NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

Ukazały się

Abercrombie, Joe - "Bohaterowie" (2019)


 Williams, Tad - "Korona z czarodrzewu"

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Czara Ognia" (wersja ilustrowana)

 Hutchinson, Dave - "Europa o świcie"

 McClellan, Brian - "Gniew Imperium"

 Mammay, Michael - "Planeta"

 Cronin, Justin - "Miasto Luster"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

Linki

Montella, Christian de - "Bezimienny rycerz"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Cykl: Montella, Christian de - "Graal"
Tłumaczenie: Anna Górka
Data wydania: Maj 2007
ISBN: 9788373846579
Oprawa: broszurowa
Liczba stron: 232
Cena: 24,90 zł
Tom cyklu: 1



Montella, Christian de - "Graal. Bezimienny rycerz"

Rozdział 1
Dzieciństwo

1. Porwanie

- Panie, patrz!
Niewielki oddział jeźdźców wynurzył się z lasu i zbliżył do brzegu jeziora zwanego Jeziorem Diany. W świetle księżyca i gwiazd jego gładka powierzchnia połyskiwała jak rtęć. Spłoszone odgłosem końskich kopyt nocne zwierzęta ukryły się w gęstwinie. Panującą wokół głęboką ciszę rozpraszał jedynie świszczący oddech koni i świeży, letni wiatr muskający gałęzie. Jadący na przedzie król Ban z Benoiku wstrzymał konia.
Jego giermek, Hoel, wyciągniętą ku wschodowi ręką pokazywał czerwonawą poświatę rozjaśniającą niebo nad wierzchołkami drzew. Ze względu na wczesną porę nie mogły to być pierwsze promienie jutrzenki. Ban w mgnieniu oka zrozumiał przyczynę tajemniczego zjawiska, lecz nie chciał dopuścić jej do świadomości.
- Pojadę na wzgórze i rozejrzę się. Zaczekaj tu na mnie, pani - rzekł do żony.
Królowa Helena zatrzymała klacz, która cichutko zarżała. Ban ujrzał niepokój na bladej twarzy swojej połowicy. „Jaka ona piękna i młoda" - pomyślał ze smutkiem. „Jestem już stary. Kto wie, jak długo jeszcze będę mógł chronić ją przed niebezpieczeństwem". Pragnął raz jeszcze powiedzieć jej, jak bardzo ją kocha, lecz słowa więzły mu w gardle. Dłonią w skórzanej rękawicy dotknął zawiniątka z ciepłego sukna, które tuliła do piersi, i przez ściśnięte usta wyszeptał z trudem:
- Miej w opiece naszego synka.
Poczuł, że główka dziecka w beciku poruszyła się delikatnie. „Mój syn, przyszłość naszego rodu. Tylko on się teraz liczy". Cofnął gwałtownie dłoń, spiął konia ostrogami i co sił popędził w stronę górującego nad pobliskim lasem wzgórza.
Helena i towarzyszący jej wojowie śledzili wzrokiem wspinającą się po zboczu czarną sylwetkę jeźdźca, doskonale widoczną na tle letniego nieba.
Widok, jaki roztaczał się ze szczytu, napełnił króla smutkiem i gniewem: Trebe, stolica jego państwa, stała w płomieniach. Pożar trawił mury miasta, a czerwono-żółte języki ognia sięgały szczytu zamkowej wieży, tworząc wokół niej przerażającą, krwawą aureolę. „Zostałem zdradzony" - pomyślał król. „I to przez własnego seneszala. Wszystko stracone".
Od wielu lat Ban z Benoiku bronił swoich ziem przed zakusami króla Klaudasa, władcy Ziemi Opustoszałej. Zaborczy Klaudas walczył wcześniej przez długi czas bez powodzenia z ich wspólnym suzerenem, królem Uterem Pendragonem. Uter miał w swej służbie znakomitego doradcę, maga Merlina. Merlin, syn demona i kobiety, wiedział wszystko o przyszłości i umiał ją przepowiadać. Klaudas z trudem znosił gorycz porażki, lecz dopiero po śmierci starego króla, gdy Merlin gdzieś zniknął, prawdopodobnie wycofał się w leśne ostępy, by wieść żywot pustelnika, rozpoczął na nowo niszczycielskie podboje. Był pewien, że pozbawiony doświadczenia młody władca, nieślubny syn Utera, Artur, zaangażowany dodatkowo w wojnę z królem Szkocji, nie stanie mu na przeszkodzie.
Przez wiele tygodni oddziały Klaudasa oblegały Trebe. Ban z Benoiku dobrze rozumiał, że twierdza niebawem będzie musiała ustąpić pod naporem wroga, dlatego postanowił opuścić potajemnie zamek i udać się po pomoc do młodego króla. Powierzywszy obronę miasta swemu seneszalowi, wraz z żoną Heleną, kilkumiesięcznym synem i kilkunastoma zbrojnymi wymknął się pod osłoną nocy za mury i wyruszył w podróż. Nie minęła nawet godzina, gdy ujrzał swoją stolicę w płomieniach.
- Zostałem zdradzony - wyszeptał z goryczą Ban. - Seneszal otworzył bramy miasta Klaudasowi. Ciekawe, jaką nagrodę nikczemnik obiecał mu za wiarołomstwo. Część mojego królestwa? A może rękę królowej?
Gwałtowne ukłucie przeszyło pierś starego króla. Ból promieniował, ogarniając szybko lewe ramię i okolice serca. Dotkliwe pieczenie za mostkiem utrudniało mu oddychanie. Powoli i ostrożnie zsiadł z konia i nie odrywając oczu od łuny pożaru, przeszedł jeszcze parę kroków. Na horyzoncie widział dokładnie trawiony płomieniami zamek, który zapadał się stopniowo, przypominając coraz bardziej stos dopalających się żagwi.
Ban nie mógł opanować żalu. Choć zawsze starał się rządzić mądrze i sprawiedliwie, jego władza, całe życie, wszystko, co stworzył i czego bronił - obracało się teraz w zgliszcza. Klaudas, największy wróg.
Ból w piersiach stał się nie do wytrzymania. Król osunął się na kolana, zdjął rękawicę i położył dłoń na sercu. „To już koniec" - pomyślał. Biedna Helena. Jaki los spotka ją i dziecko?".
Czuł, że piersi i głowę ogrania mu ogień podobny do tego, który zamieniał w ruinę Trebe. Wiedział, że umiera, lecz nie obawiał się śmierci. Ani przez chwilę nie myślał o sobie. Najgorsze cierpienie sprawiała mu świadomość, że jego syn zostanie sierotą.
Upadł na trawę. Spłoszony koń bezradnie przebierał w miejscu kopytami;
po chwili poderwał się i galopem ruszył w dół, ku dolinie.
Czekający nad jeziorem towarzysze nie widzieli, że król zsiadł z konia i osunął się na ziemię. Przedłużająca się nieobecność męża zaniepokoiła jednak królową Helenę.
- Coś musiało mu się przydarzyć - powiedziała zmartwiona.
Młody giermek Hoel zbliżył się do królowej.
- Pozwól pani, że sprawdzę, co się stało.
- Zaczekaj! Pojedziemy razem.
Otuliła zawinięte w pieluszki dziecko ciepłą derką i podała je jednemu z wojów.
- Powierzam ci mojego syna. Teraz ty odpowiadasz za jego życie.
Starszy, krępy mężczyzna o zgrubiałych od władania mieczem dłoniach niezdarnie wziął niemowlę w ramiona. Helena spięła konia ostrogami i wraz z giermkiem pomknęła w stronę wzgórza.
Kiedy znalazła leżącego w trawie męża, zsiadła z konia i uklękła obok niego. Przez chwilę jej myśl błądziła obok pozostawionego na dole dziecka, ich dziecka. Podniosła wzrok i w oddali ujrzała małe zawiniątko, leżące w trawie przy samym brzegu jeziora.
- Biedny sierota - szepnął król Ban.
Nieszczęsny król z trudem próbował podnieść głowę. Helena nachyliła się i powiedziała łagodnie:
- Jestem przy tobie. Wstań, proszę. Czeka nas długa droga.
Wspomagany przez wiernego giermka Ban z trudem przewrócił się na wznak i jeszcze raz spojrzał na żonę. „Jaka ona piękna i młoda" - pomyślał ze smutkiem i ledwo słyszalnym szeptem powtórzył:
- Sierota.
- Co powiedziałeś, Banie? - zapytała, zbliżając ucho do warg męża. – Nie dosłyszałam.
- Heleno, mój syn zostanie.
Ostatnim wysiłkiem umierający wypowiedział trzy sylaby, składające się na wyraz „sierota". Helena miała wrażenie, że właśnie w tym momencie dusza męża opuściła ciało. Byłby to jakiś znak? A może ostrzeżenie?
Instynktownie podniosła głowę i skierowała wzrok ku brzegowi jeziora, gdzie wciąż leżało zawiniątko ze spowitym w pieluszki niemowlęciem.
Nagle usłyszała tętent koni i głośne krzyki. Z lasu wyłonił się oddział około trzydziestu wojowników, uzbrojonych w maczugi, miecze i kopie. „Ludzie Klaudasa! Śledzili nas" - pomyślała z przerażeniem. Potężni rudowłosi mężczyźni odziani w niedźwiedzie skóry, w hełmach przyozdobionych rogami bawołu, jak burza natarli na niewielki oddział króla Bana. Z dzikim wrzaskiem, wznosząc wysoko miecze, atakowali zarówno ludzi, jak i konie, powalając je na ziemię jednym ciosem.
- Huel! - zawołała Helena.
Giermek położył rękę na jej ramieniu.
- Dosiądź konia, pani, i uciekaj - rzekł stanowczym głosem. - Natychmiast!
- Mój syn! - krzyknęła rozpaczliwie. Wskoczyła czym prędzej na siodło i smagając konia, ruszyła pędem w dół, w stronę jeziora.
W mgnieniu oka znalazła się w samym środku pola walki. Zaskoczeni nagłym atakiem wojownicy Bana padali jeden za drugim pod ciosami maczug i mieczy najeźdźców. Królowa ani przez chwilę nie myślała o grożącym jej niebezpieczeństwie. Nie czuła strachu. W głowie dźwięczały jej ostatnie słowa umierającego męża. Nie zwracając uwagi na rudowłosych zbirów, ani na własną zdziesiątkowaną eskortę, stała wpatrzona w otulone derką zawiniątko, w którego obronie walczył teraz stary wojownik, nie szczędząc sił. „To mój syn, mężu" - powtarzała w duchu. – „Nie sierota".

W chwili gdy sama chciała rzucić się dziecku na ratunek, jej klacz stanęła w miejscu jak wryta. Ponaglana, zaczęła wierzgać nogami i stawać dęba. Helena, uczepiona mocno grzywy, cudem utrzymywała się w siodle.
Tymczasem grad ognistych strzał spadał na pole walki, kładąc pokotem jeźdźców i konie. Rozżarzone pociski dosięgały jedynie wojowników Klaudasa. Niedźwiedzie skóry na ich grzbietach płonęły jak pakuły, miecze i maczugi lśniły w ogniu niczym błyskawice. Owładnięta myślą o ratowania leżącego nad brzegiem dziecka królowa nadal daremnie próbowała przełamać opór zwierzęcia.
- To czary! - zawołał młody giermek, zbliżając się do swej pani. Jego koń, podobnie jak klacz królowej, nie chciał ruszyć się ani o krok.
Chmury, które wcześniej zakrywały księżyc, rozsunęły się i w srebrzystej poświacie ukazała się tafla jeziora. Jego powierzchnia była gładka i zupełnie pusta: żadnego okrętu, żadnych łuczników. Ze spokojnej toni raz za razem wzbijały się w niebo ogniste strzały, lecące tak szybko, że oko ludzkie nie było w stanie odróżnić jednej od drugiej. Pociski zakreślały w powietrzu czerwono-złotą parabolę i bezbłędnie trafiały w zaskoczonych wojowników Klaudasa.
- Jezioro wypuszcza strzały - rzekł zdziwiony giermek.
Królowa wiedziała jedno: przysyłając niespodziewanie swą tajemniczą, bezlitosną broń, jezioro przyszło jej z odsieczą.
Podczas gdy ścigani gradem ognistych strzał wojownicy Klaudasa uciekali w panice z pola walki, oczom Heleny ukazał się niezwykły widok. Z wody wynurzyła się przebrana za mężczyznę piękna, młoda kobieta z długimi rozpuszczonymi włosami koloru złota i spokojnym krokiem szła po piasku w stronę, gdzie leżało dziecko. Miała na sobie krótki pancerz z polerowanego srebra i szerokie białe pludry z cienkiej, szlachetnej tkaniny.
Uklęknąwszy przy dziecku, rozwinęła pieluszki okrywające jego ciało i twarz, a po chwili przytuliła zupełnie nagie maleństwo do swojej piersi.

- Zostaw go, to mój syn! - krzyknęła głośno Helena.
Na próżno ściskała boki swej klaczy ostrogami, zwierzę nie mogło ruszyć się z miejsca. Rozzłoszczona matka zeskoczyła na ziemię.
- Dziecko, które trzymasz w ramionach, jest synem króla Bana z Benoiku - zawołała.
- Król Ban nie żyje. Chłopiec jest sierotą - odpowiedziała spokojnie nieznajoma.
- Ma mnie. Jestem jego matką! - oburzyła się Helena.
Zdesperowana chciała zrobić krok do przodu, lecz powstrzymała ją przed tym jakaś tajemnicza siła.
- Heleno - rzekła kobieta - wiem, że jesteś jego matką. Urodziłaś go, to prawda. Jest twoim synem, pochodzi też ze znamienitego rodu króla Bana. Nie porywam go. Pragnę być jego matką duchową. Wychować go, by był taki, jaki powinien być.
- Oddaj mi moje dziecko!
Daremnie próbowała rzucić się przed siebie.
- To dziecko nie ma ojca - rzekła złotowłosa, cofając się niespiesznie ku lśniącej tafli jeziora. - Ma za to do wykonania ważne zadanie. Zaufaj mi: wykona je dzięki mnie.
Trzymając niemowlę w ramionach, niewzruszona weszła do wody. Helena wydała krzyk rozpaczy:
- Nie zabieraj mi syna! Dlaczego chcesz go utopić?
Nieznajoma kobieta bez słowa sunęła przed siebie, pogrążając się coraz głębiej, aż zniknęła bez śladu w jeziornej toni.

***
Zaledwie trzej mężczyźni wyszli cało z morderczej walki. Śmiertelnie zmęczeni, chwiejnym krokiem chodzili wśród dymiących jeszcze niedźwiedzich skór, cuchnących spalonym tłuszczem. Mgła opadła. Powietrze było przejrzyste, tafla jeziora lśniła w blasku budzącego się dnia. Niemoc, która trzymała Helenę w bezruchu, prysła i królowa mogła wreszcie zbliżyć się do brzegu.
Straciła męża, straciła syna. Doszła do wody, padła na kolana i zaniosła się głośnym płaczem. Nagle, tuż przy sobie, poczuła ciepły oddech konia. Podniosła głowę i ujrzała pochylającego się z siodła wiernego giermka Hoela.
- Pani, musimy ruszać. Zbóje Klaudasa mogą wrócić w każdej chwili. Uszanujmy wolę króla i jedźmy do Kamelotu.
Bez słowa podniosła się z kolan. Błędnym wzrokiem ogarnęła gładką powierzchnię jeziora, jakby ostatni raz chciała dostrzec choćby cień tajemniczej kobiety, która uprowadziła jej syna. Nie dojrzała najmniejszego śladu. Jezioro wyglądało tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Jedynym świadectwem interwencji niewidzialnych łuczników były leżące na trawie ciała rudowłosych wojowników.
- Wiesz, kim była ta kobieta? - zapytała Hoela.
- Nie, pani, ale ludzie mówią, że...
Giermek zawahał się. Spojrzał w stronę lasu, obawiając się posiłków przysłanych walczącym przez Klaudasa. Bał się mówić w tym miejscu o cudownej interwencji tajemniczych łuczników i ich złotowłosej pani. Służąc u króla Bana, często był świadkiem jego rozmów z rycerzami króla Utera Pendragona. To, co zapamiętał z owych opowieści, było zarazem fascynujące i przerażające.
- Ludzie mówią - zaczął z wahaniem - że pod wodami jeziora kryje się potężne królestwo. Włada nim czarodziejka.
- Czarodziejka? Dlaczego jakaś czarodziejka chciałaby utopić moje dziecko?
- Nie wiem, pani. Wiem tylko, że ma na imię Wiwiana i posiada ogromną moc. Otrzymała ją od samego Merlina.
- Syna demona?
- Tak, pani. Podobno Merlin był w niej zakochany.
Giermek z trudem panował nad koniem, który gwałtownie zdawał się reagować na dźwięk imienia Merlin. Rżał, wierzgał nogami, stawał dęba, jakby wspomnienie maga sprawiało mu ból. Rozgniewana królowa zbliżyła się do szalejącego zwierzęcia i chwyciła je za uzdę.
- Jeżeli to Merlin dał jej moc, on jeden może nam pomóc. Gdzie mogę go spotkać? Mów, Hoelu!
- Nie znajdziesz go, pani.
Helena puściła uzdę i zrezygnowana zapytała:
- Dlaczego?
- Ludzie mówią, że Wiwiana rozkochała Merlina w sobie tylko po to, by nauczył ją magii. Kiedy dopięła swego, wykorzystała jego własne czary i uwięziła go na zawsze.
Zawiedziona królowa zamilkła i przez chwilę patrzyła na jezioro, którego tafla, dzięki promieniom wschodzącego słońca, zaczęła przybierać różową barwę.
- Co mam robić? Poradź mi, Hoelu.
- Jedźmy stąd jak najprędzej, pani. Ruszajmy do Kamelotu.

***
Dzień wstał na dobre, gdy Helena i jej skromna świta, trzech rycerzy i giermek, znaleźli się znów w lesie. Tym razem był on tak gęsty, że promienie słońca z trudem rozświetlały mrok panujący wśród drzew. Potężne pnie były czarne i wilgotne. Raz po raz do uszu jeźdźców dochodziło pohukiwanie sowy czy wycie wilka, a spod końskich kopyt wzbijało się w górę stado spłoszonych przepiórek.
Na zakręcie ścieżki idący na przedzie koń Hoela zarżał niespodziewanie, a po chwili oczom podróżnych ukazały się trzy niewiasty w habitach: ksieni i dwie zakonnice. Na widok niewielkiego oddziału jezdnych kobiety nie okazały strachu. Najstarsza z nich zsiadła z konia i odważnie podeszła do napotkanych podróżnych. Jedno spojrzenie wystarczyło, by rozpoznała Helenę, którą widywała parokrotnie w zamku Trebe u boku króla Bana.
Pokłoniwszy się jej z należnym szacunkiem, zapytała, co robi z tak skromną świtą na odludziu, z dala od swych włości. Żałość i zmęczenie pokonały trzymającą się dotąd dzielnie królową. Zsunęła się z konia i szlochając, padła zakonnicy do nóg.
- Powstań, pani, proszę - powiedziała ksieni zdecydowanym tonem.
Królowa posłusznie podniosła się z kolan.
- Otrzyj łzy i mów, co się stało.
Bezbarwnym głosem Helena powiedziała:
- Król, mój małżonek, umarł nagle tej nocy. Klaudas zdobył i spalił Trebe. A nasz syn, nasz mały synek.
Nie dokończyła zdania. Potok łez popłynął po jej wybladłych policzkach. Ksieni podeszła bliżej i objęła Helenę ramieniem. Z serdeczną troską trzymając ją w objęciach, czekała, aż się wypłacze. Kiedy spostrzegła, że nieszczęsna przestaje szlochać, szepnęła jej do ucha:
- Jedź z nami do klasztoru, pani. Nie masz już zamku ani królestwa, ale masz moją przyjaźń. Przyjmij naszą gościnę. Pomożemy ci ukoić ból.
- Dzięki ci matko za twoją dobroć - powiedziała Helena - ale nie mogę przyjąć waszej gościny. Trzeba mi dotrzeć na dwór króla Artura. Ban był jego wasalem. Musi go pomścić.
- On nic dla ciebie teraz nie uczyni. Zajęty jest wojną ze Szkocją i jednym z królów Irlandii. Wiem z pewnych źródeł, że królestwo Logru znalazło się w poważnym niebezpieczeństwie. Król Artur nie znajdzie więc rycerzy, których mógłby wysłać do walki z Klaudasem.
Słysząc te słowa, Helena wpadła w jeszcze głębszą rozpacz, ksieni wzięła ją więc delikatnie za rękę i doprowadziła do wierzchowca.
- Weź swą świtę, pani, i jedź z nami do klasztoru. Uwierz mi, lepiej ci będzie opuścić świat, w którym znalazłaś się sama, bez żadnej pomocy. W klasztornych murach Bóg ześle ci pokój i ukojenie.
Gdy giermek pomagał królowej dosiąść konia, dodała:
- Wyślę ludzi, by sprowadzili zwłoki króla Bana. Pochowamy go na naszym cmentarzu, blisko ciebie.
- A mój syn? Co będzie z nim?
Ksieni nie odpowiedziała, jakby nie usłyszała pytania. Dołączyła do dwóch pozostałych zakonnic, które czekały na nią nieopodal, i przodem ruszyła w stronę klasztoru Moutier-Royal. Helena posłusznie podążała za nią. Przestała płakać. Przed oczami miała jeden obraz: złotowłosą kobietę w srebrnej zbroi, pogrążającą się w wodach jeziora i trzymającą w ramionach jej nagiego synka.



Dodano: 2007-05-20 18:53:16
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"


 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

 Crouch, Blake - "Rekursja"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Morgan, Richard - "Siły rynku"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS