NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Naam, Ramez - "Apex"

Cetnarowski, Michał - "Bestia najgorsza"

Ukazały się

Hearn, Lian - "Cesarz ośmiu wysp"


 Rowling, Joanne K. - "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz"

 Majka, Paweł - "Berserk"

 Luceno, James - "Katalizator"

 Cichowski, Rafał - "Pył Ziemi"

 Patykiewicz, Piotr - "Tajemnica mroku"

 Cholewa, Michał - "Echa"

 Dick, Philip K. - "Elektryczna mrówka"

Linki

James, P.D. - "Ludzkie dzieci"
Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: The Children of Men
Data wydania: Październik 2006
ISBN: 83-7480-041-0
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 300
Cena: 29,99 zł



"Ludzkie dzieci" - książka a film

Na samym wstępie ostrzegam: jeśli macie zamiar wybrać się do kina lub sięgnąć po książkę, a nie lubicie, gdy ktoś zdradza wam szczegóły przed seansem czy lekturą, to w tym miejscu przerwijcie lekturę. W artykule będę porównywał różne elementy książki i filmu, więc siłą rzeczy ujawnię trochę informacji, które mogą popsuć późniejszy odbiór omawianych pozycji. Jeśli jednak już znacie treść (lub w ogóle nie zamierzacie się z nią zapoznawać) zarówno powieści jak i ekranizacji, albo też nie przeszkadza wam wcześniejsza jej znajomość, to zapraszam do lektury.

Na pomysł napisania artykułu porównawczego wpadłem jak tylko dowiedziałem się, że Wydawnictwo Mag planuje wydać powieść P.D. James pod tytułem „Ludzkie dzieci”, a jej premiera ma być zsynchronizowana z wejściem na ekrany polskich kin filmu na podstawie tej książki. Z ekranizacjami jest różnie – są mniej lub bardziej wierne, zwykle ocenia się je jako słabsze od oryginałów (sam jestem w stanie podać tylko dwa-trzy odwrotne przypadki), ale przede wszystkim zwykle są znacznym uproszczeniem fabuły powieści, bo przecież w ciągu półtorej godziny nie można wiernie przedstawić zawartości kilkuset stron książki. Oczywiście słowo pisane i obraz różnią się też tym, że wymagają totalnie innego podejścia, a odbiorcy oczekują od nich zupełnie innych rzeczy.
Czytając „Ludzkie dzieci” (zdecydowanie wolę najpierw zapoznać się z oryginalnym pomysłem, a dopiero później z adaptacją) zastanawiałem się, jak z tej książki zrobiono film sensacyjny. Na dobrą sprawę akcja przyspieszała w niej dopiero po 2/3 objętości, a i tak nie były to sceny, które miałyby siłę przebicia na naszym rodzimym rynku filmowym, a co dopiero jeśli mówić o zachodniej superprodukcji. Po wyjściu z kina utwierdziłem się w przekonaniu o swojej racji – gdyby nie wspólny tytuł i świadomość, że obraz był adaptacją książki, to w życiu bym się nie domyślił, że film Alfonso Cuaróna bazował na powieści P.D. James... W tym miejscu w zasadzie mógłbym zakończyć pisanie – wszak tematem artykułu miało być porównanie filmu i książki, a w tym przypadku nie ma czego porównywać. Niemniej jednak postaram się przynajmniej wychwycić wspólne elementy dla obu dzieł.

Oprócz tytułu w omawianych pozycjach zgadza się jeszcze główne założenie koncepcyjne świata przyszłości – ludzie stali się bezpłodni. O ile jednak w przypadku książki przypadłość ta dotknęła mężczyzn, to w filmie nakręconym kilkanaście lat później, kiedy to nauka się rozwinęła, zdolności prokreacyjnych zostały pozbawione kobiety. Ta akurat zmiana jest słuszna i gdyby tylko na takich skupił się reżyser, to nie byłoby tych wszystkich problemów w porównywaniu książki i filmu. Tak się jednak nie stało i z biegiem czasu rozbieżności było coraz więcej.
Powieść była stylizowana na antyutopię, bohaterowie chcieli walczyć z systemem, a przede wszystkim z Zarządcą stojącym na czele państwa. To właśnie próby wprowadzenia demokratycznych rządów były motorem napędowym buntowników. Sprzeciwiali się także przymusowym samobójstwom najstarszych mieszkańców, a gdzieś na samym końcu żądali lepszego traktowania Tymczasowych – ludzi spoza Anglii, którzy zostawali sprowadzani w celu wykonywania najtrudniejszych zajęć, którym starzejące społeczeństwo nie było w stanie sprostać. W książce proporcje zostały odwrócone – to sytuacja emigrantów (nielegalnych, a nie robotników kontraktowych, jakimi byli Tymczasowi w książce) została wysunięta na pierwszy plan. Nawet bohaterka, która zaszła w ciążę jest czarnoskórą emigrantką – tylko pochwalić taką poprawność polityczną... O Zarządcy nie ma nawet słowa, a totalitarny ustrój przejawia się tylko poprzez brutalne obchodzenie się z uchodźcami z ogarniętego niepokojami kontynentu.
Kolejny element, w którym niewiele się zgadza, to postacie. W obu przypadkach głównym bohaterem jest Theo Farron, choć tylko z imienia, bo już rys psychologiczny mają zupełnie różny. W książce był to zniechęcony do życia, zobojętniały samotnik, tutaj zaś mamy do czynienia z byłym aktywistą, buntownikiem, który tylko na jakiś czas odłożył karabin i pogrążył się w stagnacji. Jeszcze większe różnice dotyczą pozostałych bohaterów : Julian – w książce przyszła matka, tu okazuje się byłą miłością Theo i przywódcą buntowników; Luke, książkowy ksiądz, w filmie widziany jest jako oprych i zdrajca. W obrazie nie ma wcale Rolfa, ale za to matką zostaje Kee – postać niewystępująca w książce. W miarę wiernie zostali przedstawieni w zasadzie tylko Jasper – stary przyjaciel Theo, oraz Miriam – położna. Szczerze powiedziawszy, to zupełnie nie rozumiem dlaczego twórcy filmu zdecydowali się na wprowadzenia takiego zamieszania. Skoro już całkowicie zmieniali rolę i charakter postaci, to czemu wykorzystali stare imiona?

Te wszystkie zmiany to przysłowiowy pikuś przy tym, co scenarzysta powyprawiał z fabułą. W książce akcja związywała się powoli, skupiając się przedstawianiu realiów świata, jego problemów. Buntownicy, nazywani Pięcioma Rybami, byli po prostu grupą pięciu przypadkowych osób, które postanowiły coś zmienić, choć nie do końca wiedziały, jak to osiągnąć (w filmie urosło to do ogromnej siatki terrorystycznej). W ich działania było więcej przypadku i ślepego trafu niż z góry ustalonego planu. Gdy dołączył do nich Theo, zaczęła się sensacyjna część powieści. Grupa ucieka przed siłami rządowymi samochodem przez Anglię. Do najbardziej mrożących krew w żyłach zdarzeń należy zaliczyć złapanie gumy po ciemku i związaną z tym noc w szczerym polu oraz napad młodocianego gangu. Później zaś mamy poród i ostateczną rozgrywkę z Zarządcą. Nie skłamię, jeśli powiem, że w całej książce pada jeden strzał.
W filmie wygląda to zupełnie inaczej: akcja jest szybka na samym początku, a potem już tylko przyśpiesza. Po krótkim wstępie bohaterowie wsiadają do samochodu, zostają napadnięci przez gang i... w tym momencie w zasadzie kończą się nawiązania do książki. Później mamy zdrady, pościgi, obóz uchodźców, mnóstwo strzałów, czołgi, bombardowania lotnicze, wybuchy, krew, pot i łzy. A, bym zapomniał – dziecko też się rodzi.

Nie będę tutaj oceniał ani książki, ani filmu, bo nie o to chodzi. Jednak nie mogę uciec od odczuć i wrażeń. Książka prezentowała ciekawy pomysł zepsuty przez wprowadzenie wątku sensacyjnego. Niemniej jednak miejscami skłaniała, może nie do refleksji, bo to za duże słowo, ale przynajmniej do zastanowienia się nad pewnymi kwestiami. W filmie nic z tego nie zostało, skupiono się tylko i wyłącznie na wątku sensacyjnym – a że w książce go za bardzo nie było, to go sobie scenarzysta wymyślił. Okraszono to oczywiście obowiązkowym w takich momentach patosem i poprawnością polityczną. Zmianą, w stosunku do książki było także wprowadzenie elementów humorystycznych – które może i bawiły, ale do całego obrazu pasowały jak pięść do oka.

Podsumowując: gdyby film powstał pod innym tytułem i bez wcześniejszego wykupienia praw autorskich, to moim zdaniem P.D. Jones nie miałaby wielu podstaw, gdyby zdecydowała się wytoczyć proces o plagiat. Ingerencja scenarzysty posunęła się tak daleko, że z oryginalnego pomysłu brytyjskiej autorki zostało bardzo niewiele. Filmowe „Ludzkie dzieci” nie zachowały w zasadzie nic z wymowy i ukrytych treści, jakie niosła za sobą wersja książkowa.



Autor: Shadowmage


Dodano: 2006-11-10 12:59:04
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Co nas czeka w 2017 roku?


 Kreator światów w spódnicy – krótka opowieść o Ursuli K. Le Guin

 Wywiad z Marcinem Podlewskim

 Senność

 Arkhamer 2016 - relacja

Recenzje

Delaney, Joseph - "Rytuał"


 Golden, Christie - "Assassin's Creed"

 Atwood, Margaret - "Rok Potopu"

 Gaiman, Neil - "Mitologia nordycka"

 Brennan, Marie - "Historia naturalna smoków"

 Aczel, Amir D. - "W poszukiwaniu zera"

 Łukawski, Jacek - "Grom i szkwał"

 Tregillis, Ian - "Mechaniczny"

Fragmenty

 Miller, Karen - "Skażona magia"

 Mitchell, David - "Slade House"

 Sanderson, Brandon - "Idealny stan"

 Sanderson, Brandon - "Legion"

 Tregillis, Ian - "Powstanie"

 Gromyko, Olga - "Wiedźma opiekunka"

 Liu, Cixin - "Problem trzech ciał"

 Clare, Cassandra i inni - "Opowieści z Akademii Nocnych Łowców"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS