NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aaronovitch, Ben - "Rzeki Londynu"

Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki




Studnia

I



Rozległ się dokuczliwy dźwięk dzwonka do drzwi. Basia leniwie podniosła powiekę i spojrzała na budzik.
- Dopiero szósta rano.
Zacisnęła mocno powieki i przykryła głowę poduszką. Dzwonek dalej dzwonił natrętnie.
- Obojętnie, kim jesteś i tak nie otworzę o tej nieludzkiej porze - pomyślała.
Ktoś za drzwiami dalej dzwonił.
- No nie, tego już za wiele - szybko wstała z łóżka z zamiarem ochrzanienia natręta.
Nim otworzyła drzwi, spojrzała przez judasz.
- Marta?
- To ja! Baśka, otwórz! Już pół godziny dobijam się do twoich drzwi. Twój sąsiad o mało co policji nie wezwał.
Basia otworzyła. Marta weszła szybko, usiadła na kufrze w przedpokoju.
- Mów, co takiego ważnego się wydarzyło, że nie możesz poczekać do jakiejś,,ludzkiej” godziny.
- Pakuj się! - powiedziała zdawkowo Marta.
- Jakie pakuj się? Czy ty doszczętnie oszalałaś?
- Jak tak dalej pójdzie to zostaniesz starą panną i któregoś dnia zjedzą cię koty, a ja odkryję twoje doczesne szczątki.
- Nie mam kota.
- Nie szkodzi, jak nie kot to zje cię jakaś inna gadzina - Marta uśmiechnęła się.
- Ty chyba jednak oszalałaś, ta twoja archeologia zupełnie źle na ciebie działa!
- Nic nie gadaj więcej, wytłumaczę ci wszystko w drodze na peron, wykupiłam już bilety
i z nich nie zrezygnuję.
- Więc nie mam wyboru?
- Nie, bo jakbyś wcześniej wiedziała to byś nigdzie nie pojechała. Odkąd zerwałaś
z Michałem nigdzie nie wyjeżdżasz. Rzadko wychodzisz z domu. Chodzisz tylko do pracy, czasami gdzieś ze mną a później wracasz do domu i rozpaczasz.
- No to chyba już przesadziłaś.
- Daj torbę, pomogę ci się spakować. Zrozum, ani on dla ciebie, ani ty dla niego.
Te ostatnie słowa Marty przeważyły szalę.
Nie minęło nawet pół godziny, a Basia stała z torbą w ręku, ubrana i umalowana.
Przekręciła klucz w zamku. W drodze na dworzec Marta krótko wyjaśniła, że Uniwersytet dostał zaproszenie od Wiktora Schellenberga, znanego archeologa. Za wszystko on zapłaci. Jest to jakieś sympozjum naukowe w Niemczech. Stary zamek i jakieś jedenastowieczne cmentarzysko.
- Wspaniała perspektywa dwutygodniowego pobytu. Zajmiesz się jak zwykle grzebaniem w ziemi, a ja mam korzystać ze wszystkich ,,przyjemności” i zwiedzać Feldberg.
- Zamek należy do rodziny von Lindenów od czternastego wieku, niestety od dwóch stuleci nikt go nie zamieszkuje, za to od niedawna jest prawdziwą gratką dla archeologów. Odbywają się tam zjazdy największych sław.
Basia raczej nie była z tego zadowolona tak jak Marta. Pomimo wszystko nie umiała jej odmówić.
Podróż minęła dość szybko, bez większych atrakcji.
Początkowo sceptycznie nastawiona do pomysłu Marty musiała stwierdzić, że się pomyliła.
Istotnie, cała okolica była przepiękna. Zielone wzgórza, park i fontanny wokół pałacu, który spełniał funkcję hotelu. Wszystko zachwycało swoim pięknem, szczególnie stary zamek. Wyglądał tak jak te na filmach o królu Arturze. Brakowało tylko rycerzy i okrągłego stołu.
Po obiedzie Marta wyjaśniła, że oprócz kilku studentów z Uniwersytetu i konserwatorów jest jeszcze wiele innych osób, w tym kilku młodych mężczyzn - jest z czego wybierać, tylko trzeba się postarać. Basia skomentowała całą propozycję milczeniem.
- W najgorszym razie napiszesz artykuł o odkryciach archeologicznych i sympozjum - powiedziała.
- Tak i na kolegium go ,,spuszczą”.

* * *

Szybko poznała ,,sponsora” ich wyprawy. Czekał na gości na dziedzińcu zamku.
Wiktor Schellenberg, właściciel posiadłości, był mężczyzną w średnim wieku, o opalonej twarzy i chłodnym spojrzeniu ukrytym za okularami o grubych szkłach. Jego pasją była archeologia, co nie trudno było dostrzec spoglądając na wystrój pałacyku.
Po obiedzie zaproponował wszystkim gościom wycieczkę.
Tak więc goście opuścili pałacyk von Lindenów i udali się na wzgórze, gdzie znajdowały się ruiny zamczyska. Marta opuściła szybko wycieczkowiczów i z grupą studentów udała się na cmentarz, gdzie były prowadzone wykopaliska archeologiczne. Reszta grupy zaczęła zwiedzać zamek.
Budowla z bliska nie wyglądała za specjalnie, szare kamienie pokryte mchem, wąskie otwory okienne. Część lochów i piwnic udostępnione było do zwiedzania. Powietrze miało dziwny zapach. Wyższe pomieszczenia i główna komnata zachowała część czternastowiecznych zdobień. Dwie wieże również można było zwiedzać, trzecią nie. Była częściowo zawalona. Po obejrzeniu całej budowli grupa ponownie znalazła się na dziedzińcu wybrukowanym kamieniem. Ktoś ze zwiedzających dostrzegł stalową kratę.
- A tam ..., co tam jest? - zapytał wskazując na nią palcem.
Kustosz umilkł na chwilę, po czym odpowiedział:
- Nie będziemy tu wchodzić. Nie ma tam nic ciekawego.
Taka odpowiedź zadowoliła najwyraźniej pytającego, ale nie Basię.
Spojrzała w tamtą stronę, krata nie wyglądała na solidną. Wrodzona intuicja podpowiadała jej, że może być tam coś ciekawego.
Schodząc z kamiennych schodów podeszła bliżej przewodnika.
- Przepraszam, czy mógłby pan powiedzieć, co znajduje się za tą kratą? Piszę artykuł o tym miejscu, rozumie pan czytelnicy zawsze oczekują jakiś niespodzianek.
- Niestety muszę panią zmartwić, tam nie ma nic ciekawego poza pustą studnią. Od dawna tam nikt nie chodzi, z resztą wody tam nigdy nie było.
- Po co komuś studnia bez wody ?
- Tego pani nie powiem, to wie tylko hrabia von Linden, ale nigdy o tym miejscu nie opowiada. Lepiej niech pani napisze o sympozjum albo o cmentarzu. Prawdopodobnie pochodzi z jedenastego a nie z czternastego wieku jak wcześniej przypuszczano.
Kustosz zamilkł. Basia postanowiła dowiedzieć się na własną rękę coś więcej o tym miejscu. Póki co, da spokój studni…

Dni mijały dość szybko, uzbierała już sporo materiałów do artykułu i zrobiła kilka ładnych zdjęć. Z jednego była szczególnie dumna: w kadrze odbijały się promienie słońca poprzez chmury, a z mgły wyłaniał się zamek. Całość wyglądała tajemniczo. Choć miała już kilkadziesiąt zdjęć tego miejsca postanowiła, że zrobi jeszcze kilka ujęć z bliska starego zamczyska. Postanowiła, że uda się sama na wzgórze i zrobi parę fotek budowli oświetlonej zachodzącym słońcem. Przynajmniej będzie wyglądał na bardziej tajemniczy niż jest w rzeczywistości. Wspięła się po kamiennych schodach na wzgórze. Minęła bramę i przeszła dziedziniec. Pstryknęła kilka fotek. Za plecami miała kratę. Słońce zachodziło i zaczynało robić się coraz ciemniej. Teraz albo nigdy – pomyślała. Jeden z prętów kraty był obluzowany na tyle, że udało go się wyjąć. Prześlizgnęła się na drugą stronę. Pomieszczenie było w lepszym stanie niż poprzednio jej się wydawało. Prawdopodobnie kiedyś było częścią dziedzińca, teraz oddzielał je mur i krata. Przed nią była studnia osłonięta dość wysokim murem dookoła. Nachyliła się lekko nad cembrowiną.
Do środka wpadał tylko wąski strumień światła, resztę krył mrok. Światło dochodziło
z dołu. Odwróciła się plecami do cembrowiny. Na murze dostrzegła kilka dziwnych wzorów. Uniosła aparat i zrobiła parę zdjęć. W rogu na ścianie siedział nietoperz. Postanowiła sfotografować go. Nagle spłoszył się, przeciął powietrze i leciał prosto na nią.
Odruchowo cofnęła się by uniknąć spotkania z zwierzęciem.
Natrafiła na niski mur. Luźne kamienie osunęły się na dno studni. Basia straciła równowagę. Złapała się w ostatniej chwili o jakiś wystający element studni. Ręce powoli traciły siły, nie mogła się podciągnąć. Po prostu opadła na dół. Dno nie było kamienne, raczej musiało być porośnięte mchem, który zamortyzował upadek. Oczy po kilku minutach zaczynały przyzwyczajać się do ciemności. Wstała i poprawiła ubranie. Aparat ciągle bezpiecznie wisiał w futerale na pasku. Coś mokrego spadło z góry na policzek. Otarła wodę z policzka. Nagle poczuła coś na ramieniu. Krzyknęła i odwróciła się powoli. Nie była sama.





II


W mroku dostrzegła zarysy jakiejś postaci. Osoba cofnęła rękę. Wyszła odrobinę do przodu by być lepiej widoczna w nikłym świetle.
- Najmocniej przepraszam – odpowiedział nieznajomy.- Wydaje mi się, że oboje znaleźliśmy się w niezbyt komfortowej sytuacji.
Basia szybko zorientowała się, że jej towarzysz niedoli również nie zakładał, że tu się znajdzie.
- Pewnie i pana zaintrygowała ta studnia bez wody.
Nieznajomy nic nie odpowiedział. Basia wpadła na pewien pomysł. Postanowiła użyć flesza z aparatu by obejrzeć wnętrze studni jak i mężczyznę. Był to młody człowiek, o niespokojnym wyrazie twarzy i ciemnych włosach. Baterie w aparacie szybko się skończyły.
- Myśli pani, że nas tu znajdą? Bo wydaje mi się, że nie uda nam się samemu wydostać.
- Na pewno ktoś zorientuje się, że mnie nie ma, to znaczy nas. Gdybym miała chociaż telefon. Niestety komórkę jak zwykle zostawiłam w pokoju.
Mężczyzna usiadł na ziemi.
- Teraz chyba nikt nas nie znajdzie. Przepraszam za niewybaczalny nietakt. Nie zdążyłem się jeszcze przedstawić. Kurt von Linden.
Mężczyzna wyciągnął rękę przed siebie.
- Akurat. A ja Maria Antonina!
- Naprawdę? No cóż bardzo mi miło - uśmiechnął się perliście.
- Próbował pan wydostać się stąd? Tam jest światło, może uda się znaleźć jakieś wyjście.
- Chyba nie – próbowałem, jest za wysoko.
- Pozostaje nam krzyczeć na pomoc.
- Chyba nie jest to za dobry sposób. Mogą przyjść ,,oni”.
- Jacy „oni”? – niestety nie doczekała się odpowiedzi.
Po kilku minutach chodzenia w kółko i ona dała za wygraną. Usiadła na podłodze i przymknęła oczy.
- Przepraszam, że pytam, ale za co pani tu trafiła?
- Spadłam z góry. Przez przypadek.
Mężczyzna przyglądał się aparatowi fotograficznemu.
- Dziwny trochę.
- Nie ma w nim nic dziwnego, to zwykły Canon.
Czas upływał niemiłosiernie powoli. Całe szczęście, że nie była sama, przynajmniej mogła się do kogoś odezwać. Kurt okazał się niebywale rozmowny. Opowiedział trochę o historii zamku. O tym, że kiedyś rezydował tu inkwizytor. O sobie mówił niechętnie. Powoli zbliżała się czwarta. Powieki same zamknęły się i chcąc czy nie chcąc zasnęła.

* * *

- Baśka, żyjesz? Baśka! –dobiegł głos Marty. Obudziła się. Nad głową miała linę, ktoś schodził na dół, potem wyciągnęli ją na zewnątrz. Rozejrzała się. Zobaczyła trzech strażaków, lekarza, kustosza oraz Martę.
- Chyba totalnie ci odbiło. Dlaczego poszłaś sama? Miałaś szczęście, że ktoś zauważył odsuniętą kratę.
- Gdzie jest Linden?
- Jaki Linden? Przecież byłaś sama.
Lekarz obejrzał głowę Basi, zrobił zastrzyk .
- To szok, proszę się nie martwić za chwilę się uspokoi.

* * *

Ocknęła się w swoim pokoju w pałacyku. Na krześle siedziała Marta, obok pan Schellenberg i ktoś obcy.
-To pan Linden, Kurt von Linden. Tak dopominałaś się o niego, więc przyszedł.
- Ale to nie ten, o którym mówiłam.
- Jak nie on? - odparł Schellenberg - To jedyny właściciel pałacyku i spadkobierca rodu Lindenów.
- Tamten był młody, wyglądał inaczej. Miał około trzydzieści lat i małą bliznę na policzku. Tyle zdążyłam zauważyć.
- To niemożliwe, proszę pani, jestem jedynym żyjącym członkiem rodziny von Lindenów, inni już dawno nie żyją.
- Mam aparat… w środku jest klisza. Zrobiłam zdjęcie.
- Obok pani znaleźliśmy aparat, ale nie było w nim kliszy- odparł Schellenberg.
- Ale ja wiem, co widziałam. Prawie całą noc z nim przegadałam, opowiadał mi, że w tej studni byli kiedyś przetrzymywani więźniowie Inkwizytora i wiele innych rzeczy.
- Zapewniam panią, że nie ma więcej żyjących Lindenów.
Wszyscy pożegnali się i opuścili pokój. Basia odwróciła się na drugi bok i zasnęła.
Po kilku minutach rozległ się dźwięk telefonu.
- Halo, tu hrabia von Linden. Przepraszam, że przeszkadzam, ale zaintrygowała mnie ta blizna na policzku u pani znajomego ze studni. Jak ona wyglądała?
- Nie była duża, trochę trójkątna.
Przez chwilę hrabia milczał.
- To niemożliwe! Zaraz do pani przyjdę!

* * *

Hrabia wszedł do pokoju i postawił na stołku duży obraz okryty płótnem. Zdjął je.
- Czy pani znajomy nie wyglądał jak ten z malowidła?
Basia przyjrzała się uważnie.
- To on. Naprawdę on.
- Nie wiem jak to pani powiedzieć, ale to niemożliwe. Wiem, że nie mogła pani widzieć tego obrazu. To brat mojego dziadka. Zginął w czasie pierwszej wojny światowej mając dwadzieścia siedem lat.
- To niemożliwe!
- Dla mnie wydaje się to tak samo dziwne.
- Czy mogę wiedzieć jak to się stało? Jak zginął?
- Nikt tego dokładnie nie wie, znaleziono go na dnie studni. Ludzie potem mówili, że to przeklęte miejsce, bo to nie pierwszy taki przypadek. Inni szeptali, że popełnił samobójstwo po przeżyciach, jakich doznał w czasie wojny. Ale mi się wydaje, że to był nieszczęśliwy wypadek. Dziadek kazał postawić mur i kraty. Od tamtej pory nikt tam nie chodził.

Minęło kilka kolejnych dni. Marta i Basia spakowały się i zbliżał się nieubłagany czas wyjazdu. Kobiety pożegnały się z wszystkimi a o koło godziny jedenastej były już w pociągu. Basia siedziała przy oknie i spoglądała na uciekające widoki jesiennych drzew
i różnokolorowych pagórków. Artykuł był prawie gotowy. Ciągle myślała o studni. Mogła przysiąc, że w aparacie był film. Przecież duch nie potrafiłby go wyjąć…




Autor: Agne Revana
Dodano: 2007-03-26 16:02:12
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

kurp - 01:36 28-03-2007
Korekta zgubiła parę drobnostek :)

Azirafal - 11:44 30-03-2007
Sympatyczne. Ale czy naprawdę trzeba było tak strasznie gnać? :) Opowiadanie nie zdążyło się rozkręcic, a tu już koniec... Narracja i sama konstrukcja opowiadania na pewno lepsza niż w poprzednim.

Chcemy więcej! :D

Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS