NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Liu, Cixin - "Era supernowej"

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

Ukazały się

Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"


 Gołkowski, Michał - "Bramy ze złota. Złote Miasto"

 Swallow, James - "Krocząc w strachu"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Corey, James S.A. - "Prochy Babilonu"

 King,Stephen - "Pan Mercedes" (2019)

 Rogoża, Piotr - "Niszcz, powiedziała"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Linki

Kozak, Magdalena - "Renegat"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Nocarz
Data wydania: Styczeń 2007
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 400
Tom cyklu: 2



Kozak, Magdalena - "Renegat"

Wampiry są nieodłącznym elementem literatury fantastycznej. Trudno więc zaprezentować je w sposób oryginalny, odbiegający od utartych schematów. Magdalenie Kozak to się udało. W „Nocarzu”, pierwszym tonie przygód Vespera, poznajemy świat wampirów odmienny od znanych powszechnie rozwiązań. W mroku, kiedy śpimy, na naszych ulicach rozgrywa się krwawa rywalizacja pomiędzy nocarzami – wampirami żywiącymi się sztuczną krwią, które sprzymierzone z agencjami rządowymi, zwalczają renegatów – żerujące na ludziach dzieci nocy.
Debiutancka powieść Kozak kończy się cliffhangerem, w którym główny bohater dopuszcza się mimowolnej zdrady nocarzy i przyłącza do wampirów wyjętych spod prawa. „Renegat” opowiada o tym, jak Vesper musi poradzić sobie w nowych warunkach, pogodzić kwestie moralne i konflikty lojalności. Nie jest to zadanie łatwe, gdyż co chwila spotyka nowe przeszkody.

W „Nocarzu” świat był czarno-biały. Dobre wampiry walczą z amoralnymi krwiopijcami, stojąc na straży ludzkości. Pomyłki nie są wybaczane. Zdaje się, że nocarze to bezduszne maszyny do eksterminacji wrogów, a renegaci to banda zwyrodniałych osobników, tylko czyhająca, by zatopić kły w czyjejś szyi. W drugim tomie przygód Vespera Kozak udała się trudna sztuka – przedstawiła wizję świata z punktu widzenia drugiej strony, tak sterując odczuciami czytelnika, że jego sympatia znalazła się po stronie renegatów, a nocarze jawią się jako postacie negatywne. Co ważne – świat nie ma już struktury dychotomicznej, ale jest wieloznaczny, w różnych odcieniach szarości – a przez to bardziej realny i wiarygodny.
W „Renegacie” kluczową rolę odgrywają rozterki głównego bohatera. Przesiąknięty światopoglądem nocarzy, początkowo traktuje renegatów jako najgorsze zło i cierpi wewnętrznie, świadom tego, że jest teraz jednym z nich. Nienawidzi wszystkich dookoła i jego jedynym celem jest wyrwanie się – nawet kosztem własnego życia. Powoli jednak dostrzega, że nie wszystko jest takie, jak mu mówiono po drugiej stronie barykady. Można przypuścić, że przeszedł po prostu kolejne pranie mózgu, ale nie. Vesper cały czas stara się pozostać sobą. Choć dopuszcza się okrutnych i niemoralnych czynów, to wyznacza sobie granice, których nigdy nie przekroczy – i tego się trzyma. Może czasem jest to przedstawione w trochę mało wiarygodny sposób, ale liczy się konsekwencja.
Wielokrotnie spotkałem się z twierdzeniami, że Kozak pisze jak mężczyzna, prezentuje twardą, męską prozę. Nie do końca się z tym zgadzam. Owszem, jej styl jest prosty (niektórzy interpretują, że ubogi), zdania krótkie i treściwe, doskonale oddające żołnierskiego ducha. Niemniej jednak wątpię, by któryś z panów pisarzy stawiał taki nacisk na psychologię głównego bohatera, grę uczuć rozgrywającą się w jego wnętrzu. Autorka umiejętnie wplata także elementy humorystyczne, choć nieco ograne: ciężko zliczyć, ile to już razy czytałem (lub widziałem) ten sam schemat szkolenia nieopierzonych rekrutów...

„Renegat” to świetna lektura rozrywkowa, idealna do odprężenia po ciężkim dniu. Czyta się go niezwykle lekko, błyskawicznie połykając kolejne strony. Poważniejszych treści się w nim raczej nie znajdzie, ale przecież nie o to chodzi w literaturze stricte rozrywkowej. W moim odczuciu przygody Vespera nigdy nie miały ambicji być czymś więcej niż tylko dostarczycielami niezłej zabawy. Nie przeszkadzają w tym nawet pewne wady, których autorce nie udało się uniknąć. Niektóre rozwiązania fabularne są zbyt proste i naciągane – na przykład Vesperowi jest u renegatów zbyt łatwo: nie chce walczyć z nocarzami, to od razu pojawiają się wyciągnięci z kapelusza watykańscy; niechęć innych renegatów do niego także jest zaprezentowana raczej pro forma niż faktycznie ma jakieś znaczenie. Poza tym, podobnie jak w przypadku „Nocarza”, ciężko mówić o „Renegacie” jako o powieści. Konstrukcyjnie jest to w zasadzie zbiór bardzo mocno ze sobą powiązanych opowiadań, które dodatkowo nie mają finału. Książka urywa się jakby w połowie, zakończona kolejnym cliffhanferem, bez rozwiązania żadnego z kluczowych wątków. Na ich rozwiązanie przyjdzie wiec czytelnikom poczekać aż do premiery kolejnego tomu przygód Vespera. Te wady co prawda nie wpływają bardzo negatywnie na odbiór samej książki, ale w znaczący sposób obniżają jej ocenę.
Podsumowując, „Renegat” jest powieścią lepszą i ciekawszą od „Nocarza”, ale nie pozbawioną pewnych wad i niedociągnięć, które mam nadzieję zostaną wyeliminowane w następnych książkach Magdaleny Kozak. Autorka ma potencjał i liczę, że będzie go dalej rozwijać. Na naszym rynku cały czas istnieje zapotrzebowanie na rozrywkową literaturę na wysokim poziomie, które z powodzeniem mogą wypełnić przygody Vespera i jego kompanów.



Ocena: 6/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2007-02-07 10:40:47
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Jander - 23:50 08-02-2007
Ty patrz, niesamowite :D

RaF - 23:15 08-02-2007
Jander pisze:I dyskusja kończy się na gustach :) Niech każdy czyta to, co chce.

A to zaskoczenie, prawda? :D

Jander - 21:37 08-02-2007
I dyskusja kończy się na gustach :) Niech każdy czyta to, co chce.
Kant też był aroganckim upierdliwcem swoją drogą.
pozdrawiam

RaF - 21:20 08-02-2007
Wiesz Jander, czasem fajnie sobie poczytać jakiegoś Newtona (czy Kanta, jak sobie tam chcesz :P), kiedy indziej jakiegoś Tokiena. Ale nie będę Tolkiena oceniał przez pryzmat Newtona, bo to się kupy nie trzyma ;) O pierwszym mogę co najwyżej powiedzieć, że był aroganckim upierdliwcem, który masę wysiłku poświęcił na spłodzenie jak najnudniejszych i jak najmniej zrozumiałych wywodów po to, by ignoranci znali swoje miejsce, ale zarazem wniósł gigantyczny wkład w rozwój nauki; o drugim natomiast tyle, że zerżnął skąd się dało wątki, postaci i wydarzenia (swoją drogą takie zrzynanie to się nazywa pracą naukową ;)), umieszczając na tym tle banalną historyjkę o walce Dobrego ze Złym i tworząc podwaliny gatunku znanego jako fantasy, co też jest cennym wkładem (do literatury tym razem), ale poza tym - najczystszej wody grafomanią, którą jednakże bardzo przyjemnie się czyta. Zaś jak chcę coś 'pomiędzy', sięgam po Eco (który symbolizuje tutaj ogólnie rzecz biorąc tzw. 'ambitnych' pisarzy, którzy wprawdzie nierzadko przynudzają, ale są lepsi, bo przecież ich powieści są jakże 'głębokie') ;)

Jander - 20:35 08-02-2007
Dostarcza tylko rozrywki, a ja w książkach często szukam czegoś więcej. Tak jakbyś oglądał film trwający 1,5h w którym jest tylko akcja. Wszystko zależy od tego, czy akcja jest wysokich lotów(vide Boże Monarchie) czy też nie. Po tych drugich czuć, jakby kawałek mózgu się gdzieś ulotnił :D
Może Sapkowski jeszcze chciał być przy okazji sławny :wink:
Gdyby nie Newton i cała jego banda to słalibyśmy listy i wszyscy byliby szczęśliwi :P W ogóle cały świat byłby inny.

RaF - 19:06 08-02-2007
Jander pisze:Pamiętajmy też o batalistyce tudzież balistyce :>

Fakt, to też było udane :D

Jander pisze::Trwająca rzeczywistość" to coś, co w jakiś sposób, nawet nieświadomie, wpływa na nasze działania i na nasze życie.

Potraktuję to jako 'zmianę światopoglądu' ;)

Jander pisze:Issaka Newtona nie przeczytam, bo to herezja i mi religia zabrania :D Na stos ze wszystkimi matematykami...

Gdyby nie co poniektórzy wielcy matematycy (m.in. niejaki von Neumann), to byśmy tu teraz nie rozmawiali w ten sposób :P

Jander pisze:Nie samym intelektem, ale też nie samą rozrywką - to tak jakby człowiek ciągle oglądał w tv programy rozrywkowe, bez dokumentów i innych tym podobnych. Jasne, jak ktoś jest padnięty po pracy to trudno oczekiwać oglądania filmów na tvp kultura, ale też spędzać cały wolny czas na tym to przesada.

Pewnie, że nie samą rozrywką. Daleko mi od tak czarno-białego podejścia.

Jander pisze:Przecież Sapkowski nie pisze fantastyki bo ją lubi, ale dlatego, że na tym może najwięcej zarobić.

O, jakby tak bardzo mu zależało na pieniądzach, to pewnie pozostałby przy handlu - ponoć był w tym dobry (przynajmniej wg. niego samego ;))

Jander pisze:Poza tym czy ja gdzieś pisałem, że fantastyka rozrywkowa jest zła? Jest po prostu gorsza, a tym samym warta mniejszej uwagi. Ją także czytam, ale dla rozerwania się bardziej niż z jakiegoś innego powodu.

Tylko że ja pytałem, co jest w tejże literaturze złego, a nie twierdziłem, że uważasz ją za 'złą' ;) Choć sądząc z tego 'wroga fantastyki rozrywkowej' można by się wiele domyślać :D I dlaczego jest 'gorsza' (cokolwiek miałoby to znaczyć).

Jander - 13:36 08-02-2007
Pamiętajmy też o batalistyce tudzież balistyce :>
:Trwająca rzeczywistość" to coś, co w jakiś sposób, nawet nieświadomie, wpływa na nasze działania i na nasze życie.
Issaka Newtona nie przeczytam, bo to herezja i mi religia zabrania :D Na stos ze wszystkimi matematykami...
Nie samym intelektem, ale też nie samą rozrywką - to tak jakby człowiek ciągle oglądał w tv programy rozrywkowe, bez dokumentów i innych tym podobnych. Jasne, jak ktoś jest padnięty po pracy to trudno oczekiwać oglądania filmów na tvp kultura, ale też spędzać cały wolny czas na tym to przesada.
Nie bez powodu bardzo mało czytam polskiej literatury fantastycznej, za dużo chęci dobrej sprzedaży, za mało ambicji :wink: Nawet w Rosji pisarze dostają zdecydowanie więcej kasy niż u nas. Przecież Sapkowski nie pisze fantastyki bo ją lubi, ale dlatego, że na tym może najwięcej zarobić.
Poza tym czy ja gdzieś pisałem, że fantastyka rozrywkowa jest zła? Jest po prostu gorsza, a tym samym warta mniejszej uwagi. Ją także czytam, ale dla rozerwania się bardziej niż z jakiegoś innego powodu.
pozdrawiam

RaF - 00:00 08-02-2007
Jander pisze:inni wolą jak im się mózg lansuje podczas czytania np. Dukaja.

Bo Dukaj to czołowy lanser polskiej fantastyki! :lol:
Chyba najgorsza wpadka od (nie)sławnej 'analogii' Vampdeya ;)

Buziaczki, miło że pamiętasz :P/Vamp

Jander pisze:Po przeczytaniu książka pozostaje tylko fajnym wspomnieniem, nie natomiast "trwającą rzeczywistością". Wydaje mi się, że czytanie książek z tego drugiego koszyka jest nieco szlachetniejszym nałogiem.

Zależy, co przez tą 'trwającą rzeczywistość' rozumiesz. Zmianę światopoglądu? Czy ciągłe wracanie do fikcyjnego świata, w którym spędziło się niezapomniane chwile?

Jander pisze:Dyszka tylko dla "Krytyki czystego rozumu", możliwe, że najtrudniejszej książki napisanej przez człowieka.

Och, poleciłbym jednak zmierzyć się z sir Isaakiem Newtonem... ;)

A poza tym, to co złego jest w fantastyce rozrywkowej? Nie samym intelektem człowiek żyje ;)

Jander - 23:38 07-02-2007
RaF - zobaczymy, czy jak się skończą argumenty to zaczniemy się rzucać tym, co mamy pod ręką(myszką, klawiaturą, w ostateczności monitorem) :wink: Poza tym ją się do kłótni nie nadaję, za mało rzeczy biorę na poważnie.
Nigdzie nie pisałem, że Nocarz bądź Renegat są książkami słabymi - są zapewne książkami bardzo dobrymi, ale dającym więcej rozrywki, aniżeli myśli.
Nie oszukujmy się - w fantastyce szukamy przede wszystkim rozrywki. Jedni wolą wiele scen akcji w rodzaju Magdaleny Kozak, inni wolą jak im się mózg lansuje podczas czytania np. Dukaja. Ja bardziej skłaniam się do tej drugiej, choć te pierwszy pewnie dostarczyłoby mi mnóstwo rozrywki, jednak tylko ją. Po przeczytaniu książka pozostaje tylko fajnym wspomnieniem, nie natomiast "trwającą rzeczywistością". Wydaje mi się, że czytanie książek z tego drugiego koszyka jest nieco szlachetniejszym nałogiem.
"[...]ciekawa i godna przemyślenia strategia wystawiania ocen."
Zapewne tak, ale nie jestem recenzentem i nie mam zamiaru nim być, też dlatego, że nie każdemu spodobałaby się moja "strategia wystawiania ocen". No dobra, mogę podwyższyć "max" do ośmiu, no góra dziewięciu oczek, ale o dziesiątkę będę się bił do śmierci :wink:
Dyszka tylko dla "Krytyki czystego rozumu", możliwe, że najtrudniejszej książki napisanej przez człowieka. Idealnie by było, gdyby można było czytać tylko te najlepsze książki, ze względu na to, że wszystkie inne wypadają przy nich blado :wink:
Taki cykl "Bożych Monarchii" sprawił mi naprawdę wiele zachwytów, jednak trudno byłoby mi go ocenić na więcej niż siedem, ze względu na wiele wad, a także ze względu na rozrywkowy charakter. Osobiście dałbym dziewiątkę.
Taki "Głos Boga" dostał 5, chociaż niewiele tam rozrywkowego charakteru(to kolejne moje oburzenie, zaraz po Balsamie).
Książka może być typowo rozrywkowa, ale może mieć równocześnie niezły koncept, niekonwencjonalny, nowatorski pomysł. Każdy próbuje, nie każdemu się to udaje zrealizować.
Cóż, mnie jeszcze siedem nie zachęca do kupna, bo chwytam tylko najsmakowitsze kęsy fantastyki.
Ja i tak dzielę książki na rozrywkowe(tu bliżej fantasy) oraz umysłowe("myślowe", tu bliżej S/F z naciskiem na S) - przynajmniej na półkach. Najdoskonalsza książka to taka, która łączy te dwie cechy w tym samym stopniu.
Jander - wróg fantastyki rozrywkowej :D

RaF - 22:02 07-02-2007
Oho, zbiera się na kolejną kłótnię o recenzje :D

Nie żebym miał coś przeciw, tylko można by rozważyć przeniesienie się do innego wątku ;)

kurp pisze:Bo książka, to dokument piśmienniczy MYŚLI ludzkiej ;)

Nie musi mieć 'wartości merytorycznej', ale mieć powinna. W filmie można cieszyć oko piękną sceną, w muzyce - piękną nutą. W książce - przykra sprawa ;) - skazani jesteśmy na radość z obcowania z myślą. A z myślami jest jak z kuflami piwa - im głębsze, tym lepsze...


Z 'myślą' nie sposób się nie zgodzić, tyle tylko, że kryteria oceny tejże myśli (wraz z całym inwentarzem jej atrybutów, głębię w to włączając) są raczej... dość rozmyte ;)

Osobiście jestem utylitarystą w takich sprawach i nie sądzę, żeby dawanie maksimum 7/10 dla książek rozrywkowych było czymkolwiek uzasadnione. Oczywiście jak najbardziej zależy to od kontekstu (czy oceniać książkę na tle literatury jako takiej, czy zawężyć do literatury, powiedzmy, rozrywkowej). Idąc tropem twojego i Jandera rozumowania można wywnioskować, że wysokie oceny dostawać powinny tylko książki rzeczywiście wypełnione myślami (i to głębokimi), jak "Principia Mathematica" czy "Logika odkrycia naukowego", bo przy takich najambitniejsze nawet powieści są po prostu blade ;)

Żerań: tym, co czyni recenzję recenzją, jest ocena (wraz z uzasadnieniem, oczywiście). Nie musi to być automatycznie zachętą do kupna, co najwyżej - pewną wskazówką :)

Żerań - 21:20 07-02-2007
OK, ale na czym polega recenzja? Na tym, imo oczywiście, polega recenzja - na zachęceniu czytelników (bądź nie) do kupna. A jeśli ktoś czytał twórczość MSH to na dobrą, imo, może nie sięgać po "Balsam...". Mógłbym oczywiście postawić dziewięć Huberathowi - i prawdę mówiąc na to zasługuje - ale oceniając produkt być uczciwy. A co MSH sprzedaje? Poddane recyclingowi utwory i, na dobrą sprawę, jedno nowe opowiadanie naprawdę warte przeczytania. Pozostaję przy swoim zdaniu, jeśli pozwolicie. No i jeszcze raz podkreślam - jeśli ktoś nie czytał nic z Huberatha, to rzeczywiście jest to must read. Bo opowiadania głębię mają, to znakomita, mocna rzecz. A tytułowy utwór to imo kandydat do Zajdla i obok "Ronda na maszynę do pisania i ołówka" Twardocha najlepsze opowiadanie roku.

Czy jednak to wszystko znaczy, że Magda Kozak napisała złą książkę? Bo nie ma w niej głębi? Nie wiem, nie czytałem jeszcze Renegata. Nocarza też zresztą. Cholera, zbieram się do tego i zbieram...Stwierdzenie jednak, że literatura rozrywkowa nie zasługuje na więcej niż 7 jest grubą przesadą. W takim wypadku znakomite opowiadania Ziemiańskiego jak "Bomba Heisenberga" czy "Autobahn nach Poznań" nie powinny dostawać wszelkich nagród.

A merytorycznie o recce Shadowa wypowiem się jak przeczytam książkę.:)

kurp - 20:47 07-02-2007
RaF pisze:A dlaczego zaraz dobra książka (powieść znaczy) ma mieć 'wartość merytoryczną'?


Bo książka, to dokument piśmienniczy MYŚLI ludzkiej ;)

Nie musi mieć 'wartości merytorycznej', ale mieć powinna. W filmie można cieszyć oko piękną sceną, w muzyce - piękną nutą. W książce - przykra sprawa ;) - skazani jesteśmy na radość z obcowania z myślą. A z myślami jest jak z kuflami piwa - im głębsze, tym lepsze...

kurp - 20:34 07-02-2007
"Myślę, że 7/10 to max dla rozrywkowej fantastyki" - to ciekawa i godna przemyślenia strategia wystawiania ocen.

RaF - 20:18 07-02-2007
A dlaczego zaraz dobra książka (powieść znaczy) ma mieć 'wartość merytoryczną'? Jak mi na takiej wartości zależy, to sięgam do literatury naukowej ;)

Jander - 17:40 07-02-2007
To nie lepiej wyciągnąć z tego średnią i dać 8? :wink:
Wydaje mi się zresztą, że ocenę powinno się wyciągać z wartości merytorycznej książki, czyli z treści, a nie z tego, kiedy została wydana i ile jest w niej nowej treści. No ale taki urok opowiadań. Część z nich już znana, a część nie.
pozdrawiam

Żerań - 17:09 07-02-2007
Chodzi o "Balsam..."? Przecież wyraźnie zaznaczałem w recenzji, że jak ktoś czyta pierwszy raz, to dodać dwa oczka do oceny. Dla osób, które się z opowiadaniami autora nie spotkały jeszcze, absolutny must read. Dla tych co spotkały - już niekoniecznie, bo na dobrą sprawę "starym" tekstom MSH dorównuje jedynie "Balsam długiego pożegnania". :)

Jander - 15:39 07-02-2007
Odwrotnie - Huberath ma ocenę za niską. Myślę, że 7/10 to max dla rozrywkowej fantastyki. Przynajmniej dla mnie - ot, książka dla ludu, może czytadło, ale nic ambitnego.

ASX76 - 15:17 07-02-2007
Ludzie jak ludzie... :P
Zazwyczaj nieskomplikowane historie napisane prostym językiem cieszą się większym powodzeniem wśród większości ludu, który ma gust jaki ma - niezbyt wybredny. :P

GeedieZ - 10:54 07-02-2007
"Nocarz" był po prostu nudny i dziecinny. Taka sensacja dla fanów wampirów. Nie wątpię, że film na jej podsatrwie zyskałby rzesze fanów, zwłaszcza tych młodszych, którzy pasjonują się bronią palną. W głównej roli oczywiście Bruce Willis... bo przeciez nie Małaszyński :/ No dobra, zapędziłem się. Nigdy nie zrozumiem co ludzie w tej książce widzą. Oceny ma zdecydowanie za wysokie, dorównujące niemal Huberathowi.

Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"


 Morgan, Richard - "Siły rynku"

 Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

Fragmenty

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS