NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sanderson, Brandon - "Do gwiazd"

Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Zagańczyk, Mieszko - "Allah 2.0"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Data wydania: Lipiec 2005
ISBN: 83-89011-63-8
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 560
Cena: 29,99 PLN
miejsce wydania: Lublin
seria: Bestsellery polskiej fantastyki



Zagańczyk, Mieszko - "Allah 2.0"

— Komando cię nasłało, co? Ja wiem: tylko im mogło to przyjść do głów. Nasłać psychola. Asasyn! Ha, ha! Dobre sobie!
Byli na samej górze. Malik Al-Madani schował kindżał do pochwy. Omar Al-Hazizi cofnął się w kąt minaretu, nieporadnie jak przydeptany ślimak. Krwawił: skulony, prawa dłoń przyciśnięta do brzucha.
Nie, nie dłoń. Zak spostrzegł to dopiero po chwili: dłoń Omara Al-Hazizi leżała wśród szczątków roztrzaskanego głośnika. Odcięta. W sztywnym ucisku na kolbie czterdziestki piątki.
— Szit — zaklął. — Kurwa.
— Tak, te kurwy... Przeklęte komando. Ja wiem — bełkotał muezzin.
Zak poczuł mdłości. Wychodziło na to, że odciął facetowi rękę. To znaczy nie on, tylko asasyn Sejed. Ale w sumie on.
— Jakie komando? — wykrztusił. Nic nie rozumiał.
— Jakie... Ha, ha... Dobre. Teraz pyta jakie. Zupełny świr, nic nie wie. Jasne. — Al-Hazizi sam zaczął zdradzać objawy postępującego szaleństwa. Trząsł się w nerwowym, przyduszonym śmiechu. Nagle oprzytomniał i krzyknął rozpaczliwie: — Bandyto! Odciąłeś mi dłoń! Ja umrę! Wycieknie ze mnie krew
Zak już panował nad sytuacją. A przecież asasyn Sejed mógł tkwić w nim dłużej. Powoli, kawałek po kawałku dokonywać swej zemsty z urojenia. Druga dłoń. Stopa. Druga stopa. Potem głowa. Zabiłby i uciekł dopiero wtedy: znad chłodniejącego ciała. Zak klął w duchu. Jemu nawet nie przyszłoby to do głowy. Tylko pogadać. Nie ćwiartować. Ale cóż, przybył tu drugi, wyprzedził go Sejed Hadani, syn Dżalala, paranoiczny mściciel z nieistniejącego świata.
Jak mógł teraz przekonać tę straszną, jęczącą ślamazarę — Omara Al-Hazizi, że to tylko wypadek? „Zaatakował pana wariat, tak mi przykro. Nie, nie ja! I nie Malik, którego pan tu widzi. I nie Yidrim Ozelkoy, którym też bywam. To był Sejed, pewien mściwy ismaelita. Ale proszę się nie martwić, teraz jest dobrze zamknięty wewnątrz głowy. No tak, słusznie pan podejrzewa, niestety wewnątrz mojej głowy. Bardzo mi przykro.”
- Świra na mnie nasłali. Mordercy. — Tembr głosu muezzina wznosił się ku górnym rejestrom. Kwik owcy zarzynanej na Id al-Adha. — Uciąłeś mi rękę, morderco!
— Zamknij się! I posłuchaj! — ryknął na niego Zak. — Jeszcze można ją przyszyć, jak ci tak zależy akurat na tej ręce. Jeszcze można ją przyszyć, ale czas ucieka. Kiedy zacznie się psuć...
Pozostanie tylko implant.
— Na Allaha! Moja dłoń!
— Powiedz mi tylko jedną rzecz, a natychmiast cię wypuszczę. Razem z dłonią... Jacobie Vicher!
Muezzin wcisnął się kąt jeszcze głębiej. Dyszał ciężko w spazmatycznym rytmie.
— Wiedziałem... Wiedziałem od początku! To komando cię nasłało! Tylko jak oni mnie znaleźli? Jak trafili...? Dobrze! Zabij mnie. Zabij! Tylko szybko, już! No zabij, ty popieprzony we łbie śmieciu! Śmieciu popieprzony! No już!
— Zamknij się! — uciszył go Zak. — Owszem, działam na zlecenie pewnej osoby. Ale ani mojego zleceniodawcy, ani mnie osobiście twoja śmierć nie obchodzi.
Sięgnął po poniewierającą się w kącie dłoń muezzina. Nie chciał tej gry, ale Al-Hazizi nie pozwalał mu inaczej zakończyć partii.
— Im dłużej to przeciągasz, tym gorzej dla ciebie. Jak zgnije, to przegrałeś. O, zobacz! Już muchy krążą. Zaraz złożą jajeczka, a z nich wyklują się larwy.
— Co... Co ty chcesz?!
— Przypomina ci to coś? Taka sama ręka, tylko zmumifikowana. Święta. Relikwia. Mieliście ją kiedyś.
— Ja nie miałem, ja nic nie miałem!
— Prawdziwa Relikwia zgarnięta z wystawy tego ukraińskiego artysty. Na niej później eksperymentowaliście. Gdzie ona jest teraz?
— Nie!
— Co nie?
— Ja nie wiem! Oddaj!
— Oddam, jak powiesz. O ile nie umrzesz wcześniej z upływu krwi.
— Muszę do szpitala...
— Pójdziesz. Nawet sam cię zaprowadzę. Tylko powiedz: co się stało z Relikwią, dłonią papieża, po likwidacji Zakonu Rycerskiego Maryji Królowej? Nic mnie więcej nie obchodzi!
— Ralf... Ralf van Douwe. On wie.
— Czy ty kpisz? — Zak wystawił rękę za okno. — Spuszczę ją w dół bez litości. Potrzaska się i zgnije w rynsztoku!
— Kiedy mówię! Van Douwe! Tuż przed procesem ukrył gdzieś Relikwię. Nikt nie wiedział gdzie. Nie mówił.
— Ralf van Douwe nie żyje. Został stracony. Ukamienowany. Co mi z tego, że wiedział?
— Nie... On żyje... To znaczy tak nie do końca. Tuż przed egzekucją... — Muezzinem targnął nagły atak gruźliczego kaszlu. — Przed egzekucją mistrza zaprosił emir Lacjum. Rozmawiali... Długo, nie wiem o czym. Tamten podziwiał inteligencję i wiedzę mistrza. Zaproponował mu partię szachów. O życie. Zwycięstwo emira: wykonanie wyroku bez żadnej łaski. Wygrana mistrza: wstrzymanie egzekucji.
— Mistrz wygrał?
— Tak... Ech, boli mnie ta ręka...
— Mów dalej!
— Emir dotrzymał słowa. To znaczy nie zabił go, tylko przeskanował umysł mistrza do chipa szachowego. Najdokładniej jak mógł, ze wszystkimi detalami... Na ile to możliwe. W takiej zabawce król szachowy jest jednocześnie przeciwnikiem, graczem: broni samego siebie, przekazując polecenia zautomatyzowanym figurom i pionom. Taki szachowy mikrocyborg.
— Jeżeli kłamiesz... Odetnę ci drugą rękę!
— Mówię prawdę! Tak było!
— Gdzie on teraz jest ? U emira?
— Ja nie wiem... Ja w ogóle nic nie wiem... — Głowa Omara Al-Hazizi zachwiała się. Wzrok zaszedł mgłą. — Nie wiem...
— Powiedz!
— Ponoć... Te szachy emir podarował wielkiemu muftiemu Francji. Wszystkie media trąbiły. W dowód gorącej przyjaźni...
Zemdlał.
Zak odnalazł numer najbliższego szpitala i wyłączając całkowicie wizję, zgłosił:
— W zachodnim minarecie meczetu As-Sauda leży nieprzytomny muezzin z odciętą ręką. Zaraz wykrwawi się na śmierć.

* * *

Wersja Al-Haziziego potwierdziła się. Emir Lacjum obdarował wielkiego muftiego Francji prezentem — kompletem samobieżnych szachów rzeźbionych w kości słoniowej. Jedną z tych kosztownych, naszpikowanych elektroniką zabawek, w których tak lubują się bogaci muzułmanie. Na wierzchu misterna robota rzemieślnika sprzed wieków, a w środku chipy i bezprzewodowe przekaźniki. Dzięki wbudowanym procesorom królowie szachowi mogli tworzyć własne strategie, broniąc samych siebie i rozkazując innym figurom. Pilot z dotykowym ekranem pozwalał graczowi zaprogramować stopień trudności lub wybrać rodzaj taktyki. Dziś zmierzę się z Kasparowem. Jutro z Fisherem. Pojutrze — z Rogoznikowem. Albo kombinacją wszystkich trzech. Można też usiąść przy kawie, nargilach i patrzeć na pojedynek arcymistrzów rozgrywany między białym i czarnym królem.
Zak nie bardzo pojmował znaczenie spotkania emira i muftiego, choć bez wątpienia obaj dostojnicy wyraźnie się lubili. Zapisy holograficzne, wideo, zdjęcia w prasie zwykłej i elektronicznej w szczegółach relacjonowały przebieg spotkania: pierwszy dzień Ramadanu 1494, Paryż. Braterskie pocałunki, uściski, wspólne uczty i publiczne mowy. Przyjaźń, współpraca w zakresie... I tak dalej.
Jednak to, że mufti dostał taki prezent, nie oznacza jeszcze, że Vicher — Al-Hazizi mówił prawdę. Czy w chipie szachowego króla rzeczywiście krył się umysł (dusza?) Ralfa van Douwe?
Jeszcze tego samego dnia wieczorem Zak wysłał Malika transrapidem do Paryża.


Dodano: 2006-10-26 11:34:13
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS