NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

Ukazały się

Jones, Diana Wynne - "Ruchomy zamek Hauru"


 Flamma, Adam - "Wiedźmin. Historia fenomenu"

 Adeyemi, Tomi - "Dzieci prawdy i zemsty"

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Riggs, Ransom - "Konferencja ptaków"

 Maas, Sarah J. - "Dom ziemi i krwi", tom 2

 Ćwiek, Jakub - "Topiel"

 Holmberg, Charlie N. - "Papierowy mag"

Linki

Pilipiuk, Andrzej - "Dziedziczki"
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Cykl: Pilipiuk, Andrzej - "Kuzynki"
Data wydania: Październik 2005
ISBN: 83-89011-60-3
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm
Liczba stron: 320
Cena: 26,99 PLN
Tom cyklu: 3



Pilipiuk, Andrzej - "Dziedziczki" #2

Pracownicy

Zastanawiające się nad rozwojem wsi dziewczęta nie zdawały sobie sprawy, że w baraku byłego sołtysa trwa inna, bardziej gorączkowa narada. A poruszane w jej trakcie tematy także krążą wokół spraw majątku i jego przyszłości.
— Diabli nadali — mruknął Heniek, patrząc na dłonie pokryte odciskami. — Ja już nie w tych latach, żeby zapieprzać z łopatą jak jakiś dwudziestolatek. Czterdziestka to poważny wiek, kiedy trzeba myśleć o emeryturze. — Wzniósł pełne powagi spojrzenie w stronę sufitu.
— Ale jak? — westchnął Maciej. — Sam słyszałeś w opiece społecznej, że ponoć nie należy nam się nasza forsa, bo jesteśmy zatrudnieni. Wpadliśmy jak śliwka w gówno. Znikąd ratunku.
— A może by tak... — zadumał się były traktorzysta, gładząc trzonek młotka. — Sfajczyć jej dwór i tę kupę desek! Toż to musiało ze dwieście tysięcy kosztować. Drugi raz takiej kwoty nie zeskrobie, choćby się zesrała! Odbudować nie zdoła, będzie się musiała wynosić...
Józwa poskrobał się po ciemieniu:
— Ma ten pomysł swoje zalety. Ale ma też wady.
— Jakie?
— Widziałeś kolesiów, którzy zdejmowali te belki z ciężarówki, a potem pomagali ustawiać?
— No. Cyganie jacyś czy coś... Śniadzi tacy, nieprzyjemni.
— Mi wyglądali na jakichś z Kaukazu. — Były sołtys pokręcił głową. — Czeczeńcy, a może taliby. — Znajomość realiów geograficznych nie była jego mocną stroną. — My podpalimy dechy, a oni poderżną nam gardła, bo stracą robotę.
— To co radzisz? — Maciej popatrzył na kumpla z nadzieją.
— Z podpaleniem dworu poczekamy, aż skończą. Czeczeńcy pójdą w diabły, będzie można działać.
— Jest jeszcze ten cholerny wampir — przypomniał Heniek. — Widziałeś, jak skobel gołą ręką urwała?
— Stary był i zardzewiały...
— Nie — odezwała się stojąca w drzwiach Hanka. — Nawet jeśli, obserwowałam ją dziś. Czterometrową belkę potrafi nieść na ramieniu i nawet się nie zasapie. Krzepę ma nieprawdopodobną. A co tak siedzisz — wsiadła na byłego sołtysa. — Polej mi.
Pospiesznie napełnił jej kubek samogonem. Dosiadła się bliżej kotła.
— Póki ją mają jako ochroniarkę, nic nie zdziałamy — oznajmiła. — Cały plan rozbija się o nią.
— Załatwić? — zaproponował były traktorzysta.
— Kto niby ma to zrobić? — prychnęła brygadzistka. — Ty? Rozwali cię na kawałki, zanim zdążysz pierdnąć. A może nasz drogi fachowiec od rozrzucania obornika? — Spojrzała na Macieja, który sączył bimber ze słoika. — Nie ten wiek i nie ten refleks. Jakbyśmy mieli kombajn, można by spróbować ją rozjechać. I dupa. Tu potrzeba prawdziwego fachowca.
— Księdza poprosimy? — Józef błysnął pomysłem.
— Jasne... Już biegnie. Kiedy ostatni raz ktoś z nas był w kościele?
Zafrasowali się i zaczęli liczyć na palcach.
— Stryjaszek to brał ślub gdzieś jeszcze za Gierka — westchnął Heniek. — Ze trzydzieści lat będzie, albo lepiej... Bryndza. Pewnie nas już dawno skreślili.
— Ja kiedyś słyszałem, że jest fachowiec, który niczego się nie boi i każdą zmorę potrafi pokonać — mruknął Maciej. — Nazywa się Wędrowycz.
— A gdzie go niby można znaleźć? — zainteresowała się brygadzistka.
— A tego to już nie wiem.
— Do dupy ten pomysł — zgłosił zastrzeżenie młody. — Trza by do niego pojechać, a forsy na bilet nie mamy. Trza by z nim pogadać, to można niby wziąć flaszkę naszej berbeluchy...
— Jak nazwałeś mój bimberek? — syknął stary.
— Przeeepraszam... Flaszkę tego eliksiru. Ale za taką usługę wypadałoby mu zapłacić. I to zdrowo zapewne. A nawet gdyby niewiele brał, to za transport tutaj trza by mu zwrócić. A kasy nie mamy. I nie będziemy mieli, bo ponoć jesteśmy zatrudnieni.
— No fakt — zasępili się wszyscy.
— Trudno — westchnęła Hanka. — Nie da się problemu rozwiązać, to chociaż się napijmy...
Wychylili po kubku mętnego mózgotrzepa. I jak to bywa u nałogowców, spłynęło na nich natchnienie.
— Tak sobie myślę... — zaczął Józwa. — Wiecie, że byłem sołtysem i nawet różne sprawy urzędowe czasem załatwiałem...
Podreptał w kąt, gdzie na wypaczonym regale pleśniało kilkanaście książek. Wydobył z kieszeni okulary i ściągnąwszy jeden tom, zaczął go kartkować w słabym świetle świeczki.
— No, i coś tam znalazł? — zaciekawił się Heniek.
— Masz, przeczytaj. — Stary podsunął mu kodeks otwarty w odpowiednim miejscu.
— Ciemno tu. — Młody wolał się nie przyznawać, że już dawno zapomniał alfabetu.
— To przepisy ogólnobudowlane. I tu pisze, że żeby coś budować, trzeba załatwić zezwolenie.
— Stare te przepisy — odezwała się Hanka. — Ile to lat temu było? Ze czterdzieści stuknie, od kiedy ci tę książkę dali.
— E, aż taki stary to ja nie jestem. — Policzył na palcach. — Ze dwadzieścia lat temu. O! Tu nawet napisane jest 1985...
— Zmieniły się — mruknęła brygadzistka. — Ale w radio mówili, że biurokracja rośnie, więc może zmieniły się na gorsze?
— Tak. To prawdopodobne — zgodził się. — Teraz może trudniej pozwolenie dostać. I więcej załączników pewnie trzeba.
— To co, myślisz, że ona to stawia nielegalnie? Może ma papier?
— Nie ma. Bo to ja bym go musiał wypisywać. Przecież jestem sołtysem. — Uśmiechnął się. — Nikt mnie nie zdjął ze stanowiska.
— O, kuźwa — westchnął Maciej z szacunkiem.
— Stawia na lewo. Widzieliście, kto jej to buduje? Obcy! A jak budowa nielegalna, to znaczy, że na czarno robią.
— To jest konkret. — Hanka zamrugała powiekami. — Coś jeszcze?
— Fundament stary, po poprzednim dworze, nie? To by trzeba było ochronę zabytków zrobić. — Grzebał w przepisach. — A do samej budowy powinien być inspektor nadzoru.
— Józwa, jesteś genialny! — Heniek z radości skoczył w górę, omal nie wywracając aparatury. — Ale je udupimy... To co? Donos napiszemy?
— Obowiązkowo. — Były sołtys wyrwał ostatnią, niezadrukowaną stronę z książki i długo szukał w pudełkach czegoś do pisania. Znalazł stary jak świat ołówek kopiowy, zaostrzył go kozikiem i śliniąc co chwila, zaczął skrobać koślawe literki:
Uwarzam za swuj moralny i społeczny obowiązek poinformować, iże we wsi...
Reszta patrzyła mu przez ramię. Maciej aż pokręcił głową ze zdumienia. W życiu nie widział, żeby ktoś tak sprawnie i fachowym językiem przelewał myśli na papier.


Dodano: 2006-10-22 17:08:49
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Kulawego szermierza"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Majka Paweł, Rusak Radosław - "Czerwone żniwa. Uderzenie wyprzedzające"


 Jordan, Robert - " Wojownik Altaii"

 Scalzi, John - "Imperium w płomieniach"

 Rushdie, Salman - "Quichotte"

 Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"

 Przechrzta, Adam - "Demony zemsty. Beria"

 Kisiel, Marta - "Płacz"

 Szczerek, Ziemowit - "Cham z kulą w główie"

Fragmenty

 Baoshu - "Odzyskanie czasu" (przedmowa)

 Hendel, Paulina - "Czarny świt"

 Baoshu - "Odzyskanie czasu"

 Canavan, Trudi - "Klątwa kreatorów"

 Clare, Cassandra & Chu, Wesley - "Czerwone Zwoje Magii"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS