NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"

Ukazały się

Wlazło, Alicja - "Iskra"


 Lisińska, Małgorzata - "Bajki krasnoludzkie"

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Bonowicz, Karina - "Nie wywołuj wilka z lasu"

 Mróz, Remigiusz - "Echo z otchłani"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (zintegrowana)

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Kuang, Rebecca F. - "Wojna makowa" (miękka)

Linki

Hobb, Robin - "Czarodziejski statek", część 1
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Hobb, Robin - "Kupcy i ich żywostatki"
Tytuł oryginału: Ship of Magic
Data wydania: Styczeń 2007
ISBN: 978-83-7480-044-0
Oprawa: miękka
Liczba stron: 376
Tom cyklu: 1, część 1



Hobb, Robin - "Czarodziejski statek"

W ramach projektu wydania dzieł zebranych Robin Hobb przez Maga rynek wzbogacił się w połowie stycznia o wznowienie pierwszego tomu pierwszej części cyklu „Kupcy i ich żywostatki” (ang. „Liveship Traders”). Cykl ten, zarzucony przez Prószyńskiego w okresie zapaści na rynku wydawniczym, jest osadzony w tym samym świecie, co wszystkie książki pisane pod pseudonimem „Robin Hobb”.*

Format pisarskich przedsięwzięć Robin Hobb bywa określany mianem trylogii, chociaż określenie to nie jest adekwatne zarówno w odniesieniu do struktury jej cykli, jak i do układu polskiego wydania. Analogicznie do poprzedników, wydawnictwo Mag zdecydowało się wypuścić pierwszą część cyklu w dwóch tomach pomimo tego, że łączna ich objętość nie przekroczy zapewne 700 stron w wydaniu mało oszczędnym, jeśli chodzi o wykorzystanie papieru. Natomiast problem struktury cyklu zasadza się na tym, że Robin Hobb nie oddziela kolejnych jego części żadną istotną cezurą, ani nawet de facto wyraźnymi punktami zwrotnymi. Stąd więc mój pogląd o przesadzie w określeniu „trylogia” – raczej powinno się pisać o bardzo długiej powieści, a to daje podstawy do rozważenia, czy w istocie nie jest to powieść nadmiernie długa.

Pisarstwo Hobb odznacza się bowiem pewną cechą nieznośną dla recenzenta-stronnika puryzmu formy powieści. Jest nią przytłaczająca powolność rozwoju wypadków, przeplatana epizodami zaskakującego przyspieszenia. Pierwszy tom „Kupców i ich żywostatków”, „Czarodziejski statek”, również cierpi na tę przypadłość, objawiającą się z pełną mocą od samego początku. Pierwsza scena rozstawia na planszy figury-postacie i ujawnia dokładnie, aczkolwiek bezczelnie stronniczo, ich motywacje i charakter, wzbudzając niecierpliwe wyczekiwanie na lokalne maksimum napięcia. Niestety tego brakuje, i ciśnienie fabularne wzbudzone z dużym kunsztem rozchodzi się, jak gaz z odkręcanej powoli butli. Można oczywiście podnieść tu argument, że i w życiu butle z gazem dużo częściej powoli uwalniają zawartość niż eksplodują – lecz przygodowa i nastoletnia fantasy, a taki gatunek świadomie chyba wybrała Robin Hobb, nie powinna ekscytować się zwyczajnością.
Tymczasem zdecydowaną większość „Czarodziejskiego statku” zajmuje historia wprost z feministycznego szablonu konfliktu pierwiastka męskiego i kobiecego, jaką w istocie można osadzić z ogromną elastycznością w każdych realiach. Owszem, docenić należy psychologiczny realizm i żywość barw tego konfliktu, jego intrygującą dramaturgię. Pochwała należy się pisarce za dobór i konstrukcję postaci, które umożliwiły jej wyeksponować konflikt całych systemów wartości – a jednak trudno jest pogodzić te niewątpliwe zalety powieści z konwencją, która zwyczajnie wydaje mi się zbyt mało pojemna na tak poważną tematykę. Co oczywiście nie znaczy, że wspomnianych tematów nie powinno się poruszać. Widzę w tym raczej pewną pomyłkę wspólnie autorki, agenta i wydawcy, którzy postanowili sprzedać książkę z etykietką lekkiej literatury przygodowej, podczas gdy między okładkami kryje się raczej powieść obyczajowa w dekoracjach fantastyki.

Na tle poprzedniego cyklu powieściowego Hobb zaprezentowanego przez Maga, „Czarodziejski statek” wypada lepiej niż przyzwoicie. Szczególna zasługa tu realiów, ponieważ pisarka postanowiła odejść od raczej nietchnącego oryginalnością Królestwa Sześciu Księstw (gdzie sama nazwa mówi o inwencji autorki więcej, niż potrafiłbym napisać) na rzecz krainy położonej w tym samym fantastycznym świecie, lecz po pierwsze znacznie bogatszej w magię, po drugie zaś stylizowanej nie na wczesnośredniowieczną Anglię, a na renesansową metropolię handlową gdzieś nad wodami Morza Śródziemnego. Wychodzi to powieści tylko na dobre – choćby dlatego, że pozwala osnuć fabułę wokół cudownego motywu żywostatków, czyli statków handlowych obdarzonych świadomością zrodzoną z sił witalnych byłych właścicieli. Ten pomysł, nawiązujący do długiej i powszechnej w mitach tradycji opowiadania o ożywionych przedmiotach, dynamizuje – w ramach umiejętności Hobb – akcję powieści i daje jej twarde fantastyczne jądro, żywcem przypominające o czasach wczesnej fantastyki i ówczesnych prostych, a mimo tego porywających dziełek fabularnych. Jednocześnie pozwala zapamiętać i wyróżnić powieść na tle licznych utworów, gdzie podobne są tematyka, nastrój i jakość wykonania.

Wracając znów do protagonistów powieści i do zaprezentowanych w niej poglądów typowo feministycznych, muszę przyznać, że nasycenie fabuły ideologią nie jest nadmierne (tu przykładem skrajności feministycznej w fantastyce mogą być ostatnie dokonania Le Guin, albo wikkańskie elaboraty Diany Paxson). Jednocześnie warto zwrócić uwagę na świetną kontrastową prezentację dwóch wzorców tożsamości płciowej, które – wzięte z naszego, współczesnego świata – wybijają się wśród raczej sztampowych postaci. Bezpośredni rywale o względy żywostatku „Vivacia”, i Althea, i Wintrow, swoim profilem psychologicznym stawiają na głowie fantastyczny porządek świata. Ona – silna, realizująca się w męskim zawodzie, bardzo szybka w decyzjach – mogłaby w powieści współczesnej z powodzeniem być kobietą sukcesu, zajmować się bankowością inwestycyjną lub prawem międzynarodowym. On – idealista, marzyciel i początkujący filozof – reprezentuje typ, który dziś nazwalibyśmy metroseksualnym, dawniej zniewieściałym, typ człowieka trudno przystosowującego się do wyzwań społeczeństwa i przyspieszającego tempa życia. Przy całym ryzyku nadinterpretacji, paralela taka pozwala spojrzeć na „Czarodziejski statek” i jego kontynuacje w nieco ciekawszym świetle, które ujawnia w powieści z pozoru banalnej wymiar całkowicie współczesny. To z kolei czyni z niej lekturę potencjalnie atrakcyjną również dla nieco starszego i bardziej doświadczonego czytelnika.

Wznowieniu „Czarodziejskiego statku” towarzyszyły wieści o znaczącej rewizji pierwotnego przekładu powieści. Dodajmy, że taka rewizja była niezmiernie potrzebna, a być może nawet konieczne byłoby zupełnie nowe tłumaczenie, jako że stary przekład odznaczał się raczej niskimi walorami językowymi (po części jest to też skutek pewnych braków w literackim wykształceniu autorki). Otrzymujemy więc wersję znowelizowaną tłumaczenia, która poprawia pewne rażące błędy, oraz czyni nazewnictwo spójnym z wydanym wcześniej przez Maga cyklem „Złotoskóry”. Niestety nie jest możliwym poprawienie oryginału, toteż miejscami trafiają się wciąż dłużyzny, występuje też pewna jednostajność słownictwa, która może irytować. Wpływa to, rzecz jasna, negatywnie na moją ogólną ocenę, chociaż i tak należy oddać Hobb, że jak na autorkę z kręgu powieści o tematyce fantastyczno-przygodowej pisze relatywnie dobrze, nie popełniając gaf tak dramatycznie rażących, jak u niektórych przedstawicieli „szkoły Goodkinda”.

Czas zatem wystawić notę „Czarodziejskiemu statkowi”, i okazuje się to być jednym z trudniejszych momentów tworzenia tej recenzji na lotniskach świata... W gronie przygodowej fantastyki jest to na pewno jedna z wybitniejszych powieści ostatniego dwudziestolecia, toteż miłośnikom gatunku polecam ją bez zastrzeżeń (aczkolwiek ciekawym może być fakt, że „Czarodziejski statek”, według moich z natury ograniczonych liczebnie i niereprezentatywnych obserwacji, przypada najbardziej do gustu dorastającym dziewczętom). Bardziej wymagający czytelnik może czuć się znużony pewnym rozwodnieniem fabuły oraz wciąż niedostatecznie oryginalnym, czy też intrygującym światem przedstawionym. Z drugiej strony, wspomniana przeze mnie szerokość możliwych interpretacji treści i dokładność psychologicznego portretu postaci są niewątpliwym atutem powieści. Zgodnie z takimi kryteriami powstała finalna ocena „Czarodziejskiego statku”.



* Nie licząc tych najnowszych, w Polsce jeszcze nie wydanych, wchodzących w skład „The Soldier Son Trilogy” (przyp. red.).



Ocena: 6/10
Autor: Bleys
Dodano: 2007-03-04 17:17:36
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Burzyn - 20:31 04-03-2007
Przy wzmiance o Goodkindzie to aż się roześmiałem :D No, ale każdy ma jakąś obsesję, za mną z kolei chodzi Pani Jeziora, czyli Marion Bradley i jej "Mgły Avalonu". Nawiasem mówiąc, w przypadku "Mgieł..." drażnił mnie natrętny feminizm (a już szczególnie w przypadku filmu, którego obejrzałem kwadrans, a i to z wielkim trudem), co choć trochę nawiązuje do recenzji i może nie dostanę bana za offtop ;)
Pierwszy tom "Żywostatków" mam, ale ciągle czeka w kolejce i jakoś - mimo dosyć pochlebnej opinii, także Bleysa - nie śpieszy mi się do niego.

A sama recenzja mi się podobała - żeby nie było, że widzę wszędzie spiski antygoodkindowe ;)

Bleys - 19:25 05-03-2007
Nie, nie mam obsesji Goodkinda. Równie dobrze moglem napisać "Robert Newcomb", albo "Maggie Furey", albo "Ian Irvine", albo "Sara Douglass", albo "L.E. Modesitt", albo jeszcze kilka innych nazwisk reprezentujących ten styl pisania (żeby nie wspomnieć o R.A. Salvatore, ale Bob to zupelnie inna liga grafomanów).

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"


 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King, Stephen - "Instytut"

 Flint, Eric - "1632"

Fragmenty

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

 Dick, K. Philip - "Możemy cię zbudować"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Archer, K.C. - "Instytut" #1

 Lebbon, Tim - "Milczenie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS