NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Zgliszcza"

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)


 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

 King, Stephen - "Instytut"

 Parowski, Maciej - „Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autorów”, tom 2

 Lewicka, Anna - "Moc"

 Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Linki

Abe, Kobo - "Kobieta z wydm"
Wydawnictwo: Znak
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Data wydania: Luty 2007
Oprawa: miękka
Liczba stron: 188
Cena: 27 zł



Kobo, Abe - "Kobieta z wydm"

Kafka nad morzem


Wyjazd na wypoczynek, znowu. Trywialne, wprawdzie niecodzienne, ale zwykłe. Trzydziestka na karku i nic, wciąż to samo. Kolejne dni poodbijane od siedmiu, góra ośmiu bliźniaczo podobnych sztanc. Wczoraj identyczne jak dziś, dziś identyczne jak jutro, jedno, drugie i trzecie pewne i obrzydliwie bezpieczne. A gdyby... Może – tak, czemu nie: otoczyć nimbem tajemnicy żałosny, irracjonalnie wyczekiwany urlop, celowo nikomu z pracy, żadnemu z kolegów nie powiedzieć, dokąd się udajesz. Wyjechać bez słowa i postarać się, by eskapada miała w sobie coś zagadkowego. Rozdrażnić znajomych zszarzałych w szarzyźnie codzienności. Siebie nie oszukasz, ale zapomnisz choć na chwilę, że w tobie to, co w nich: niechęć i nienawiść nie do zniesienia gdy myśl, że inni ludzie pomarańczowi i niebiescy, żółci, czerwoni i zieloni, że we wszystkich innych barwach z wyjątkiem tylko szarej, tej twojej.
Mniej więcej tak rozumował Niki Jumpei nim wyjechał – i zaginął.

Nauczyciel z zawodu, entomolog z zamiłowania (żaden proto-yuppie) udał się nad morze do zapomnianego przez Boga i ludzi zakątka Japonii na kolejny urlop – hobbystyczną wyprawę badawczą, by wśród wydm odpocząć, spędzając czas na poszukiwaniach nowego gatunku chrabąszcza czy innego owada. Nieistotne. Ważne, że wyjechał i nie wrócił. Przydarza mu się coś, czego nie jest w stanie racjonalnie wytłumaczyć.

Jama o szerokości ponad dwudziestu metrów stanowiła nieregularny owal. Jej przeciwległe zbocze wyglądało stosunkowo łagodnie, natomiast ściana u jego stóp robiła wrażenie całkowicie prostopadłej. Wciskała się ona pod jego stopy łagodnym łukiem niby gruby brzeg glinianego garnka. Z lękiem postawił stopę na samym brzegu i zajrzał do środka. (...)
Na mrocznym dnie stał mały dom pogrążony w ciszy. Jedna strona dachu była wciśnięta na ukos w ścianę piasku.

Zamarudziwszy pośród wielkich hałd drobnych skalnych ziarenek, szukając w pobliskiej wiosce noclegu, zostaje zaproszony przez paru wieśniaków w gościnę do samotnej kobiety mieszkającej w zmurszałej chałupie położonej w opisanej wyżej jamie. Prędko okazuje się, że to więzienie. Niki Jumpei – skazany od tego momentu na towarzystwo jednej tylko i zupełnie obcej mu osoby – początkowo bierze całe zajście za zły sen, fantasmagorię czy inny somnabuliczny majak. Z czasem dociera do niego, że wbrew wszystkiemu, czego mógłby oczekiwać, to rzeczywistość. Rzeczywistość, która jak się okazuje, tylko gdzieniegdzie przypomina szeroki (i monotonny), równany prawem i zwyczajem gościniec, często zaś jest czymś w rodzaju wąskiej wyboistej ścieżki biegnącej skrajem zabójczo wysokiego klifu.
Wbrew własnej woli zamieszkuje z kobietą z wydm i wykonuje powierzone im zadanie przesypywania piasku do baniek po benzynie w celu oczyszczenia jamy (o ścianach zbyt stromych, by mógł się wydostać) z tegoż piasku. Absurdalność i przerażająca kategoryczność położenia, w jakim się znalazł, bezsens pracy, jaką ma wykonywać, czyni z bohatera bratnią duszę Józefa K. Sytuacja jest iście kafkowska, psychologicznie fantastyczna. Protagonista czuje się, jakby trafił na inną planetę, gdzie nie obowiązuje większość z przyjmowanych przez niego jako warunki sine qua non cywilizacyjnych prawideł. Jądrem powieści jest zatem właśnie problematyka egzystencjalna, samotność jednostki osaczonej przez złowrogi i niezrozumiały świat, który w brudnych buciorach wkracza w inner space bohatera i depcze, burzy jego całą i tak rozchybotaną już psychiczną równowagę.
Bezczelnie wybierając najbardziej dogodną w tym wypadku definicję, fantastyka to nadrealizm. „Kobieta z wydm” fantastyką sensu stricto nie jest, jednak w powieści Kobo oniryzm opisywanych wydarzeń osiąga stan takiej kondensacji, pojawia się tyle elementów do przedstawionej sytuacji niepasujących, że można mówić tylko o czymś niepojętym, nadrealistycznym właśnie. Atmosfera jest duszna, a rzeczywistość, choć nasza – jest surrealna. To wszystko zaś opakowane zostaje w formę trzymającego w napięciu thrillera o narracji toczącej się niespiesznie, przemieszczającej się miarowo, niczym wszechobecny piach zasypujący nieustannie dwójkę uwięzionych w jamie ludzi. Thriller to metaforyczny, podszyty filozoficznymi rozważaniami – o ludzkich pragnieniach, przemianach i godnej podziwu zdolności adaptacji – a przesiąknięty niemal pierwotnym, zwierzęcym erotyzmem.

W pisarstwie japońskiego autora jest miejsce dla nadziei, dla niczym nie wymuszonego optymizmu. Niki Jumpei jest nieugięty, cały czas pragnie wydostać się z więzienia, w jakim go umieszczono; nadzieja to jednak złudna, fałszywa – prawdziwa kryje się gdzie indziej i znacznie głębiej. Ludzie, zdaje się mówić pisarz, zachłysnęli się wolnością tak, że zapomnieli, jak z niej korzystać, nie wiedzą już, czemu dla nich ona jest aż tak ważna. Jedyna szansa zatem w odnalezieniu przez jednostkę zagubionych wartości – i tego Kobo nie wyklucza, to, powiada, jest możliwe. Bo choć wokół jałowy piasek, wynikającą ze szczęścia wolność można posiąść zawsze, nawet w pułapce.
Piasek jest więzieniem, dosłownym i symbolicznym, ale nie tylko dla bohatera. Nie da się bowiem odczytać powieści Kobo inaczej, niż przez porównanie do nas samych: też zasypanych – informacjami-które-musisz-znać i produktami-które-musisz-mieć – i też spędzających życie na podobnie bezsensownych (jeśli nie dla nas, to przynajmniej dla świata) zajęciach jak niekończące się przesypywanie piasku do baniek po benzynie. Czytając o Niki Jumpeiu, współczując mu fatalnego położenia, w jakim się znalazł, czytamy o nas samych.

Czym jest zatem „Kobieta z wydm”? Jeśli nikt mnie o to nie pyta, wiem. Jeśli pytającemu usiłuję wytłumaczyć, nie wiem. „Kobieta z wydm” nie jest jedną z książek opowiadających historie. To jedna z tych, które zmieniają, które mogą zmienić, przynajmniej na jakiś czas, sposób myślenia czytelnika. Poruszają jakieś struny – i tyle. Ujmują w słowa to, czego sami byśmy może nie ujęli, a już na pewno nie tak zwięźle i nie tak trafnie. Nie tak genialnie. Narzucają obcą mentalność, poszerzają spektrum widzianego świata, pozostawiają ślad nieporównanie trwalszy niż stopa na piasku. Być może komuś taka definicja wystarczy. Większość z was, jak również i ja, czuje jednak, że jest marna. W istocie, to właśnie się czuje wobec całego powabu tej książki.


Ocena: 10/10
Autor: Mateusz Wodyk
Dodano: 2007-04-25 21:48:37
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

kurp - 22:10 26-04-2007
10/10?! :)

Achmed - 22:53 26-04-2007
Nie inaczej :-)

Burzyn - 23:24 26-04-2007
Książki nie czytałem, ale dawno temu obejrzałem film. Byłem na niego zresztą całkiem nieprzygotowany, kompletnie nie wiedziałem, co to będzie, i z początku stanąłem okoniem go nieakceptując. Ale wychodzić z seansu przed końcem nie lubię, więc trwałem uwięziony w moim fotelu niczym Niki w tej piaskowej jamie. I zaczęło mi się podobać i niepostrzeżenie coraz głębiej wciągać... Świetny film.

Z drobnostek: stricte, nie stricto.

RaF - 23:39 26-04-2007
Sensu stricto.

Stricte byłoby bez sensu.

Ale zamotałem, nie? :D

Burzyn - 23:47 26-04-2007
Masz oczywiście rację, to ja zamotałem* ;)


*Ale dzięki temu szybko zbliżam się do magicznej sześćdziesiątki :twisted:

Shadowmage - 09:19 27-04-2007
Ja bym 10 nie dał... chociaż... to naprawdę niezwykła książka, więc może bym i dał. Całe szczęście nie musiałem podjąć próby recenzowania jej, a i dobrze bo to chyba dla mnie za wysokie progi :) W każdym razie Achmed moim zdaniem wywiązał się z zadania doskonale.

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS