NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zamiatin, Jewgienij - "My"

Watts, Peter - "Ognisty deszcz"

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Pilipiuk, Andrzej - "Księżniczka" (2020)

 Biedrzycki, Bartosz - "Zimne światło gwiazd"

 Campbell, Jack - "Zaginiona flota. Odważny" (2020)

 Kloos, Marko - "Wstrząsy wtórne"

 Nieściur, Sławomir - "Blokada"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka angielskiego"

 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

Linki

Wrede, Patricia C. - "W poszukiwaniu smoka"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Wrede, Patricia C. - "Kroniki Zaczarowanego Lasu"
Data wydania: Styczeń 2007
Oprawa: miękka
Format: 135x205
Liczba stron: 192
Tom cyklu: 2



Wrede, Patricia C. - "W poszukiwaniu smoka" #4

ROZDZIAŁ 4
w którym mag składa wizytę

Kiedy Mendanbar wrócił do zamku, pierwszą osobą, jaką zobaczył, był Willin, który stał w bramie z wyraźną ulgą na twarzy. Zanim jednak król dotarł w zasięg słuchu, twarz elfa przybrała wyraz gniewnego niezadowolenia.
– Cieszę się, że Wasza Wysokość wrócił bezpiecznie – powiedział sztywno zarządca. – Już miałem wysłać oddział na poszukiwania.
– Willinie, to śmiesz...
Mendanbar przerwał, gdy uświadomił sobie, co to oznacza. Willin może marudzić i narzekać na króla, który gdzieś znika, lecz nie wysłałby nikogo na poszukiwania, gdyby nie miał poważniejszych powodów do irytacji.
– Co się stało?
Willin wyprostował się lekko.
– Wasza Wysokość ma nieoczekiwanego gościa. – Przerwał na chwilę. – A przynajmniej zakładam, że nie był oczekiwany.
– Przestań tak na mnie patrzeć – poprosił Mendanbar. – Z całą pewnością nikogo nie oczekiwałem. Przecież bym ci powiedział.
– Tak też uznałem. – Willin uspokoił się nieco. – A ponieważ Wasza Wysokość ma zwykle dobrą pamięć, byłem praktycznie pewien, że nie opuściłbyś, panie, zamku tak nagle, gdybyś miał umówione spotkanie.
– Kto to jest? – spytał Mendanbar. – Mam nadzieję, że to nie kolejna skarga od elfów Ciemnego Poranka. Jeśli tak, to możesz im powiedzieć, że nie chcę ich widzieć. Mam już dosyć ich marudzenia i mam ważniejsze sprawy, którymi muszę się pilnie zająć.
– Nie – zapewnił go Willin. – To Zemenar, przewodniczący Towarzystwa Magów.
– Och, litości – westchnął Mendanbar.
Tylko raz spotkał przewodniczącego, podczas koronacji, trzy lata temu, i już wtedy niespecjalnie go polubił. A jednak Towarzystwo Magów było wpływową grupą, a jego członkowie należeli do ludzi, których nie warto zrażać. Z roztargnieniem przejechał palcami po włosach.
– Jak długo czeka? Czego chce?
– Jest tu dopiero od kilku minut – uspokoił go elf. Znów zmarszczył brwi. – Nie chciał powiedzieć, w jakiej sprawie przychodzi, Wasza Wysokość. Oświadczył, że to sprawa wyłącznie dla uszu Waszej Wysokości.
– Pewnie – mruknął Mendanbar. – O ile pamiętam, ma trochę wygórowane mniemanie o własnej ważności.
– Wasza Wysokość! – obruszył się Willin wyraźnie. – Przewodniczący Towarzystwa Magów to osoba bardzo znaczna.
– On z pewnością tak właśnie myśli. Och, nie przejmuj się, rozmawiając z nim, nie powiem niczego nieodpowiedniego. Gdzie jest?
– Poprosiłem, aby zaczekał w głównej sali audiencyjnej.
– Dobrze. Pójdę zobaczyć, czego chce. A ty zabierz to do kuchni. – Mendanbar wręczył elfowi butelki z cydrem od Morweny.
Willin zamrugał zdziwiony, lecz zanim zdążył się opanować, król schwycił garść magii i skręcił mocno.
Dziedziniec rozpłynął się w białej mgle. Chwilę później mgła się rozwiała, zostawiając Mendanbara stojącego pośrodku gabinetu. Drewniany gargulec w kącie natychmiast zaczął na niego wrzeszczeć:
– Ty! Bezczelny jesteś, wchodząc tu, jakby nic się nie stało. Pewnie zdawało ci się, mogę się założyć, że ta sztuczka z mydlaną wodą była zabawna! Pożałujesz, kiedy drewno zacznie gnić od wilgoci, poczekaj tylko.
– Po to właśnie tu jesteś – odparł król, kładąc na biurku książkę pożyczoną od Morweny. – Masz nas uprzedzać, kiedy drewno zacznie się psuć albo pojawią się termity, żebyśmy mogli wszystko naprawić, zanim zamek się rozpadnie.
– I tak mi się odwdzięczasz? – narzekał gargulec. – Woda w oczach i mydło w uszach. Jak niby mam wykonywać swoją pracę, kiedy nic nie widzę?
Mendanbar słuchał nieuważnie, przeszukując przy tym biurko. Złoty diadem, jaki nosił przy oficjalnych okazjach, leżał w dolnej szufladzie, pod stosem starych kopert i nieważnych już zaproszeń na bale, bankiety, przyjęcia urodzinowe, mecze krykieta i popołudniowe herbatki. Wkładając diadem na głowę, ze zmarszczonymi brwiami przyglądał się zawartości szuflady, nie rozumiejąc, po co wciąż trzyma te bezużyteczne papiery. Po raz setny w tym tygodniu obiecał sobie, że już wkrótce wszystko posprząta. Potem zamknął szufladę i rozejrzał się, czy o niczym nie zapomniał.
– Słuchasz mnie? – wrzasnął gargulec.
– Oczywiście, że nie – odparł Mendanbar. – Nigdy nie słucham, kiedy zaczynasz mnie obrażać.
– Obrażać? Chcesz obrazy? To ja cię zaraz obrażę! Ubierasz się idiotycznie! Masz nogi niczym słoń! Twój nos jest za wielki, a uszy odstające!
– Nie za bardzo w porównaniu do twoich. – Król uśmiechnął się i podszedł do drzwi. – Przestań nudzić, jeśli widzisz tam z góry mój nos, to znaczy, że z twoimi oczami jest wszystko w porządku.
– Twoja fryzura jest jak ptasie gniazdo! – krzyknął gargulec, zanim drzwi zamknęły się za Mendanbarem. – Ptasie gniazdo, słyszałeś?
Król przewrócił oczami i ruszył korytarzem w stronę sali audiencyjnej. Podejrzewał, że prędzej czy później będzie musiał przeprosić gargulca, chyba że znajdzie jakiś sposób, aby go wyciszyć, żeby mu nie przeszkadzał podczas pracy. Może dałoby się wyczarować korki do uszu blokujące głos gargulca i nikogo więcej. Tak precyzyjne zaklęcie będzie dość trudne, ale zabawnie byłoby widzieć minę gargulca, gdy ten zauważy, że król nie przejmuje się jego gadaniem. Mendanbar uśmiechnął się i otworzył tylne drzwi do sali audiencyjnej.
Zemenar odwrócił się, gdy wszedł król, a błękitnoszara szata zawinęła się wokół niego. Rysy twarzy miał tak samo ostre i kanciaste, jak Mendanbar to zapamiętał. Mag spojrzał na króla badawczo i pochylił głowę.
– Wasza Wysokość.
– Witaj, Pierwszy Magu – odparł Mendanbar i skłonił się w odpowiedzi.
Coś pociągnęło delikatnie jego umysł i odwróciło uwagę. Pasemka magii, zawsze obfite wewnątrz zamku, dryfowały powoli w stronę laski Zemenara. Jeszcze minuta czy dwie, a zaczną zwijać się wokół niej i nawijać jak na szpulę. Długo nie potrwa, a laska wchłonie je, zostawiając splątany supeł w uporządkowanej sieci. Mendanbara czekały potem długie godziny pracy, aby to rozplątać.
Zdarzało się to za każdym razem, kiedy mag przybywał do Zaczarowanego Lasu i było bardzo kłopotliwe. Król zmęczył się już proszeniem magów, by powstrzymali swe laski od wsysania magii. Praktycznie nie rozumieli, o czym mówi, a jeśli już zdołał to jakoś wytłumaczyć, na ogół irytowali się i obrażali. Nie chciał narażać się przewodniczącemu Towarzystwa Magów, lecz nie miał też ochoty na spędzenie całego popołudnia przy sprzątaniu magicznego bałaganu w środku własnego zamku. Sięgnął więc myślą i odsunął niewidzialne nitki od laski maga.
Zemenar chyba tego nie zauważył.
– Przybyłem zobaczyć się z tobą w niezwykle istotnej dla Towarzystwa Magów sprawie – zaczął, gładząc dostojnie długą siwą brodę. – Mam nadzieję, że zechcesz nam pomóc.
– To zależy, o jaką pomoc poprosisz – odparł król. – Są pewne rzeczy, których bym nie zrobił i są też takie, których nie potrafię. Jestem pewien, że to rozumiesz.
– Całkowicie – zapewnił Zemenar, lecz tonem nieco urażonym, jakby spodziewał się, że Mendanbar zgodzi się od razu, nie zadając żadnych zbędnych pytań.
Król, zniechęcony, miał ochotę przewrócić oczami. Każdy, kto mieszkał w Zaczarowanym Lesie zdawał sobie sprawę z tego, że nie należy składać obietnic, nie wiedząc wcześniej, co się obiecuje. Czy ten mag uważał, że król jest młody – więc głupi?
– Mieliśmy ostatnio w Towarzystwie Magów bardzo wiele problemów ze smokami z Gór Poranka – ciągnął Zemenar. – Stanowią źródło kłopotów.
– Nie sądzę, bym mógł coś na to poradzić – odparł Mendanbar. Nitki magii znów dryfowały w stronę laski maga. Odepchnął je raz jeszcze. – Góry Poranka nie są częścią Zaczarowanego Lasu, więc nie mogę po prostu nakazać smokom odpowiedniego zachowania. Jeśli mielibyście jakieś problemy z elfami, mógłbym...
– Oczywiście nie chcemy wplątywać cię w nasze spory – przerwał gładko Zemenar. – Jednakże jednym z rezultatów naszej kłótni jest to, że Kazul, Król Smoków, odcięła Towarzystwu dostęp do Grot Ognia i Nocy.
– Nadal nie rozumiem...
– Groty te są źródłem wielu składników, których używamy w naszych zaklęciach – przerwał ponownie Zemenar. – Są też jedynym miejscem, gdzie można wykonać pewne obiekty potrzebne do badań. – Przerwał, zamrugał i przesunął palcami po lasce, jakby myślał, że jest tam jakaś nierówność i próbował dyskretnie ją odszukać, nie zwracając na siebie uwagi. – My, znaczy Towarzystwo Magów, musimy mieć możliwość wejścia do tych jaskiń.
– Mów dalej. – Mendanbar starał się ukryć ton irytacji.
Nie podobał mu się ten wykład Zemenara, miał dość tego, że mag stale mu przerywa, i wciąż nie rozumiał, co spór Towarzystwa ze smokami ma z nim wspólnego. A na dodatek niewidoczne nitki magii znów przesuwały się w stronę laski Zemenara, zupełnie jakby coś je tam wciągało. Król szarpnął je mocno, żałując, że nie może zrobić tego samego z magiem.
– Tu właśnie widzimy twoją rolę, Wasza Wysokość – rzekł Zemenar. Wydawał się trochę roztargniony, jakby usiłował się skupić na dwóch rzeczach jednocześnie. – Ach, no, byłbyś niezwykle użyteczny... to znaczy mógłbyś niezwykle nam pomóc.
– Jak?
Pasma magii sunęły teraz w stronę laski szybciej niż kiedykolwiek. Mendanbar wiedział, że jeśli wciąż będzie musiał je odciągać, wkrótce nie zdoła skoncentrować uwagi na niczym innym. Zastanawiał się chwilę, gdy Zemenar nadal mówił monotonnie, potem chwycił gruby niewidzialny powróz i szybkim gestem zarzucił go jak pętlę wokół Zemenara. Pętla unosiła się o trzy stopy od Pierwszego Maga i powoli wirowała. Inne pasma płynęły w jej stronę i odbijały się, zanim zbliżyły się do laski. Mendanbar uśmiechnął się lekko.
Mag przerwał przemowę w pół zdania.
– Co to? – zapytał.
– Bardzo przepraszam – odparł z godnością król. – Jako że jestem władcą Zaczarowanego Lasu, zdarzają się czasem sprawy, wymagające natychmiast mojej uwagi. Właśnie tę rozwiązałem.
Zemenar zmarszczył brwi wyraźnie zaskoczony.
– Rozwiązałeś? Ale nie wyczułem żadnego zaklęcia... – urwał, patrząc skonsternowany na Mendanbara.
– Oczywiście, że nie – rzucił władca lekceważąco i uśmiechnął się w głębi ducha.
Najwyraźniej magowie wyczuwali normalnie rzucane zaklęcia, ale nie mieli pojęcia, w jaki sposób używa magii Mendanbar. Zastanawiał się, dlaczego nikt nigdy mu o tym nie wspomniał. Niewykrywalne zaklęcia mogą dawać wielką przewagę jeśli kiedykolwiek miałby kłopoty z Towarzystwem Magów.
– To nie było właściwie zaklęcie, a pewne działanie z mocami lasu. Nie musisz się tym przejmować.
– Oczywiście, Wasza Wysokość – rzekł Zemenar, po długiej chwili milczenia. – Czy mogę mówić dalej?
– Proszę.
– To, o co chcemy cię poprosić, to zgoda, aby magowie z naszego Towarzystwa wkraczali do Grot Ognia i Nocy od strony Zaczarowanego Lasu – wyjaśnił mag. – Sądzę, że jest takie przejście, gdzieś na twojej wschodniej granicy.
– Istotnie, ale nie zostaje w miejscu – przypomniał Mendanbar. – Nic w Zaczarowanym Lesie nie zostaje. Przynajmniej nie na długo.
– Ale zawsze znajduje się mniej więcej w tym samym obszarze – odparł Zemenar z dużą pewnością siebie. – Chętnie poświęcimy czas niezbędny, aby je znaleźć.
Król pomyślał o gigantycznej liczbie supłów i węzłów, jakie pozostawią po sobie magowie, szukając w lesie wejścia do jaskiń. Z trudem powstrzymał drżenie.
– A co ze smokami?
– Jeśli ty nie masz nad nimi władzy, to i one nie mają nad twoją bramą do Grot Ognia i Nocy – ciągnął mag, uważnie obserwując króla zimnymi jasnymi oczami.
– Nie o to mi chodziło. – Mendanbar udał, że się zastanawia. – Myślę, że muszę odmówić twojej prośbie, przynajmniej chwilowo – rzekł tonem tak roztropnym, jak tylko potrafił. – Najpierw powinienem wyjaśnić z Królem Smoków różnice w poglądach na pewne sprawy. Z tego, co mówisz, smoki będą protestować, kiedy wpuszczę magów do Grot Ognia i Nocy, a nie chciałbym utrudniać swoich rozmów z nimi bardziej, niż to konieczne. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
– Aha. – Przelotny wyraz satysfakcji przemknął po twarzy Zemenara. – Przykro mi słyszeć, że ty też masz kłopoty ze smokami. Mam nadzieję, że potrafisz je rozstrzygnąć właściwie. To chytre stworzenia, jak wiesz, i trudno odgadnąć, o czym tak naprawdę myślą.
To samo można powiedzieć o przewodniczącym Towarzystwa Magów, pomyślał Mendanbar.
– Dziękuję za te życzenia – odparł głośno.
– Gdybyś potrzebował naszej pomocy, Towarzystwo Magów chętnie udzieli ci rady. – Mag uśmiechnął się. – Przez lata zdobyliśmy bardzo wiele doświadczeń w kontaktach ze smokami.
– Dziękuję za propozycję – rzekł ostrożnie król. Nie chciał urazić Pierwszego Maga, ale wątpił, czy ich rady mu pomogą. W końcu wydawało się, że mają więcej kłopotów ze smokami niż on.
– Czy spotkałeś już nowego Króla Smoków, albo jej księżniczkę? – ciągnął mag.
– Nie... Księżniczkę? – Mendanbar zapomniał o czujności, ogarnięty falą niepokoju. – Król Smoków ma księżniczkę?
– Ma, w samej rzeczy. – Zemenar lekko zmarszczył brwi, a palcami znowu zaczął gładzić laskę. – Ona naprawdę sprawia kłopoty... Ta księżniczka. Nasze nieporozumienia ze smokami to właśnie jej wina.
– Och, litości. – Mendanbar uniósł dłoń, żeby przeczesać palcami włosy, ale w ostatniej chwili przypomniał sobie, że nosi złoty diadem. – A król Kazul jej słucha?
– Oczywiście. A teraz i większa część smoków. Cimorena jest niemal szarą eminencją w Górach Poranka.
W głosie Zemenara zabrzmiało szyderstwo, a także tłumiony gniew. Mendanbar nie winił go za to. Sam miał dość kłopotów z księżniczkami, żeby wiedzieć, jaki to typ. Cimorena musi być jedną z tych pięknych, pustogłowych i ambitnych nudziarek, których jedyny talent to niewinne spojrzenia błękitnych oczu i zdolność owijania sobie ludzi – czy też, w przypadku Cimoreny, smoków – wokół małego paluszka. Pewnie jest zbyt głupia, żeby zrozumieć, jak wiele problemów powodują jej manipulacje, a jeśli nawet zauważyła, to pewnie podoba jej się, że ma taką władzę wywoływania chaosu.
– Och, litości – powtórzył.
Dlaczego Morwena go nie ostrzegła? Cóż, tak czy inaczej, musi porozmawiać z Kazul. Może Morwena słyszała o jego niechęci do księżniczek i nie chciała dostarczać pretekstu, żeby odłożył wizytę. Po raz pierwszy Mendanbar spojrzał na Zemenara z pełnym zrozumieniem.
– Dziękuję, że mnie uprzedziłeś.
– Nie ma za co – odparł mag. – Daj mi znać, Wasza Wysokość, jak poszły sprawy. I pamiętaj, że Towarzystwo Magów udzieli ci wszelkiej pomocy, jakiej możesz potrzebować. To przecież w naszym własnym interesie. Im szybciej rozstrzygniesz ten drobny spór, tym szybciej będziesz mógł rozważyć naszą prośbę o dostęp do Grot Ognia i Nocy.
– Tak, oczywiście – przyznał Mendanbar. – Więc to już wszystko? Willin odprowadzi cię do bramy.
– Nie ma takiej potrzeby. – Zemenar rzucił uśmiech, od którego królowi zamrowiły zęby. – W końcu jestem magiem. Żegnam, Wasza Wysokość.
Mag skłonił się, a potem nagle całkowicie zniknął. Nie, nie całkiem, Mendanbar wyczuwał bryłę magii pośrodku tego zapętlonego zaklęcia, w miejscu, gdzie przedtem stał Zemenar. Król zmarszczył brwi. Owszem, był wdzięczny za ostrzeżenie przed księżniczką Kazul, ale to przecież nie powód, żeby mag zostawiał w jego zamku jakieś magiczne odpadki.
Sięgnął do pętli, by ją rozwiązać i nagle znieruchomiał. Skoro był w domu, może to zrobić prostszą metodą. Pociągnął inne pasmo magii i cała sala audiencyjna rozpłynęła się wokół niego.

* * *
Zmaterializował się w chłodnym mroku zamkowej zbrojowni. Kolejnym magicznym ruchem zapalił pochodnie na ścianach i rozejrzał się. Willin ciężko pracował od jego ostatniej wizyty w tym miejscu. Większość mieczy i tarcz, które wcześniej leżały stosami po kątach, teraz wisiała parami na ścianach. Dodatkowe miecze, włócznie, maczugi, lance i noże wisiały rzędami wyżej. Efekt był niemal ozdobny. Mendanbar zapisał w pamięci, żeby pochwalić elfa, a potem podszedł do drewnianych skrzyń przy przeciwległej ścianie.
Ta, której szukał, stała w samym środku. Sięgnął do kieszeni po klucz i uświadomił sobie, że zostawił go na biurku. Westchnął i pstryknął palcami, a klucz z cichym stuknięciem pojawił się w powietrzu na wysokości nosa i spadł mu na dłoń. Mendanbar uśmiechnął się i otworzył kufer. Willin cały czas go upominał, że powinien zamówić odpowiednie zestawy kluczy do rozmaitych drzwi, szuflad, skrzyń i kryjówek w całym zamku. Mendanbar nie widział jednak żadnego powodu, by tracić na to czas, skoro Klucz do Zamku pozwalał otworzyć wszystko.
Zresztą Willin w końcu też nie potrzebował żadnego zaklęcia, żeby przywołać ten Klucz, myślał król, unosząc wieko skrzyni. Klucz posiadał własną magię. Dopóki przebywał wewnątrz zamku, przybywał do każdego, kto go wezwał. Zarządca chciał po prostu wyglądać na ważniejszego, nosząc u pasa pęk kluczy. Mendanbar zajrzał do skrzyni i zapomniał o elfie.
Wewnątrz leżał tylko jeden przedmiot: lśniący w blasku pochodni miecz. Był całkiem prosty, niemal pospolity, wcale nie wydawał się magiczny, choć każdy, kto przyjrzał mu się bliżej, zauważał, że błyszczał zbyt jasno i miał zbyt ostre krawędzie jak na zwykły miecz. Mendanbar wyciągnął dłoń i z westchnieniem satysfakcji ujął rękojeść. Niewidoczne pasma magii w powietrzu zabrzęczały w odpowiedzi, gdyż miecz ten był połączony z wątkiem i osnową Zaczarowanego Lasu w sposób, którego nikt, nawet królowie, dobrze nie rozumiał. Mendanbar zawsze czuł się lepiej, gdy miał przy sobie ten miecz, choć przecież nie mógł go nosić cały czas po zamku. Willin był niezadowolony, a goście wyraźnie nerwowi. Dlatego trzymał miecz w zbrojowni, dopóki nie znalazł jakiegoś pretekstu, aby go użyć.
Wyprostował się i dwukrotnie machnął nim dla zabawy. Potem przeszukał zbrojownię, aż znalazł pas i pochwę. Zapiął pas na biodrach i wsunął miecz na miejsce. Potem skinął dłonią i wrócił z powrotem do sali audiencyjnej.



Dodano: 2007-01-20 13:04:17
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Galapagos"


 Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"

 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS