NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Nowak, Jakub - "Amnezjak"

Mitchell, David - "Slade House"

Ukazały się

Silverberg, Robert - "Skrzydła nocy"


 Larson, B.V. - "Bunt"

 Lem, Stanisław - "Fiasko"

 Lem, Stanisław - "Szpital Przemienienia"

 Hobb, Robin - "Skrytobójca Błazna"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 Kozak, Magdalena - "Młody"

Linki


"Labirynt Fauna" - recenzja filmu

W labiryncie dziecięcej wyobraźni
Jest rzeczą znamienną, że jeden z najlepszych filmów 2006, a zarazem jedna z najwspanialszych fantastycznych produkcji ostatnich lat, powstała poza Hollywood. Bo tak między Bogiem a prawdą, czyż mógłby taki film jak „Labirynt Fauna” powstać w krainie produkującej głównie przesłodzone, moralizatorskie i ckliwe produkcje? „Labirynt Fauna”, co do tego nie ma żadnych wątpliwości, jest obrazem na rynku zupełnie wyjątkowym. Już z uwagi na scenariusz i sam pomysł stojący u początku filmu mamy do czynienia z kinem najwyższej klasy. Nie dysponując liczonym w setki milionów dolarów budżetem, stworzył del Toro kino do głębi poruszające, miejscami wstrząsające, zapadające w pamięć. Prawdziwe arcydzieło, które, podejrzewam, niestety zostanie zapomniane tak szybko, jak tylko się pojawiło, a szał oscarowych nocy przeminie.


Choć „Labirynt Fauna” może wydać się filmem dla młodszych widzów, ze względu na użyte dekoracje oraz sam motyw fauna, wróżek i czarów, to dzieci nie powinny go raczej oglądać. A jeśli już, to z dorosłymi, bo choć dzieło del Toro opowiada historię małego dziecka, które nie chce zbyt szybko dorosnąć, to zarazem skierowane zostało głównie do widza dojrzałego, dorosłego, potrafiącego zrozumieć to, co dzieje się na ekranie. Jak wytłumaczyć dziecku wielopłaszczyznowość przekazu i brutalizację bajki, okrucieństwo świata przedstawionego, sadyzm czarnego charakteru? I czy w ogóle mamy tutaj styczność z bajką, czy może raczej właśnie z baśnią wzorowaną na utworach Andersena? Dziecko może – i zapewne nie zrozumie – tego, o czym w filmie jest mowa.

Bo nie jest „Labirynt Fauna” filmem prostym. To wielowymiarowy, wielopłaszczyznowy obraz wymykający się jednej interpretacji. Nie jest możliwe stworzenie jednolitego wzorca, klucza odpowiedzi wskazującego, jak należy rozumieć tę czy inną scenę. Aby je rozmontować, należałoby wejść do głowy scenarzysty i zajrzeć, o co mu chodziło. Dlaczego na przykład uczynił czarnym charakterem przybranego ojca głównej bohaterki i stworzył z niego psychopatę, sadystę, a jednocześnie postać dumną, odważną, w oczach żołnierzy – bohatera idącego ponieść honorową śmierć? Myślę, że punktem wyjścia jest tutaj właśnie postać kapitana Valida, nieźle zagranego przez Lopeza. Czy to on stał się katalizatorem, który w wyobraźni głównej bohaterki, dwunastoletniej Ofelii (kolejna płaszczyzna do rozszyfrowania i nawiązanie „Króla Olch”) wytworzył tytułowy „Labirynt Fauna”?

Zresztą sama postać Ofelii wymyka się klasycznym próbom interpretacji, a bohaterka mogłaby z powodzeniem stać się obiektem pracy niejednego psychologa. Kto wie, może del Toro rzeczywiście korzystał z pomocy któregoś z nich tworząc postać dziewczynki? Widz do końca nie wie czy to, co dzieje się na ekranie, wydarzenia obserwowane oczyma Ofelii, to prawda czy fałsz – rzeczywistość czy marzenia o lepszym domu, oparte na namiętnie pochłanianych bajkach. Pragnienie ucieczki od przerażającego koszmaru wojny domowej w Hiszpanii czasów generała Franco. Próba wydostania się z koszmaru, symbolizowanego przez ojczyma – sługusa znienawidzonego, nowego porządku.


Myliłby się jednak ten, kto posądziłby del Toro o nachalną próbę rozliczenia się z przeszłością. Zarówno wojna domowa, jak i elementy fantastyczne, to tylko narzędzia służące do opowiedzenia tragedii dziecka, któremu życie odbiera wszystko, co było drogie, od wcześnie zabranego dzieciństwa, po ukochaną matkę, w zamian nie dając niczego. Jednocześnie wątki poruszane w filmie, zbudowane na ważnych postaciach drugoplanowych – doktora i służącej Mercedes – są bardzo umiejętnie połączone ze sobą, splatając się i tworząc prawdziwy labirynt.

Jest także „Labirynt Fauna” peanem na cześć klasyki literatury dziecięcej. Sama Ofelia – archetyp dziecka odrzuconego – jest kwintesencją wszystkiego, co do tej pory w baśniach próbowano opowiedzieć. Od baśni braci Grimm i Andersena, po historię Dorotki z Kansas, Alicji i Piotrusia Pana. Bowiem tak jak najsłynniejszy chłopiec świata, Ofelia chce na zawsze pozostać – i nie zdradzając zakończenia powiem, że pozostaje – szczęśliwym dzieckiem. Boi się i nienawidzi dorosłego życia tak bardzo, że odrzuca to, co teoretycznie daje w dorosłości radość, a jest przy okazji obiektem westchnień i marzeń kapitana Valida, ojczyma: pragnienie posiadania potomstwa.

Skupiłem się na najważniejszych elementach filmu, ale przecież nie zbudowano go wyłącznie na scenariuszu, choć jest on najważniejszy w całej produkcji. Del Toro, do tej pory znany mi głównie z niezbyt udanej adaptacji komiksu „Hellboy” Mike Mignoli, niczym sztukmistrz wszystkie elementy połączył w jedną, harmonijną całość. Zagrały zarówno doskonałe zdjęcia samego reżysera, montaż, jak i przede wszystkim świetnie dobrana obsada – to wszystko pozwoliło dać widzowi rzecz, której długo nie zapomni.
Bo chociaż aktorzy grający w „Labiryncie Fauna” są raczej mało znani, niekojarzeni z żadną hollywoodzką produkcją, to pokazali klasę – fundując widzom szczerą, pełną ekspresji grę, tak doskonale pasującą do całego obrazu, a pozbawioną zarazem hollywoodzkiej teatralności.

Dzieło del Toro ma coś jeszcze wyjątkowego – to obraz, w którym praktycznie nie ma muzyki. Jest ona niewidoczna, stanowi kolejne tło, a widz, tak pochłonięty wstrząsającą momentami, chwytającą za serce historią Ofelii, wcale tego nie zauważa. Nawet jeśli Mercedes w jednej ze scen nuci kołysankę, by uspokoić zapłakaną dziewczynkę, to muzyka przygrywa cicho, a wszyscy patrzą na twarz dziecka, szukając na niej spokoju. Jakże różne to od typowej hollywoodzkiej produkcji! Choć przecież sama konstrukcja filmu jest podobna. Otrzymawszy od Fauna księgę z zapisaną przyszłością, mała Ofelia wykonuje zadania zupełnie niczym, nie przymierzając, Frodo Baggins – jest quest, jest wyprawa i nagroda na końcu. Nagroda? A może jednak nie? Końcówka filmu aż krzyczy o interpretację. Teoretycznie w tym filmie jest wszystko, co powinno być, do stworzenia hollywoodzkiej superprodukcji. Reżyser na szczęście postawił nie na zjeżdżającego na tarczy Legolasa, oszczędzając widzom żałosnej próby wplecenia tanich scen humorystycznych, a na dramaturgię godną arcydzieła, którym niewątpliwie „Labirynt Fauna” jest.



Ocena: 10/10
Autor: Żerań


Dodano: 2007-05-12 20:24:02
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

GeedieZ - 20:44 12-05-2007
Yyyy. Dla mnie to zwykły film, który mial na celu pokazanie tragizmu wojny. Żadne tam arcydzieło.

kurp - 23:07 12-05-2007
Też byłbym daleki od zachwytów. Świetny wizualnie, ciekawy. I tyle. Z oryginalnością też bym nie przesadzał - od biedy można podciągnąć pod mocno wyeksploatowany motyw ucieczki przed okrutnym światem dorosłych w świat dziecięcej wyobraźni, magii etc. "Ci źli" to w sumie tacy trochę Dursley'owie, tylko że w mundurach ;)

Shadowmage - 00:43 13-05-2007
A ja nie widziałem filmu... Ale recenzja mojego zdania nie zmienia, bo i tak miałem zamiar ten obraz kiedyś obejrzeć. Zaznaczam, że kluczowym jest słowo "kiedyś".

Tigana - 01:22 13-05-2007
IMO - niesamowity fim.
To trzeba obejrzeć. Największą zaletą jest bez wątpienia przenikanie się światów - do końca filmu nie można powiedzieć na 100% czy Faun istnieje czy też jest tylko wytworem wyobraźni nadwrażliwej dziewczynki, która ucieka w świat fantazji przed okrucieństwem otaczającej ją rzeczywistości.Do tego trzeba dodać świetną grę aktorską - szczególnie młodziutkiej aktorki odtwarzającej rolę Olivii oraz aktora grającego jej ojczyma.Wątek realistyczny na 100% nie przypadnie do gustu zwolennikom generała Franco - rządy francistów są pokazane wyłącznie w czarnych barwach, a raczej czerwonych. W pamięci zapada na długo scena tortur oraz szycia na żywca rany - to robi wrażenie. No i piękna muzyka (kołysanka), ciekawe efekty specjalne.
Polecam, chociaż podejrzewam, ze każdy odbierze ten film nieco inaczej.
Ocena 9/10

kurp - 02:10 13-05-2007
Hm, wydaje mi się, że akurat wątek polityczny jest na tyle romantyczno-naiwny, że u sympatyków Franco może, co najwyżej, wywołać pobłażliwy uśmieszek... :)

Shadowmage - 10:30 13-05-2007
Zdania są chyba podzielone, czytałem dyskusję w której spierano się czy film jest lewicujący czy nie.

Żerań - 12:43 13-05-2007
Ale przecież w tym filmie nie o wojnę chodzi! Wojna to tylko dekoracja użyta przez del Toro do pokazania tragizmu odrzuconego dziecka, uciekającego w świat fantazji. I nie trywializowałbym zła tkwiącego w człowieku - czy aby na pewno zła? Wszak ojczym dziewczynki jest żołnierzem! W dodatku, trzeba oddać mu honory, dumnym i odważnym - do "Dursleyów". To jest zupełnie inna liga i niepotrzebne spłycenie postaci występujących w "Labiryncie...". [Żerań wyciąga szablę]. Będę bronił tego filmu, bo to niewątpliwie osiągnięcie kina europejskiego.

Rhiannon - 15:05 13-05-2007
bardzo ładny i strzaszne smutny film. ciekawa recenzja i chyba się z nię zgadzam.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Maddaddam" Atwood


Wygraj "Ukrytego Asa"


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Nagata, Linda - "Ciężkie próby"


 Przybyłek, Marcin - "Gamedec. Sprzedawcy lokomotyw"

 Waletow, Jan - "Dzieci martwej ziemi"

 Blatty, William Peter - "Egzorcysta"

 Podlewski, Marcin - "Głębia. Napór"

 Waletow, Jan - "Ziemia niczyja"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

Fragmenty

 Marchewka, Tomasz - "Wszyscy patrzyli, nikt nie widział"

 McDonald, Ian - "Luna: Wilcza Pełnia"

 Ryman, Geoff - "Tlen"

 Tidhar, Lavie - "Stulecie przemocy"

 Priest, Christopher - "Człowiek z sąsiedztwa"

 Kosik, Rafał - "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony"

 Weeks, Brent - "Krwawe zwierciadło"

 Johansen, Erika - "Losy Tearlingu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS