NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Willis, Connie - "Pojedynek na słowa"

Sanderson, Brandon - "Żałobne opaski" (stara wersja)

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Galeony wojny" (2017)


 Kornew, Paweł - "Śliski"

 Campbell, Jack - "Przestrzeń zewnętrzna: Strażnik"

 Ziemiański, Andrzej - "Toy Wars" (2017)

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

 Dayton, Arwen Elys - "Podrózniczka"

 Sutherland, Tui T. - "Mroczny sekret"

 Żwikiewicz, Wiktor - "Delirium w Tharsys"

Linki


Anarkia

Wszystkim, którzy wyrwali mnie z mroków mojej Anarkii.


Mam na imię Iana. To mój notatnik myślowy, w nim moja historia.

W roku 2078 naukowcy z kraju zwanego U-ES-A, czy jakoś tak, stworzyli nano-technologię. W trzy lata ulepszyli ją tak, że można było dać ją wszystkim ludziom. Była wspaniała, jedni mówili, że jest podarunkiem od boga, inni, że pułapką do diabła. To miał być początek nowej ery. Teraz wielkie, szare, huczące maszyny nano robią wszystkie rzeczy potrzebna do życia: jedzenie, ubrania, meble, narzędzia. Są wszędzie, w każdej większej osadzie ludzkiej.

Nie wiem, jak działają.

Ale naprawdę ważne zmiany przyniósł rok 2136. Wtedy rozpoczęła się całkowita Anarkia. Zniszczono władzę, kary i przymus, wszystko, co krzywdziło. Przynajmniej tak nam mówią, ja nie całkiem rozumiem. To było bardzo dawno temu, ponad sto dwadzieścia lat. Chyba. Nie wiem dokładnie. Teraz jesteśmy całkowicie wolni i bawimy się, kiedy mamy ochotę, niektórzy zawsze, jak tylko nie odpoczywają. A inni wolą tylko odpoczywać, a jeszcze są tacy, którzy pracują – budują coś albo dbają o rośliny czy zwierzęta, albo robią takie rzeczy, które robi nano, więc nie wiem, po co. Śmiejemy się z nich na Ogóle.
A, właśnie, jeszcze Ogół. Trochę przed początkiem Anarkii, ktoś zrobił Ogóły. To takie szare kosteczki, małe dosyć, przyczepione z boku czoła. Jak się je włącza, to słychać głosy innych ludzi, których się zna albo którzy są w pobliżu i się z nimi rozmawia w myślach. Na początku jest trudno, dlatego teraz dają to małym dzieciom, żeby się przyzwyczajały. Jak już się umie, to się rozpoznaje kto co mówi i można mówić do wszystkich, ale też czasem tylko do jednej osoby. Wiele osób stale jest na Ogóle. Ja też często, ale nie zawsze, na przykład teraz nie. To, co teraz robię, to chcę tylko dla siebie, żeby nikt inny nie wiedział.
Kiedyś na Anarkię mówiono inaczej – anarchija czy jakoś tak. Nie wiem, ale wiem, że jest cudowna i świetna i wspaniała. Nigdy nie było nic lepszego, wszyscy jesteśmy wolni, bogaci i szczęśliwi. Od bardzo dawna ludzie walczyli o nią, ale było ich za mało, reszta pracowała ciężko dla władzy, bo ci, co władali to nie pracowali tylko brali to, co inni zrobili i jeszcze mówili, że to dobrze. A wcale nie było dobrze, ale teraz jest nano i nie musimy robić, czego nie chcemy.
Oczywiście ktoś musi zajmować się nano, żeby się nie zepsuło i w ogóle, ale oni to robią, bo chcą, nikt ich nie zmuszał. Ich też nazywamy nano, są bardzo mądrzy, znaczy, że dużo wiedzą i umieją. Starsi uczą młodszych jak działa nano-maszyna i co z nią robić. Gdyby nie oni, to byłoby źle, chyba trzeba by pracować albo nie wiem, co. Ale nano-ludzie są inni niż my, może przez tą wiedzę całą to im się coś w głowy porobiło. Mają własny Ogół, N-Ogół i rzadko bywają na naszym. Nie chciałabym być nano, chociaż Piet mówi, że będzie, jak jego starszy brat, Alex. Nano muszą pracować i się dużo uczyć, a wszyscy na Ogóle mówią, że to straszne i nudne. A jak któryś z nano przyjdzie i coś powie, to my się z tego śmiejemy, bo oni czasami głupie i nie fajne rzeczy mówią.

Anarkia oznacza, że możemy robić, co chcemy i nie musimy robić, na co nie mamy ochoty. Chyba nikt się nie uczy, poza nano-ludźmi. Bo i po co? Nauka była potrzebna złej władzy, żeby kraść czas i wmawiać, że władza jest dobra i potrzebna, odbierała wolność i jeszcze ludzie potem jej chcieli. Podobno kiedyś nawet walczyli o władzę, żeby była taka a nie inna, bo były różne. To było bardzo głupie.

Kiedyś to trzeba było wszystko pisać, bo nie było Ogółów i tak się kontaktowali, a poza tym chcieli coś przekazać bardzo wielu ludziom i pisali takie grube na papierze i ten papier spinali i sprzedawali i inni to czytali. Czasami takie znajdujemy z poprzedniej epoki i niektórzy to czytają. Teraz nano-maszyny robią notatniki myślowe, takie do przechowywania myśli. Niektóre mają takie ekrany i tam się pojawiają litery i to się czyta, ale mój nie ma. Jak chcę wiedzieć, co wcześniej myślałam, to to wraca do moich myśli. Nie wiem, jak notatniki działają.

* * *

Hhmmmm… Właśnie. Znowu nie wiem. Ja bardzo dużo nie wiem.

* * *

A po co mam wiedzieć? To przecież niepotrzebne. Mogę robić, co chcę i jestem szczęśliwa. Wszyscy są.

* * *

Dzisiaj znalazłam coś dziwnego w ziemi. Chciałam sobie posadzić taką ładną roślinkę koło mojego domu, przywiózł ją ktoś z bardzo daleka, a ona jest duża i musiałam kopać głęboko w ziemi. I jak już kończyłam kopać to łopata ześlizgnęła się po czymś twardym. To było jakby plastikowe, ale nie miałam czasu żeby to wykopać, bo było późno i byłam zmęczona i poza tym właśnie przyszła Lena, a ona jest głupia i jej nie lubię i nie chciałam jej tego pokazywać. Jutro to zrobię, już nie mogę się doczekać, niech już będzie jutro!

* * *

To jest dziwne, ale słyszałam o takich rzeczach. To jest duże plastikowe jajo, jak stoi to sięga mi do bioder, a w najszerszym miejscu akurat mogę je objąć. Jest gładkie, nieprzeźroczyste, szare, tylko w połowie ma taką szczelinę i klamrę z jednej strony. Wzięłam od starego Teda wózek, którym on wozi ziemię do swoich roślin, chociaż nie wiem, po co bo ziemia jest wszędzie, no tylko nie tam, gdzie jest beton, a on ją wozi w workach od nano albo znad rzeki i w ogóle. Nano lubią Teda. Tym wózkiem przewiozłam moje jajo do lasu, tam mało kto chodzi, a ja mam swoje ścieżki i tam je otworzyłam. Wysypało się dużo starych rzeczy, jeszcze z przed Anarkii i nano. Ubrania, bardzo dziwne, niektórzy starzy ludzie takie noszą, na przykład Ted, one są luźne i w kilku częściach, nie jak kombinezony robione przez nano. Ale nie tylko ubrania – różne małe maszyny, ale brzydkie i prymitywne, jak wszystko, co przed nano. I masa tych takich grubych spiętych papierów z literkami, jako one śmiesznie wyglądają. Jak nieruchome mróweczki.

Słyszałam na Ogóle, że czasami takie różne się znajduje, bo ludzie zakopywali albo chowali, żeby w przyszłości to znaleziono. Nie wiem, po co. A bardzo dużo wrogów nano i Anarkii takie chowało i tam na tych papierach chwalili władzę. Dlatego często jak ktoś takie znajduje to je niszczy albo pali. Ale je nie wiem, kto to schował i dlaczego, może jak to zniszczę to będzie źle? Dam to nano. Pójdę do Pieta i on mi powie gdzie jest jego brat Alex i inni nano.

* * *

-Piet, Piet – zawołałam, kiedy go znalazłam, kopał piłkę o ścianę swojego domu. – Ty chcesz zostać nano?
- Eee, nie, gadałem z Alexem i Ogół miał rację, to nudne jest, jak on głupio gada teraz, to nie wiesz. To źle z ludźmi robi, to uczenie.
- A gdzie on jest, albo inni nano, bo chciałabym z którymś pogadać?
- Po co ci oni? Aaa, nie obchodzi mnie to chcesz to sobie bądź nano, możesz sobie zgłupieć do reszty. Tam, za nano-maszyną kawałek, są takie duże szare domy, walą się, bo są jeszcze z przed Anarkii a za nim nowe z płyt robionych przez nano i ogrodzone. To tam są wszyscy nano.
I znowu mocno kopnął piłkę i jeszcze raz i jeszcze, a ja pobiegłam w stronę nano-maszyn. Musiałam się pośpieszyć, bo nano tam zamykali tą ulicę na noc, a już był wieczór. Kiedy dobiegłam, chłopak trochę starszy ode mnie właśnie miał zamykać bramę. Spojrzał na mnie i jakoś tak dziwnie, jakby nie chciał mnie słuchać. Powiedziałam, że znalazłam jajo z czasów przed Anarkią i że tam są maszyny i te papiery. I jak powiedziałam o tych papierach to on mi, że jutro.
- Ale jutro mogą je znaleźć i zniszczyć, spalą te papiery, wiesz?
- Spalą książki? – zdziwił się chyba, aha, to się książki nazywały, one, te papiery.
- Tak, a maszynki rozgniotą albo wrzucą do rzeki – też raz tak kiedyś robiłam. A on chyba coś powiedział przez N-Ogół i spytał mnie:
- Daleko stąd to schowałaś?
- Niedaleko, może dojdziemy, zanim zrobi się kompletnie ciemno, ale tylko może.
On znowu coś przez Ogół i powiedział, żebym tu poczekała i przyjdzie ich więcej. I za chwilkę przyszło trzech młodych, trochę ode mnie starszych, jeden to był chyba Alex, brat Pieta, mieli duże worki, grube. I była jeszcze taka starszawa pani ubrana po staremu, w podobne rzeczy jak znalazłam. Powiedziała, że jest Ulea i że pójdziemy, a ja mam prowadzić, a ten, co zamykał bramę, powiedziała do niego żeby został i pilnował, aż wrócimy. Poszliśmy szybko a Ulea mnie spytała jeszcze czy dużo tego i kiedy znalazłam. A jak przyszliśmy i im pokazałam, bo wcześniej przykryłam gałęziami drzew, to na takim filmie widziałam, starym takim bardzo, to oni się ucieszyli i obejrzeli i schowali do swoich worków i poszli, a Ulea powiedziała, że to dobrze zrobiłam wszystko i że jestem fajna, i że jak chcę to mogą kiedyś zostać nano, tylko bym się musiała uczyć ja wtedy się zaśmiałam, że kto by chciał, wtedy jeden z młodych, mi powiedział żebym szła do domu.

* * *

Rano, jak tylko coś zjadam, poszłam do nano. Było wcześnie, nie było jeszcze nawet dziewiątej i było pusto dlatego. Tylko nano wstają tak wcześnie i ci, co coś robią, ale niektórzy. Szłam i myślałam o wczoraj, bo to było dziwne. Stara Ulea mówiła do reszty i do mnie po imieniu, a oni do niej nie, tylko „pani Uleo”. Nie wiem, dlaczego, bo tak się mówiło przed Anarkią, no, ale Piet mówił, że nano dziwnie gadają i dziwnie się zachowują. A tak chyba nie powinno być. Tak jakby przy władzy. Taka dziewczyna przy bramie powiedziała mi, że się pomyliłam i tu nic nie dostanę.
- Ja chcę zobaczyć moje rzeczy.
- Twoje? Dziecinko, tu na pewno nie ma nic twojego, ani czegoś, co mogłoby cię zainteresować.
Ja nie wiem, dlaczego nazwała tak mnie, skoro chyba nie jest dużo starsza ode mnie.
- Wczoraj wzięli tu moje rzeczy, takie stare bardzo, takie, co ja znalazłam.
- A, to ty. W porządku, zaraz poproszę kogoś, żeby cię zaprowadził i ci wszystko wytłumaczył.
I przyszedł taki gość, który mi wszyściusieńko pokazał.

* * *

To było coś wspaniałego i ja jeszcze czegoś takiego nie widziałam i ja chce więcej. Ja zostanę nano. Jutro. Dzisiaj jeszcze pobawię się z kumplami, a jutro wezmę rzeczy i tam pójdę i im powiem, że się będę uczyć i w ogóle. I też będzie fajnie, bo zupełnie inaczej.

* * *

Wcale nie, jest okropnie, każą mi sprzątać i uczą gotować i szyć i czytanie jest okropne, nie mogę tego zapamiętać i wszystko jest trudne i nie mam czasu i każą mi wszystko robić i nie mogę sama wybierać, co chce, a żarcie jest okropne i grudy i żyłki w nim są. Bo ono nie jest produkowane przez maszyny, tylko to są rośliny i nawet martwe zwierzęta! A jak coś mówię, to mnie poprawiają. Nie wiem, inni młodzi mówią, że tak jest zawsze na początku i to normalne. Nie, to nie jest normalne. Jestem tutaj trzy tygodnie (właśnie, jeszcze czas liczą, jakby im uciekał, głupki). Wszystko śmierdzi i jest szare. Budzą mnie po siódmej, to jeszcze słońca nie ma, jestem strasznie zmęczona. Jak się to w tydzień nie zmieni to idę sobie.

* * *

To jest okropne. Ja nie chcę. Oni są gorsi niż władza. Gorsi, gorsi, gorsi. Najgorsi. Okropni, paskudni, cholerni i w ogóle. Nie pozwolili mi iść. Kazali mi zostać. Kazali! KAZALI!!! Nie wolno kazać. Oni. . . oni są . . . nie, to nie możliwe, żeby oni byli władzą, przecież władzy nie ma. Jest dobrze. Ale nie, mnie nie jest dobrze, mnie źle i to bardzo. Nano zabronili mi odejść. Muszę zostać, bo jak mnie nauczyli pisać moje imię to je napisałam na takim papierku i to jest podobno jakaś umowa i tam jest, że nie mogę sobie sama nigdzie iść. Ze muszę zostać nano.

Jak mnie tak bardzo chcą, to jeszcze zobaczą.

* * *

Minęło więcej niż rok od ostatniego razu, kiedy coś notowałam. Tak dziwnie mówiłam, teraz wyrażam się zupełnie inaczej. I jaka byłam niemądra i dziecinna. Co ja im chciałam pokazać! Przez następny tydzień zachowywałam się jak potworek, ale oni byli do tego przyzwyczajeni. To było bardziej męczące dla mnie niż dla nich i w końcu przestałam. Wszyscy tak robią w pewnym okresie.
Pani Ulea i Pan Jack są bardzo mili, to oni nas uczą. Przede wszystkim uczymy się czytać, pisać i liczyć, ale także poznajemy zasady działania świata i technologii. Podobno po dwóch – trzech latach takich nauk jest coraz mniej, a głównie uczy się historii. Powoli zaczynam rozumieć więcej. Nano mówią, że szybko się uczę. Cieszy mnie to.

Najbardziej podoba mi się czytanie. Przeczytałam kilka książek, co prawda cieniutkich. Jedna z nich była bardzo głupia i naiwna o jakiś zwierzątkach mówiących jak ludzie. Zdenerwowało mnie to, ale Pan Jack powiedział, ze zawsze takie książeczki czyta się na początku. Dawniej, kiedy dzieci już młodsze ode mnie się uczyły, to one czytał takie bzdurki. Ale następna byłą znacznie ciekawsza, chociaż dużo z niej nie rozumiałam – mówiła o czasach tak odległych, kiedy kształtowały się państwa i Wielkie Religie Dawniej. Była to piękna i bardzo romantyczna opowieść. Ale najbardziej podobała mi się również stara, choć nie aż tak. To była opowieść o ludziach i wilkach, a autor miał na imię jak mój nauczyciel – Jack. Miał bardzo długie nazwisko, na L, podobnie do takiego dużego miasta. Jego książki są piękne, pełne emocji i przygód, nawet, jeżeli niektóre fragmenty wydają mi się niemożliwe, na przykład – jak można żyć bez elektroniki?
Oglądamy też różne stare filmy – starsi nam je tłumaczą. Mimo iż tak samo jak opowieści w książkach, wydają się całkowicie nierealne, wolimy je od filmów z okresu porewolucyjnego. Najbardziej zadziwiające nie są te szczegóły techniczne z dawnego świata, ale zupełnie inny sposób myślenia tych ludzi. Tak, oni walczyli za władzę, ale mieli też rację. Niekiedy. A i władza nie zawsze byłą taka okrutna. Trudno jest nam ich zrozumieć, żyli w całkowicie innym świecie.

* * *

Znów minął rok. Czy wiele się zmieniło? Chyba nie. Wiem znacznie więcej, czasami aż zdumiewa mnie ogrom wiedzy, jaką my posiadamy. Dni mijają na pracy, nauce i zabawach. Ostatnio znaleźliśmy jakiś film instruktażowy dla sportowców i ćwiczymy wcześniej niezbyt popularną grę – siatkówkę. Muszę przyznać, idzie mi fatalnie. Za to dużo czytam, uwielbiam zwłaszcza poezję, szybko się uczę, nieźle gotuję. To nie wszystko. Rozumiem coraz więcej z otaczającego mnie świata, a także coraz lepiej poznaję świat z dawniejszych czasów. Wiem, że to dziwne, ale on mi się nawet podoba. Powiedziałam to Alexowi, jest moim przyjacielem, tak samo jak wcześniej Piet. Alex odparł, że skoro tak myślę, to będzie miał dla mnie niespodziankę. Już za kilka dni. Nie mogę się doczekać.

Piet. Wspomniałam o nim i przypomniało mi się moje „poprzednie” życie, zanim wstąpiłam do Nano. Wydaje mi się, że to było całe wieki temu. Jak można tak żyć? Wśród kompletnej nudy, nic do robienia, żadnych celów, żadnych zadań, nawet marzeń. A w starych książkach ciągle piszą o marzeniach, że są bardzo ważne, jedyne, czego nic nie może odebrać. Jednak im odbierała wszystko inne władza.
Czy więc żyją współcześni ludzie? To pozostaje dla mnie zagadką, choć gdyby nie zwykły przypadek, pewnie tkwiłabym wśród nich, w beznadziejnej pustce. Jak to dobrze, jak szczęśliwie pokierował mną las, że znalazłam wtedy kapsułę z przeszłości. Przeczytałam wszystkie książki, jakie w niej były. Jedna spodobała mi się najbardziej – tomik smutnych, gorzkich i wściekłych wierszy, jednak niepozbawionych odrobiny nadziei. Znam je wszystkie na pamięć, przestudiowałam też wszystko dotyczące tego poety, co było w naszych zbiorach. Przez moment był bardzo popularny, potem niemalże zniknął. Jakaś władza upadła, on dążył do jej obalenia, ale z tej, która powstała też nie był zadowolony. Podobno to specyfika – poeci nigdy nie są zadowoleni.

* * *

Właśnie dzieje się coś wielkiego, wyjątkowego. Na moich oczach i z moim udziałem. Niespodzianką Alexa było spotkanie, w piwnicach naszego ośrodka, w piątkowy wieczór, a te zawsze mamy wolne, bez żadnych zajęć. Przyszło około trzydziestu osób, w tym dwóch nauczycieli. Poza mną tylko trzy osoby były to po raz pierwszy – dwie przestraszone siostrzyczki i przystojny dwudziestolatek o lśniących z podekscytowania oczach. Wszyscy ubrani po staremu, paliły się świece, sekretarz pisał na papierze. Nastrój jak na starym filmie o spiskowcach. Hymny, przysięgi, mocne, gorzkie wino.

Bo też byliśmy spiskowcami. To coś pomiędzy grupą dyskusyjną a sektą. Rozmawialiśmy o starym świecie i władzy, a także o tym, że dzisiejsze życie jest bez sensu. Ktoś postulował zniszczenie świata, ale był już mocno pijany. Muszę uporządkować myśli, wszystko mi się plącze, ręce mi drżą. Muszę to wszystko przemyśleć. Nie dziś.


* * *

Zdarzają się wśród nano i reszty różne organizacje, ruchy religijne, ugrupowania a nawet wskrzeszone pradawne sekty. Ale to, co my robimy jest znacznie gorsze. Od pierwszego spotkania, na którym byłam minęły już cztery miesiące, a one odbywają się co tydzień. Rozmawiamy, ktoś śpiewa, inni grają. Oglądamy obrazy i filmy, czytamy wiersze. Jest nas coraz więcej, odkąd ja przybyłam, grono powiększyło się o pięć osób. Nikomu nie wolno odejść, a ci, którzy by chcieli muszą się poddać wymazaniu pamięci. A kiedy ktoś ma dyżur przy maszynach albo inaczej kontaktuje się z Ogółem i resztą ludzi, ma blokowane własne połączenia, żeby nikt nie mógł się wedrzeć do jego myśli, albo żeby nikomu sekretu nie zdradził. Może to wszystko wydać się śmieszne, ale jest niezbędne. Co prawda nie ma oficjalnie żadnych kar, ale gdyby nasza działalność wyszła na jaw to z pewnością zostalibyśmy rozszarpani, zabici przez własnych braci.

Pozornie nikomu nie szkodzimy. Nasza Organizacja, gdyż tak się nazwaliśmy, zajmuje się wyłącznie teorią, nie wdrażamy naszych przemyśleń w życie, co z resztą jest obecnie niemożliwe. Nie zabijamy, nie kradniemy, nie krzywdzimy nikogo, i w miarę nie obrażamy. Jednak jesteśmy podobni dawnym rewolucjonistom – Cezarowi, Robespierrowi, Bonapartemu. Często o nich czytam, wiem już wiele. Wszyscy chcieli dobrze dla otaczających ich ludzi, choć nie mogę dziś osądzić, czy mieli rację. I wszyscy źle skończyli – zamordowani, zesłani. Boję się, coraz bardziej, każdego dnia, że ktoś nas wyda, ktoś odkryje. Ludzie im bardziej wolni i im bardziej głodni wrażeń stają się coraz okrutniejsi.

Sama nazwa – Organizacja. Od tego przecież tylko krok do „systemu”. I wreszcie: „władzy”. Zrozumieliśmy, że kompletny chaos i anarchia nie są dobre. Pamiętam dobrze pewien ciepły, wiosenny wieczór, gdy atmosfera w naszej piwnicy była wyjątkowo gorąca. Zaczęło się od przemówienia starej nauczycielki.
- Chciałabym zwrócić wam uwagę na wyniki testów, które niedawno zrobiliśmy. To były testy na inteligencję i sprawdziany wiedzy, jakie niedługo przed nastaniem Anarkii robiono wszystkim dzieciom w szkołach, gdy miały po szesnaście lat i był zaledwie w połowie swojej edukacji. Mieliśmy odpowiedzi do nich i wyniki z jednego z krajów. Połowa z nas by nie zdała, a wtedy zdało ten sam test prawie osiemdziesiąt procent dzieci. Z tych pierwszych testów większość z nas jest poniżej przeciętnej i przeciętna.
- I co z tego? – spytał ktoś.
- To, że my uważamy się za najmądrzejszych i tacy jesteśmy w stosunku do pozostałych.
- Racja, nawet ostatnio inni przestają oglądać filmy. Coraz rzadziej biorą się za sporty. Jedzą, tańczą przy tej pseudo-muzyce i oddają się najdzikszym fizycznym przyjemnościom. To gorzej niż orgie w niektórych sektach dawniej – powiedział Dean, który często przebywa z innymi i podgląda ich zwyczaje.
- Już tylko kilkoro dzieci z naszego okręgu uczy się u nas – odezwałam się, bo sama je czasami uczę. Są wybitnie tępe. – Rozumiecie? Mniej niż dwudziestka bachorów na przeszło cztery tysiące ludzi.
- Nano też jest coraz mniej. Może jednak wszystkie pozostałości dawnej epoki giną? Umrą razem z ostatnim z umiejących czytać, a maszyny nauczą się obsługiwać inni.
Uderzyło mnie to. Może wszystko, co trwało przez siedem tysięcy lat cywilizacji, właśnie na moich oczach się kończy. Nie, to niemożliwe. Ludzie są coraz bardziej bezradni. Nie umieją grać w nic, ani muzykować, nie umieją nawet zająć się własnymi dziećmi. My, wszyscy nano i cała nasza Organizacja jesteśmy przedśmiertnymi drgawkami dawnego świata. Całe wieki, tysiąclecia wojen, krwi, poświęceń, myśli ludzkiej na nic? Istnienie tylu pokoleń miało na celu jedynie stworzenie w końcu tych przeklętych maszyn, żeby do końca świata banda zaślinionych bezmózgich zwierząt miała co żreć? Najokropniejsza z wizji.
- NIE! – krzyknęłam przerażona i wściekła zarazem. – Cywilizacja nie może zginąć. Nie możemy stać z założonymi rękami i patrzeć na tłumy, które nic nie umieją i umieć nie chcą. Oni nawet żyć już nie potrafią. Są jak rybki w akwarium – najeść się, poigrać z sobie podobnymi i to całe życie dla nich. Nie, tak nie może być! Pozwolicie na to? Pomyślcie o naszej bibliotece, o filmach, o muzyce, które my znamy, o tym wszystkim, co z poprzedniej epoki, cudnych wyrobach artystów, o strojach, biżuterii, budynkach i obrazach. To jest piękno i prawdziwa wartość życia. Tworzyć, poznawać i rozumieć, objąć umysłem cały wszechświat, poznać wszystko, czego chcieli nasi przodkowie. A dla naszych braci to już nuda i bezsens. Ja nie będę bezczynnie patrzeć.
Umilkłam. W sali zawrzało. Wszyscy szeptali, potakiwali, pytali, zaprzeczali. Eryk uderzył struny gitary, rozpoznałam jeden z utworów mojego ulubionego pieśniarza. Skinęłam głową - tak, Eryk miał rację, to było dobre podsumowanie mojej mowy.
-Cisza! Cisza! Spokój, ale już! – Svea wyszła na środek, stanęła obok mnie. Nie usłyszeli. Wyrwała komuś kielich i roztrzaskała a podłogę. Dopiero to ich otrzeźwiło. Wszystkie spojrzenia skierowanie był na nas.
- Po części masz rację, dziecko – zwróciła się do mnie. Miała ponad pięćdziesiąt lat i była jednym z nieformalnych liderów naszej Organizacji. – To, co obserwujemy, może być końcem cywilizacji rozumu. Lecz jak chcesz odwrócić ten proces?
- Jedyna nadzieja w upowszechnieniu edukacji i przez to kultury – odparłam zaskoczona. Też nie miałam pojęcia, co zrobić. Walczyć, to oczywiste, ale jak?
- Edukacja jest powszechnie dostępna, to oni nie chcą z niej korzystać – stwierdził Alex. – Przecież ich nie zmusimy – dodał ironicznie. Nie mieliśmy żadnego wpływu, kiedyś owszem, w początkach istnienia Anarkii nano stanowili elitę i wyznaczali jakieś standardy i granice, zamiast władzy. Słuchano ich odruchowo. Ale nikt z dzisiejszych ludzi nie zna poprzedniego systemu.
- Tylko poprzez uświadomienie kulturalne człowiek zdaje sobie sprawę z niezwykłości własnego życia. Zadaje pytania i poszukuje odpowiedzi, dąży do doskonalenia się. Sam z siebie wyznacza wartości i granice, marzenia i wzorce. Pragnienie wiedzy, prawdy i zrozumienia czyniło z naszych przodków ludzi. To uświadamiała sobie część społeczeństwa – elity i artyści, a masy szły za tymi przykładami, nawet nie zawsze tego świadome. Nie zawsze ta najwyższa, ale jakaś kultura i cywilizacja istniała. Dziś nie ma norm, nie ma kar i nagród, sukces istnieje tylko na pewnych płaszczyznach. Prawa dawała władza, zwyczaje – tradycja wynikająca ze znajomości historii i zachowania elit społecznych. Kiedy zabrakło prawa i władzy, rozsypka reszty pozostała kwestią czasu. Ten czas nadszedł.
- Sugerujesz przywrócenie władzy? – Svea patrzyła na mnie z mieszanką pogardy i zainteresowania. Niepewnie skinęłam głową – to wydawało się najwłaściwsze, aby ocalić cywilizację, jaką kocham.
Wiele osób się zaśmiało, kilka westchnęło lub krzyknęło ze strachu i zdumienia. Svea roześmiała mi się w twarz. Miała długie, żółte zębiska i śmierdziała ogórkiem.
- Jak, dziecko? To niemożliwe! Już nie ma drogi powrotu. Możemy tu sobie pojękiwać, ale nic nie możemy zrobić.
A potem odwróciła się i wyszła. Za nią poszło jeszcze może pięć osób, reszta została, aby mnie wysłuchać. Ale ja nie miałam nic do powiedzenia, wtedy zaczęli mnie atakować, wytykając mi irracjonalność i patetyczność w moich przemyśleniach. Choć to nie tylko ja! Moje stanowisko wypracowałam w oparciu o wielu dawnych filozofów i artystów. Tymczasem zamieszanie w sali sięgnęło tego stopnia, że zapomnieli o mnie. Każdy krzyczał co innego, dwie osoby zaczęły się nagle bić w pierwszym rzędzie, ale rozdzielił ich Alex, przepychający się w stronę środka sali. Uciszył zgromadzonych.
- Svea zadała dobre pytanie – jak? Kto cię poprze i którą drogę wybierzesz, skoro nie widać żadnych ścieżek? Czy starczy ci sił i odwagi? Zdolności i pomysłu? Co potem?
- Ja ją poprę – wstał Eryk.
- Ja też.
- I ja.
- Na mnie możesz liczyć.
- Jestem gotowa.
- Ja - zawsze.
Po chwili za moimi plecami była już połowa sali - niespełna trzy dziesiątki, głównie młodzi zapaleńcy, choć nie brakło czterech starszych i poważanych naukowców.
- Nie, mnie nie o to chodziło – zaczęłam się zapierać, byłam zaskoczona biegiem wydarzeń, reakcją tych ludzi. – Ja nie podejmuje się… prowadzenia …. dowództwa, nie, nie ja.
Eryk przybliżył się i szepnął mi:
-Teraz już za późno. Prowadź nas, już się nie wycofasz.
- Nie wiem jak.
- Ale wiesz, gdzie – spojrzał mi w oczy. Popatrzyłam na ludzi, stojących wokoło. Czekali. Teraz mój ruch.
- Znamy już cel – jeszcze nie jesteśmy gotowi, aby go osiągnąć. Nie będę oszukiwać – pomysł przywrócenia władzy nie jest w pełni ukształtowany. Dlatego dziś rozejdźmy się, mamy tydzień. Przemyślcie to zagadnienie, na następnym spotkaniu wybierzemy szlak.
Zebrałam oklaski od mych popleczników i złośliwe uwagi oponentów, oni też ruszyli do drzwi pierwsi. Wychodzili pojedynczo lub kilkuosobowymi grupkami, nikt nie musiał wspominać, jak ważne jest pozostanie w ukryciu. Szczególnie teraz. Powinnam być szczęśliwa, upojona zyskaną siłą i widokiem jasnego celu przede mną, jednak w duchu przyznawałam rację Svei, Alexowi i ich zwolennikom – to było szaleństwo. Eryk i Dean zgodnie zasiedli od gitar i piwnicę wypełniły przyciszone, dawne buntownicze pieśni.

* * *

Minęło osiem miesięcy. Cud, że nikt nas nie zdradził do tej pory. Od tamtego wieczoru boje się coraz bardziej. Budzę się w nocy, często z płaczem. Mimo iż nie jestem już dowódcą – bardziej ikoną i ideologiem. Władzę w skrzydle radykalnym, utworzonym tamtego wieczoru, po dwóch miesiącach przejął Rick. Z jednej strony to dobrze – nie utrzymałabym ani ciężaru odpowiedzialności ani dyscypliny w Organizacji. Jednak Rick, mimo całkiem poważnego wieku – ma około sześćdziesięciu lat – ma bardzo skrajne poglądy. Jesteśmy chyba nawet przesadnie zakonspirowani i tylko mój autorytet i poparcie, jakie mam wśród naszych powstrzymuje go od natychmiastowego sięgnięcia po władzę. Taka próba już dziś z pewnością zakończyłaby się klęską i masakrą.

Po niełatwych, burzliwych dyskusjach udało nam się wypracować jakiś program. Rick postulował zniszczenie maszyn i Ogółu, jednak to przyniosłoby więcej szkód niż korzyści. Niezaznajomione z pracą społeczeństwo nie byłoby w stanie przerzucić się natychmiast na tryb produkcji przedmiotów i przede wszystkim żywności. Dobrym pomysłem jest powolne ograniczanie zasobów wydawanych przez nano – ze niby maszyny się psują albo coś. Na razie psujemy, co można, w szczególności Ogół i obserwujemy reakcje. Zwieramy szyki, szkolimy się. Dążymy też do zdominowania tutejszych nano – będzie to potrzebne do przejęcia kontroli nad maszynami i nowymi. Tych z resztą jest coraz mniej, dlatego nasze kobiety, szczególnie z Organizacji coraz częściej decydują się na dzieci.

Zamierzamy przestać produkować niektóre towary. Na te codziennego użytku, poza żywnością i lekami stopniowo wprowadzać ceny – coś za coś. Wtedy będą zmuszeni nauczyć się pracy. Co kto chce – sprzątanie, proste rzemiosło, uprawa. Nie osiągniemy celu od razu, proces przyzwyczajania może potrwać nawet czterdzieści lat. Ale zawsze to coś. Wtedy będą sami chcieli się uczyć – żeby pracować i otrzymywać lepsze towary. A potem odczują potrzebę skupiania się, centralizacji. I przywrócimy władzę. Najprawdopodobniej będzie to jakaś republika.

Pozostaje jeszcze kwestia zasięgu. Za kilka - kilkanaście lat powinniśmy już w pełni kontrolować jednostkę nano, przynajmniej niejawnie, ale mieć swoich wysoko w każdym skrzydle działalności. Ponadto dorosną już dzieci, których od niedawna przybywa. Wtedy roześlemy grupki naszych do założenia Organizacji w innych skupiskach. Może tam też już istnieją jakieś zrzeszenia? Wtedy wystarczy się z nimi połączyć.

To wszystko brzmi jak jakaś drobnostka, natomiast wystarczy sobie uświadomić, jaką paranoją jest nasza działalność i plany. Wszystko wyliczone, opracowane i jest świetnie. Dopóki ktoś nas nie odkryje: podsłucha, wsypie, wszystko jedno. Wtedy koniec. Gdyby to zostało wewnątrz nano, nie byłoby tak źle – izolacja, wymazanie pamięci. Uznałoby nas za szalonych i chyba nie bez racji. Ale jeżeli inni dowiedzieliby się, nie zostałyby z nas strzępy w kałużach krwi. Po prostu by nas roznieśli nie licząc się z wiekiem czy słabością. Nuda, brak perspektyw i wykształcenia, a także alkohol i narkotyki zrobiły z naszych pobratymców żądne emocji i rozrywki zwierzęta. Widziałam już niejedno – niszczenie zabudowań i rzeczy, a także bijatyki, gwałty i mordy. Zabawy, często kończące się śmiercią lub poważnymi obrażeniami. Oni nie uświadamiają sobie, czym jest życie, honor, rozsądek.

Dlatego się boję, każdy szelest, odgłos kroków, otwieranych drzwi powoduje moje przerażenie. Nie tylko ja, czuje to większość z nas, a jest to już przeszło siedem dziesiątek ludzi powyżej szesnastu lat. I niezła gromadka dzieci – młodsze rodzeństwo i potomkowie naszych członków.

* * *

To już ostatni wpis. Dziś ukryję mój notatnik myślowy a także zapis tego wszystkiego na papierze w szczelnym pojemniku i zakopię w ziemi, tak, aby został znaleziony nie wcześniej, niż na kilkadziesiąt lat. W zasadzie szanse, aby znalazł go ktoś przed upływem stulecia są niewielkie. Nie ma sensu pisać więcej – Ty, który to znalazłeś wiesz, jak wszystko się skończyło. Nie mam też wystarczająco dużo czasu na prowadzenie zapisków. Poznałeś historię części mojego życia, moje myśli i czyny. Dołączam jeszcze moje ulubione książki i wiersze – chce je tak ocalić, gdyby coś się nie powiodło.
Od poprzedniej notatki minęły dwa lata. Mam dziś dwadzieścia pięć lat i jestem w trzecim miesiącu ciąży. Wciąż się boje, tym razem podwójnie – o siebie i o dziecko.

W zeszłym miesiącu zmarł Rick. Teraz wszystko jest w rękach moich i Eryka. Oswoiłam się z odpowiedzialnością, coraz lepiej czuje się z tą namiastką władzy i chyba nieźle mi idzie organizowanie wszystkiego. Cieszy mnie to. Za trzy lub cztery lata wyślemy kilku naszych do pobliskiego siedliska.
Jeżeli nam się nie udało i nadal trwa Anarkia – proszę, podejmij nasze dzieło. Jeżeli żyjesz w systemie jakiejś w miarę rozsądnej władzy – ucz o nas i naszym dziele i nie dopuść do powrotu tamtych czasów. Broń kultury, sztuki, cywilizacji.

Żyj jak potrafisz najlepiej. Spróbuj poznać, zrozumieć i uwierzyć. Jeżeli jest coś, co kochasz, tak jak my ukochaliśmy dawną kulturę – walcz o to. Zawsze broń swoich zasad.

Poznaj, zrozum, obejmij umysłem cały świat.

To koniec notatki. Żegnaj.

Iana.

Dzień piętnasty szóstego miesiąca roku 2274, 138 lat po rewolucji Anarkii.



Autor: Cichy, Hanna
Dodano: 2007-04-03 08:00:00
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Azirafal - 11:07 06-04-2007
Eeeeeeeeej! :) Bardzo, bardzo przyjemny tekst! Naprawdę! Początkowa stylizacja, póxniejsza ewolucja wypowiedzi - bardzo porpawne. Fajne pomysły, ciekawe myśli (jakoś mam wrażenie, że studentka politologii czy socjologii ;) ).

Ogólnie - bardzo fajne opowiadanie. Daję plusa, a do niego nawet czwóreczkę ;)

kurp - 16:09 06-04-2007
Uroczy pomysł z Ogółem ;)
(Dałoby się przerobić nasze Forum na coś takiego? :P)

Rhiannon - 19:53 06-04-2007
Azirafal - pomyliłeś się. Nie studentka. Uczennica 2 klasy (uwaga) gimnazjum. Miłosniczka J.A. Zajdla.

Ja.

Shadowmage - 20:05 06-04-2007
O! W takim razie jeszcze większe brawa, bo tekst jest naprawdę fajny :D Czekam na następne.

Azirafal - 20:48 06-04-2007
Rhiannon pisze:Azirafal - pomyliłeś się. Nie studentka. Uczennica 2 klasy (uwaga) gimnazjum. Miłosniczka J.A. Zajdla.

Ja.


No tak, Zajdlem to też mocno zalatuje (no i Dickiem, ale u tych dwóch to zawsze wymiennie ;) ).

A ja oficjalnie zdębiałem, padłem na kolana i proszę o wybaczenie, żem Ci tyle lat dodał :? No i nadal dębieję i pewnie czas jakiś mi tak zostanie - pisz, dziewczyno, pisz! Jeśli w takim wieku już tak piszę, to kto wie, czy nie rodzi się u nas na NaSt'cie nowy polski talent :D

(uważaj tylko na wodę sodową w głowie i insze trunki wyskokowe w ręku :P )

Wujek Azi, (de)moralizator i sporadyczny pedofil :twisted: :lol:

Dove - 14:06 08-04-2007
Azirafal pisze:No tak, Zajdlem to też mocno zalatuje (no i Dickiem, ale u tych dwóch to zawsze wymiennie ;) ).

Ja bym tu jeszcze dorzucił Keyesa. Chociaż - o ile sobie przypominam - "Kwiaty dla Algernona" wydał Prószyński około 96', więc panna miała wtedy coś ze 4 latka :P . No, chyba, że z biblioteczki taty... :wink:

RaF - 21:28 08-04-2007
Są problemy z interpunkcją i stylistyczne potknięcia, ale to wszystko do wytrenowania. Grunt że miałaś, dziewczyno, pomysł - czyli to, co najważniejsze. Z tego powodu dostajesz ode mnie wielkie gratulacje i gorącą zachętę do dalszego pisania :)

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść z World of Warcraft


Artykuły

Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e03)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e02)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e01)

Recenzje

Bourne, J.L. - "Armagedon dzień po dniu"


 Szrejter, Artur - "Legenda wikingów. Opowieść o Ragnarze Lodbroku, jego żonach i synach"

 Lem, Stanisław - "Dzienniki gwiazdowe II"

 Cherezińska, Elżbieta - "Płomienna Korona"

 Dębski, Rafał - "Ramię Perseusza. Z głębokości"

 Bennett, Robert Jackson - "Miasto schodów"

 Denfeld, Rene - "Zaczarowani"

 Gaiman, Neil - "Koralina"

Fragmenty

 Butcher, Jim - "Zdrajca"

 Hand, Cynthia; Ashton, Brodi & Meadows, Jodi - "Moja Lady Jane"

 Ryan, Anthony - "Ogień przebudzenia"

 Wilderäng, Lars - "Rozgwieżdżone niebo"

 Ketchum, Jack - "Zabawa w chowanego"

 Tapinas, Andrius - "Wilcza godzina"

 Fletcher, Michael R. - "Bez odkupienia"

 Bourne, J.L. - "Armageddon dzień po dniu"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS