NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Fedyk, Karolina - "Skrzydła"

Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

Ukazały się

Weinbaum, Stanley G. - "Drapieżna planeta"


 antologia - "Drugie lądowanie. Antologia króciaków"

 Szacha, Georgij - "Nie było smutniejszej historii"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

Linki

Sobota, Jacek - "Głos Boga"
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: 2006
ISBN: 83-7384-481-3
Oprawa: broszura
Format: 130x205 cm
Liczba stron: 376
Cena: 29,90 zł



Sobota, Jacek - "Głos Boga"

Zbiór opowiadań Jacka Soboty pod tytułem „Głos boga” ukazał się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego w marcu tego roku i od razu zaczął zbierać pozytywne recenzje. Opowiadania w nim zamieszczone, przynajmniej te początkowe, były znane już wcześniej dzięki publikacjom w pismach, więc grunt wśród czytelników był przygotowany na wydanie książkowe. Osobiście nie znałem wcześnie akurat tych utworów Soboty i raczej sceptycznie podchodziłem do głośnych reklam rzucających hasłami o „bezprecedensowych mrocznych interpretacjach ewangelii”, czy „prozie ciekawej fabularnie, a zarazem ironicznej, wizyjnej, gęstej od znaczeń i aluzji”. Niemniej jednak, czytając kolejne pochwalne opinie, doszedłem do wniosku, że może jednak warto zapoznać się z tą książką. Powiem wprost – myliłem się.

Lektura „Głosu boga” była w moim przypadku żmudna i ciężka. Satysfakcję miałem porównywalną, co przy przedzieraniu się przez nudny podręcznik akademicki – czyli żadną. Wystarczyło na chwilę oderwać się od książki, a znów przez dobre kilkanaście stron musiałem przyzwyczajać się do stylu Soboty i jego pokrętnych rozwiązań fabularnych. Bardzo prawdopodobne, że „Głos boga” nie zasłużył na aż tak surową krytykę, ale tak to już jest, kiedy ma się duże oczekiwania, a książka okazuje się ich nie spełniać. Wtedy ocenia się ją znacznie bardziej krytycznie niż miałoby to miejsce w przypadku, gdy o książce nie słyszałoby się tylu pochlebstw. To zjawisko zaobserwowałem u siebie wielokrotnie i zawsze przeszkadzało w rzetelnej ocenie. Postaram się więc poniżej na spokojnie zanalizować kilka elementów „Głosu boga” i przedstawić, dlaczego nie podzielam ogólnego zachwytu nad książką Soboty.

Już sam tytuł sugeruje, że będziemy mieli do czynienia z lekturą poruszającą problemy teologiczne – i tak w rzeczywistości jest. Sobota parafrazuje ewangelię, odwołuje się do klasyków, prowadzi rozważania filozoficzne nad sensem istnienia. Brzmi interesująco, prawda? Przecież to jest jedna z rzeczy, jakiej się szuka w dobrej literaturze. Niestety, wizje przedstawiane przez autora jakoś do mnie nie trafiają. Doceniam jego kunszt i erudycję, ale w dużej mierze miałem wrażenie, że jest to sztuka sama w sobie, bez konkretnego celu. No, może to trochę za dużo powiedziane – koncept w „Głosie boga” jest, ale wynikające z niego rozwiązania i wnioski do mnie nie przemawiają. Najwyraźniej nie jestem odpowiednim odbiorcą książki Soboty. Nie posunąłbym się do stwierdzenia, że wzorem Coelho polski autor głosi prawdy objawione, które są niewiadomą tylko dla niedojrzałych nastolatków, ale do pięknych i mądrych wizji Eco czy Huberatha jest mu daleko.
W wizji Soboty nie przeszkadza mi natomiast jego zabawa (lepszym określeniem mógłby być zapewne dialog) z dogmatami religii chrześcijańskiej i przeinaczanie ewangelii. Jest to w pełni uzasadnione treścią i wymową książki, ale może być sporym szokiem dla osób głęboko wierzących.
Dużym atutem opowiadań są wspaniale wykreowane postaci. Sobota potrafi w kilku zdaniach świetnie scharakteryzować bohaterów, nadać im głębię. Ma się wrażenie, że są to żywe istoty, a nie konstrukty stworzone na potrzeby fabuły. To rzadkość i za to autorowi należą się brawa. Tylko, że... no właśnie, jest jedno ale. Sobota uśmierca swoich bohaterów w zastraszającym tempie, Martin i jego „Pieśń Lodu i Ognia” to niemal przykład sielanki. Każda śmierć jest jak najbardziej uzasadniona, ale jest ich po prostu za dużo! Już po kilku opowiadaniach zapadłem na swego rodzaju znieczulicę, wspaniale wykreowane osobowości nie budziły już większych odczuć, nauczony doświadczeniem nie wiązałem się z nimi emocjonalnie wiedząc, że wkrótce i tak będę zmuszony je pożegnać. To smutne, ale po pewnym czasie losy bohaterów były mi całkowicie obojętne.
Rozprawiłem się już z tematyką zbioru, omówiłem kreację postaci, pora więc zająć się kolejną składową książki, czyli stylem, jakim posługuje się autor. Sobota stara się przekazać jak najwięcej przy użyciu tak niewielu słów, jak to tylko jest możliwe. Taki oszczędny, niemal ascetyczny styl odpowiada mi znacznie bardziej niż rozbuchane porównania i wielostronicowe opisy nic nie wnoszące do fabuły oprócz objętości. Niemniej jednak nie należy popadać ze skrajności w skrajność, należy znaleźć złoty środek. Idealnie udało się to Zelaznemu w jego opowiadaniach – potrafił posługiwać się prostym językiem, a jednocześnie nieść za jego pomocą ogromny ładunek emocji i treści. Przy nim próby Soboty wyglądają blado. Cały czas odnosiłem wrażenie, że Sobota w swym dążeniu do prostoty posunął się o jeden krok za daleko.
Opowiadania z „Głosu Boga” mają często ciekawą strukturę: zamieszczone są w nich liczne opowieści, które się splatają ze sobą, okazuje się, że między nimi istnieją powiązania. Czasem mamy do czynienia z opowieściami w opowieściach, niemal początkiem konstrukcji szkatułkowej. Taka forma powoduje, że narracja jest porwana, czytelnik jest zmuszony do łączenia faktów. I znów – to, co zwykle jest atutem, tutaj działa na niekorzyść. To jest jeden z głównych powodów, dla których lektura „Głosu boga” była dla mnie tak ciężka. Nie potrafię tego nawet wytłumaczyć – bo przecież znacznie bardziej poszatkowany „Welin” Duncana czytało mi się znacznie lepiej, a konieczność łączenia w całość historii z rozrzuconych po całej powieści krótkich fragmentów jest o wiele bardziej wymagająca niż to samo zjawisko w przeciętnej długości opowiadaniu. Mogę jedynie spekulować dlaczego tak się stało. Może wynika to z tego, że fabuła nie była w stanie mnie zainteresować w odpowiednim stopniu? A może jest to wypadkowa wszystkich elementów, jakie się składają na utwór?
Na koniec kilka słów o klimacie. Ten znów początkowo wydaje się idealnie trafiać w moje gusta. Jest ciężki i ciemny. Czytelnik razem z bohaterami zgłębia mroczne zakamarki – zarówno opisywanego świata, jak i ludzkiej duszy. Opowiadania wręcz emanują przygnębieniem, beznadziejnością ludzkiego życia – ale gdzieś zawsze pojawia się promyk nadziei. A jednak coś jest nie tak, klimat na mnie nie oddziałuje, przechodzę nad nim do porządku dziennego. Jestem jakby biernym obserwatorem, nie potrafię się wczuć, pozostaję poza tym wszystkim.

Każda zaleta „Głosu boga” w moich oczach obracała się w wadę lub była deprecjonowana przez inne elementy. Powiem szczerze, że pisanie tej recenzji było dla mnie wyzwaniem. Z jednej strony musiałem być szczery: nie pisać, że mi się podobało, skoro się męczyłem; a z drugiej – coś w licznych pochwałach musi być. „Głos boga” przeczytałem drugi raz, w poszukiwaniu przegapionych wcześniej zalet. Nic z tego, opinię miałem taką samą jak przy pierwszej lekturze. Tak być najwyraźniej musi.
Ktoś kiedyś ukuł sprytny termin Sobota Fiction na określenie twórczości autora „Głosu boga”. Faktycznie, opowiadania tego autora są bardzo charakterystyczne, wręcz nie do pomylenia z innymi. Jest to twórczość specyficzna, ale jednego jestem pewien – nie jest ona przeznaczona dla mnie. Niemniej, jeśli ktoś zinterpretuje poszczególne cechy na plus, a nie będą go razić tak jak mnie, to z pewnością będzie zadowolony. Nawet ja, tak krytycznie nastawiony do „Głosu boga”, doceniam twórczość Soboty. Po prostu wiem, że nie trafiła w moje gusta, nie odpowiada moim preferencjom. Jeśli jednak nie zraziliście się moją krytyką, to przeczytajcie zbiór opowiadań Jacka Soboty. Może odnajdziecie w nim to, czego ja nie dostrzegłem.



Ocena: 5/10
Autor: Shadowmage


Dodano: 2006-11-02 16:54:57
Komentarze

Sortuj: od najstarszego | od najnowszego

Jander - 22:18 02-11-2006
Przeczytałem "Głos Boga" już jakiś czas temu, i to dość szybko. Oczywiście nie jest to literatura bardzo wysokich lotów, ale jednocześnie nie jest słaba. Do mnie i do moich gustów jak najbardziej trafiła - może dlatego, że jestem mniej wymagający. Moja subiektywna ocena 7/10.

Komentuj


Konkurs

Wygraj "Nawiedzenia"


Wygraj "Ostatniego strażnika"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS