NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno" (2019)

Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

Ukazały się

Szostak, Wit - "Fuga" (Powergraph)


 Andrews, Ilona - "Magia zmienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Dotąd dobrze"

 Hobb, Robin - "Przeznaczenie Skrytobójcy"

 Paolini, Christopher - "Widelec, Wiedźma i smok"

 Flanagan, John - "Powrót Temudżeinów"

 Bloch, Robert - "Psychoza"

 Campbell, John W. - "Coś"

Linki

Spychalski, Dariusz - "Krzyżacki poker", tom 2
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Spychalski, Dariusz - "Krzyżacki poker"
Data wydania: Lipiec 2005
ISBN: 83-89011-65-4
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 288
Cena: 24,99 PLN



Spychalski, Dariusz - "Krzyżacki poker", tom 2 #1

Pogranicze Mauretanii i województwa nowokrakowskiego
16 maja 1957 roku

— Zatrzymaj się durniu! Za chwilę wjedziesz wprost do okopów! — Generał Fiodor Stiepanow trącił w ramię kierowcę ośmiokołowego transportera. Chłopak, przestraszony nagłym okrzykiem, nacisnął gwałtownie pedał hamulca. Maszyną szarpnęło.
— Idiota! — burknął ze złością Stiepanow. Poziom wyszkolenia jego żołnierzy ciągle pozostawiał wiele do życzenia.
— Zgaś silnik i poczekaj tu na mnie!
— Tak, panie generale! — Kierowca pochylił z szacunkiem głowę.
Stiepanow zeskoczył na rozgrzany piasek i rozejrzał się uważnie po okolicy. Pustynia tętniła życiem. Kilkuset żołnierzy czwartej dywizji gwardii budowało w pocie czoła system okopów, naszpikowany stanowiskami ciężkich karabinów maszynowych. Kilkanaście wkopanych w ziemię starych czołgów typu „Łoś” stanowiło główne punkty ewentualnego oporu. Dwa plutony saperów minowały pas ziemi położony pomiędzy linią okopów a pobliską granicą. Ten widok sprawił, że Stiepanow odetchnął z ulgą. Przemierzył dzisiaj już kilkadziesiąt staj, a to zobaczył, nie napawało go optymizmem. Pozycje obronne dwóch pułków, które miały przyjąć na siebie główny atak chrześcijan, były źle przygotowane. Szwankowało zaopatrzenie, a dowódcy poszczególnych batalionów myśleli bardziej o zabezpieczeniu drogi odwrotu, niż o zatrzymaniu pochodu niewiernych. Przerażenie budziła myśl, że są to najlepsi żołnierze Kalifatu. Generał starał się nie myśleć o tym, co zastanie na wschodzie, tam gdzie stacjonowały trzy dywizje piechoty słabiej wyposażone i dowodzone przez oficerów pochodzących ze spokrewnionego z Berberami plemienia Burtus. Miał poważne wątpliwości co do tego, jak zachowają się niesprawdzeni ludzie, jeśli tamtędy właśnie wycofywać się będą oddziały Sulejmana. W najlepszym wypadku wpuszczą buntowników na ziemie Kalifatu, w najgorszym... Inszallach.
Musa westchnął ciężko i ruszył w stronę niepozornego namiotu, usytuowanego tuż za linią okopów. Odsunął płócienną kotarę i wszedł do środka. Młody pułkownik w brązowym mundurze gwardii spojrzał na przybysza ze zdziwieniem.
— Ty tutaj? — przywitał gościa zaskoczony. — Gdybym tylko wiedział o twoim przybyciu...
— Przyjechałem na chwilę. — Musa uścisnął dłoń pułkownika i ucałował go w oba policzki. — Witaj, przyjacielu.
Pułkownik Salim Bejhaid, daleki krewny Kalifa, spojrzał z niepokojem na Stiepanowa.
— Co cię sprowadza tak nagle? Czy w stolicy wydarzyło się coś... nieprzewidzianego?
— W mieście panuje spokój — uspokoił go tamten. — Przybyłem sprawdzić, jak sobie radzisz.
— Stosuję się do twoich zaleceń...
— Wiem. — Generał skinął z zadowoleniem głową. — Oglądałem umocnienia, które przygotowują twoi żołnierze. Spisałeś się naprawdę doskonale. Twój pułk jest jedynym, który przypomina prawdziwie wojsko. Niestety, nie można tego powiedzieć o innych jednostkach.
— Potrzeba jeszcze lat, by uczynić z armii Kalifatu siłę zdolną do walki z chrześcijanami. — Salim westchnął ciężko.
— Niestety, masz rację. — Musa usiadł na macie i zapalił papierosa. — Czas jest właśnie tym, czego najbardziej nam brakuje — dodał po chwili. — Obawiam się, niestety, że niewierni też o tym wiedzą. Jak wygląda sytuacja u ciebie?
— Na razie cisza i spokój — odparł pułkownik. — Zwiad lotniczy doniósł, że Korpus jest jeszcze kilkadziesiąt staj od granicy.
— Zbierają siły — stiwrdził ze złością Musa. — Wiśniowiecki wyprowadził w pole pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy, a reszta tej chrześcijańskiej hołoty też nie próżnuje.
— Słyszałem, że Czesi i Bawarowie są niechętni wojnie — zauważył ostrożnie Salim. — Podobno nie ma wśród nich zgody...
— Najgroźniejszy jest Korpus. Jeśli ten pies Wiśniowiecki ruszy na północ, pójdą za nim — Musa zaciągnął się głęboko dymem. — Ta niewierna świnia wie doskonale, że to on dyktuje warunki.
— Jeśli ten pies wejdzie na naszą świętą ziemię, jego kości pochłonie pustynia! — wycedził Salim. — Będziemy bić się o każdy dom, o każdą ulicę! Ogłosimy świętą wojnę! Cała Afryka ruszy do walki!
— Salim, przyjacielu... — Stiepanow położył rękę na ramieniu młodego człowieka. — Tylko na ciebie mogę liczyć. Musisz zatrzymać armię niewiernych najdłużej jak się da. Nasi przyjaciele z Egiptu gromadzą już wojska. Minie jednak wiele dni, zanim pomoc nadejdzie. Do tego czasu musimy radzić sobie sami. Jeśli będą napierać, wycofuj się, ale nie dopuść do rozproszenia sił.
— Moi żołnierze będą walczyć jak lwy! — krzyknął pułkownik. — Pan nas poprowadzi!
— Dobrze, Salim. — Stiepanow uśmiechnął się. — Czas jest rzeczą najważniejszą. Pamiętaj o tym.
Zza ściany namiotu dobiegły nagle odgłosy wrzawy.
— Co się dzieje? — spytał niespokojnie generał.
— Sam zobacz. — Młodzieniec uśmiechnął się tajemniczo i odsunął kotarę.
Oficerowie wyszli przed namiot. Ich oczom ukazał się niezwykły widok. Setki ludzi uzbrojonych w stare flinty i miecze, pamiętające drugą wojnę afrykańską¹, maszerowało raźno w stronę pozycji pułku.
— Kto to jest?!
— Wieśniacy z okolicznych oaz. — W głosie Salima dźwięczało wzruszenie. — Lud chce się bić w obronie swojej ziemi.
— Lud? — Stiepanow spoglądał z niesmakiem na tłum chłopów, którzy przekroczyli linię okopów i zatrzymali się przed oficerami. — To przecież wieśniacy...
— Odpowiednio rzucony granat może zniszczyć czołg — powiedział twardo pułkownik. — Ci ludzie gotowi są na śmierć. Nawet jeśli niewierni wyprą nas na północ, oni będą nękać ich bez chwili wytchnienia. To nasza druga armia przyjacielu. Być może dzięki nim pokonamy niewiernych.
Salim wystąpił krok naprzód, omiótł spojrzeniem chłopski szereg i zakrzyknął z całych sił:
— Dżihad! Śmierć niewiernym!
— Dżihad! — odpowiedział mu zgodny okrzyk. — Śmierć najeźdźcom!


Dodano: 2006-10-26 11:34:13
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Mutanta"


Wygraj "Dragon Age: Cesarstwo masek"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Nim zawisną"


 Baxter, Stephen - "Ultima"

 Abercrombie, Joe - "Ostrze"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Palmer, Ada - "Do błyskawicy podobne"

 Ruocchio, Christopher - "Imperium ciszy"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Komuda, Jacek - "Westerplatte"

Fragmenty

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

 Bławatska, Helena P. - "Opowieści okultne"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS