwili dłużej nie chciałam pozostać w bibliotece. Stwierdziłam, że mam ochotę napić się wody. Wzięłam jeden z lichtarzy, a po drodze do drzwi zauważyłam, że przydałoby się dorzucić trochę do ognia. Poprosiłam Maksa, żeby się tym zajął, a on radośnie na to przystał, co było miłe, bo zwykle nie chce robić tego, o co go proszę.
W kuchni wyjęłam z kredensu swoją ulubioną szklankę (tę z wiewiórką pod parasolem; uwielbiam ten rysuneczek – jest taki słodko głupiutki). Podeszłam do zlewu i odkręciłam kurek. W rurach zasyczało złowrogo, gdy napełniałam naczynie po brzegi. Ni stąd, ni zowąd, poczułam jakby osaczyły mnie cienie. Zaczęłam się bać. Zapragnęłam znaleźć się już na górze, z Maksem, zapaść się w bezpieczny fotel mamy. Wypiłam więc wodę najszybciej jak umiałam.
– Minerwa! – zawołał mój brat z biblioteki. Serce podskoczyło mi do gardła. Zakrztusiłam się, wypluwając wodę na posadzkę.
– Chodź tu! – krzyczał Maks. – Minerwa! Szybko!
– Już idę! Czekaj! – odwrzasnęłam, kaszląc. Popędziłam na złamanie karku. Musiałam ocalić mojego małego braciszka przed lichowieczymś!
– Mini, Mini, pospiesz się! – usłyszałam.
– Już biegnę, Maks, lecę! – wykrzykiwałam, przeskakując po dwa stopnie. W końcu wpadłam do biblioteki, bojąc się tego, co w niej zastanę.
Maks stał pod portretem pradziadka, z przyklejonym do twarzy szerokim, przebiegłym uśmiechem. Nic złego mu się nie działo. Żadnego niebezpieczeństwa w zasięgu wzroku. Co to za wygłupy?
– Maks, ty bałwanie, prawie umarłam! Myślałam, że coś ci się stało – warknęłam na niego. – Czemu zawsze mnie tak nabierasz? Byłam pewna, że jesteś w poważnych tarapatach!
Maks wskazał na kominek.
– Lepiej przestań kłapać, Minerwo i spójrz za siebie.
Mój strach i złość wyparowały natychmiast, zastąpione zdumieniem. W miejscu kominka znajdowały się masywne, kamienne drzwi koloru kości słoniowej, z napisem „STRZEŻCIE SIĘ POTWORY, BO WEJŚĆ TU MOŻE TYLKO McMĘŻNY”, wykutym tuż nad ogromnymi, złotymi klamkami.
– Coś ty zrobił, Maks? – spytałam, zaskoczona.
– Chodź, Mini! Zobaczymy, co jest za nimi! – zawołał podniecony Maks, nie racząc odpowiedzieć na moje pytanie.
– Gdzie jest kominek? Maks, jak to się stało?
– Nie uwierzysz, Mini – zaczął trajkotać. – Podszedłem, żeby dorzucić do ognia, tak jak mnie prosiłaś. Ale nagle zaczęła mi latać koło głowy taka dziwaczna czerwona ćma, więc złapałem pogrzebacz i udając, że to piracka szabla, zamachnąłem się na wstrętnego robala, ale nie trafiłem i walnąłem przypadkiem w cegłę nad kominkiem, no i zobaczyłem, że ona się poruszyła, więc ją popchnąłem jeszcze trochę i pufff! – kominek zniknął, a pojawiły się te wielkie drzwi! – zakończył w upojeniu.
Byłam kompletnie oszołomiona tym, co usłyszałam, a jednocześnie zazdrosna, że nie ja to odkryłam. Jeśli nie jest to idealny przykład na wpadanie w kłopoty, to nie wiem. Zdawałam sobie sprawę, że tata prawdopodobnie nie będzie tym zachwycony, ale musiałam sprawdzić co jest za drzwiami.
Położyliśmy dłonie na złotych klamkach. Były chłodne, i ku mojemu zdumieniu, poddały się łatwo. Pchnęliśmy gigantyczne skrzydła, a droga do pokoju, który na zawsze miał odmienić nasz los, stanęła otworem. Wtedy wkroczyliśmy z Maksem w tajemniczy świat historii naszego rodu – świat, który przyniósł nam pełną niebezpieczeństw przyszłość.



Dodano: 2007-10-05 09:16:58
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS