NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Gwynne, John - "Zgliszcza"

Harrison, Harry - "Przestrzeni! Przestrzeni!" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"


 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King,Stephen - "Pan Mercedes" (2019)

 Rogoża, Piotr - "Niszcz, powiedziała"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy", część 1

 Cervantes, J.C. - "Posłaniec burzy"

 Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

Linki

Goodkind, Terry - "Fantom"
Wydawnictwo: Rebis
Cykl: Miecz Prawdy
Tłumaczenie: Lucyna Targosz
Data wydania: Styczeń 2007
ISBN: 978-83-7510-017-4
Oprawa: broszurowa
Format: 132x202
Liczba stron: 536
Cena: 35 zł
Tom cyklu: 10



Goodkind, Terry - "Fantom"

Nie bardzo dawno temu zdarzyło mi się na tych łamach pisać o jedenastym tomie „Koła czasu” Jordana, a tymczasem przyszło mi zająć się krytycznie dziesiątym tomem konkurencyjnego cyklu. Przyznaję, nieprzypadkowo, ponieważ w redakcji okazałem się być najlepiej zaznajomionym z dorobkiem Terry’ego Goodkinda, a nawet bardzo dawno temu dzieliłem się wrażeniami z pierwszego tomu jego tasiemca. Widzicie więc, że splot wypadków nieuchronnie wiódł autora ku tej recenzji.

Przygotowując się do peregrynacji literackich po Midlandach (nie mylić z linią lotniczą British Midland, kod międzynarodowy BD), przypomniałem sobie byłem uprzednio (i tu recenzetowi nieco zawadzał brak wyrazistego czasu zaprzeszłego w mowie polskiej) przelaną na papier impresję z „Pierwszego prawa magii”. Streszczając, akcja cyklu Goodkinda orbituje wokół niejakiego Richarda, zwan niech on będzie dalej familiarnie Rysiem. Rysio dysponuje magicznym mieczem, eskortą pań w czerwonych fartuszkach (bo na czerwonym krew się tak bardzo nie odcina), prawujem czarodziejem i pakietem Wybrańca, który sprawia, że jeśli tylko dzieje się coś podejrzanego na świecie, Rysio staje się typem predestynowanym do załatwienia sprawy. Zupełnie tak samo, jak ja zostałem predestynowany do pisania niniejszej gniotowatej recenzji, czyli niespecjalnie chętnie – tak na marginesie.

Abstrahując od prywatnych zamiarów Rysia czy moich, koncepcyjnie Goodkind egzemplifikuje, jak niezbędną postacią w wydawnictwie jest redaktor. Wszak szanujący swe dobre imię redaktor nie przepuści wiedźmy Six, czaru chainfire czy uroczo infantylnych puzzli z etykietką „Księga opisania mroku/ów”. Gdy już umilkło echo eksplozji radości i opadł kurz, zbudziło się we mnie coś pokroju współczucia dla nieszczęsnego tłumacza, który z tymi łamańcami musiał zmagać się przez kilka tygodni dzień w dzień. A przecież to tylko jeden tom z dziesięciu, i to stosunkowo nędznie wykorzystujący potencjał Goodkinda. Nie znajdziecie tu drobiu opętanego przez demona – ale na szczęście kilka innych ukochanych motywów autora powraca. Jest i zboczeniec fantazjujący o zgwałceniu dziewczyny Ryśka (może ometkujmy ją imieniem Grażynka?), i napisy wysmarowane kałem na marmurowych ścianach, i gra w piłkę nożną głowami pokonanych wrogów, i fenomenalne imiona bohaterów dalszego planu (tu: Baraccus, czyżby autor inspirował się co bardziej mięsnymi odcinkami „Drużyny A”?). Dodatkowo możecie liczyć na bonus w postaci kolejnej relacji z przemarszu trzymilionowej armii naszych ukochanych komunistów, alias Imperialny Ład, chociaż ich Długi Marsz niestety zbliża się do wymarzonego finału. W międzyczasie zapraszamy na Przystanek Mielonka, na którym w mielonkator wpada stutysięczne, czy coś w tych rejonach, miasteczko pełne młodych dziewic, ich zakochanych narzeczonych, małych dzieci, emerytek, dziur po sęku, nocników, beczek po piwie, trafili się nawet jakiś jeż i królowa.

Ach, w ferworze wspomnień z lektury pierwszych sześciu czy siedmiu części cyklu Goodkinda zapomniałbym o kluczowym elemencie nowego tomu! Nic nie zdradzam z tajemnej fabuły, bo tym już próbuje przykuć uwagę okładka – otóż cały świat zapomniał o "Grażynce" (nie, nie pojechała do spa usunąć cellulitis), poza biednym Rysiem, który nawet nie wie, jak ma szukać swojej pani. Z drugiej strony, niesiony na skrzydłach Obowiązku i tradycyjnego systemu wartości stawiającego Odpowiedzialność i Poświęcenie ponad prywatę, nie wydaje się nawet przesadnie cierpieć z powodu separacji. Potwierdza to moje dawne przypuszczenie o idealistycznie chrześcijańskich korzeniach goodkindowskiego bohatera pozytywnego, tragicznego, wznoszącego się ponad przyziemny rynsztok i degrengoladę świata ku jedności z umiłowaną w lepszym życiu, gdy Obowiązek uratowania świata upadłego zostanie spełniony (Rysiu Chrystusem Narodów??). Lecz nie wcześniej, o nie, nie jest wszak wyjściem godnym Nadziei Pokonanych ucieleśnionej w Rysiu wypięcie się na skrzeczącą i kopiącą poniżej nerek rzeczywistość oraz bezczelne umarnięcie podczas kolejnego wyczynowego aktu strzelistego ratowania świata na czas. Tymczasem po raz kolejny główną niewiadomą jest moment gwałtu arcyłotra książkowego na niewinnej, nieskalanej pani Rysia, której postrzeganie świata zostało w ostatnich tomach zredukowane do formy przetrwalnikowej. W międzyczasie, zapraszamy na Przystanek Mielonka.

Pochylmy się więc czule ze skalpelem nad stylem Goodkinda. Jeśli czytaliście którykolwiek z jego opasłych tomów, wystarczy prawdopodobnie przytoczenie pierwszego zdania: „Kahlan stała cichutko w mroku, obserwując, jak zło delikatnie stuka do drzwi”. Wkrótce potem następuje pierwsza z całej serii opisanych z sadystyczną lubością scen rzezi. Następnie przeskok do sielankowego nastroju popołudniowej herbatki u Rysia i heroicznego przełamywania barier, i zuruck zur Rzeźnia, i w kółeczko, i jeszcze jeden, i jeszcze raz, stolarz od trumien niech żyje, żyje nam! Wreszcie dochodzimy do Przystanku Mielonka, którego nie radzę czytać z pełnym żołądkiem, przed snem ani w autobusie. Dalej jest już nieco z górki, chociaż przemoc psychiczna i fizyczna powtarza się z fascynującą regularnością. A wszystko napisane wachlarzem kilku tysięcy słów (kondolencje dla tłumacza, mam nadzieję, że był przynajmniej dodatek za pracę w warunkach szkodliwych).

Poza tym u Goodkinda bez zmian. Mapka jak była tak jest, okładka takoż Keitha Parkinsona (i szkoda, że pamięci tak utalentowanego rysownika poświęcono takiego gniota), objętość w normie (pięćset trzydzieści, to chyba dolna strefa stanów średnich?), czcionka taka sama, gramatura papieru też, no i cena równie niepokojąco bliska czterdziestu złotym polskim. No i to miażdżenie utopijnych socjalistów, ta urocza idea neokonu, ta sama co zawsze, równie błyskotliwie przedstawiona, zresztą to już znak firmowy Goodkinda (facet nie zauważył ideologicznego bankructwa marksizmu, czy może bardziej fourieryzmo-owenizmu, w każdym razie próba implementacji nie rozprzestrzeniła w oceanach lemoniady). Po szczegóły zapraszam do recenzji „Pierwszego prawa magii”.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że w tym momencie pozostali z Goodkindem tylko wierni wyznawcy. Nawet jeden mój znajomy, który to czytał gdzieś do siódmego tomu w końcu odpadł od przeszkody zbluzgawszy donośnie pazerność autora. A człowiek ten zniósł wypociny R.A. Salvatore łącznie z jego autorskimi światami! Ponieważ z wiarą nie sposób dyskutować, popełniam tę recenzję nie po to, aby kogokolwiek przekonać, bo trudno to zrobić pisząc o dziesiątym tomie cyklu. Moje motywy są prozaiczne. Co roku muszę sobie odnowić właściwą perspektywę postrzegania słabych książek czytając coś skrajnie dennego, i oto wypadło na Goodkinda (w zeszłym roku była to Sara Douglass). Bo przecież czytając Bestera, Ellisona, Simmonsa i MacLeoda można nieco przesadnie zaostrzyć standardy recenzenckie, i wtedy dla Przystanku Mielonka brakłoby skali...



Ocena: 1/10
Autor: Bleys
Dodano: 2007-03-02 16:53:32
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

MadMill - 20:36 02-03-2007
Bleys - Ty się chyba kochasz znęcać nad biednym Terry'm. Sadysta jeden. ;P

Jander - 23:05 02-03-2007
A gdzieś mi się o uszy obiło, że Miecz Przeznaczenia to najlepsza seria fantasy... :wink:

Vampdey - 01:01 03-03-2007
Hehe - mi się obiło o uszy, że najlepszy pisarz fantasy to Salvatore :P

ASX76 - 09:17 03-03-2007
Każda potwora znajdzie swego amatora. :P

kurp - 11:45 03-03-2007
Jaka śliczna rzeź :)

Burzyn - 16:09 03-03-2007
Trochę książek zdarzyło mi się przeczytać, nie tylko z fantasy i SF, a mimo to nie zgadzam się z oceną Bleysa; mam na myśli Jego zdanie o cyklu jako takim, a nie o tej szczególnej książce, bo z "Fantomem" się nie zaznajomiłem . Na półce mam sześć pierwszych tomów, z których "zaliczyłem" bodajże cztery, i choć arcydziełem bym tego nie nazwał, to ocena 1 albo 2 jest moim zdaniem krzywdząca, podobnie jak choćby zabieg "urysiowienia". Gdybym był podobnie złośliwy, to za recenzję dałbym 1, bo zdanie: "Abstrahując od prywatnych zamiarów Rysia czy moich, koncepcyjnie Goodkind egzemplifikuje, jak niezbędną postacią w wydawnictwie jest redaktor", aż nazbyt epatuje samozachwytem, że zna się tak trudne słowa :P
Moja teza jest taka: cykl nie zasługuje na 10, ale mógłbym się podobnie poznęcać nad dowolną książką fantasy, w szczególności taką z mapką ("Władca Pierścieni"? - płaczliwy Froduś z obrączką i przydupasem Samusiem). Nie odbieram autorowi prawa do wyzłośliwiania się, ale bez tej nieprzyjemnej otoczki łatwiej chyba i przyznać rację recenzentowi, i ewentualnie ocenić, czy warto książkę kupić/przeczytać. Razi mnie taki sposób pisania, już choćby dlatego ustawiam się w opozycji i w rezultacie mam ochotę bronić nawet tych rzeczy, które sam uważam za wadę.

Shadowmage - 11:01 04-03-2007
Przyznam się szczerze, że do tej recki miałem małe wątpliwości. Choć Goddkinda nie trawię od pierwszego tomu, to "1" bym mu nie wystawił, bo aż tak całkowitym gniotem być to nie może. A argumentacja nieco zniknęła pod nawałem złośliwości - co prawda do sposobu ich wyrażania zastrzeżeń nie mam.

Bleys - 11:03 04-03-2007
Nie rozumiem, dlaczego w ogóle można mieć ochotę bronić tego, co się uważa za wady. Ale, nikt nikogo nie zmusza do przestrzegania zasad logiki w argumentacji.

Natomiast co do meritum, Goodkind od początku kariery pisze bardzo schematycznie, wedlug najgorszych wytycznych przekazywanych na kursach kreatywnego pisania. Jego fabuly sa banalne, jezyk dretwy i ubogi, na poziomie Salvatore, albo nawet ponizej tego. Wystarczy wspomniec tylko drobno tluczone szklo, zlego ducha zagniezdzonego w sztuce drobiu czy tajemna moc rozszarpujacych ciala najezdzcow dzwonow. Najgorsze w tym jest to, ze autor pisze to smiertelnie powazne (plus lubosc opisywania praktyk sadomasochistycznych i gwaltow na bohaterach [Rysio!] i bohaterkach). W zadnej innej sadze fantasy (poza newcombowska) takiego natezenia kiczu nie spotkalem.

Shadowmage - to jest jeden z większych gniotów, jakie w życiu widzialem. Porównywalne z Sarą Douglass, a to bylo dno i cztery metry humusu, oraz z szóstym tomem Goodkinda (zresztą komiczny ten tom niezmiernie jest).

Tigana - 14:47 04-03-2007
Może jestem zbyt tolerancyjny, ale wydaje mi sie, ze ocena jest ciut zaniżona. Mimo wszystko Goodkind nie jest aż tak złym pisarzem - spokojnie znalazłbym na naszym rynku paru gorszych.
To kto oceni "Spowiedniczkę" ?

Bleys - 19:06 05-03-2007
Tigana, ależ proszę o nazwiska tych gorszych. Bo przyznam szczerze, przy żadnym innym autorze zagranicznym wydanym w Polsce, oprócz Newcomba, nie mialem takiego poczucia żenady i obciachu, że ktoś to przepuścil do druku - i takiej ochoty wyslania tlumaczowi kondolencji.

toudi 21 - 21:44 05-03-2007
McIntosh. trudno o coś gorszego. ") na jedynkę to sobie musiłą nieźle zasłużyć. Goodkind poprostu nie może przekroczyć 5 ( no może 6)

ASX76 - 10:48 06-03-2007
Goodkind, Newcomb czy McIntosh - co za różnica kto tworzy większe chały, skoro i tak całość nadaje się na opał :?: :P

Tigana - 11:34 06-03-2007
Bleys pisze:Tigana, ależ proszę o nazwiska tych gorszych.

Oprócz wspomnianej wyżej Fiony McIntosh "poleciłbym jeszcze Philip Athans, Elisabeth Lynn, Artur Baniewicz, David Farland, Władimir Wasiliew, Elisabeth Haydon (za drugą trylogię o Rapsodii) Na tle ich wypocin Goodkind nie prezentuje się aż tak źle.

Bleys - 22:32 06-03-2007
No i Goodkind sobie zasluzyl na 1. Pięć to u mnie dostaje książka przeciętna, bo pięć jest w polowie skali. Goodkind jest glęboko poniżej przeciętnej.
Tigana--->Nie wiesz, co piszesz, jeśli nie czytaleś np. "Nadziei pokonanych". Przy niej Farland to zupelnie sensowny pisarz. Lynn zresztą też - ona nudzi, ale nie budzi poczucia żenady. Haydon przynajmniej ma dość przyzwoity styl, chociaż faktycznie fabularnie to dno - ale pisalem recenzję z piątego tomu, więc kto chce, może porównać oceny.

Tigana - 22:51 06-03-2007
Bleys pisze:Tigana--->Nie wiesz, co piszesz, jeśli nie czytaleś np. "Nadziei pokonanych". Przy niej Farland to zupelnie sensowny pisarz.

Jak do tej pory nie przeczytałem 2 tomów o Ryśku - "Filary świata" i najnowszego. A "Nadzieja pokonanych" była całkiem zabawna. No i komunizm w świecie fantasy :P Powiem szczerze -czytając twoją recenzję odniosłem wrażenie, że przystąpiłeś do czytania tej książki już z zamiarem zmieszania jej z błotem co też zrobiłeś.

Bleys - 23:35 07-03-2007
Roześmiejesz się, ale nie. Przystąpilem bez żadnych pozytywnych oczekiwań, ale liczylem na - mimo wszystko - nieco mniej obciachu i gniotowatości.
Tak na marginesie ten komunizm jest tak niesamowicie naiwny i tak zalatuje propagandą Jedynej Slusznej Ideologii Neoliberalnej, że nawet mi, liberalowi, to się nie może podobać.

Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS