NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Ukazały się

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"


 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King,Stephen - "Pan Mercedes" (2019)

 Rogoża, Piotr - "Niszcz, powiedziała"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Linki

Gaiman, Neil - "Amerykańscy bogowie" (wersja autorska)
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: American Gods
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: Marzec 2007
ISBN: 978-83-7480-050-1
Oprawa: twarda
Format: 135x205
Liczba stron: 462
Cena: 39,00 zł



Gaiman, Neil - "Amerykańscy bogowie"
nutka Posłuchaj recenzji w formacie mp3

Gaimana epitafium dla historii


Są książki, których się nie zapomina. Pamiętamy o nich po roku, dwóch, trzech latach – często całe życie. Te tak zwane klasyki literatury są dziełami wybitnymi i często stanowią ukoronowanie drogi autora przez mękę – Tolkien i „Władca Pierścieni”, LeGuin i „Ziemiomorze”, to tylko przykłady. Dzisiaj, po kolejnych książkach Neila Gaimana, śmiało mogę powiedzieć, że – jak do tej pory – „Amerykańscy bogowie” są jego najlepszym dziełem.

Bohater książki, mężczyzna o imieniu Cień, zostaje wplątany w intrygę walczących o przetrwanie europejskich i afrykańskich bogów, chcących uratować choć trochę z dawnego świata. Wyjątkowość tej powieści polega jednak nie na tym, że walczą Odyn, Czernobog czy Gwiazda Północna, ale na tym, z kim walczą – z telewizją, Internetem, kartami kredytowymi i samochodami. Pod pretekstem konfliktu bóstw – bardzo ciekawa personifikacja bogów 2.0! – Gaiman atakuje nasz, a ściślej amerykański, lifestyle; jego limuzyny, wielkie miasta, telewizję i coraz częściej spotykanych coach potatoes. Najwyraźniej przerażony tym wszystkim, całą współczesną rzeczywistością, stara się nie tylko odpowiedzieć, co dzieje się z bogami ludów opuszczających rodzinne strony, ale także, a może przede wszystkim, pragnie zdefiniować amerykańską tożsamość. Chce znaleźć odpowiedź na pytanie: czym jest współczesna Ameryka, wzniesiona na barkach imigrantów przypływających ze Skandynawii, Afryki, Irlandii, Rosji – z całego świata.

Kontekst konfliktu bóstw ma tutaj wymiar sentymentalno-ideowy. Gaiman najwyraźniej boi się, że pęd do lepszego świata, owczy pęd ludzkości gnającej niczym barany na rzeź, zapominającej o swojej przeszłości i tożsamości sprawi, że zapomnimy o tym, kim jesteśmy, skąd pochodzimy i kim kiedyś byliśmy. Bo przecież powieść, choć skierowana do Amerykanów, opowiadająca o Ameryce i dziejąca się w Ameryce, może być interpretowana przez wszystkie zachodnie kraje i wszystkie społeczeństwa; ale na przykładzie Stanów Zjednoczonych właśnie, śmierć historii widać najwyraźniej. Śmierć nie tylko tej historii, którą przywieźli ze sobą imigranci, ale także śmierć każdej historii, każdego mitu i każdej opowieści wywodzącej się z innego kręgu kulturowego. Przy okazji, należy zadać sobie interesujące pytanie: do jakiego kręgu kulturowego należy Ameryka. Ta współczesna.

Sama wizja bogów umierających wraz z odejściem wyznawców nie jest może nowa, ale została przez Gaimana bardzo dobrze przedstawiona. Wstrząsające są momenty, w których jedna z bogiń, we współczesnym świecie zmuszona zostać dziwką, by utrzymać się przy życiu, prosi klienta o to, by wielbił ją i czcił. To, co uderza w tym, a także wielu innych fragmentach, to doskonała psychologia postaci. Bohaterowie są wiarygodni, skomplikowani, dojrzali, nawet jeśli występują tylko epizodycznie; można czuć do nich sympatię albo nie lubić – jak pewnego grubego dzieciaka w limuzynie.

Interpretując i analizując arcydzieło Gaimana należy zacząć właśnie od psychologii bohaterów, rozmontowania ich psyche na kawałki. Taki zabieg jest niezbędny, by zrozumieć dlaczego właśnie tak zdecydował się autor skonstruować fabułę, poprowadzić ją do takiego a nie innego końca. Kluczem do zrozumienia motywów działania poszczególnych postaci jest ich podświadomość. Dlaczego Cień zdecydował się pracować dla (pozornie) przypadkowo spotkanego pana Wednesdaya, skoro mógł go śmiało uznać za wariata? I nie, nie dlatego, że autor tak chciał. Wszystkie zachowania bohaterów są wypadkową ich profilów psychologicznych, które wcześniej autor musiał stworzyć. Czy zrobił to samo, co Umberto Eco w „Imieniu róży” i stworzył fiszki metrykalne ludzi, których potem w książce nie umieścił, by jeszcze bardziej zwiększyć realizm zachowań postaci? Być może tak, ale efekt jest doskonały. Imponujący. Wyposażony w inne cechy pan Wednesday wyszedłby po prostu śmiesznie. A tak mamy do czynienia z kilkoma archetypami uwięzionymi w jednym bohaterze: ojca szukającego w Cieniu syna, upadłego i dumnego wodza pragnącego na powrót stać się kimś i zjednoczyć pod swoim berłem dawnych bogów starego świata i wreszcie mentora przekazującego bohaterowi wiedzę o świecie, którego tak dobrze nie znał. Cień zaś – w tej angielskiej baśni nowej generacji przeznaczonej dla Amerykanów i człowieka Zachodu – to uczeń i Powiernik Tajemnicy, szukający po wyjściu z więzienia swojego miejsca na świecie. Gdyby autor dał mu inny zestaw cech albo chociaż wygląd, Cień nie mógłby zostać bohaterem powieści. Albo powieść nie byłaby tym, czym się stała.

Muszę tutaj uczciwie przyznać, że szukając dziury w całej powieści, niczego nie znalazłem. Postacie są wiarygodne, fabuła dobrze poprowadzona, trzymająca w napięciu przez cały czas czytania, a mroczny, zahaczający o grozę klimat opowieści – chwyta za gardło, niepozwalając oderwać się od lektury. Natomiast relacje między bohaterami – zarówno Cień/Laura, Cień/Czernobog, Cień/Wednesday i wieloma innymi – to prawdziwe mistrzostwo świata. Coś absolutnie fantastycznego.

Na przykładzie nowego wydania „Amerykańskich bogów” widać też doskonale, o ile zmieniło się podejście polskich wydawców do promowania wielkich powieści. Nie sposób się przyczepić ani do świetnego wydania w twardej oprawie z obwolutą, ani tłumaczenia Pauliny Braiter, ani korekty i redakcji. Wychwycone drobne powtórzenia czy potknięcia zdarzają się każdemu, ale nie będę ich przywoływał – bo i po co? Czytaniu to absolutnie nie przeszkadza. Jedyne zastrzeżenia mam do zmienionej okładki. Jej pierwsza wersja, sprzed kilku lat, bardziej mi się podobała i bardziej pasowała do klimatu „Amerykańskich bogów”. Choć estetyka nowej wersji okładki robi wrażenie i przyciąga uwagę, do całości historii moim zdaniem nie pasuje. Tylko czy oceniać książkę po okładce?

„Amerykańscy bogowie” to powieść absolutnie wybitna. Skomplikowana, klimatyczna opowieść o umieraniu, bogach, ale przede wszystkim o ludziach: o tym, kim jesteśmy, kim byliśmy, kim po wyparowaniu mitu i zatarciu się świadomości historycznej staniemy się w XXI wieku. To doskonała lektura, której nie mogę wystawić innej oceny. Prawdziwe arcydzieło.


Ocena: 10/10
Autor: Żerań


Dodano: 2007-06-09 11:19:03
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Kato Starszy - 16:10 27-06-2009
Dobra książka, której całość przyćmiewa trochę dość słabe zakończenie. Warta jednak przeczytania.

kurp - 10:28 16-06-2007
Dzięki ogromne! :)

MadMill - 19:40 11-06-2007
Z tego co wiem jest trochę inne zakończenie, plus parę stron extra. Do tego tłumaczenie jest trochę przeredagowane, ale bardziej są to zmiany kosmetyczne, nic większego. Plus ładne wydanie... no i u mnie jest autograf na nowym, a na starym ni ma. ;P

kurp - 16:53 11-06-2007
A orientuje się ktoś jakie dokładnie są różnice między tym wydaniem a poprzednim? W tłumaczeniu - co się traci kupując to starsze? ;)

MadMill - 19:43 09-06-2007
Jestem wielkim fanem Gaimana, ale chyba ocena jest trochę zbyt wysoka. Do tego 10/10 powinny dostawać naprawdę wybitne książki. ;) Sam dałbym coś między 8-9/10, no ale takie jest prawo recenzenta. ;) Zgadzam się że książka jest świetna, znakomita zabawa z czytelnikiem poprzez wszystkie smaczki związane z nawiązaniami do religii, literatury, czy historii. Mniam. ;)

Shadowmage - 19:16 09-06-2007
Jak na mój gust to tekst zdecydowanie przesadzony przesłodzony, a ocena za wysoka. "AB" to niezła książka, miejscami bardzo dobra, ale dawanie jej maksymalnej oceny i stawianie tezy, że to klasyk literatury fantastycznej to już zdeydowanie przesada. No ale każdy ma prawo do własnej oceny :)

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Morgan, Richard - "Siły rynku"


 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS