NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Bardugo, Leigh - "Oblężenie i nawałnica"

Butcher, Jim - "Zmiany"

Ukazały się

Komuda, Jacek - "Wilcze gniazdo" (wyd. 4)


 Piekara, Jacek - "Mój przyjaciel Kaligula" (2019)

 Ziemiański, Andrzej - "Pułapka Tesli" (wyd. 2)

 Manguel, Alberto; Guadalupi, Gianni - "Słownik miejsc wyobrażonych"

 King, Stephen - "Instytut"

 Parowski, Maciej - „Wasz cyrk, moje małpy. Chronologiczny alfabet moich autorów”, tom 2

 Lewicka, Anna - "Moc"

 Brennan, Marie - "W labiryncie smoków"

Linki

Piekara, Jacek - "Łowcy dusz"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Ja, inkwizytor
Data wydania: Grudzień 2006
Oprawa: miękka/twarda
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 416
Tom cyklu: 4



Piekara, Jacek - "Łowcy dusz"

Sługa Boży, Młot na Czarownice, Miecz Aniołów, a zarazem skromny inkwizytor Jego Ekscelencji biskupa Hez-hezronu Mordimer Madderdin powraca. Drżyjcie grzesznicy, bo na nowo zapełnią się izby tortur, a odkupienie będzie na was czekać w gorących płomieniach stosów.
Muszę się przyznać, że czekałem na najnowszy zbiór opowiadań Jacka Piekary „Łowcy dusz” z utęsknieniem, dlatego kolejne przekładanie daty premiery wzbudzało u mnie mordercze instynkty. Moja udręka osiągnęła szczyt w grudniu, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach książka znikła z księgarskich półek – czyżby Zły czuwał? W końcu po prawie dwuletnim oczekiwaniu „Łowcy dusz” trafili w moje ręce. Powodów mojego zniecierpliwienia było kilka. Nie ukrywam, że stęskniłem się za przygodami skromnego i bogobojnego inkwizytora oraz jego kompanów, ale – co ważniejsze – autor obiecał uchylić rąbka tajemnic nurtujących czytelników. A było ich sporo – co znajduje się w otoczonym złą sławą klasztorze Amszilas, kim tak naprawdę są wampiry i w jakim celu zostały stworzone, a przede wszystkim – co stało się z Jezusem Chrystusem po zejściu z krzyża? Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziemy na kartach „Łowcy dusz”, ale ostrzegam: nie wszystkie będą satysfakcjonujące, a ich rozwiązanie często jest jedynie furtką do kolejnych zagadek.
Na zawartość zbioru składają się cztery opowiadania. W porównaniu z poprzednimi tomami jest więc ich mniej, ale w zamian zyskały na objętości. Niestety większość z prezentowanych utworów powiela schemat znany z poprzednich tomów cyklu, czyli: veni, vidi, vici – przy czym ten ostatni wyraz można zamienić na „spaliłem na stosie” lub „nawróciłem”. W praktyce wygląda to tak: Mordimer otrzymuje zlecenie (ewentualnie sam się na nie natknie w trakcie podróży), przeprowadza śledztwo, rozwiązuje zagadkę, karze winnych. I tyle. Nieco lepiej prezentuje się pod tym względem ostatnie opowiadanie „Wodzowie ślepych”, w którym to nasz bohater zostaje wysłany przez biskupa Hez-hezronu na wojnę – niby mała rzecz, a cieszy. Na plus fabuły należy zaliczyć, że tym razem zagadki są bardziej skomplikowane, a ich rozwiązanie mniej oczywiste. Ba, w jednym z nich można się wręcz zastanawiać czy postępowanie Mordimera było właściwe z punktu widzenia interesów państwa. Żal mam tylko do Piekary o opowiadanie „Wąż i gołębica. Powrót” – jego finał rozczarowuje i pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Być może było to celowe posunięcie autora – mnie ono jednak nie odpowiada…
Czy więc nowy tom opowiadań różni się czymś od poprzedników? Zdecydowanie tak – w końcu świat wokół Mordimera Madderdin zaczął żyć. O ile akcja „Sługi Bożego” był umieszczona niewiadomo gdzie (czytelnik mógł się tylko domyślać, że chodziło o Niemcy) teraz padają konkretne nazwy państw (Francja, Anglia, Polska), a także dowiadujemy się nieco o historii świata, np. o wyprawach krzyżowych mających na celu odzyskanie Ziemi Świętej z rąk niewiernych czy upadku Imperium Rzymskiego. Mam tutaj jednak pewną uwagę. Czytając „Łowców dusz” miałem wrażenie, że uniwersum stworzone przez Jacka Piekarę, nie licząc kwestii religijnych, niewiele różni się od naszej rzeczywistości. Na kartach książki przemykają walijscy łucznicy (którzy oczywiście zmiatają z powierzchni ziemi kwiat rycerstwa feudalnego), w Niemczech panuje cesarz, Polska to potężny kraj rządzony wspólnie przez króla i szlachtę, a Rzym jest stolicą apostolską. Wypisz wymaluj sytuacja rodem z przełomu XV/XVI wieku. Zabrakło wyobraźni? Nawet przebieg bitwy pomiędzy wojskami Cesarza a Palatynatu przypomina do złudzenia jeden z epizodów wojny stuletniej. Co ciekawe o ile poprzednie książki o Mordimerze były utrzymane w realiach „mroku średniowiecza”, to już „Łowcy dusz” pokazują schyłek tej epoki i początek nowej – szczególnie zwracam tutaj uwagę na rozmowę Mordimera z biskupem Gersardem.

A propos biskupa Hez-hezronu - bohaterowie drugiego planu zawsze stanowili mocną stronę opowiadań Piekary. Nie inaczej jest tym razem – oprócz starych znajomych (Enya, Ritter, brat Sforza, Kostuch) czytelnik ma okazję poznać nowe, ciekawe postaci. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj sam cesarz Niemiec i jego świta. Świetnie wypada również motyw spotkania Mordimera z wojewodą Zarembą, prawą ręką króla Polski.
Świat się zmienia, ale nasz skromny inkwizytor pozostaje bez wciąż ten sam. Chociaż pojawiły się w jego włosach pierwsze siwe włosy, w dalszym ciągu jest poszukiwaczem prawdy za wszelka ceną. Nie ważna jest cena odkrycia prawdy, gdyż ona sama w sobie jest największą wartością. No, może raz czy dwa Mordimer okazuje nieco więcej ludzkich uczuć niż zwykle, ale specjalnych zmian nie widać. Jest to poniekąd dziwne, jeśli weźmie się pod uwagę liczbę jego przygód oraz doświadczeń. Szkoda, bo wydaje mi się, że ewentualna ewolucja bohatera podniosłaby jakość książki. Zamiast tego z uporem wartym lepszej sprawy Piekara/Mordimer powtarza mantrę o skromności i bogobojności. I nic więcej.
Czy warto więc przeczytać „Łowców dusz”? Będąc skromnym recenzentem stwierdzam, że tak. Owszem, można mieć żal do samego autora, że mając dużo czasu (pierwsze fragmenty zamieszczonych tutaj utworów pojawiły się już w 2005 roku) nie dopracował kilku wątków lub nieskutecznie walczył z schematyzmem. Z drugiej strony ostatnie opowiadanie, a zwłaszcza jego niesamowity epilog podnoszą w moich oczach wartości książki i pozwalają ocenić ją wysoko.


Ocena: 7/10
Autor: Adam "Tigana" Szymonowicz


Dodano: 2006-12-26 17:02:37
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj powieść o Spider-Manie


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"


 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 Aldiss, Brian W. - "Non stop"

 Sanderson, Brandon - "Rytmatysta"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Podlewski, Marcin - "Księga Zepsucia. Tom 1"

 Sullivan, Michael J. - "Zniknięcie córki Wintera"

 Vonnegut, Kurt - "Syreny z Tytana"

Fragmenty

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

 Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"

 Karnicka, Anna - "Paradoks Marionetki: Sprawa Marionetkarza"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Jensen, Danielle L. - "Mroczne wybrzeża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS