NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Jünger, Ernst - "Szklane pszczoły"

Morgan, Richard - "Modyfikowany węgiel" (Mag)

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



Paolini, Christopher - "Eragon"
Wydawnictwo: Mag
Cykl: Paolini, Christopher - "Dziedzictwo"
Data wydania: Styczeń 2005
ISBN: 83-89004-86-0
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 504
Tom cyklu: 1



"Eragon" - książka a film

Moim zdaniem „Eragon” to dobry materiał na widowiskowy, acz niekoniecznie ambitny film. Powieść Paoliniego to fantasy dość tandetne i nie mające w sobie żadnych ponadprzeciętnych cech, jednak – to trzeba uczciwie przyznać – nadająca się do przeniesienia na ekran lepiej, niż wiele ambitniejszych pozycji. Jest tu wszystko: bajkowy świat, wypróbowany schemat walki rebelii z złym władcą, młody bohater ruszający w podróż życia. Naturalnie, czynniki te tworzą kino komercyjne, które zbierze przed ekranem i miłośników fantasy, i dzieci. Nie ma sensu, abym ponownie opisywał fabułę „Eragona”, zainteresowanych zapraszam do recenzji.
Czego oczekiwałem? Właśnie widowiska; filmu, co umili czas i dostarczy rozrywki. Nadzieje dawała znakomita obsada: Jeremy Irons i John Malkovich to aktorzy, których klasa i talent są niewątpliwe. Robert Carlyle również stanowi atut większości produkcji, w których występuje. Jednak aktorzy to nie wszystko – Irons zagrał już w „Dungeons & Dragons” i jego rola bynajmniej nie uratowała tego filmu. Mimo to znane i poważane nazwiska mimo wszystko zachęcały do obejrzenia „Eragona”, tak samo jak finałowy zwiastun – zapowiadał typowe, niespecjalnie ambitne fantasy, jednak będące tym, czego można oczekiwać po tytule.

Ekranizacja jest dużo gorsza od książki – niby to zasada bardzo często się powtarzająca, ale filmowy „Eragon” jest marny, nawet w kontekście tej myśli. Nie ratują go ani dobrzy aktorzy, ani efekty specjalne (te również nie są specjalnie rewelacyjne). Zastanawiam się, co jest powodem nakręcenia tak słabego obrazu, ponieważ, jak już przecież pisałem, książka do zekranizowania jest wręcz stworzona. Błędem jest chyba złe jej potraktowanie: pomimo tego, że to, co zobaczymy na ekranie, jest w pewnej mierze wierne pierwowzorowi, to jedynie słaby wycinek oryginalnej akcji. Powieść młodego pisarza okaleczono, wycięto z niej wszystko poza główną osią fabuły, a to, co zostało przyśpieszono do granic możliwości. Aby uwiarygodnić moje słowa podam liczby: film trwa równe sto minut, czyli nawet nie dwie godziny, podczas gdy „Eragon” Paoliniego to bite pięćset stron.
To krótki czas trwania dzieła Stefena Fangmeiera stoi chyba za całym zamieszaniem, a przynajmniej jest jednym z głównych negatywnych czynników. Wycięto dużo, widz znający książkę ani się obejrzy, gdy spostrzeże, że Eragon dotarł już do siedziby Vardenów, podczas gdy w powieści była to końcówka – po prostu w tym wypadku ekranizacja to jedynie streszczenie powieści, bardzo pobieżne w dodatku. Nie rozumiem, dlaczego zdecydowano, że film ma trwać mniej niż dwie godziny; myślę, po tego rodzaju widowiskach oczekuje się, że „trochę potrwają” i w pełni zabiorą nas do przedstawianego świata, jak to było – nie szukając daleko przykładu – z „Władcą Pierścieni” Petera Jacksona. Wydarzenia w filmie następują zbyt szybko, nie przekazano wielu elementów, które powinny być pokazane dla zachowania wizji całości. Przez to treść wydaje się spłycona (nie to, aby w książce była specjalnie głęboka). Nawet dodatkowe dwadzieścia minut, do pełnych dwóch godzin, zwolniłoby tą galopadę i uzupełniło film.

Jak można było się spodziewać, pewne rzeczy w stosunku do powieści rozszerzono – analogicznie do „Władcy pierścieni” dodano efektowny prolog, mówiący o wojnie pomiędzy Jeźdźcami i przejęciu władzy przez Galbatorixa. Podobne jest również dodanie nowych wątków ukazujących akcję z strony „tych złych”. W książce nie poznaliśmy osobiście króla – w filmie pojawiają się sceny pokazujące narady Galbatorixa z Durzą.
Zostańmy na chwilę przy bohaterach. Postacie filmowe często pasują do wyobrażeń, jakie nasuwają się po lekturze, jednak są pewne wyjątki. Najlepiej pasują „młodzi” – Eragon, Murtagh oraz Roran. Również smoczyca Saphira dobrze wygląda i jest dość zgodna z wyobrażeniami po lekturze powieści – w dodatku to chyba jeden z nielicznych naprawdę udanych efektów specjalnych. Irons jako Brom jest ciekawy, jednak wybitnie nie pasuje do książkowego wyobrażenia. Odpowiadający w dużej mierze wizerunkowi starego barda Brom Paoliniego ma nikłe odbicie w postaci filmowej. Jeśli chodzi o kilka krótkich scen z Galbatorixem, to mam wrażenie, że wprowadzono je tylko po to, aby pokazać Malkovicha, który za dużo do zagrania nie miał. Można wspomnieć jeszcze o Durzy. Ta postać też nie jest zbyt podobna do pierwowzoru – książkowy Cień wydawał się być żywszy. Na ekranie postać to wymęczony strach na wróble – nawet oryginalne, płomiennie rude włosy są tu buro-rdzawe. Moim zdaniem ten wizerunek nie jest zbyt trafny.
Pisałem, że wiele rzeczy spłycono. Nie znajdziemy tu rozmachu, który powinien towarzyszyć produkcji fantasy za 100 milionów dolarów. Ktoś narzekał, że u Jacksona elfy nie były wystarczająco „elfie”? W „Eragonie” jest dużo gorzej. Krasnoludy z kolei całkowicie pominięto (chociaż istnieje możliwość, że nie zauważyłem ich ze względu na brak różnic w wyglądzie). Urgale były wersją orków „by Paolini”, przynajmniej takie wyobrażenie miało się podczas lektury. Na ekranie z istot tych pozostali śmiesznie ucharakteryzowani, niscy i łysi ludzie. Wszystko to sprawia, że odniosłem wrażenie, że twórcy nawet nie silili się na stworzenie filmu fantasy pełną gębą – takiego, który przedstawiałby barwny, baśniowy, a jednocześnie żywy świat. Wiadomo – ekranizacje zawsze różniły się od swoich pierwowzorów, a film nie daje możliwości przekazania wszystkiego, co zostało zawarte przez pisarza na papierze. Jednak, znowu powołując się na „Władcę Pierścieni” Jacksona, da się zaadaptować książkę umiejętnie, skracając i upraszczając treść, a jednocześnie zachowując większość wydźwięku oryginału.

Gdy piszę ten artykuł, wiadomo już, że filmowy „Eragon” jest jedną z najbardziej spektakularnych… klap finansowych w historii kina. Myślę, że nie ma się czemu dziwić – po prostu odnosi się wrażenie, że twórcom „nie zależało”. „Władca Pierścieni” odniósł sukces, „Harry Potter” nie mniejszy, więc i z „Eragonem” należało spróbować, nie zważając na to, jak będzie wyglądał efekt końcowy. Tym bardziej, że książka porównywana jest z literackim dzieckiem J.K. Rowling nader często. Ze swojej strony powiem tylko, że jeśli komuś zależy na poznaniu tej historii, zdecydowanie lepiej będzie przeczytać książkę Christophera Paoliniego, choć i ona nie jest rewelacyjna. Niby można powiedzieć, że jaka książka, taki film. Dla czystości sumienia trzeba jednak przyznać, że w konfrontacji książki z filmem powieść wypada kilka razy lepiej.



Autor: Vampdey


Dodano: 2006-12-31 17:41:23
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Shadowmage - 23:13 02-01-2007
Pozwoliłem sobie zacytować dwa posty z komentarzy o newsie dotyczącym tego artykułu, gdyż odnoszą się do niego bezpośrednio:


Lord Turkey pisze:Byłem, widziałem, lecz ksiażki nie czytałem - dlatego porównac nie mogę. Natomiast opinia autora artykułu o samym filmie prawie całkiem pokrwya się z moją. Film potraktowany jako miły "przerywacz", coś "tylko dla rozrywki" - sprawdza się całkiem nieźle. Przeszkadza jedynie krótki czas trwania i dubbing Saphiry - choc znany głos, dla mnie mało pasujący do postaci. Najlepsze kreacje to Jeremy Irons, Edward Speleers i królowa Elfów (nie wiem kto to... :/).

i
Bleys pisze:Ja z kolei ani bylem, ani czytalem, za to mam pare uwag do samego artykulu, pozwolmy sobie je nazwac technicznymi.

Zatem po pierwsze: zaleznosc miedzy dlugoscia ksiazki, dlugoscia ekranizacji a jakoscia ekranizacji jest niesprecyzowana. "Trzej muszkieterowie" to dwa tomy po 350 stron, lecz w dobrej ekranizacji staja sie widowiskowym filmem na poltorej godziny. I tyle wystarczy, powyzej tego naprawde trudno uniknac monotonii i dluzyzn. W druga strone, bardzo sympatyczny i widowiskowy film akcji "Pamiec absolutna" nakrecono inspirujac sie opowiadaniem Dicka liczacym marne kilkadziesiat stron.

Co do obsady - akurat i Malkovich, i Irons to aktorzy od lat odcinajacy kupony, owszem, grajacy swietnie w produkcjach artystycznych (niektorych), ale zarabiajacy na zycie i drobne wydatki wlasnie w takich eragonowatych gniotach. Dla mnie obecnosc takich nazwisk na czolowce plakatu bylaby raczej zniechecajaca.

A dalej - skoro piszesz, ze ksiazka jest wrecz stworzona dla kina akcji, a potem, ze wyekstrahowanie z niej "kregoslupa" fabularnego doprowadzilo do stworzenia gniota, to zaprzeczasz sam sobie... Moim zdaniem kazda ksiazka fantasy tego rodzaju ma podobna linie fabularna - i prowadzi do stworzenia filmow typu "Willow", ktory notabene nie byl zly. Mozliwosc zroznicowania lezy w tych "bokach", ktore scenarzysci "Eragona" pocieli.

Moje ostateczne wrazenie z artykulu: "Eragon" to, z zachowaniem proporcji, przasny "Wiesmin" w realiach Hollywood. Zgadza sie?


DaXiVe - 10:25 17-03-2010
Dla mnie film jest o wiele słabszy jednak jak ktoś chce może go obejrzeć online tu :
http://www.kino.pecetowiec.pl/video/1379/Eragon-PL

Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Cameron, Miles - "Straszny smok"


 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

 Chima, Cinda Williams - "Zaklinacz ognia"

Fragmenty

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

 Basztowa, Ksenia & Iwanowa, Wikoria - "Ciężko być najmłodszym"

 Wegner, Robert M. - "Każde martwe marzenie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS