NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Grubb, Jeff - "Ostatni strażnik" (Blizzard Legends)

Sutherland, Tui T. - "Przebudzenie Pełni"

Ukazały się

Pindel, Tomasz - "Historie fandomowe"


 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana" (2019)

 Clare, Cassandra - "Królowa Mroku i Powietrza"

 Briggs, Patricia - "Dotyk ognia"

 Harkness, Deborah - "Księga czarownic" (wyd. 3)

 Grubb, Jeff - "Ostatni strażnik" (Blizzard Legends)

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Oramus, Marek - "Wszechświat jako nadmiar"

Linki

Żamboch, Miroslav - "Na ostrzu noża", tom 2
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Žamboch, Miroslav - "Koniasz"
Data wydania: Kwiecień 2007
ISBN: 978-83-60505-39-7
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Cena: 29,95
Seria: Obca Krew



Żamboch, Miroslav - "Na ostrzu noża", tom 2 #2

Bez świadków, bez ciał
Rezka w półśnie poddawała się wstrząsom dwukółki, lewą ręką przytrzymywała na kolanach ciężką kuszę. Kolaska podskakiwała na kamieniach i dołach starej drogi kupieckiej, która wiła się między wzgórzami wyrastającymi z mokradeł. Zjechali z łagodnej górki, pod kołami zachlupotało bagno, zapluskała woda. Rezka usłyszała okrzyk Umwalda i nieumiejętne trzaśnięcie batem, którym starał się zachęcić konia do większego wysiłku. Oczy miała zamknięte, podobnych przespanych odcinków przejechali już w ciągu dnia kilka. Droga pierwotnie łączyła farmy w meandrach rzeki Varany z miastem i panował na niej duży ruch. Miejscami była nawet brukowana dużymi płytami łupków. Jednak parę lat temu podczas dużych powodzi koryto rzeki się przesunęło, a urodzajna nizina zamieniła się w tereny bagienne, gdzie dobrze powodziło się tylko chwastom i owadom. Ludzie opuścili swoje gospodarstwa, handel upadł, droga powoli się rozpadała.
Przez cały dzień nie spotkali ani jednego człowieka, widzieli tylko zniszczone pozostałości niegdysiejszych wsi. Koniasz tę na wpół zapomnianą drogę wybrał celowo, bał się, żeby ktoś ich nie śledził. W ciągu trzech dni, które z nim spędziła, zaczynało się Rezce wydawać, że ze swoimi uwagami i ciągłymi obawami przed prześladowaniem jest paranoidalny. Już prawie rozbudzona przesunęła kuszę wyżej. To był kolejny dowód jego manii prześladowczej. Wątpiła, czy taką ciężką bronią zdołałaby w ogóle wycelować.
- Rozbijemy obóz, nie widzę już nawet na krok – wyrwał ją z rozważań Umwald.
- Tu? Pośrodku drogi?
- Jeśli wiesz o jakimś lepszym miejscu na nocleg, to dawaj.
W głosie Umwalda nie było ani śladu kłótliwości, tylko wielkie zmęczenie. Ognia nie rozniecali, nie było z czego. Podparli dwukółkę, konie uwiązali na długich wodzach, żeby w skupisku ostów przy drodze mogły znaleźć coś do jedzenia. Siedzieli obok siebie na kocach i w milczeniu żuli solone mięso z chlebem.
- Nie powinniśmy go tam zostawiać samego! – wybuchnął nagle chłopak.
Rezka popatrzyła na niego ze zdumieniem.
- Kogo?
- Koniasza.
- Dlaczego?
Umwald się zakłopotał.
- Bo, bo… jest ranny, potrzebuje pomocy, jest… jest z nim źle.
Rezka wzruszyła ramionami.
- On wyjdzie cało ze wszystkiego.
Umwald pokręcił głową.
- Znam go tylko miesiąc i na początku też tak mówiłem. Tylko że on wygląda coraz gorzej, jakby tracił siły.
- Lubisz go.
Słowa Rezki zabrzmiały jak oskarżenie. Umwald chciał się odciąć, ale powstrzymał się.
- Może – powiedział w końcu cicho. - Nie chciałbym być taki jak on, ale lubię go. Nigdy w życiu nikt wobec mnie nie zachowywał się tak w porządku.
Przez chwilę szukał właściwego słowa.
- Wie, że jestem wiele wart. Że nie jestem tylko małym, brudnym chłopakiem z ulicy, który obija się jak może. Żebrze, kradnie, wykonuje każdą pracę.
Rezka pokręciła głową.
- Nie mogłabym lubić takiego człowieka. Musiałam w życiu spróbować wielu rzeczy, ale nigdy nie przeżyłam nic podobnego jak dziś albo wczoraj, albo przedwczoraj. Nigdy nie widziałam śmierci tylu ludzi, nigdy nie musiałam pomagać przy porcjowaniu trupów, przy układaniu resztek ciał w wapnie. Rozumiesz? Nigdy w życiu tego nie zapomnę. Dźwięku pękających kości i łamanych stawów. Ciągle mam to w uszach. Najgorszy ze wszystkiego był ten jego spokój. Jakbyśmy rąbali drewno albo tkali materiał, albo po prostu nie wiem co. Jakbyśmy robili coś zupełnie normalnego.
Rezka zdała sobie sprawę, że prawie krzyczy, i to ją zastopowało.
Umwald wzruszył ramionami. Starał się mieć obojętną minę, jednak mimowolnie wykrzywił usta.
- Musieliśmy tak zrobić.
- Dlaczego? – wybuchła znów Rezka. – Ci, którzy ich przysłali, i tak będą wiedzieć, kto ich zabił. Dlaczego przez cały dzień musieliśmy ciąć i grzebać ciała?
- Bez ciał i świadków każdy może mówić, co chce, ale miejscowe sądy zostawią Koniasza w spokoju. Gdyby z powodu zabójstwa prześladował go również rząd, nie miałby szans.
Rezka odstawiła niedojedzoną kolację i zawinęła ją w płótno.
- Jesteś strasznie mądry i może masz rację, ale to i tak nie zmieni tego, że się go boję i kiedy tylko jest blisko mnie, mróz mi przelatuje po plecach.
W oddali zarechotała żaba, zaraz odpowiedział jej cały skrzekliwy koncert. Ochłodziło się, Rezka czuła na twarzy zimne kropelki mgły, wystarczyła chwila, żeby zwilgotniały im ubrania. Zatrzęsła się z zimna.
- Zimno mi i jestem zmęczona, chodź położyć się koło mnie na wozie.
Umwald szybko na nią spojrzał. Przez moment nie wiedziała, czy ma się śmiać, czy rozbić mu głowę kolbą kuszy. Wszyscy mężczyźni byli właściwie tacy sami. Od lat dwunastu do stu.
- Nie wygłupiaj się. Tutaj pewnie w nocy jeszcze jest mróz, musimy się ogrzać.
A zwłaszcza ja, pomyślała w duchu. Była drobna i mała, łatwo marzła.
Przykryli się dwoma kocami, które ze sobą wieźli, i przytulili do siebie. Rezka w nocy kilka razy budziła się z zimna, raz słyszała, jak Umwald mówi przez sen. Nie dało się go zrozumieć, bełkotał. Wydawało jej się, że kogoś o coś prosi. Świt oboje powitali cali i zdrowi.
Krótko po obiedzie wyjechali z mokradeł. Droga zniknęła i zastąpił ją pas wyjeżdżonych kolein prowadzących przez łąki i pastwiska. Przeprawiali się przez region, gdzie hodowano bydło. Co chwila przejeżdżali przez potok albo płytką rzeczkę, prawie ciągle w polu widzenia mieli kilka mniejszych czy większych stad pasącego się bydła. Ujrzeli również samotnego pastucha, ale na szczęście z daleka ich ominął. Pod wieczór zaskoczył ich jeździec. Wynurzył się z wąziutkiej dolinki między dwoma stromymi pagórkami. Umwald przekazał lejce Rezce, a sam sięgnął po kuszę. Konny podjechał do nich i szeroko się uśmiechał.
- Witam. Cieszę się, że was widzę.
Dopiero teraz poznali Kanta, jednego z trzech żołnierzy, którzy podróżowali z karawaną.
Mężczyzna otarł kurz z twarzy i napił się z manierki.
- Kowalski już się ciebie nie może doczekać, dziewczyno. Zachowuje się jak gdyby nigdy nic, ale jest zdenerwowany jak pies. Kiedy tak na ciebie patrzę, to wcale mu się nie dziwię – powiedział z uśmiechem.
Rezka nie wiedziała, co ma myśleć o żołnierzu z twarzą jaskiniowca, lecz Umwald odłożył kuszę na wóz.
- Wozy Kowalskiego jadą z tyłu. Ja jeszcze muszę objechać okolicę, sprawdzić, czy nie czeka tu na nas jakieś niemiłe zaskoczenie – rzucił Kant i popędził konia.
- I uważajcie na purytanów. Ostatnimi czasy nie da się z nimi wytrzymać, zwłaszcza ty, dziewczyno, jesteś im solą w oku – krzyknął jeszcze na pożegnanie.
Na karawanę natknęli się po niecałych dziesięciu minutach dalszej drogi pomiędzy brzozowym gajem a szeroką, ale płytką rzeczką. Umwald ostrożnie przeciskał się między wozami, które w kilku miejscach całkiem zatarasowały drogę. Rezka uświadomiła sobie, że z niepokojem się rozgląda i szuka… Zmusiła się do spokoju. Czego właściwie szuka? Czego oczekuje? Łóżka, ciepłego jedzenia w żołądku i czystej bielizny, odpowiedziała sobie, ale nie była pewna, czy przypadkiem się nie okłamuje. W końcu ujrzała wozy Kowalskiego. Stały koło siebie w kształcie litery „L”, obok płonął ogień, w kociołku zawieszonym na trójnogu gotowała się zupa fasolowa. Zza bliższego wozu wyszła Natasza, ze zdziwieniem popatrzyła na dwukółkę i rozpoznała Rezkę. Rezka, nie myśląc, co robi, zeskoczyła na ziemię. Dziewczyny wybiegły sobie na spotkanie, objęły się.
- Strasznie się cieszę, że jesteś z powrotem – szepnęła jej Natasza do ucha.
Rezka była zadowolona, że w tej chwili nikt nie patrzy jej w oczy. Nie chciała, żeby ktoś widział jak płacze. To spotkanie znaczyło dla niej więcej niż jeszcze przed chwilą myślała.
- Bałem się, że już cię nigdy nie zobaczymy – usłyszała znajomy głos.
Rezka odwróciła się i ujrzała Kowalskiego.
Rany po bokserskiej walce z Kelemanem powoli mu się goiły, całą twarz miał pokrytą strupami, ale uśmiechał się szeroko. Złapał Rezkę w objęcia i pocałował tak mocno, że aż jej otarł wargi krótkim zarostem. Potem, jakby sam był zdziwiony tym, co zrobił, puścił dziewczynę i miał prawie zakłopotaną minę. Rezka stwierdziła, że właśnie wróciła do domu. Nagle wiedziała, że zależy jej na tym, żeby czuła się tutaj jak w domu. Jedyne, co psuło jej radość, to źle ukrywana zazdrość na twarzy Nataszy. Zdecydowała, że będą musiały razem porządnie porozmawiać. Przez chwilę miała poczucie, że zdoła poradzić sobie zupełnie ze wszystkim.
Umwald z kozła obserwował scenę powitalną. Trochę przy tym ściskało go w gardle, ale zachowywał się jakby nigdy nic. Odrzucił zaproszenie na kolację i poszedł w stronę obozowiska żołnierzy. Wóz Koniasza był w porządku nawet z dużą skrzynią i pozostałym ekwipunkiem.



Dodano: 2007-04-02 17:05:37
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS