NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Haldeman, Joe - "Wieczna wojna" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Ukazały się

antologia - "Opowieści niesamowite z języka niemieckiego"


 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Zagubiona przyszłość" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Proxima" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Kosmiczni bracia" (reedycja)

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper" (2020)

 Caldecott, Andrew - "Miasteczko Rotherweird"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

 Gwynne, John - "Gniew"

Linki

Wroński, Marcin - "Tfu pluje Chlu! czyli opowieści z Pobrzeża"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Kwiecień 2005
ISBN: 83-89011-54-9
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 352
Cena: 24,99 PLN
miejsce wydania: Lublin
seria: Kuźnia Fantastów



Wroński, Marcin - "Tfu pluje Chlu! czyli opowieści z Pobrzeża" #2

Nzalan zwany Śmierciuchem

Był raz sobie nekromanta,
Który kochał trupa,
Bo go bardzo podniecała
Każda zimna dupa.

z pieśni biesiadnej studentów Akademii przypisywanej bakałarzowi Vijo z Miasta Trzech Słońc


Pomór wyszedł z morza na trzy dni przed Świętem Żeglarzy. Ludzie widzieli, jak ociekając wodą, cuchnący wlókł się nabrzeżem ku miastu. Kilka dni potem na podłogę tawerny „Pod Ostrobokiem” zwalił się najroślejszy z marynarzy „Czarnej Mątwy” i już go nie podniosły ani życzliwe kopniaki kamratów, ani wlana do ust woda z pieprzem. Nie trzeba było długo czekać na kolejne śmierci i to nie cherlawych młodzików, ale najbardziej zahartowanych wioślarzy. Nie wyszła już z portu „Czarna Mątwa” ani „Mewa”, tylko „Trójwąż” zdążył umknąć przed Pomorem, bo kapitan nie zezwolił załodze zejść na ląd z powodu źle zszytego żagla. Do końca swych dni sławić będą srogiego szypra i zaśpiewy przy wiosłach układać:


Prze-chy-trzy-li my Po-mo-ra!
W Mo-lku ka-żden wio-ślarz ko-na.
„Cza-rna Mą-twa” ro-pą bro-czy.
„Tró-jwąż” wnet przez mo-rze sko-czy!
Od Ay-tla-nu po Po-brze-że
Ty-lko „Tró-jwąż” to-war bie-rze.


Nie, Pomór wyszedł z morza, ale później, w samo święto. Trzy dni wcześniej to był tylko utytłany w algach przygłup-tragarz. Sternik „Czarnej Mątwy” zrzucił go z trapu, bo pluł za burtę, obrażając boga Chlu. Ludzie to widzieli i by zaświadczyli, gdyby żyli jeszcze. I właśnie przez to jego plucie trzy dni później fale pchnęły Pomora do miasta. Ale reszta się zgadza.
No nie całkiem! Pomór nie wyszedł z morza, lecz ze starego smętarza. Ludzie go widzieli, jak przegrzebywał mogiły i ścierwa szukał. A że nie znalazł, to poszedł najpierw na portowe śmietnisko, magazyny oślinił i spichlerze zatruł. Dopiero jak marynarze zaczęli umierać, wspiął się Pomór schodami ku miastu w noc po Święcie Żeglarzy. Ale tego to już nikt nie widział, bo Matka-Księżyc nie paliła ognia. Tylko psy szczekały donośniej niż innych nocy.
Nie, szlachetny panie, to nekromanta spod smętarza zapragnął więcej zarobku! Zatruł studnie czy zadżumił powietrze — ta sprawa wymaga dokładnego śledztwa. Jedno pewne, skąd by ów Pomór nie wyszedł, pierwsze śmierci nastąpiły w dzielnicy portowej, nie opodal domostwa Nzalana — ledwie o parę ulic w dół. No i któż inny miałby jakiś interes w niewinnych ofiarach, jeśli nie on?
Quotlin, namiestnik Molku, słuchał tego odgrodzony od zarazy podwójnymi murami pałacu. Patrzył z wysoka na miasto spływające z gór ku morzu. Stąd, z jego okna zawsze wyglądało ono tak samo i każda wersja wydarzeń wydawała się równie prawdziwa. Jednak namiestnik musiał wybierać. Doradcy otaczali go półkolem, czekali.
— Nie można dziś powiedzieć, jak było — powiedział w końcu Quotlin, pan Molku. — Ale to ostatnie brzmi najbardziej prawdopodobnie.
Doradcy schylili głowy w ukłonie.
— Przemawia przez ciebie mądrość Aytlanu, panie — Tayno, starszy Gildii Kupieckiej, powiedział to bez podziwu, ale z wyraźnym zadowoleniem.


Dodano: 2006-10-07 10:11:22
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Vonnegut, Kurt - "Recydywista"


 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

 Heinlein, Robert A. - "Drzwi do lata"

Fragmenty

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS