NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Butcher, Jim - "Zmiany"

Jordan, Robert - "Wielkie polowanie" (2019)

Ukazały się

Czajka-Kominiarczuk, Katarzyna - "Zwierzenia popkulturalne"


 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Maas, Sarah J. - "Szklany tron" (oprawa twarda)

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Zmierzch Bogów"

 Ćwiek, Jakub - "Stróże 2: Brudnopis Boga"

 Urbanowicz, Artur - "Gałęziste"

 Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Linki

Lynch, Scott - "Kłamstwa Locke'a Lamory"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Niecni Dżentelmeni
Tytuł oryginału: The Lies of Locke Lamora
Tłumaczenie: Marta Strzelec i Wojciech Szypuła
Data wydania: Październik 2007
ISBN: 978-83-7480-067-9
Oprawa: miękka
Format: 135 x 202 mm
Liczba stron: 496
Cena: 35,00
Rok wydania oryginału: 2006
Tom cyklu: 1



Lynch, Scott - "Kłamstwa Locke'a Lamory"

Zamiast kraść jako dyrektor, fabrykant, sekretarz czy inny prezes, lepiej już kraść, par exellence, jako zwykły złodziej.
Tak jest chyba uczciwiej.

Kwinto, „Vabank”

Powiem szczerze, że do książki Scotta Lyncha „Kłamstwa Locke’a Lamory” podszedłem sceptycznie. Po pierwsze, ostatnimi czasy nabawiłem się awersji do nowych wielotomowych cykli fantasy i kiedy pisarz już na wstępie informuje, że zamierza napisać sześć kolejnych tomów, to w mojej głowie natychmiast odzywa się sygnał alarmowy. Po drugie – nie lubię zbyt nachalnej reklamy i blurbów w rodzaju „najgłośniejszy debiut” czy „nowy Tolkien” – a właśnie w tym stylu promowana jest recenzowana tu powieść.
Teraz, świeżo po lekturze mogę stwierdzić: jak dobrze czasami się mylić. Ale po kolei.
Nie ma co ukrywać – główny bohater książki, Locke Lamora zwany Cieniem Camorry, jest złodziejem. Na jego obronę można jedynie stwierdzić, że brzydzi się przemocą, a ze swej profesji uczynił istne dzieło sztuki. Żaden mieszkaniec Camorry nie zna dnia, ani godziny, gdy niczym mucha wpadnie w pajęczą sieć bandy Niecnych Dżentelmenów. Każdy kolejny „skok” Lamory jest bowiem coraz bardziej pomysłowy, a stawka wyższa. Pieniądze stanowią dla niego jednak sprawę drugorzędną, tak naprawdę liczy się tylko perfekcyjnie obmyślony i wykonany „przekręt”. Z drugiej strony nie jest on typem Janosika, który odbiera bogatym, a oddaje biednym. Zdobyte fundusze służą do przygotowania kolejnej akcji. I tak, działalność Niecnych Dżentelmenów trwałaby pewnie jeszcze długo, gdyby nie tajemnicza osoba Szarego Króla…
Jak widać z powyższego opisu, powieść Scotta Lyncha pod względem fabuły nie grzeszy oryginalnością. Podobnych książek fantasy opowiadających o mniej lub bardziej szlachetnych rabusiach znalazłoby się wiele. W czym więc tkwi wyjątkowość „Kłamstw Locke’a Lamory”? Na pewno w samym miejscu akcji – Camorrze, która podobnie jak to się dzieje w najlepszych kryminałach, jest równoprawnym bohaterem książki. Tak jak Los Angeles u Michaela Connely’ego czy Edynburg z cyklu o inspektorze Rebusie – Camorra „żyje” gwarnymi ulicami, zatłoczonymi targowiskami, zatęchłymi zaułkami i szklanymi wieżami. Lynch zadbał też o to, by stworzyć prawdziwy obraz miasta, aby czytelnik poznał je od podszewki. Wraz z bohaterami książki widzimy więc nie tylko pełne przepychu apartamenty arystokracji, ale również siedzibę przywódcy półświatka Camorry – Capy Barsavi oraz cmentarze i wysypiska śmieci.
Mówiąc o kreacji świata wypada nieco miejsca poświęcić zagadnieniu magii – w końcu, czym byłaby bez niej fantasy? Owszem, w uniwersum stworzonym przez Scotta Lyncha występują magowie, zaklęcia oraz magiczne stworzenia, ale o wiele większą rolę odgrywa alchemia. To właśnie dzięki niej mieszkańcy Camorry mają światło w swoich domach, a kosztowane przez nich wina i słodycze nabierają nowego smaku. Alchemia to również lekarstwa, trucizny i różnego rodzaju specyfiki niezbędne w złodziejskim fachu. Nie będę ukrywał, że właśnie takie rozwiązanie bardzo przypadło mi do gustu. Nie wyobrażam sobie książki o Niecnych Dżentelmenach, gdzie do przybrania cudzej tożsamości wystarczyłoby jedno zaklęcie. Tutaj, żeby przeobrazić się w zamożnego kupca, należy ruszyć głową – kupić odpowiedni strój, zmienić kolor włosów, nauczyć się właściwego akcentu.
Czytelnikom spodobać się może także sposób kreacji bohaterów. Zarówno te główne, jak i drugoplanowe przypominają prawdziwych ludzi. Mają swoje wady i zalety, ich życiem i postępowaniem kierują emocje, a uczucia często biorą górę nad rozumem. Co ważne, Lynch zadbał także o to, żeby stworzone przez niego postaci nie były jednowymiarowe. Tutaj nawet główny szwarccharakter ma coś na swoją obronę; a i samemu Lamorze, chociaż kreowany jest na najuczciwszego ze złodziei Cammorry, daleko do kryształowej postaci.
Warto również zwrócić uwagę na ciekawą konstrukcję powieści. Kolejne rozdziały rozdzielają interludia: część z nich, w formie gawędy, opisuje barwne epizody z historii Camorry i jej mieszkańców, inne mówią o młodych latach Locke’a Lamory i jego kompanów. Co istotne nie są one jedynie ozdobnikami, lecz stanowią komentarz do opisywanych wydarzeń i pozwalają lepiej zrozumieć motywy postępowania głównych bohaterów.
Oczywiście powieść Scotta Lyncha nie jest pozbawiona wad. Ja wytknąłbym autorowi zbyt powolne „rozkręcanie” akcji. Początek powieści utrzymany jest w dość leniwym tempie, a najwięcej emocji dostarczają przerywniki opowiadające o dzieciństwie Cienia z Camorry. Dopiero mniej więcej w połowie książki akcja zaczyna nabierać rumieńców, a czytelnikowi trudno się od niej oderwać. Pewnym mankamentem jest także konstrukcja pierwszych rozdziałów książki, gdzie autor „bawi się” czasem i przestawia kolejność zdarzeń. Są to jednak sprawy drugorzędne i nie wpływają znacznie na odbiór i ocenę całej książki.
A ta jest wysoka. „Kłamstwa Locke’a Lamory” Scotta Lyncha to bowiem ze wszech miar udana powieść. Nie jest może dziełem nowatorskim, niemniej autorowi udało się napisać barwną powieść łotrzykowską doprawioną ciekawymi bohaterami, żywym tłem i kroplą brandy austershalin rocznik 502.


Ocena: 8/10
Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2007-10-01 17:18:35
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj przygody Lennarta Malmkvista


Wygraj Kronikę World of WarCraft


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"


 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

 Dick, Philip K. - "Nasi przyjaciele z Frolixa 8"

 Bardugo, Leigh - "Trylogia Grisza"

 Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS