NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Zamiatin, Jewgienij - "My"

Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak" (Kolekcja Wehikuł czasu)

Ukazały się

antologia - "Kryształowe smoki 2019"


 Nieściur, Sławomir - "Blokada"

 antologia - "Opowieści niesamowite z języka angielskiego"

 Chokshi, Roshani - "Srebrzyste węże"

 Kamiński, Tomasz - "Polowanie"

 Komuda, Jacek - "Wizna"

 antologia - "Tarnowskie Góry Fantastycznie 2"

 Hill, Joe - "Gaz do dechy"

Linki

antologia - "Księga smoków"
Wydawnictwo: Runa
Data wydania: Grudzień 2006
ISBN: 978-83-89595-30-0
Oprawa: miękka
Format: 160×240 mm
Liczba stron: 448
Cena: 34,50 zł



antologia - "Księga smoków"

Zawsze lubiłem antologie tematyczne – nie zwykłe zbiory opowiadań różnych autorów, które ktoś zebrał razem i wydrukował, ale właśnie wybór wyselekcjonowanych i napisanych specjalnie do konkretnej książki utworów poświęconych wspólnej tematyce. Pozwalają one na zapoznanie się z szerokim wachlarzem autorów i ich spojrzeniami na zadany temat. Co prawda odgórne założenia nie wszystkim odpowiadają, ale dobry pisarz powinien sobie z tym poradzić. Niestety, na naszym rynku wydawniczym antologie tematyczne polskich (ale nie tylko) autorów to prawdziwa rzadkość. Swego czasu było „Trzynaście kotów” z SuperNowej, ostatnimi czasy Fabryka Słów także wydała kilka zbiorów z opowiadaniami poświęconymi jednej tematyce. Teraz także Agencja Wydawnicza Runa przystąpiła do natarcia. W „Księdze smoków”, książce wydanej w znacznie większym formacie niż nas Runa przyzwyczaiła, znajdziemy dwanaście utworów autorów publikujących w tym wydawnictwie. Motywem przewodnim są oczywiście smoki – w różnych formach, odmianach i ujęciach.

„Księga smoków” rozpoczyna się z wysokiego C – przynajmniej dla osób lubiących prozę Ewy Białołęckiej i jej humorystyczną twórczość. „Szczeniak” to kolejne z opowiadań poświęconych Miejskim Oddziałom Drakonizacyjnym, znanym czytelnikom chociażby z trzech opowieści zamieszczonych w „Róży Selerbergu”. Autorka w charakterystyczny dla siebie, ciepły sposób przedstawia losy szczeniaka – czyli świeżego rekruta przybywającego na praktyki do posterunku MOD-u w Łomnicy. Pojawia się oczywiście kapral Ciapek, za którego sprawą także dojdzie do nielichego zamieszania. Lektura tego opowiadania to prawdziwa przyjemność, której nie umniejsza nawet fakt, że zabrakło mi w nim puenty.
Także Anna Brzezińska powraca do znanej wcześniej postaci, czyli Babuni Jagódki. Spokój Wilżyńskiej Doliny zakłócają rycerze polujący na smoka. Za sprawą tej krwiożerczej poczwary wielkości figurki na kominek spokojna dotąd kraina przeżywa najazd najprzeróżniejszych dziwaków i oryginałów – przecież już Andrzej Sapkowski zauważył, że za łowami na smoki ciągnie się cała kawalkada osobników chcących z tego wyciągnąć jakąś własną korzyść. Na głowie biednej Babuni ciąży odpowiedzialność za dalsze losy Doliny i... pewnego tęczowego stworka. W „Po prostu jeszcze jednym polowaniu na smoka” także znajdziemy więcej niż odrobinę humoru.
Skoro już mowa o opowiadaniach mających na celu rozbawienie czytelnika, to nie można pominąć Tomasza Kołodziejczaka i jego „Smoczego biznesu”. Niestety, by uzyskać zamierzony efekt, autor uciekł się do ogranych chwytów (zwracanie się bezpośrednio do czytelnika, parodia poszukiwacza przygód, nawiązania do naszej rzeczywistości), które w jego wykonaniu tylko kilkukrotnie spowodowały uniesienie kącików ust. Po okresie rozbratu z pisarstwem Kołodziejczak najwyraźniej nie wrócił jeszcze do dawnej formy. Zresztą jemu i tak znacznie lepiej wychodzi SF.
Jacek Piekara w charakterystyczny dla siebie sposób podszedł do tematu. W „Śmietnikowym dziadku i Władcy Wszystkich Smoków” wokół prostego pomysłu bazującego na schemacie: biedak – wielki spadek – związane z tym perypetie stworzył zgrabny, choć krótki utwór niejednokrotnie wywołujący uśmiech. Opowiadanie zapewne nie wszystkim przypadnie do gustu, bo powiela ono wszystkie zalety i wady pisarstwa Piekary (no, może tym razem obyło się bez skandalizujących treści). Jeśli jednak macie słabość do jego twórczości, to nie będziecie rozczarowani.
„Smok, dziewica i salwy burtowe” to opowiadanie, w którym dzielny kapitan O’Connor i załoga „Magdaleny” trafiają na wyspę jakby żywcem wziętą z „Parku Jurajskiego”. W rolach smoków zostały, rzecz jasna, obsadzone dinozaury, które napsuły sporo krwi nieulękłym korsarzom. Marcin Mortka po raz kolejny zaserwował swoim czytelnikom sporo dobrej zabawy, choć dla osób znających oba tomy „Karaibskiej krucjaty” niektóre z żartów i nawiązań okażą się wtórne (jak choćby Butcher krzyczący „Świeże mięso!”). Dla pozostałych będzie to jednak niewątpliwa zachęta do zapoznania się z powieściową częścią twórczości tego autora.

Słabo wypadły opowiadania dwóch pań. Izabela Szolc w „I to minie” zajmuje się osadzoną w chińskich realiach historią osieroconej dziewczynki. Jak łatwo się domyśleć, jej los jest nie do pozazdroszczenia, ale dzięki opiece starca ma możliwość poznania wielu tajemnic. Smok się pojawia, ale śmiem twierdzić, że jest on po prostu z obowiązku. To samo można by było osiągnąć innymi, mniej pretensjonalnymi środkiami. Po raz kolejny fabuła u Szolc jest tylko pretekstem do pokazania prywatnych poglądów autorki, choć tym razem utwór wyjątkowo nie epatuje feminizmem.
Drugie opowiadanie nie trafiające w moje gusta to „Łzy smoka” Iwony Surmik. Szczerze powiedziawszy, spodziewałem się wyraźnego nawiązania do historii Albany z „Talizmanu złotego smoka” i kontynuacji. Autorka jednak postanowiła zaprezentować coś innego, aczkolwiek niestety nieprzekonywującego. Pomysł na opowiadanie to kompilacja kilku oklepanych motywów, w dodatku przeciętnie wykonana. Psychologia głównego bohatera kuleje, rozwiązania fabularne rażą naiwnością. Jest to chyba najsłabsze opowiadanie w całej antologii – o ile Szolc nie można przynajmniej odmówić pomysłu, to u Surmik nie ma nawet tego.

Nieortodoksyjne spojrzenie na fantastyczne gady prezentuje trójka autorów. Maja Lidia Kossakowska w utworze „Smok tańczy dla Chung Fonga” prezentuje historię zawodowego zabójcy, który dostaje zlecenie na jednego z szefów tajskiej mafii – tytułowego Fonga właśnie. Wydawałoby się, że to nic trudnego, ale Chińczyk ma niezwykłe szczęście i na drodze asasyna ciągle coś staje na drodze. Kossakowska umiejętnie łączy sensacyjną fabułę z odwołaniami do chińskiej mitologii. Po raz kolejny ta autorka udowadnia, że jest świetna w krótkiej formie.
„Mój własny smok” Michała Studniarka to opowieść o walce ze swoim wewnętrznym demonem, smokiem, który zalęgł się w psychice głównego bohatera. Większość utworu to opis wewnętrznych potyczek postaci, prób przeciwdziałania złu i agresji w niej tkwiących. Rozczarowało mnie trochę zakończenie, zbyt banalne jak do przedstawionego zagadnienia, ale i tak jest to tekst wart uwagi.
Najpoważniejszym i najbardziej refleksyjnym utworem w „Księdze smoków” jest „Raport z nawiedzonego miasta” Wita Szostaka. Wybija się on zdecydowanie ponad pozostałe opowiadania z antologii. Autor porusza kwestie teologiczne, religijne, przedstawia reakcje ludzi na nietypowe sytuacje i zagrożenia, nie ucieka przed przedstawieniem pewnych mechanizmów rządzących ludzką społecznością. Pretekstem do tych rozważań jest pojawienie się w miejskiej katedrze smoka–bestii przemieniającej w kamień ją odwiedzających. Całość dzieje się we włoskiej scenerii, co tylko potęguje odczucia czytelnika. Jest to mocne zakończenie całej antologii, gdyż właśnie ten utwór został umieszczony przez wydawcę na końcu książki.

Maciej Guzek i Krzysztof Piskorski napisali obszerne opowiadania mające ze sobą kilka wspólnych elementów. Są to utwory dziejące się w świecie fantasy z pewną domieszką steampunka. Jest w nich dużo akcji, są sprawnie napisane i naprawdę potrafią przykuć uwagę. Ten pierwszy wykreował świat wcale nie odległy od naszego, w którym toczy się wojna pomiędzy zjednoczonymi snalami, orkami i ludźmi przeciwko elfom. Do walki używane są zróżnicowane środki zarówno techniczne jak i magiczne (między innymi fantastyczne bestie). Tło polityczne konfliktu zostało tylko lekko zarysowane, prawdziwym przedmiotem „Zmiany” jest pytanie, kto jest większym złem – bezmyślny smok palący ogniem, czy inteligentna istota snująca plany zagłady. Odpowiedź może być tylko jedna...
Dla odmiany Piskorski w „Darze dla cesarza” opowiada, jak to podczas wojen napoleońskich dużą rolę zaczęła odgrywać magia. Technika także wspięła się na wyżyny dzięki zastosowaniu aetheru magicznie wzmacniającego materię. Odkryto także możliwość przenoszenia się do innych wymiarów. Właśnie do jednego z nich wyrusza oddział wojska, by złapać w prezencie dla cesarza smoka. Ten jednakże ma na tę kwestię zupełnie inne spojrzenie. Pomysł na utwór wydaje się być pewną kompilacją motywów z „Jonathana Strange’a i pana Norella” Clarke, cyklu „Temeraire” Novik i „Wieków światła” MacLeoda, ale na całe szczęście Piskorski dodał także wiele od siebie, dzięki czemu czyta się to naprawdę dobrze i skojarzenia z innymi pozycjami są bardzo luźne. Nie przeszkadza nawet drobna niekonsekwencja.

„Księgę smoków” należy ocenić jak najbardziej pozytywnie. Jak to już jest w przypadku antologii, bardzo ciężko osiągnąć równy poziom wszystkich utworów, ale w tym przypadku nawet najsłabsze opowiadania prezentują przynajmniej przyzwoity poziom. Dodatkowo liczba udanych tekstów znacznie przewyższa te gorsze. Mówię tu przede wszystkim o warstwie fabularnej i koncepcyjnej, bo pod względem językowym niewiele jest do zarzucenia. Widać, że pisarstwo dla tych autorów to nie pierwszyzna.
Zbiór ten prezentuje doskonały przekrój przez autorów publikujących w Agencji Wydawniczej Runa, ale jednocześnie daje pogląd na całość polskiej fantastyki i tendencji panujących wśród jej autorów. Mamy więc humorystyczny postmodernizm u Mortki, klasyczne fantasy u Surmik i nieco wzbogacone bardziej współczesnymi elementami przez Guzka. Lekkie i zabawne historyjki jak u Białołęckiej przeplatają się z głęboką, refleksyjno-religijną prozą Szostaka. Nie zabrakło też psychologicznych wariacji Studniarka, mieszanki współczesności i mitu Kossakowskiej oraz charakterystycznego Piekary. Jak więc prezentuje się polska fantastyka? Podobnie jak smoki – bywa wspaniała i majestatyczna, czasem straszna, a czasem zabawna. Kluczem jest słowo „różnorodność”. I tak powinno być.


Ocena: 7/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2007-01-02 17:54:46
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Sam Sykes - wywiad z autorem "Siedmiu czarnych mieczy"


 Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?

 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

Recenzje

Adeyemi, Tomi - "Dzieci krwi i kości" i "Dzieci prawdy i zemsty"


 Wilhelm, Kate - "Gdzie dawniej śpiewał ptak"

 Collins, Suzanne - "Ballada ptaków i węży"

 Bradbury, Ray - "Green Town"

 Taylor, Dennis E. - "Gdyż jest nas wielu"

 Butcher, Jim - "Opowieść o duchach"

 Harrow, Alix E. - "Dziesięć tysięcy drzwi"

 Wolfe, Gene - "Miecz i Cytadela"

Fragmenty

 Elison, Meg - "Księga Bezimiennej Akuszerki"

 Możdżeń, Konrad - "Chodź ze mną"

 Zamiatin, Jewgienij - "My"

 Urbanowicz, Artur - "Paradoks"

 Sykes, Sam - "Siedem czarnych mieczy"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i lato z diabłem"

 Masterton, Graham - "Dzieci zapomniane przez Boga"

 Hałas, Agnieszka - "Czerń nie zapomina"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS