NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Mammay, Michael - "Przestrzeń"

Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Ukazały się

McDonald, Ian - "Luna: Wschód"


 Gwynne, John - "Gniew"

 Stephenson, Neal - "Śnieżyca"

 Domagalski, Dariusz - "Więzy krwi"

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (miękka)

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (twarda)

 Lem, Stanisław - "Wysoki Zamek"

 Carter, Rachel E. - "Ostatnia walka"

Linki

Esslemont, Ian Cameron - "Noc noży"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Night of Knives
Data wydania: Styczeń 2007
ISBN: 978-83-7480-043-3
Format: 115×185mm
Liczba stron: 400
Cena: 29,99 zł



Esslemont, Ian Cameron - "Noc noży"

„Opowieści z malazańskiej księgi poległych” Stevena Eriksona to jeden z najgłośniejszych cykli fantasy ostatnich lat. Czytelników na całym świecie zachwyca urozmaicona fabuła, znacznie odbiegająca od typowych schematów oraz bohaterowie z krwi i kości. Jednakże chyba największym atutem serii jest wykreowany świat, który oszałamia rozmachem i wewnętrznym skomplikowaniem. Zaledwie w kilku tomach Erikson zaprezentował materiał, który innemu pisarzowi starczyłby na całe życie. Do niedawna jednak niewiele osób wiedziało, że świat Imperium Malazańskiego współtworzył Ian Cameron Esslemont. Teraz, zgodnie z umową pomiędzy Kanadyjczykami, i on przystąpił do opisywania wydarzeń z przebogatej historii świata grot.

„Noc noży” opowiada o jednym z ważniejszych epizodów w historii Imperium Malazańskiego. Nad wyspą, od której cesarstwo Kellenveda wzięło swoją nazwę, wschodzi Księżyc Cienia. Granice pomiędzy światami zacierają się, przerażające bestie przenikają do byłego pirackiego portu. Tej nocy ma się rozegrać kluczowa rozgrywka o tron imperium. Gburka, cesarska regentka, będzie usiłować ostatecznie rozprawić się z Kellenvedem oraz jego towarzyszem – Tancerzem. Jednakże to tylko przedsmak, prawdziwa i najważniejsza walka odbędzie się u wrót Domu Umarłych, a malazański stolec to zaledwie nic nie znaczące siedzisko w porównaniu z nagrodą, która czeka zwycięzcę.
Według zapowiedzi wydawcy cała akcja książki ma się dziać w ciągu jednej nocy. Nie do końca się tak jest, gdyż kilkadziesiąt początkowych stron jest wprowadzeniem, opowiada o wydarzeniach dziejących się na kilka dni przed tytułową nocą. Dodatkowo, za sprawą Harta – jednego z głównych bohaterów książki, poznajemy w formie retrospekcji także (teoretycznie) ostatnie dni Dassema Ultora, co dodatkowo wzbogaca wartość poznawczą powieści.
Skoro już wywołałem Harta, to warto powiedzieć coś o bohaterach. Fabuła koncentruje się na dwóch postaciach – właśnie na byłym towarzyszu broni Pierwszego Miecza Imperium oraz Kisce, młodej złodziejce z ambicjami. Oboje zostają wmieszani w wydarzenia, o których nie mają pojęcia. Poruszają się trochę jak dzieci we mgle, a czytelnik wraz z nimi. Brak szerszej perspektywy, wyjaśnienia niektórych wątków, czy wreszcie poprowadzenia bardziej spójnej linii fabularnej powoduje, że wątki z udziałem Harta i Kiski są bardziej serią luźno powiązanych scen niż zwartą całością. Oprócz wymienionej dwójki na kartach „Nocy noży” można spotkać bohaterów znanych z prozy Eriksona, choć raczej pełnią role epizodyczne lub są animatorami wydarzeń, samemu stojąc w cieniu.

Pisząc o książce Esslemonta nie sposób uniknąć porównywań z prozą Eriksona. Niestety, to zestawienie wypada miażdżąco na niekorzyść mniej znanego z Kanadyjczyków. Przegrywa on na każdym polu. Postaci są płaskie, jednowymiarowe. Niby mają przeszłość, toczą ich wątpliwości, ale te zabiegi miast nadać głębię sprawiają, iż bohaterowie są jeszcze mniej realistyczni.
Podobnie rzecz ma się z fabułą – ta opiera się na niemal identycznym schemacie (i rozgrywa się w tej samej scenerii) co wydarzenia z końca „Bram Domu Umarłych” czy „Łowców kości” – czyli pojedynki czarodziei i skrytobójców na ulicach Malazu. Jednakże to, co u Eriksona wywoływało ciarki, u Esslemonta nuży. Opisy walk są bez życia, nie ma w nich za grosz emocji. Trup ściele się gęsto, ale przyjmuje się to z równym zainteresowaniem, co kolejne ofiary Schwarzeneggera w „Commando”. Gdyby choć była w tym dynamika... Obraz, jaki mi pozostał w głowie, to monotonny chaos krwawych walk kultystów cienia ze szponami, a w tle masakry z udziałem Ogarów i innych magicznych istot. Autor „Nocy noży” nie potrafi zbudować napięcia przez co losy postaci śledzi się bez zainteresowania.
Trzeba powiedzieć wprost: Esslemontowi do przedstawienia wymyślonej fabuły zabrakło umiejętności pisarskich. Widać to także w stylu – prostym, miejscami wręcz drętwym. Wielokrotnie także można zauważyć, że autorowi brakuje słów – powtarza wciąż te same zwroty czy sformułowania. Naprawdę irytuje gdy na przestrzeni kilku stron czyta się kilka razy opis tego samego gestu...
Być może autor zrealizowałby się poprawnie w jakieś skromniejszej produkcji, ale obrany rozmach go przerósł. Erikson potrafi swoim utworom nadać epickość, wielkość; autor „Nocy noży” stoi momentami na granicy banału czy wręcz kiczu. Nie zrozumcie mnie źle – Esslemont nie jest grafomanem, raczej początkującym rzemieślnikiem. Jego pech polega na tym, że przyrównuje się go do mistrza w tym fachu.

Rysuje się zatem niezbyt pochlebny obraz książki. I faktycznie, „Noc noży” jest pozycją zaledwie przeciętną. Ratuje ją tylko jedna rzecz – świat i wydarzenia łączące ją z cyklem Eriksona. Esslemont przedstawia wydarzenia zaledwie zarysowane przez bardziej doświadczonego pisarsko kolegę. Rozbudowuje historię, wyjaśnia tajemnice, uzupełnia kreację świata (choć w niektórych miejscach prezentuje odmienny punkt widzenia niż Erikson). Już tylko z tego powodu fani „Opowieści z malazańskiej księgi poległych” bez wahania sięgną po tę książkę – tak samo jak po nowelki o Bauchelainie i Korbalu Broachu. Któż z wielbicieli prozy Eriksona nie chciałby przekonać się, jak to było naprawdę z przejęciem władzy przez Laseen czy też jak zniknął groźny Ultor? Pozostałym jednak odradzam lekturę „Nocy noży” – z kilku powodów. Przede wszystkim, jak już wspominałem, jest to książka słaba. Jej lektura nie dostarczy przyjemności, a dodatkowo może zniechęcić do dalszej eksploracji świata grot. Poza tym, nie znając twórczości Eriksona, nie sposób połapać się w różnorakich smaczkach, przez co straci się resztę zalet lektury. „Noc noży” to niemal klasyczny spin-off, którego nie należy czytać bez znajomości oryginalnego cyklu. Jeśli nie lubicie lub nie znacie prozy Eriksona, to spokojnie możecie odjąć 1-2 punkty od oceny.
Książka Esslemonta rozczarowuje i nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań. Szkoda, choć zapewne należało się tego spodziewać. Miejmy nadzieję, że kolejne z zaplanowanej na pięć tomów serii będą stały na wyższym poziomie – przede wszystkim literackim. W końcu „Noc noży” to debiut, a nie każdy od razu pisze arcydzieła. Pozostaje więc wierzyć w poprawę w oczekiwaniu na „Karmazynową Gwardię”... bo przecież o wiele gorzej być nie może.



Ocena: 5/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2007-02-21 18:29:55
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Yans - 10:02 22-02-2007
Shadow ====> Tak jak rozmawialiśmy wcześniej, zgadzam się w 99% z Twoją opinią, tyle tylko, że dałbym chyba jeszcze niższą ocenę, bo tak topornie napisanej książki już dawno nie czytałem. No cóż, zobaczymy jak będzie z kolejnym tomem, dam Esslemontowi jeszcze jedną szansę ;) Acha i jeszcze jedno, niestety nawet nowelki o Bauchelainie i Korbalu Broachu są 20 razy lepsze od NOCY NOŻY !

Shadowmage - 16:09 22-02-2007
Tak, początkowo nawet chciałem porównać do tych nowelek, ale później się zreflektowałem - o ile w stopniu skomplikowania fabularnego są porównywalne, to wykonanie znacznie gorsze.

toudi 21 - 23:34 22-02-2007
Oj. Nie był tak źle. Arcydzieło to nie jest, ale gniot też nie. Książka nie zachwyca ale czyta się ją przyjemnie.

MadMill - 07:48 23-02-2007
Książka jest przeciętna, no i przeważnie dla fanów MKP. Źle nie było, bo wszyscy spodziewali się czegoś jeszcze gorszego. No ale to jest debiut może następna odsłona będzie lepsza.

Shadowmage - 11:25 23-02-2007
toudi-->No więc miejscami dla mnie była to droga przez mękę...

MadMill-->wiele gorzej to być nie mogło, więc spodziewać się tego nie mogłem. No ale kwestia gustu.

Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Atwood, Margaret - "Testamenty"


 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

Fragmenty

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS