NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Duncan, Emily A. - "Niegodziwi święci"


 Wlazło, Alicja - "Iskra"

 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (zintegrowana)

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Linki

Mortka, Marcin - "Świt po bitwie"
Wydawnictwo: Runa
Cykl: Trylogia Nordycka
Data wydania: Lipiec 2007
ISBN: 978-83-89595-34-8
Oprawa: miękka
Format: 125×185 mm
Liczba stron: 368
Cena: 29,50 zł
Tom cyklu: 3



Mortka, Marcin - "Świt po bitwie"

Po humorystycznej krucjacie na Karaibach Marcin Mortka wraca do korzeni – przynajmniej tak by się chciało powiedzieć, patrząc na „Świt po bitwie”. Książka przenosi nas w surowy świat średniowiecznej Skandynawii, tak dobrze znany z „Ostatniej sagi”. Wielbiciele okrutnych wikingów wyciągajcie topory, bo nad Norveghrem po raz kolejny zbierają się czarne chmury, a echa Ragnaroku wciąż dźwięczą w dzikich ostępach.

Akcja najnowszej powieści Marcina Mortki toczy się około dwudziestu lat po „Ostatniej sadze”. Norveghrem rządzi konung Trygve, bezwzględnie zwalczając swoich przeciwników politycznych, a jednocześnie stanowczo, ale pokojowo wprowadzając chrześcijaństwo na jeszcze niedawno pogańskie ziemie. Wiedząc, że jego czas się kończy, stara się przygotować kraj jak najlepiej dla swojego następcy. Nie będzie to łatwe, gdyż w dalekim Jomsborgu powstał plan szeroko zakrojonej kampanii, która wstrząśnie posadami krajów północy.
Jednymi z głównych bohaterów są Vidar – skald znany z wcześniejszej książki Mortki, i jego syn Viglund, darzący ojca szczerą i głęboką nienawiścią. Nie będę zagłębiał się w wyjaśnianie przyczyn ich konfliktu, powiem tylko, że jest to jeden z najsłabszych elementów książki. W założeniach miał zapewne nadać bohaterom wiarygodności – oprócz rzecz jasna oczywistych korzyści fabularnych, jakie są wynikiem takiego rozwiązania. Jednakże za sprawą Viglunda, w moim odczuciu postaci wybitnie nieudanej, zamysł się ten nie powiódł. Syn skalda jest niemal typowym młodym gniewnym, oportunistą mającym za nic autorytety. A jednocześnie poszukuje spokoju, życia na łonie rodziny. Może i takie połączenie jest możliwe, ale Mortce niestety nie wyszło, przez co czytelnik niespecjalnie przejmuje się losami głównego bohatera.
Autorowi udało się natomiast bardzo dobrze przedstawić kraj, w którym mimo wprowadzenia chrześcijaństwa nadal żywa jest wiara w dawnych bogów. Młoda religia nie zapuściła jeszcze korzeni w duszach ludu północy i w krytycznych chwilach wzywają Odyna, a nie Boga na Krzyżu. Na tym tle dochodzi do licznych starć i wystarczy tylko iskra, by eksplodował konflikt ogarniający cały świat wikingów. A ten jest mroczny i ponury. Nie ma tam miejsca na litość, różnice poglądów rozstrzyga się ostrzem miecza. Trup ściele się gęsto – może nawet zbyt gęsto, żeby zrobić na odbiorcy odpowiednie wrażenie. Jednakże łatwo wytłumaczyć takie rozwiązanie – tak jak Ragnarok spowodował zmianę porządku rzeczy w niebiosach, tak i krwawa wojna na ziemi przyczyni się do nastania nowej ery. By mógł nadejść świt po bitwie, a wraz z nim nowe czasy.

Czytając „Świt po bitwie” jak na dłoni widać ewolucję umiejętności pisarskich Marcina Mortki. Porównując z „Ostatnią sagą” zmiana na lepsze jest oczywista. Narracja jest bardziej płynna, niemal nie ma topornych fragmentów czy zgrzytów językowych. Czytelnik daje się porwać opowieści, wciągnąć w klimat średniowiecznej Skandynawii. Pomaga w tym umiejętna stylizacja językowa, a także różne wtręty po islandzku – w ich zrozumieniu pomaga załączony słowniczek.

Czy czegoś zabrakło w „Świcie po bitwie”? Moim zdaniem tak. Przede wszystkim brakuje solidnych zwrotów akcji, szczególnie w drugiej części książki. Tak od połowy mniej więcej wiadomo, jak całość się skończy i pozostaje jedynie delektować się opisami scen batalistycznych i dać porwać się nastrojowi powieści.
Być może po części za taki stan rzeczy należy winić fakt, iż „Świt po bitwie” jest jakby mostem łączącym „Ostatnią sagę” z „Wojną runów”? Osoby znające te dwie książki nie będą zaskoczone ani początkiem, ani końcem ostatniej odsłony „Trylogii nordyckiej”. Najwyraźniej Mostka stał się po trochu niewolnikiem wcześniej opowiedzianych historii.

Potęga „Świtu po bitwie” leży w nastroju i scenerii, w jakiej dzieją się opisywane wydarzenia. Elementy te zostały wykonane na najwyższym poziomie. Szkoda tylko, że bohaterowie i sama historia nie wspięli się na takie same wyżyny. Bez nich „Świt po bitwie” jest książką ciekawą, wciągającą, ale pozostawiającą mimo wszystko niewielki niedosyt. Niemniej za jakiś czas i tak z chęcią jeszcze raz przeniosę się do krainy wikingów i fiordów.


Ocena: 7/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2007-08-01 14:44:42
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

ASX76 - 16:01 01-08-2007
No cóż... Na forum MAG-a troszkę na temat tej książki z Tiganą porozprawialiśmy, więc żeby się nie powtarzać powiem krótko: ta książka to dla mnie rozczarowanie. Myślę, że ocena: 5/10 byłaby w sam raz.

Tigana - 15:23 01-08-2007
Na pewno zabrakło większej ilości ciekawych bohaterów - w sumie mamy tylko skalda i (mimo wszystko)jego syna - to ciut za mało. Ciekawie zapowiadali się niektórzy piraci, ale Mortka zaniechał rozszerzenia obrazu tych postaci. Zredukowano prawie do zera karły - a ten epizod z mieczami troszke na siłę dołożony.
Kwestia religii jest moim zdaniem sknocona. O ile w "Ostatniej sadze" była bardzo ciekawie poprowadzona i wokół niej toczyła się akcja powieści, tutaj bunt jarla w obronie starych bogów mnie nie przekonał. Od razu widać, ze chodzi o władzę. Zresztą cała intryga jakoś tak grubymi nićmi wydała mi się szyta i w niczym nie zaskakiwała.
Motyw karów - pojawiły się tylko po to żeby dać magiczne miecze i zniknąć - irytujące. No i Baldr - tez chyba można było uczynić go ciekawszym.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Wojnę makową"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"


 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

Fragmenty

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS