NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Mammay, Michael - "Przestrzeń"

Sanderson, Brandon - "Droga królów" (twarda okładka)

Ukazały się

McDonald, Ian - "Luna: Wschód"


 Gwynne, John - "Gniew"

 Stephenson, Neal - "Śnieżyca"

 Domagalski, Dariusz - "Więzy krwi"

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (miękka)

 Piekara, Jacek - "Ja, inkwizytor. Przeklęte kobiety" (twarda)

 Lem, Stanisław - "Wysoki Zamek"

 Carter, Rachel E. - "Ostatnia walka"

Linki

Eschbach, Andreas - "Bilion dolarów"
Wydawnictwo: Solaris
Tłumaczenie: Joanna Filipek
Data wydania: Grudzień 2006
ISBN: 83-89951-11-8
Oprawa: miękka
Format: 135x215
Liczba stron: 696
Cena: 45,00



Eschbach, Andreas - "Bilion dolarów"
nutka Posłuchaj recenzji w formacie mp3

Historia opowiadana przez Eschbacha ma swoje korzenie jeszcze w piętnastym wieku. Żył wtedy wenecki kupiec Giacomo Fontanelli. Pewnego dnia wydarzyło się coś, co zmieniło jego losy – doznał wizji, w której Bóg przykazał mu spieniężyć majątek i wpłacić do banku. Po równych pięciuset latach, wedle testamentu, który kupiec spisał pod wpływem widzenia, majątek miałby odziedziczyć najmłodszy żyjący męski potomek Fontanellich i „przywrócić ludziom utraconą przyszłość”. Ani czytelnik, ani ów potomek, którym okazuje się być John Fontanelli, nie wiedzą, jak interpretować to niejasne proroctwo. Nikt nie wie też, czy kupiec z piętnastego wieku naprawdę usłyszał polecenie od Boga, czy też inaczej – może po prostu miał sen. Faktem jest, że po pięciuset latach majątek znacznie urósł. Do biliona dolarów. Do tysiąca miliardów, do miliona milionów. Więcej niż posiadałby Bill Gates po pomnożeniu własnej fortuny dwieście razy. Czy proroctwo jest prawdziwe czy nie – taką sumą można naprawdę wiele zmienić. Spadek jest dla Johna całkowicie niespodziewany. Można się zastanawiać, czy jest właściwą osobą na właściwym miejscu: wszak najmłodszy żyjący Fontanelli był do tej pory jedynie rozwozicielem pizzy, ledwo zarabiającym na czynsz.

Trudno sklasyfikować powieść Eschbacha, choć chyba najprościej powiedzieć, że to książka sensacyjna, w której fantastyka występuje w ilościach śladowych. Poza tym, zgodnie z notką promocyjną – jest to w dużej mierze powieść o pieniądzu. Autor bardzo rozlegle wyjaśnia kwestie finansowe. Zarówno przy okazji majątku Johna, jak i jego gigantycznej korporacji tworzonej jako zaplecze dla przyszłych działań. I czyni to przystępnie, w sposób ciekawy. Co nie znaczy, że sensowny. Nie jestem obeznany z bankowością i ekonomią na tyle, by móc wykazać precyzyjnie i z przekonaniem wszystkie błędy Eschbacha, jednak znajdują się tu elementy, które nawet laik oceni jako niedorzeczne. Na przykład niemożliwym jest, aby w piętnastym wieku ktoś dokładnie wyliczył, w jaki sposób będą rosły sumy na kontach bankowych na przestrzeni wieków i dokładnie podał, że w roku 1995 wyniosą bilion dolarów.
Wedle prognoz, które sporządzają naukowcy pracujący dla Fontanenelliego, zagłada ludzkości jest dość pewna – i to za kilkadziesiąt lat. Przyczyn jest wiele i nakładają się one na siebie. Wyeliminowanie jednej nie zapobiegnie innym, a często nawet je przyśpieszy. Tu objawia się kolejny obok spraw finansowych ważny element powieści: próba analizy dalszych losów naszego gatunku. W większości wypadków problem stanowi wyniszczanie środowiska – ale co można zrobić, aby zmniejszyć wykorzystanie surowców i postępujące skażenie przyrody? Inna kwestia to nadmiar ludzi – ale jak zmniejszyć zbyt wysoki współczynnik przyrostu naturalnego? Eschbach porusza najróżniejsze tematy, z których każdy może być problemem dla ludzkości w nadchodzących dziesięcioleciach. Niestety i w tym przypadku trudno jednoznacznie ocenić trafność wniosków i hipotez, jakie podaje autor – choć przyznam: niektóre z nich brzmią przekonująco.

Oprawa powieści to sprawa wymagająca kilku dodatkowych zdań. Na pierwszy rzut oka książka wygląda pięknie: przypomina gruby plik banknotów – oczywiście bilion dolarowych – spiętych banderolą. Również we wnętrzu pomyślano o specjalnym wystroju: strony są ponumerowane począwszy od 1000000000$, a pod większością stron widnieją ciekawostki związane z liczbą dolarów oznaczającą stronę. Taka edycja jest czymś niecodziennym i sprawia, że książka Eschbacha na pewno będzie czymś wyjątkowym w naszym księgozbiorze. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie zgrzyty, które oczywiście musiały się pojawić. Po pierwsze: redakcja. Czytałem gorsze pod tym względem książki Solarisu, ale niektóre zdania wołają o pomstę do nieba. Drugi negatywny aspekt to brak podziału na podrozdziały – akapity opisujące zupełnie różne wątki nie są od siebie oddzielone nawet przerwą. Dziwny mankament, do którego na początku trudno przywyknąć. Po wczuciu się w lekturę na szczęście nie sprawia już problemu, jednak zdecydowanie jest wadą. Być może takie rozwiązanie było już w oryginale, wprowadzone przez autora – wtedy minus pozostaje, tylko że nie obciąża w pierwszym rzędzie konta Solarisu.

Oparcie powieści na wcześniej wymienionych elementach dało interesujący efekt; bo mimo wszystko opisywana przez autora „utracona przyszłość” intryguje. Całość czyta się dobrze – przy czym niektóre rozdziały można byłoby po prostu wyciąć, szczególnie w pierwszej części książki. Znalazło się też niestety miejsce na banał i moralizatorstwo. Odnośnie tego ostatniego wypada zastrzec, że na przekór pewnym widocznym ambicjom autora trudno odnaleźć w „Bilionie dolarów” elementy zmuszające do głębszej refleksji. Trudno tym bardziej, że brak historii wyraźnej pointy. Może w tej opowieści o rozwozicielu pizzy, na którego wraz z niewyobrażalną fortuną spadło brzemię troski o los ludzkości, niektórzy z Was znajdą coś więcej - ja jednak postrzegam ją jako intrygującą powieść o ciekawych założeniach, która wciąga i potrafi uprzyjemnić parę dni. Nie rewelacyjną, nie dla osób oczekujących żelaznego realizmu, ale na pewno przyjemną.



Ocena: 7/10
Autor: Vampdey


Dodano: 2007-01-25 14:59:07
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Atwood, Margaret - "Testamenty"


 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

Fragmenty

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS