NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia" (Wehikuł czasu)

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

Ukazały się

Abercrombie, Joe - "Bohaterowie" (2019)


 Williams, Tad - "Korona z czarodrzewu"

 Rowling, Joanne K. - "Harry Potter i Czara Ognia" (wersja ilustrowana)

 Hutchinson, Dave - "Europa o świcie"

 McClellan, Brian - "Gniew Imperium"

 Mammay, Michael - "Planeta"

 Cronin, Justin - "Miasto Luster"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

Linki

Szostak, Wit - "Poszarpane granie"
Wydawnictwo: Runa
Data wydania: Wrzesień 2004
ISBN: 83-89595-12-5
Oprawa: miękka
Format: 125x185 mm
Liczba stron: 304
Cena: 27,50 zł
Ilustracja na okładce: Dagmara Matuszak
Ilustracje wewnętrzne: Małgorzata Pudlik



Szostak, Wit - "Poszarpane granie"

Na kartach „Wichrów Smoczogór” narodził się urzekający podgatunek polskiej fantastyki – góralskie fantasy przyprawione filozofią. Powieść Szostaka, czytana niespiesznie i z życzliwością, roztaczała specyficzny klimat, wiodła ku refleksyjnemu wyciszeniu. Tylko wychowany na filmach akcji czytelnik z symptomami ADHD rzucał tę książkę w diabły najdalej w trzecim rozdziale, nigdy nie docierając do jej głębokiego sensu.
„Poszarpane granie”, osadzone w tym samym świecie, oparte na podobnym pomyśle, napisane w tej samej leniwej konsystencji, są już tylko kiepską kopią, intensywną eksploatacją wypalonego pomysłu i – w ostatecznym rozrachunku – rozczarowaniem.

Sednem opowieści jest historia Koredy, który wyrusza w długą wędrówkę, by ratować rodzinną Jesionkę opanowaną przez czarty. Jego wędrówka jest kompilacją elementów ludowych podań i gatunku fantasy.
Mały, cichy, spokojny świat, jak, nie przymierzając, tolkienowskie Shire, zaczyna się sypać i dla bohatera – który, na tym etapie opowieści, nie ma w sobie z bohatera jeszcze nic – nie ma innego wyjścia, jak tylko opuścić rodzinne strony i ruszyć na wielką wyprawę pełną wyzwań i przygód. Innymi słowy – trzeba obejść cały świat i zmienić całego siebie, aby wszystko pozostało po staremu. Ten piękny motyw, przywołujący oczywiste skojarzenia z „Władcą Pierścieni”, idealnie komponuje się z góralską scenografią i stylem Szostaka.
Niestety, doskonale zawiązana opowieść szybko zaczyna wlec się niemiłosiernie, a kolejne rozdziały w najmniejszym stopniu nie wynagradzają trudu czytelniczej wędrówki. Po pierwszych dwóch drzemkach, jakie uciąłem sobie nad szostakową opowieścią, byłem jeszcze skłonny napisać, że owszem, opowieść się dłuży, ale dłużyć się musi, bo taka już jest natura góralskiej gawędy, w której jest miejsce i na milczenie, i na pyknięcie z fajeczki, i na chwilę drzemki słuchacza. Ale gdy z mozołem dobrnąłem do finału, nie pozostało we mnie nic prócz irytacji. Szostak w dużej mierze powtórzył „Wichry...”, posłużył się wyeksploatowanymi pomysłami i – co najbardziej dokuczliwe – rozwlókł do niebotycznych rozmiarów wątki, które na to nie zasłużyły.

Opowieść ma strukturę cokolwiek fraktalną – na jej powierzchni wyrastają kolejne opowieści, z których rodzą się kolejne; wszystkie podobne do siebie jak dwie krople wody. Niestety, część opowiastek jest przegadana albo wręcz zbędna.
Lwią część powieści zajmują bajdurzenia o rodzie Koźliców, które z sadystyczną konsekwencją snuje Szarotka. Genealogia starego rodu, który w kolejnych pokoleniach poszukuje nieśmiertelności, jest w rzeczywistości zbeletryzowaną historią początków antycznej filozofii. Kolejni Koźlice szukają recepty na nieśmiertelność wedle tego samego schematu, wedle którego dawni Grecy spekulowali na temat najważniejszego budulca i zasady wszechświata, jego esencji, arche. Pomysł byłby wyśmienity, gdyby Szostak nie pozwolił Szarotce eksploatować go przez bite pięć dni, w przeliczeniu – dobre sto stron powieści. Autor wycisnął tę cytrynkę tak skutecznie, że po smakowitym początku czytelnik poczuje gorycz skórki, a potem zachrzęszczą w zębach pestki. Paradoksalnie – wędrując po inspirację ku starożytności, nie zabrał stamtąd cnoty umiaru i wyczucia złotego środka...

„Poszarpane granie” to powieść przegadana, przeładowana bajdurzeniem, które nie wnosi nic nowego. Z biegiem czasu to, co pachniało głęboką góralską mądrością, zaczyna trącić pseudofilozoficznym ględzeniem, a Szostak, tak oryginalny i głęboki w „Wichrach...”, zaczyna brzmieć jak Paulo Coelho dla ubogich.
Ogólnej oceny nie ratuje już ani szczypta dobrotliwego humoru, ani elegancja wydania i ilustracje, doskonale budujące klimat opowieści. A finalny werdykt jest tym dotkliwszy, że poprzednią opowieść ze Smoczogór oceniłem wysoko, a sam szostakowy podgatunek góralskiej fantasy filozoficznej bardzo mi smakował. Niestety – co za dużo, to niezdrowo.



Ocena: 5/10
Autor: Krzysztof Pochmara


Dodano: 2007-02-19 18:29:51
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Jander - 22:49 19-02-2007
Oby więcej takich przegadanych powieści, magicznych i czarujących. Jest nieco gorsza od Wichrów, ale zbudowana ciekawiej(powieść szkatułkowa). Lepsza o kilka klas od Coelho.
O ile pierwsza część jest oparta na górskiej podróży, tak ta opiera się bardziej o legendy i gawędy.

ASX76 - 12:04 20-02-2007
No i nóż mi się otworzył. Na szczęście przezornie nie noszę go w kieszeni. :wink:
Książka może i słabsza od "Wichrów Smoczogór", niemniej jednak ocenę uważam za stanowczo zbyt surową.
Szostak, jako jeden z nielicznych polskich autorów pięknie operuje piórem i wnosi do fantasy coś nowego.
Porównanie do grafomana "wyważającego otwarte drzwi" Coelho uważam za niesprawiedliwe i krzywdzące. Szostak pod każdym względem bije go na głowę :!:

Jander - 16:02 20-02-2007
Coelho jest w czymś lepszy - w ilości wydanych książek :wink:

ASX76 - 16:29 20-02-2007
Ah, akurat tego nie wziąłem pod uwagę. :wink: :P

kurp - 17:44 20-02-2007
"Poszarpane granie" są bardzo, bardzo przeciętne, więc trudno o bardziej adekwatną ocenę, niż 5/10...
"Wichry..." były novum, na dodatek znacznie lepiej zostały napisane, to zupełnie inna sprawa.

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"


 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

 Crouch, Blake - "Rekursja"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Morgan, Richard - "Siły rynku"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS