NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Hobb, Robin - "Królewski skrytobójca" (wyd. 3)

Aaronovitch, Ben - "Księżyc nad Soho"

Ukazały się

Carey, Jacqueline - "Sprawiedliwość Kusziela"

 Schwartz, Gesa - "Dziedzictwo Światła"

 King, Stephen - "Łowca snów" (Albatros, miękka)

 Kołodziejczak, Tomasz - "Czarny Horyzont" (wyd. 3)

 Shepherd, Mike - "Dezerterka"

 Koontz, Dean - "Apokalipsa Odda"

 Clare, Cassandra - "Miasto niebiańskiego ognia"

 Riordan, Rick - "Krew Olimpu"

Imprezy

Serialkon
Kiedy: 2014-11-23

Linki


Jęczmyk, Lech - "Trzy końce historii, czyli Nowe Średniowiecze"
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Cykl: Jęczmyk, Lech - "Nowe Średniowiecze"
Data wydania: Maj 2006
Oprawa: broszura ze skrzydełkami
Format: 125x195
Liczba stron: 360



Jęczmyk, Lech - "Trzy końce historii, czyli Nowe Średniowiecze"

Wraca średniowiecze!

„Trzy końce historii…” to zbiór artykułów, będący wędrówką w poszukiwaniu dowodów tezy śmiałej, ba – szalonej! Lech Jęczmyk twierdzi, ni mniej ni więcej, że stoimy na progu Nowego Średniowiecza; że na naszych oczach dobiega końca pewna epoka i zbliża się czas „odwrócenia klepsydry”. Niepomny na technologiczną rewolucję i postępy globalizacji – Jęczmyk odkurza koncepcję Bierdiajewa, wedle której nad światem zmierzcha, nadciągają mroki Średniowiecza, a „racjonalizm i pozytywizm ustąpią przed irracjonalizmem, jak dzień przed nocą”.

„Trzy końce historii…” można by określić jako publicystykę futurologiczną, gdyby nie to, że autor wieści powrót tego, co minione. Przestrogi Jęczmyka byłyby niezmiernie poważne, wręcz alarmistyczne, gdyby nie to, że zdają się być zupełnie szalone. Ta koncepcja mogłaby wywołać intelektualną burzę, niczym wizja „końca historii” Fukuyamy albo huntingtonowskie „zderzenie cywilizacji”, gdyby nie to, że teorię Jęczmyka zna ledwie garstka czytelników jego felietonów publikowanych swego czasu na łamach „Nowej Fantastyki”.

Nihil novi sub sole

Pod postacią szaleństwa New Age, wszelkich horoskopów, biorytmów, feng shui i tarota powraca wiara w magię, kwitną sekty i fundamentalistyczne odłamy religii. Jak wieścił Chesterton, ludzie, którzy przestali wierzyć w Boga, zaczynają wierzyć we wszystko.

Obserwujemy wędrówki ludów na skalę niespotykaną od niepamiętnych czasów, a demograficzne przemiany sprawią lada moment, że świat, jaki znamy, zatrzęsie się w posadach. Mniejszości etniczne wielu krajów tworzą rządzące się własnymi prawami wspólnoty, a dzisiejsze chinatowns i cygańskie osady niewiele się różnią od, powiedzmy, średniowiecznych autonomicznych żydowskich społeczności. Podobnie niektóre grupy zawodowe, jak choćby palestra, zamykają się na kształt dawnych gildii czy cechów. Mimo wszechobecnej retoryki praw człowieka, kwitnie niewolnictwo i handel ludźmi, a biedni coraz częściej gotowi są oddać narządy na potrzeby tych, którzy gotowi są słono zapłacić.

Współcześni władcy, zdawałoby się – tak różni od minionych, sięgają po narzędzia sprawdzone przed wiekami: demokracja realizuje strategię divide et impera (sprawdzone, rzymskie „dziel i rządź”), a telewizja wespół z ZUS dostarcza nam panem et circenses, czyli socjalnego chleba i widowiskowych igrzysk. Natomiast władcy krajów byłego ZSRR, z Rosją na czele, nawiązują do przeszłości zupełnie bez ogródek, nadając swym państwom monarchiczne rysy.

W tle integracyjnych procesów następuje etnizacja polityki, odradzają się dawno zapomniane tożsamości lokalne i regionalne. W światowej ekonomii mamy niby kapitalizm pod wezwaniem Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, ale w rzeczywistości, tylnymi drzwiami, wkrada się feudalizm. Rośnie przepaść między bogatymi a biednymi; zanika klasa średnia, a coraz liczniejsze rzesze biednych wieszają się u klamki oligarchów. Bogaci fortyfikują się w zamkniętych osiedlach, których murów strzegą zaciężne oddziały różnorakich securities, a biedni nocują we współczesnym miejskim podgrodziu, gdzie nie sięgają ani policyjne gwarancje bezpieczeństwa, ani wszelkie wygody dostępne tylko dla bogaczy.

Mamy XXI wiek, a na wodach niektórych akwenów statki handlowe, w obawie przed piratami, poruszają się w zbrojnych konwojach. Nawet armie, niedawno jeszcze pochodzące z powszechnego poboru, ewoluują szybko w kierunku zaciężnych najemników bez narodowości, gotowych służyć każdemu, kto regularnie wypłaca żołd.

Pierwsze jaskółki

Jęczmyk mnoży historyczne analogie, pokazując, jak na naszych oczach historia zatacza koło. USA powtarzają ścieżkę schyłkowego Imperium Romanum, Chiny ponownie budzą się z kilkuwiekowego snu, a stareńka Europa przesypia przełomowe zmiany. Wśród jęczmykowych skojarzeń jasnym się staje, że w historii wszystko już było. Naiwne przekonanie współczesnych, że żyjemy w epoce jedynej w swoim rodzaju, sypie się w gruzy pod błyskotliwie uchwyconymi historycznymi analogiami.

Jęczmyk mistrzowsko żongluje przeszłością i przyszłością, z równą wprawą sięga po historię i po dzieła science-fiction, wskazując nasze miejsce w kontinuum dziejów, między zapomnianym przez nas miejscem, z którego przyszliśmy, a miejscem, ku któremu nierozważnie zmierzamy.

Teksty zawarte w „Trzech końcach historii…” powstawały w latach 1990-2005, więc siłą rzeczy nie mogły odwołać się do tego, co nastąpiło później. A historia postawiła nad niektórymi koncepcjami Jęczmyka kropkę nad „i”, stemplem konkretnych wydarzeń przypieczętowała trafność prognoz. Wielokrotnie, czytając „Trzy końce…”, nasuwają się na myśl procesy i zjawiska, o których Lech Jęczmyk nie mógł wiedzieć pisząc konkretny felieton – a to zamach na World Trade Center, a to tradycjonalistyczna postawa Benedykta XVI. Najskuteczniejszymi dowodami wielu twierdzeń są te dowody, których w samych felietonach brakuje!

Między wczoraj a jutro

Jęczmyk, ze swoimi prognozami, plasuje się ponad sztampowymi podziałami na konserwatystów i socjalistów. W wielu kwestiach można się z nim nie zgadzać, ale trzeba nie lada gimnastyki, żeby wyprowadzić cało swoje poglądy ze starcia z „Nowym Średniowieczem”. Tezy są oryginalne, pomysły – świeże, argumentacja – solidna, a prawda często kole w oczy.

Lektura to fascynująca, bo z jednej strony autor wieści rychły koniec znanego nam świata, co zapewnia czytelnikowi stosowną dawkę napięcia, jeśli nie trwogi, a z drugiej strony – sypie ciekawostkami, nie szczędzi żartów i przewrotnych porównań, co łagodzi ciężar nieco kasandrycznych przepowiedni.

W świecie, w którym wszystko już kiedyś było, a zjawiska i procesy powtarzają się w coraz to nowych formach, historia i science-fiction są siostrami bliźniaczkami. A Lech Jęczmyk w „Trzech końcach historii…” zagląda i w przeszłość, i w przyszłość, w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania, które zadajemy właśnie dziś.


Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2007-06-07 21:19:44
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Fimowe "Rogi" do wygrania


Wygraj "Echopraksję"


Artykuły

Richard Matheson: Był Legendą


 Godzina W i fantastyka

 Na skraju jutra: książka a film

 Gra o tron subiektywnym okiem (s04e10)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s04e09)

Recenzje

Elliott, Kate - "Książę psów"


 Strzeszewski, Emil - "Ród"

 Hobb, Robin - "Uczeń skrytobójcy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Zaginiona"

 Elliott, Kate - "Królewski smok"

 Watts, Peter - "Echopraksja"

 Jamiołkowski, Marcin - "Okup krwi"

 Scalzi, John - "Czerwone koszule"

Fragmenty

 Hartman, Rachel - "Serafina" #2

 Hartman, Rachel - "Serafina" #1

 Stephenson, Neal - "Ustrój świata"

 Hobb, Robin - "Królewski skrytobójca"

 Harrison, M. John - "Droga serca"

 Zimniak, Andrzej - "Władcy świtu"

 Clare, Cassandra - "Miasto niebiańskiego ognia"

 Hobb, Robin - "Uczeń skrytobójcy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2014 nast.pl     RSS      RSS