NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

Liu, Cixin - "Era supernowej"

Ukazały się

Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"


 Harkness, Deborah - "Cienie Nocy"

 Pilipiuk, Andrzej - "Karpie Bijem"

 Majka, Paweł - "Berserk. Spowiednik"

 Abbott, Tony - "Klątwa węża"

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Funke, Cornelia, del Toro, Guillermo - "Labirynt fauna"

 antologia - "Jednookie walety"

Linki

Antonius, Richard A. - "Qanaria. opowieść o 8smej Wyspie", tom 2
Wydawnictwo: RedHorse
Cykl: Antonius, Richard A. - "Qanaria"
ISBN: 83-60504-06-7
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195 mm



Antonius, Richard A. - "Qanaria. opowieść o 8smej Wyspie", tom 2

Przygód ciąg dalszy

Qasilinda wsłuchiwała się w warkot oddalających się samochodów. Leżąc plackiem pod stertą kozich skór, z trudem porządkowała rozkołatane myśli. W jej głowie dźwięczały jeszcze słowa generała i komendanta – dwóch najniebezpieczniejszych ludzi w tym kraju. Najbardziej przeraziły ją wiadomości na temat stanu zdrowia jej ojca. Dowiedziała się, że zasłabł na serce i w ciężkim stanie przetransportowano go do szpitala w Santa Borondo! Teraz już wiedziała, że została uśpiona, a potem porwana na rozkaz samego generała Qadolfo! Widziała radość na jego twarzy, gdy z rudym olbrzymem omawiał wiadomości o porażkach wojsk Malaqito i o zdradzie w najbliższym otoczeniu jej ojca. Zrozumiała, że kuter miał ją dowieźć do jakiegoś tankowca zdobytego przez Himereza i zakotwiczonego na niedostępnych krańcach spongożeliny. Dowiedziała się o pościgu, który po jej śladach przypuścił Himerez. Bolała ją wreszcie zdrada Lastuta, którego uważała za dobrze ułożonego – chociaż obgryzającego paznokcie – kapitana. Tak, nawet pokazywał jej kiedyś zdjęcia ze swoimi tresowanymi tuqangami. A tak lubiany przez nią Kwidado? Czy to możliwe, aby i on okazał się zdrajcą? Dowiedziała się o telefotofonie, który wpadł w ręce generała, i że ten za jego pomocą skontaktował się z jej ojcem. Zrozumiała, że jej osoba stała się obiektem przetargu w okrutnej wojnie. I zaskakująca wiadomość o planach jej chorego ojca, który postanowił pospieszyć jej na ratunek... balonem! „Kochany tatko – pomyślała ze łzami w oczach. - Jak mam ci teraz pomóc? Jak dać ci znak, że przeżyłam sztorm i tornado? Jak ostrzec cię przed straszliwymi planami tych dwóch zbójów, którzy czekają na ciebie ze swoimi katapultami gotowymi do strzału?” W głowie Qasilindy aż huczało od pytań bez odpowiedzi.

Do tego wszystkiego odkrycie warowni Diablopirata. I dziadzio Fossilius, którego ojciec zmuszony był do wydania w ręce Qadolfa. Ten kochany staruszek będzie musiał teraz pomagać generałowi w odkryciu pirackich skarbów! A potem... Qadolfo nie ukrywał, że rzuci chorego staruszka na żer qameladonom. „To wszystko przeze mnie – pomyślała z przerażeniem. - Nie, nie powinieneś się na to zgodzić, tatko!” Niestety, wiedziała, że Fossilius jest już w drodze, i że strzykający czarną śliną Himerez ma go osobiście dostarczyć do warowni. Ze słów generała, a także z jego mapy, wynikało, że warownia musiała znajdować się gdzieś niezbyt daleko od groty Maxanga i Karaqony. „A gdyby mi się tak udało ostrzec dziadzia Fossiliusa?” Mając jeszcze w oczach mapę, wyobraziła sobie, że wędrując wzdłuż granicy spongożeliny, zdołałaby dotrzeć do tej warowni. Mogłaby wtedy nie tylko ostrzec Fossiliusa, ale nawet spróbować zaatakować katapulty. „Kto wie, może ta miła Karaqona pomoże mi i tym razem? Może zechce pożyczyć mi szablę?”

Tę burzę myśli przerwał trzask otwieranych wrót. Do środka wpadła gospodyni. Qasilinda wystawiła głowę i... napotkała groźne spojrzenie.

— Dosyć tego! — wykrzyknęła Karaqona i pobiegła w kierunku odstawionej drabiny. Dźwignęła ją i z łomotem oparła o pomost, na którym leżała dziewczyna. Spłoszone szczurojaszczyry jak szalone zaczęły biegać po prętach klatek. W ruchach kobiety wyczuwało się wielkie wzburzenie. — Złaź mi tu zaraz, o Lanhelika!

Qasilinda skryła się pomiędzy skórami. Nie wiedział, jak postąpić. Zachowanie kobiety nie zapowiadało niczego dobrego. Karaqona pobiegła do pieca i zza gałęzi przygotowanych na opał wyszarpnęła ukrytą szablę.

— Powiedziałam: złaź albo cię sama wykurzę. Teraz musisz mi zapłacić. Oddasz mi... swoje warkocze!

* * *

Zza chmur wyłoniła się tarcza księżyca. Na jej jasnym tle mała awionetka wydawała się jedynie drobnym owadem, który za chwilę spłonie w zdradliwym świetle ogromnej lampy. W kabinie cała trójka, Marcin, jego mama i Nikodem Clipperton, spoglądali na siebie, wciąż mając na twarzach wyraz nieopisanego zdziwienia zmieszanego ze strachem, który dopiero teraz przeszedł w głośne westchnienia ulgi.

— Boże, jak się wystraszyłam — pierwsza odezwała się pani Amelia, a Marcin zauważył, że jej głos brzmiał już całkiem normalnie.

— Gdzieś znikła ta gąbczasta galareta — zauważył.

— A ty synku przestałeś być przezroczysty i nie piszczysz. Dzięki Bogu!

— Pan Nikodem nerwowo poprawiał w oku monokl.

— Myślałem, że to były zaburzenia wzrokowe wywołane przez soczewkę.

Pilot, który najwyraźniej odniósł wrażenie, że Clipperton mu się przygląda, obdarzył go nagle rozbieżnym zezem, a przy tym wydał z siebie ni to wrzask triumfu, ni to śmiech obłąkanego. „Jazgot szalonego strusia w wykonaniu zegarka profesora von Spiralskiego?” — pomyślał Marcin. W tym momencie po dachu kabiny przetoczył się dziwny łoskot. Cała trójka, a także pilot odruchowo schylili głowy.

— My w coś wlatujemy! — zawołał Marcin, obserwując śmigające za oknami kabiny czarne strzępy, które na tle księżyca wyglądały jak stado atakujących ich ptaków.

— To chmury — powiedział pan Nikodem.

— O rany! — wrzasnął Marcin. Tuż przy jego twarzy coś pacnęło i do szyby przywarła czarna plama.

— Co to takiego?!

Pilot zabełkotał głośno i cała trójka domyśliła się, że tym razem i on wyraża poważne zaniepokojenie. Przednia szyba również zaczęła pokrywać się czarnymi plamami. Chłopiec przesunął twarz do okienka i dostrzegł w dole maleńkie światełka ułożone w dwie linie.

— Chyba widzę lotnisko!

Drzwiczki kabiny prowadzące na skrzydło drgnęły i wpadły w ciągły, dygocący rytm. Pani Amelia poczuła we włosach zimny podmuch.

— O Boże — westchnęła. — Kiedy to się skończy?

Naciągnęła koc na głowę. Drugą ręką chwyciła za rękę syna. Oklejona plastrami twarz pilota odwróciła się ku nim. Otarł dłonią ślinę z kącika ust i pokazał palcem w dół. Miało to oznaczać, że rozpoczyna się manewr lądowania.

— Schodzimy do lądowania! — zawołał Nikodem Clipperton tonem, który zdradzał rozpaczliwą chęć dodania animuszu. — Trzymajcie się!


Dodano: 2006-10-31 13:07:59
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Ostatniego strażnika"


Wygraj "Nawiedzenia"


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Sullivan, Michael J. - "Śmierć Dulgath"


 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Sullivan, Michael J. - "Róża i cierń"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

 Szostak, Wit - "Poniewczasie"

 Sullivan, Michael J. - "Wieża Koronna"

 Sweterlitsch, Tom - "Świat miniony"

 Baxter, Stephen - "Masakra ludzkości"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Wójtowicz, Milena - "Vice versa"

 Christopher, Adam - "Ciemność nad miastem"

 Warren, Ed i Lorraine & Chase, Robert David - "Nawiedzenia. Historie prawdziwe"

 Guzek, Marcin A. - "Szare Płaszcze: Rubież"

 Babraj, Rafał - "Dystrykt Warszawa"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Heinlein, Robert A. - "Hiob. Komedia sprawiedliwości"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS