NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Kańtoch, Anna - "Zabawki diabła" (Powergraph)

Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Kosik, Rafał - "Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów"
Wydawnictwo: Powergraph
Cykl: Felix, Net i Nika
Data wydania: Listopad 2006
ISBN: 83-921466-5-4
Oprawa: twarda
Format: 140 x 210 mm
Liczba stron: 464
Tom cyklu: 3



Kosik, Rafał - "Felix, Net i Nika oraz Pałac Snów"

fragment 1

Klasa druga a, do której mieli teraz chodzić Felix i Net, wbiegła do swojej sali. Wszyscy zajęli miejsca sprzed wakacji. Miejsce Niki pozostało puste. Pani Jola Chaber, wychowawczyni, uśmiechała się promiennie, widząc znów swoich uczniów. Nawet jeżeli dla niektórych z nich pierwszy dzień roku szkolnego nie był szczególnie szczęśliwy, to przynajmniej wszyscy byli zgodni co do tego, że pani Jola jest najwspanialszą wychowawczynią w granicach poznanego wszechświata.
Obok jej biurka stało dwóch nieznajomych chłopaków. Dopiero po chwili, gdy zamieszanie ucichło, wszyscy ich zauważyli. Zapadła cisza, a pani Jola wstała.
- Poznajcie nowych kolegów - oznajmiła. - Przyszli do nas z innej szkoły. To Gerald i Gilbert.
Gerald, wysoki blondyn o błękitnych oczach uśmiechnął się uprzejmie. Miał na sobie jeansy, modną bluzę i białe, sportowe buty. Wszystkie elementy jego stroju wyglądały, jakby dopiero co zostały kupione w najdroższym sklepie sportowym. Gilbert, niski brunet o bystrym spojrzeniu ukłonił się lekko, jakby miał zacząć jakiś występ. Jego strój sprawiał wrażenie nieco niestarannego. W ręku trzymał plecak typu kostka z napisem Kult.
- Za co was wyrzucili? - zapytał Lucjan, najwyższy chłopak w klasie.
- Nie wyrzucili ich - wyjaśniła wychowawczyni.
- Zamknęli szkołę.
- Splajtowała - sprecyzował Gilbert.
- Mieliśmy tego nie mówić? - westchnął Gerald.
- To szkoła może splajtować? - zdziwił się Net.
- Dżizas... Gaśmy zbędne żarówki.
Nowi, odprowadzani ciszą, przeszli przez salę i zasiedli w ostatniej ławce.
- Nie mogła splajtować jakaś szkoła z dziewczynami? - szepnął pod nosem Net.
- Przydzielali ich chyba alfabetycznie - odszepnął Felix. - Nam przypadła litera g. Widocznie nie było żadnej Genowefy, Gryzeldy ani Gościsławy.
Lekcja z wychowawczynią miała mieć charakter organizacyjny, ale i tak przegadali cały czas, opowiadając o wakacjach. Felix i Net z przykrością milczeli, słuchając tylko opowieści innych. Dopiero, gdy rozległ się dzwonek na przerwę, pani Jola przypomniała sobie, o czym miała rozmawiać z uczniami. Zdążyła tylko powiedzieć, że plan lekcji i zajęć dodatkowych jest wywieszony w gablotce na parterze.
- Co z tą Niką? - zapytał Net, gdy wyszli na korytarz.
- Ostatni raz widzieliśmy ją tydzień temu - przypomniał Felix. - Coś się mogło stać...
- Może powinniśmy do niej wpaść?
Felix zastanowił się chwilę. Sprawa nie była prosta, bo urwanie się z kilku lekcji pierwszego dnia szkoły zrobiłoby na nauczycielach fatalne wrażenie. Z drugiej strony byli jedynymi przyjaciółmi Niki. Byli w ogóle jedynymi osobami, które mogły jej pomóc, gdyby coś się stało. Nika nie miała telefonu. Mieszkała sama, w półtorapokojowym mieszkanku na warszawskiej Pradze. Jej rodzice nie żyli, a dziewczyna ukrywała ten fakt, by nie trafić do domu dziecka.
Rozległ się dzwonek na trzecią lekcję. Felix westchnął i zadecydował:
- Jedziemy. Urwiemy matmę i historię.
Zeszli na parter, ale nim doszli do portierni, drzwi otworzyły się i do środka weszła Nika we własnej osobie. Zauważyła chłopców i uśmiechnęła się do nich, choć uśmiech ten nie był tak promienny jak zawsze. Wyglądała niby jak zwykle: czarne martensy, czarna spódniczka z metalowym łańcuszkiem na klucze i jeansowa kurteczka, ale brakowało w tym wszystkim charakterystycznej dla niej energii. Rude włosy jakby mniej się kręciły, a podkrążone oczy mniej błyszczały.
- Dżizas! - przeraził się Net. - Wyglądasz, jakby cię przejechały schody ruchome!
- Dzięki za szczerość. - Dziewczyna próbowała się uśmiechnąć. - Widziałam się w lustrze.
- Nie mogłaś spać?
- Gorzej. Nie mogłam się obudzić. Śniły mi się jakieś koszmary... Nie wiem. Przespałam budzik.
- Uwielbiam koszmary. Znaczy... takie tam softowe koszmary. Te twoje to chyba były w wersji hard. Coś pamiętasz?
Nika zaprzeczyła.
- Luz. - Poklepał ją po ramieniu i ruszyli na górę.
- Koszmary to nie seriale. Prędko się nie powtórzą. Już myśleliśmy, że będziemy w kostnicy identyfikować twoje zwłoki.
- To miło, że się martwiliście. - Nika uśmiechnęła się. - Macie nasz plan lekcji?
- Mam go od tygodnia. Ściągnąłem sobie ze szkolnego serwera.
- Eftep nie zabezpieczył sieci po tej aferze ze stopniami? - zdziwił się Felix.
Eftep był nauczycielem informatyki, a przy okazji zajmował się szkolnymi komputerami. Mimo, że jego specjalnością były zabezpieczenia sieci komputerowych, wejście do szkolnego komputera było bardzo proste. Tym bardziej dla Neta, który znał się na tym doskonale.
- Może i zabezpieczył. - Net wzruszył ramionami.
- Przez te jego nowe zabezpieczenia mógłby przepłynąć płetwal błękitny z rodziną i nikt by tego nie zauważył.
Nika parsknęła śmiechem. Widać było, że towarzystwo przyjaciół szybko poprawiło jej nastrój.
Zatrzymali się przed drzwiami sali matematycznej. Słychać było wyraźnie Ekierkę, ich matematyczkę, która już się rozkręcała.
- No właśnie... - szepnął Net. - Zawsze mam ten problem: kulturalnie zapukać, przerwać nauczycielowi i zacząć twórczo ściemniać, dlaczego się spóźniłem, czy przemknąć po cichu, kłaniając się do ziemi.
Wybrali rozwiązanie pośrednie. Otworzyli drzwi bez pukania i zaczęli przepraszać, przesuwając się w kierunku swoich miejsc. Ekierka miała dobry humor, więc machnęła tylko ręką.
- A siadajcie, siadajcie...
Gerald obrzucił Nikę uważnym spojrzeniem. Net, widząc to, zmarszczył brwi.


fragment 2

Następnego dnia Nika wyglądała jeszcze gorzej, choć tym razem przynajmniej dotarła do szkoły przed ósmą.
- Wymusiłaś pierwszeństwo na Ikarusie?! - przeraził się Net, widząc ją w hallu. - Kobieto, zrób coś ze sobą! Wyglądasz jak własne odbicie w witrynie sklepu mięsnego. Może pij ciepłe mleko przed snem?
- Podnosisz mnie na duchu... - zgryźliwie mruknęła Nika.
- Może powinnaś odwiedzić doktora Jamnika?
- Dzięki - Nika uniosła ręce w obronnym geście.
- Jeszcze będzie chciał wezwać moich rodziców. Sama jakoś sobie z tym poradzę.
- Ja uważam, że wyglądasz pięknie - odezwał się Gerald, stojący kilka kroków dalej.
- Pięknie? - parsknął Net. - Mogłaby dostać rolę u George'a Romero.
- Więc to znaczy, że zwykle wyglądasz jeszcze piękniej? - zapytał Gerald, unosząc brwi.
Nika uśmiechnęła się skromnie, a Net spojrzał na intruza szeroko otwartymi oczyma.
W tym momencie pojawiła się reszta klasy, co przerwało dalszą dyskusję. Dotarli do sali geograficznej i zaczęli rozpakowywać torby. Kilka zeszytów i książek Niki wysunęło się jej z rąk i spadło na podłogę. Dziewczyna kucnęła, żeby je pozbierać.
- Wstań! - Gerald objął ją delikatnie i pociągnął w górę. Posłał jej powłóczyste spojrzenie. - Pozbieram to.
Nie zdążył, bo na zeszyty rzucił się Net.
- Ona nie jest paralityczką - warknął. - Nie trzeba jej pomagać... aż tak. - Położył zeszyty na ławce.
- Zawsze się tak zachowuje? - Gerald uśmiechnął się do Niki, kompletnie ignorując Neta.
Nim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć, do sali wyprostowanym krokiem weszła pani Konstancja Konstantynopolska, geograficzka. Wszyscy rzucili się na swoje miejsca, jakby przez drzwi wpłynął lotniskowiec w pełnej gotowości bojowej.
- Dzień dobry! - powiedziała nauczycielka. - Mam nadzieję, że wakacje były udane, bo teraz możecie o nich zapomnieć. Nadszedł czas ciężkiej pracy. Do matury już tylko parę lat.


fragment 3

W strugach deszczu tramwaj wyglądał jak ponury okręt, sunący przez kanał portowy. Światło reflektora migotało w tysiącach kropel. Ludzie wewnątrz byli tylko zamazanymi cieniami. Do uszu chłopców dotarł dziwny dźwięk. Był to jakby rytmiczny, narastający z każdą chwilą stukot. Gdyby nie to, że znajdowali się w mieście, pomyśleliby że to odgłos galopujących koni.
Tramwaj zbliżał się do miejsca, w którym stali. Wtedy nagle wyskoczyła zza niego wielka, czarna karoca, zaprzęgnięta w trzy pary koni. Wyprzedziła tramwaj, ochlapując zaskoczonych chłopców wodą. Nie widzieli woźnicy, a jedynie powiewający jak czarna chorągiew cień jego peleryny. Blade latarenki po bokach siedziska zamigotały chwiejnymi płomykami. Pędzące konie błysnęły wyszczerzonymi zębami i białkami oczu. Strzelił bicz. Poczuli ciepło, bijące od koni i charakterystyczny zapach rozgrzanych zwierząt.
Żeby uniknąć zderzenia, tramwaj przyhamował ostro, błyskając czerwonymi światłami. Karoca wydawała się potężna, była wyższa od tramwaju. Znikła w szarej kurtynie deszczu równie nagle, jak się pojawiła. Wolno cichł tętent kopyt. Pozostał tylko oddalający się łoskot starego pojazdu szynowego. Pół minuty później po całym zdarzeniu ulica znów stała się opustoszała i zwyczajnie mokra.
Chłopcy spojrzeli na siebie.
- Ja bym tu dłużej nie stał - odezwał się Net.


fragment 4

Obudziły ich wibracje podłogi. Skórzane fotele trzęsły się, jakby szarpało za nie kilka par rąk.
- Trzęsienie ziemi? - zapytał sennie Net, wolno otwierając oczy.
- Raczej jakiś eksperyment piętro wyżej - Felix zbagatelizował zjawisko. - W Instytucie to normalne.
- Znów słyszę ten dźwięk - powiedział Net. - Konie...
Powoli docierało do nich, że kilka kondygnacji pod ziemną nie powinni słyszeć pędzących koni. Równocześnie rozbudzili się do końca i wyprostowali w swoich fotelach. Tyle, że to nie były fotele, a oni nie znajdowali się kilka kondygnacji pod ziemią. Był wieczór, za oknem przesuwały się drzewa. Rzeczywistość docierała do nich z oporami, ale w końcu stało się całkowicie pewne, że znajdują się w pędzącym pojeździe. Zerwali się z kanapy.
- Ja cię! - wrzasnął Net. - Porwano nas!
Felix próbował złapać za klamkę, ale drzwi były wyłożone miękką skórą, bez jakichkolwiek klameczek, ani korbek.
- To ta karoca! - krzyknął, rozglądając się po ciemnym wnętrzu w poszukiwaniu czegoś, czym można by wybić szybę. Sięgnął do kieszeni, ale nie znalazł w nich nic.
- Ktoś nam opróżnił kieszenie.
- I zabrał plecaki - dodał Net.
Felix złapał się rzemiennej rączki i kopnął nogą w szybę. Szkło było jednak zbyt mocne. Poprawił kilka razy pięściami i zrezygnował.
Karocą zaczęło rzucać, więc usiedli na kanapie i rozejrzeli się po wnętrzu. Wyglądało jak przedział z bardzo starego wagonu. Na wprost nich znajdowała się druga, identyczna kanapa. Nad nimi były półki na bagaż, w rogach okien bujały się pluszowe zasłonki. Na zewnątrz, w latarenkach drżały naftowe płomyki. Czasem znad krawędzi dachu wyłaniał się na moment skraj szaty woźnicy.
- Jak to możliwe? - zapytał cicho Net. - Instytut miał być tak dobrze strzeżony jak pałac prezydencki, albo i lepiej.
- Właśnie się zastanawiam...
- Może sczyścili nam pamięć, jak tym robotom Mortena, i nie pamiętamy ostatnich paru godzin...
Spojrzeli na siebie z przerażeniem.
- Morten... - powiedzieli jednocześnie, a Felix dokończył. - Niedokładnie go sczyścili. Uruchomił się, porwał nas i uciekł.
- Zamienił się w karocę? - dodał bez przekonania Net. - Przecież ktoś by go gonił!
Wstali i wyjrzeli przez małą, owalną szybkę w tylnej ścianie. Ukazywała pustą, leśną drogę.
- Fakt - przyznał Felix. - Express do kawy i sokowirówka nie potrafiłyby się zamienić w to. - Popukał paznokciem w fragment drewnianej konstrukcji, wystający spomiędzy elementów skórzanej tapicerki. Potem przysunął twarz do szyby i spojrzał w przód, na ile to było możliwe.
- Ani tym bardziej w szóstkę koni. Absurdalna sytuacja, nie?
Net wskoczył na przednią kanapę i zaczął walić pięściami w ściankę i sufit, ale one również były wyłożone miękką skórą.
- Halo! Proszę pana! Panie kierowco! - Próbował jeszcze chwilę. Wreszcie zrezygnowany usiadł na kanapie. - Koński Rolls-Royce, po prostu. Niezła fura z hard topem, wszędzie plusze i wytłumienia. Tylko telefonu pokładowego nie ma...


Dodano: 2006-11-14 13:10:57
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS