NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



Kay, Guy Gavriel - "Ysabel"
Wydawnictwo: Mag
Data wydania: Lipiec 2007
ISBN: 978-83-7480-060-0
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 368
Cena: 29,90



Wywiad z Guyem Gavrielem Kayem

Katedra: Jak mają się prace nad adaptacjami „Lwów Al-Rassanu” i „Ostatnich promieni słońca”? Kiedy możemy się spodziewać tych filmów w kinach?

Guy Gavriel Kay: Oba projekty są „w realizacji”, tak to się nazywa w Hollywood. To znaczy, że nie ma szans przewidzieć terminów wejścia filmów do kin lub nawet – szczerze mówiąc – momentu kiedy będę mógł obiecać, że one w ogóle SIĘ ukażą. Hollywood „realizuje” o wiele więcej filmów, niż potem w rzeczywistości trafia na duży ekran. Mogę obiecać, że z całą pewnością wszystkie ważne informacje będą zamieszczane na www.brightweavings.com.


K: Jaki masz stosunek do adaptacji swoich książek? Pisarze, na przykład Neil Gaiman, często mówią, że to sytuacja dla nich dość ambiwalentna, kiedy ich opowieść przenoszona jest z książki do filmu.

GGK: To zawsze skomplikowana sytuacja. Filmy NIE SĄ książkami, zalety, silne strony jednych i drugich są bardzo różne. DUŻA ilość materiału, opowiedzianej historii, zawsze musi być wycięta, a także często zmieniona. Dla pisarza stanowi to wyzwanie… „ambiwalencja” to dobre słowo do opisania tego stanu.

K: W swoich ostatnich książkach, jak się wydaje, byłeś szczególnie zainteresowany uzyskaniem oryginalnej mieszaniny zakamuflowanych historycznych faktów i fikcji. Czy to się zmieniło w „Ysabel”?

GGK: Tak, „Ysabel” jest pewną odmianą, odejściem od tego, co opisałeś. Nie planowałem tego z góry, ale mieszkaliśmy przez rok na południu Francji i pomysł na tę opowieść – zmieszania historii i mitu z dniem dzisiejszym – przyszedł do mnie właśnie w czasie pobytu tam, w Prowansji.

K: Czyli przenosimy się do współczesności, to najbardziej oczywista różnica, jak rozumiem. Czy mógłbyś powiedzieć, z jakich powodów zdecydowałeś się na tę zmianę i porzuciłeś światy fantastyczne? (Choć, z drugiej strony, Prowansja to magiczne miejsce, rodzaj raju na ziemi, nieprawdaż?)

GGK: Końcówka twojego pytania częściowo zahacza o to, co mnie zaintrygowało… o myśl, że często jest tak, że najpiękniejsze części naszego świata mają najciemniejszą, najbardziej krwawą historię. To brzmi jak paradoks, ale nim nie jest… ponieważ to są te miejsca, których CHCEMY… a zatem toczymy o nie walki. Chciałem również wykorzystać okazję, jaką dało mi umiejscowienie akcji we współczesności, by napisać O przeszłości, nie tylko W przeszłości.

K: Lubisz wskazywać na podobieństwa pomiędzy ludźmi żyjącymi kiedyś i nami, ludźmi żyjącymi dziś. Jednocześnie dość powszechna panuje opinia, że człowiek średniowieczny był bardzo różny od współczesnego. Zatem jak to jest, jesteśmy raczej podobni do nich czy niepodobni – który pogląd jest Ci bliski?

GGK: Oba! Z jednej strony „przeszłość jest odległą krainą”, BARDZO różni się od teraźniejszości i to jest dla nas czasem trudne do zrozumienia, jak mocno. Z drugiej, jestem zafascynowany objawiającymi się podobieństwami. Elementami „ludzkiej natury”, elementami dotyczącymi ludzkich relacji, spraw rodzinnych. Chciałem wykorzystać okazję, jaką dała mi „Ysabel”, zbadania i pokazania, na przykład, dlaczego kiedyś zachód słońca nie był chwilą spokojną i piękną, jaką od dość niedawna jest.

K: A czy nie jest tak, że w pewien sposób zawsze zachód słońca jest ciut straszny?

GGK: Cóż, jeśli tak myślisz o nim dziś, to jest to prawdopodobnie spowodowane świadomością tego, czym był kiedyś… ponieważ, oczywiście, zachód słońca, nadejście ciemności, zawsze było czasem niebezpiecznym. To, czym przede wszystkim zachód słońca jest dziś, wynika tylko z (relatywnego) poczucia bezpieczeństwa, które możemy ostatnio przeciągać także na noc i którym możemy się cieszyć.

K: Jakim jesteś pisarzem? Raczej intuicyjnym, poszukującym natchnienia, który nie wie, o czym za chwilę będzie pisać, czy przeciwnie: sumiennym, pracującym ciężko – zawsze z konspektem powieści, sztywnym planem całej historii, którą chcesz napisać?

GGK: Mieszanką tych dwóch postaw. Nie mam szkiców swoich książek, „odkrywam” opowiadane historie w trakcie pisania. Ale wiem także, że pisanie powieści jest w dużej mierze (prawdopodobnie większej!) kwestią dyscypliny i ciężkiej pracy, bardziej pisania każdego dnia, niż czekania na natchnienie.

K: Co jest pierwsze? Wymyślasz bohaterów, sądząc, że to oni stworzą Twoją przyszłą opowieść, czy może najpierw musisz mieć dla tej opowieści temat, motyw przewodni? A może jeszcze inaczej – na początku jest scenografia, świat (który wypełnią bohaterowie i historia, jaką przyniosą ze sobą) z kluczowymi, szczególnie interesującymi Cię w tym wypadku założeniami?

GGK: Każda książka jest nieco inna. Ale na ogół najpierw stwierdzam, że potrzebna mi jest konkretna oprawa, sceneria, a także kilka interesujących mnie tematów. To jest powód do napisania książki. I z tego, z tych dwóch elementów, wyłaniają się postaci oraz wyłania się opowieść.

K: Twoi bohaterowie to postacie na ogół charakterne, domyślam się, że miewasz z nimi spore kłopoty… Zdarzały Ci się sytuacje, kiedy wykreowane postacie „nie chciały” zrobić czegoś, co już zaplanowałeś, że zrobić mają? I, jeśli tak, zdarza Ci się to raczej rzadko czy często?

GGK: Oczywiście czasem to robią… a jeśli o częstotliwość chodzi… im dłużej piszę książki, tym staje się to rzadsze… bo już mniej z nimi „walczę”. Mam mniej wstępnych założeń, jak coś, któryś z wątków, ma się potoczyć i dokąd.

K: Nie piszesz opowiadań. Dlaczego?

GGK: Każdy ma swój „naturalny” styl i rytm. Ja wybieram złożoność opowieści i postaci (jako czytelnik również), a łatwiej osiągnąć to w powieści.

K: Nie stronisz natomiast od pisania wierszy i esejów.

GGK: Poezja jest stałym, osobistym, zwykle wieczornym zajęciem. Moją pierwszą miłością była właśnie poezja, z nią wiążą się moje pierwsze publikacje i nagrody. Natomiast eseje są dla mnie drogą, sposobem udzielania odpowiedzi naszemu światu. Zwykle piszę do dzienników, tu, w Kanadzie – i zwykle są to teksty wywołane przez coś, co zirytowało mnie tak, że zwyczajnie musiałem o tym napisać!

K: Razem z Twoimi książkami mogliśmy dotąd odwiedzić mniej lub bardziej magiczne – mniej lub bardziej przeobrażone – Włochy, Francję, Hiszpanię, Brytanię i Bizancjum. Co będzie następne (może Europa Wschodnia?), co jeszcze byłoby dla Ciebie wyzwaniem, wiesz już może?

GGK: Nigdy nie wiem, jaka będzie następna książka! W rezultacie – jak przypuszczam – niemal wszystko jest możliwe.

K: Jesteś kanadyjskim pisarzem. Być może to tylko moja refleksja, ale zorientowałem się, że raczej nie dostrzegam Twojej kanadyjskiej proweniencji, nie czuję jej wyraźnie, gdy czytam Twoje książki. Zapewne zbyt mało wiem o Kanadzie. Chciałbym spytać, czy jest coś konkretnego, specjalnego zarazem, co zawdzięczasz krajowi, w którym się urodziłeś, i co czyni Twoje powieści w jakiś sposób odmiennymi?

GGK: Oczywiście muszę powiedzieć, że jest to wolność. Nie czyni to może akurat MOICH powieści szczególnie odmiennymi, ale jestem historycznie świadom, że możliwość pisania po prostu o czymkolwiek chcę, bez obawy, że zostanie to ocenzurowane lub spotka się z innego rodzaju represjami – jest wielkim darem. Kilka lat temu, w czasie mojej wizyty w Polsce, powiedziałem, że ludzie dorastający w krajach komunistycznych zawsze rozumieją na przykład to, że fantasy i science fiction mogą być ważnymi gatunkami literackimi, ponieważ bardzo wielu poważnych pisarzy musiało używać którejś z tych konwencji jako przesłony czy maski, aby uniknąć represji. Tu, w Północnej Ameryce, to nigdy nie miało miejsca i nie było istotną przyczyną.

K: Powinienem zatem spytać, dlaczego – będąc tym, kim jesteś, a pisząc fantasy – uważasz, że warto kamuflować prawdziwą (czasem skompresowaną) historię, przedstawiać rzeczywiste wydarzenia w fantastycznym przebraniu?

GGK: To jest dobre, ale niezwykle złożone pytanie. Napisałem przemowy i eseje na ten temat i kilka z nich można znaleźć w dziale „GGK’s Words” na stronie brightweavings.com. Widzę wiele istotnych zalet używania fantastyki jako narzędzia do badania przeszłości.

K: A jak postrzegasz ewoluowanie swojego stylu pisarskiego, zmienianie się jako pisarz na przestrzeni lat (jeśli uznajesz, że w ogóle coś takiego następuje)? Jak dzisiaj napisałbyś, na przykład, „Fionavarski gobelin”? Bardzo by się różnił, czy może nie zmieniłby się wcale?

GGK: Myślę, że wszyscy się zmieniamy w miarę upływającego czasu (lub powinniśmy się zmieniać!) – czy jako pisarze, czy jako ludzie. Nasze zainteresowania zmieniają się, sposób, w jaki myślimy i wyrażamy siebie samych – również. Na pewno nie napisałbym ŻADNEJ z moich wcześniejszych książek w ten sam sposób, gdybym miał pisać je teraz, ale to nie znaczy, że zrobiłbym to lepiej, albo – że chciałbym je zmieniać!

K: Niektórzy z czytelników Twoich książek mówią, że po „Fionavarskim gobelinie” i do „Sarantyńskiej mozaiki” zmieniając osnowę, scenerię, pisałeś tę samą, jedną tylko książkę. Co o tym myślisz? Czy to akceptowalna opinia, chociaż w jakiejś części?

GGK: Myślę, że nie. Każda książka posiada znacząco różny zestaw tematów, jakie chciałem opisać, i celów, jakie chciałem osiągnąć, a także napisana jest innym stylem, który dostosowywany był w zależności od potrzeb do konkretnego przypadku. „Tigana” jest bardziej intensywna, „Pieśń dla Arbonne” („A Song for Arbonne”) – bardziej liryczna, zaś „Ostatnie promienie słońca” (to już książka bezpośrednio poprzedzająca „Ysabel”) są znacznie surowsze, bardziej szorstkie, chłodniejsze językowo – to wszystko po to, aby odzwierciedlić charakter opisywanych społeczności.

K: Ostatnia scena „Sarantyńskiej mozaiki” jest dość zaskakująca (pocieszająca i szczęśliwa) – zarówno dla głównego bohatera, jak i dla czytelników. Być może trochę za bardzo. Dlaczego – spośród wielu możliwości – zdecydowałeś się zakończyć opowieść właśnie tak?

GGK: Poniekąd był to „dialog” z „Arbonne”, gdzie zakończenie „odmawia” rozwiązań romantycznych, pomimo że zastosowana konwencja (romans, co więcej – z trubadurami) zdawała się to uzasadniać. W „Mozaice” interesowała mnie idea „ocalałych”… starszych ludzi, mężczyzny i kobiety, którym udaje się przejść przez nieszczęście i utratę, i żyć dalej.

K: A propos „dialogu”. To jedna z charakterystycznych cech Twoich książek – one się przenikają, kumulują, wzmacniają wzajemnie. Na przykład w „Ostatnich promieniach słońca” jest wiele tego rodzaju „dyskusji” – i na ogół są one wkomponowane bardzo dobrze; tak że całość – czy to dla znających Twoje wcześniejsze książki, czy dla osób niemających na ich temat wiedzy – funkcjonuje bez zgrzytów. Zastanawiam się, czy za tego rodzaju „grami” z czytelnikiem, gdyby spróbować zebrać je wszystkie razem i spojrzeć na nie jednocześnie, kryje się jakaś jedna, centralna idea – czy może raczej każde takie „przenikanie się” powinno być rozpatrywane osobno, tylko indywidualnie?

GGK: Powiedziałbym, że każda książka powinna być czytana i oceniana osobno, ale jednocześnie WSZYSCY pisarze mają pewne podstawowe, powtarzające się tematy i motywy. Pisząc różne książki, skrzętnie wykorzystywałem pojawiające się co jakiś czas okazje, do spojrzenia na niektóre z moich przewodnich tematów i motywów jeszcze raz – z nowych perspektyw, pod innymi kątami… jednocześnie pozwalając czytelnikowi, który POZNAŁ moje wcześniejsze książki, uczestniczyć w tym dialogu.

K: To dziwne, ale dziś, kiedy niemal każda książka – bardziej niż cokolwiek innego – przypomina inną książkę, Twoje powieści wywołują najpierw skojarzenia z życiem, sytuacjami, które mogą się nam przytrafić – a dopiero potem z literaturą. Z pozoru może się to wydać nieco zabawne, bo przecież piszesz fantasy…

GGK: Żywię opinię, że fantastyka jest wyśmienitym narzędziem, niekiedy wręcz cudownym, do zgłębiania takich ludzkich postaw i tematów, które pokazują nam nasze własne życia i światy. Opisano to zjawisko jako „ucieczkę, która sprowadza cię do domu” i ja bardzo lubię tę frazę.


Wywiad przeprowadził Mateusz Wodyk.

Dziękujemy wydawnictwu Mag za możliwość porozmawiania z autorem.


Autor: Mateusz Wodyk
Dodano: 2007-08-22 14:08:01
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Shadowmage - 15:11 22-08-2007
Dodam tylko, że pytań było znacznie więcej, ale pisarz z braku czasu nie mógł na wszystkie odpowiedzieć.

Tigana - 15:22 22-08-2007
I tak wywiad jest arcyciekawy. Szkoda, że nie zobaczymy go na Polconie.

Shadowmage - 15:35 22-08-2007
Chciałeś napisać "szkoda, że go nie zobaczymy" :)

Tigana - 20:53 22-08-2007
Dokładnie. Wyszło poniekąd dziwnie - zaraz poprawie.

Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS