NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Duszyński, Tomasz - "Impuls"

Kristoff, Jay - "Nibynoc"

Ukazały się

Dukaj, Jacek - "Katedra" (2017)


 Day, David - "Atlas Tolkienowski"

 Smith, Guy N. - "Przeklęci"

 Martin, George R.R. - "Rycerz Siedmiu Królestw" (wyd. ilustrowane)

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Douglas, Ian - "Star Carrier. Mroczny Umysł"

 Mull, Brandon - "Smocza straż"

 Lovecraft, H.P. - "Nienazwane"

Linki



Duncan, Hal - "Welin"
Wydawnictwo: MAG
Cykl: Duncan, Hal - "Księga Wszystkich Godzin"
Kolekcja: Uczta Wyobraźni
Data wydania: Październik 2006
ISBN: 83-7480-032-1
Oprawa: twarda
Format: 135x205 mm
Liczba stron: 432
Cena: 35,00 zł
Tom cyklu: 1



Wywiad z Halem Duncanem

Katedra: Witamy w imieniu czytelników Katedry. Może zacznijmy rozmowę od spraw związanych z „Welinem”, a później przeszlibyśmy do twoich dalszych planów i kwestii warsztatowych?

Hal Duncan: Witam moich czytelników z Polski. A taki układ rozmowy jak najbardziej mi pasuje.

K: W takim razie pierwsze pytanie: dlaczego zdecydowałeś się na wykorzystanie w „Welinie” motywów z mitologii sumeryjskiej? Nie jest to temat często wykorzystywany wśród pisarzy fantastyki.

HD: Cóż, Sumerowie stworzyli najstarszą znaną cywilizację z prawdziwego zdarzenia, z historią sięgającą nawet około osiem tysięcy lat przed naszą erą. Jest to cywilizacja, która wynalazła pismo. Jej mity, wierzenia i legendy zostały spisane, dzięki czemu później czerpało z nich wiele innych kultur.
Przy decyzji o wykorzystaniu podań Sumeru brałem pod uwagę także fakt, że mity germańskie, celtyckie czy greckie są powszechnie znane i wykorzystywane, przerabiane, a prawdopodobnie także wyeksploatowane do granic możliwości. Mity sumeryjskie natomiast dostarczają czegoś nowego, nieznanego. Jednocześnie znajdują się w nich znane powszechne rozwiązania i wzorce, z którymi ludzie mogą się identyfikować. Moim zdaniem potrafią całkiem potężnie oddziaływać na odbiorcę.
A dlaczego nie są częściej wykorzystywane? Prawdopodobnie dlatego, że wiedza o nich nie jest bardzo rozpowszechniona. Odkrycia archeologiczne kultury sumeryjskiej to historia ostatnich dziesięcioleci. Nadal informacje o niej nie są powszechnie znane poza kręgiem naukowców. Jednakże warto zwrócić uwagę, że wiele motywów z sumeryjskich podań przeszła do innych kultur – na przykład biblijny potop to odzwierciedlenie wydarzeń opisanych między innymi w eposie o Gilgameszu.

K: Czy historia Aratty i Kur – Miasta Umarłych ma jakieś podłoże w faktach?

HD: Hmm... to dobre pytanie. Czytałem książkę autorstwa brytyjskiego archeologa Davida Rohla, w której autor pisał, że sumeryjscy zmarli łączyli się ze swoimi przodkami, kuzynami w miejscu zwanym Aratta, położonym w północnej Anatolii. Przez Azerbejdżan natomiast przepływa rzeka Kura. Mitologia sumeryjska umiejscawia Kur, czyli Miasto Umarłych w górach, na północy. Jest to przemawiająca do wyobraźni zbieżność. Nie mogę powiedzieć, że wierzę, iż przejawia się tutaj jakieś odbicie, pozostałość czy związek po sumeryjskich mitach lub też informacjach o miejscu pochodzenia przodków Sumerów. Istnieje oczywiście taka możliwość – jest to mechanizm, na jakim wyrastają legendy. Ciekawą zbieżnością jest fakt, że Księga Rodzaju właśnie w tym regionie, dorzeczu Tygrysu i Eufratu, umiejscawia kolebkę ludzkości. Tak więc kilka różnych źródeł odwołuje się właśnie do tego miejsca, co może prowadzić do pewnych wniosków, szukania początku cywilizacji gdzieś w górach Anatolii czy Kaukazu... ale nie musi.

K: W „Welinie” kreujesz sumeryjskich bogów jako pewien rodzaj anielskich istot – nadprzyrodzonych, ale jednocześnie ludzkich. Czy w swoim świecie zostaje miejsce dla prawdziwych bogów, nadrzędnych w stosunku do enkin, czyli tego, czym byli bogowie Sumeru dla swojego ludu?

HD: Według mnie nie. Wynika to z samej wizji świata. Enkin są tym, kim są, gdyż potrafią posługiwać się językiem, kodem wszechświata. Mogą w ograniczonym stopniu kształtować zarówno siebie, jak i rzeczywistość. Ta moc to najbliższa absolutu rzecz, jaka może zaistnieć w Welinie. Jest ona dostępna dla wszystkich, ale tylko niektórzy potrafią się nią posługiwać. Wszyscy mają równy start i równą siłę – to, jak daleko zajdą, wynika z umiejętności wykorzystania mocy oraz różnego rodzaju umów i uzgodnień, które udaje im się zawrzeć. Jest to pewien rodzaj metafory przedstawiającej relacje i interakcje międzyludzkie. Ludzie także pracują indywidualnie na swoje osiągnięcia. Jedna osoba sama w sobie nie jest potężniejsza od drugiej, to umiejętność wykorzystania sytuacji, manipulacje sprawiają, że pojawiają się dysproporcje. Niektóre jednostki potrafią wykorzystywać innych, skłaniać do postępowania zgodnego z własnymi planami.

K: Poruszyłeś problem kształtowania rzeczywistości. Czytając „Welin” nie mogłem nie mieć skojarzenia z „Amberem” Rogera Zelaznego. Tam także wybitne jednostki mogły w pewien sposób wpływać na otoczenie, a ich śmierć lub inne znaczące wydarzenie także rozchodziło się falami po wszechświecie, oddziałując na Cienie, będące lustrzanym odbiciem Amberu. Czy więc Welin jest uniwersum, w którym alternatywne rzeczywistości mogą koegzystować?

HD: Tak, oczywiście. Sama idea Welinu to świat trójwymiarowy czasowo, w którym jednym wymiarem jest znana nam oś czasu, ale rozciąga się ona we wszystkich kierunkach. Tak więc obok siebie mogą egzystować dwie równoległe rzeczywistości, a do tego dochodzi trzeci wymiar – metafizyczny. To może być wymiar, gdzie istnieją anioły lub faerie. Odpowiedź na twoje pytanie więc brzmi: tak, choć powiedziałbym, że Welinowi bliżej do Moorcocka niż Zelaznego. W multiwersum tego pierwszego autora mamy do czynienia z wiecznym czempionem, historią, która jest opowiadana po wielokroć w wielu światach, różniąca się jedynie szczegółami.

K: Czy te poszczególne światy Welinu mogą być połączone prze silne osobowości?

HD: Tak, na tym opiera się cały pomysł na język kodowy zawarty w „Księdze Wszystkich Godzin”. Jej posiadacze mogą poruszać się dowolnie po Welinie, przechodząc z jednej rzeczywistości do drugiej. Mogą nawet poruszać się wewnątrz własnego świata, skacząc – na przykład uciekając z 2017 roku do lat 70. XX wieku. Tak więc anioły, enkin, nie są wieczne, jak to pozornie mogłoby się wydawać, jednak mogą żyć zarówno w czasach współczesnych jak i antycznych, w naszym świecie jak i w alternatywnych rzeczywistościach.

K: W różnych światach Welinu bohaterowie przezywają wciąż te same wydarzenia. Czy wszystko, co może się wydarzyć, stało się już którejś z rzeczywistości? Czy jest szansa, że pojawi się jakiś nowy, wcześniej niespotykany element?

HD: Oczywiście można sobie zadać takie pytanie. Czy postacie będę w koło przeżywały te same wydarzenia w innej scenerii, czy też może uda się przełamać ten wzór. Odpowiedzią na nie jest sama powieść. Są bohaterowie, którzy zostali siłą przypisani do odgrywania danej roli, choć ona się im nie podoba. W książce próbuję odpowiedzieć, czy będą się potrafili wyrwać z tego zamkniętego koła. Mogę tylko powiedzieć, że potrafią, ale więcej nie zdradzę, bo o tym między innymi jest druga i ostatnia część dylogii, pod tytułem „Ink”. Nie mogę zdradzać zakończenia.

K: A co ze zwykłymi ludźmi zamieszkującymi Welin? Czy są tylko obserwatorami, statystami?

HD: W większości tak, ale nie wszyscy. Niektórzy mogą odkryć kod zawarty w „Księdze Wszystkich Godzin” i zostać niejako programistami świata, jeśli nauczą się posługiwać tym językiem kodowym. Jednakże w przeważającej większości nie jest to możliwe. Przeciętny człowiek nie będzie potrafił odkryć tej tajemnicy – używając terminologii komputerowej, włamać się do systemu, jakim jest ich rzeczywistość. W drugim tomie pojawią się osoby, które coś takiego będą potrafiły zrobić i zaczną także odgrywać znaczącą rolę. Może się okazać, że w końcowym rozrachunku to nie anioły, a zwykli ludzie są ważniejsi.

K: „Welin” ma bardzo skomplikowaną konstrukcję. Czytelnik musi z niewielkich kawałków składać obraz całości. Czy nie można by tego napisać prościej? A może wtedy byłaby to już zupełnie inna książka?

HD: Dokładnie tak. Gdy spojrzeć na samą powieść, to składa się ona z dwóch tomów, które na dobrą sprawę mogłyby być sprzedawane jako osobne książki. Gdyby spróbować opowiedzieć zawartą w nich historię w prostszy sposób, konieczne byłoby spojrzenie na fabułę pod zupełnie innym kątem, z innej perspektywy. To tak jak spojrzeć na obraz Picassa, na przykład „Guernikę”. Zastanawiasz się: gdzie eksplozja, gdzie bomby? Zamiast tego widzisz te wszystkie dziwne kształty i fragmenty. To jest obraz i został skonstruowany akurat w taki sposób. Podobnie jest z książką. Jej forma jest taka, by jak najlepiej oddać czasową trójwymiarowość, o której wspominałem wcześniej. Forma powieści odzwierciedla konstrukcję świata.

K: W książce stosujesz różnoraką narrację, korespondującą z czasami historycznymi, w których akurat toczy się akcja. Jak wiele przygotowań to wymagało?

HD: W niektórych przypadkach, jak na przykład epizodach sumeryjskich, wzorowałem się na oryginalnych tekstach mitów i legend – oczywiście w tłumaczeniu. Wziąłem przekłady i w zasadzie przepisałem je słowo po słowie, wykorzystując różne wersje i różnych tłumaczy. Następnie spróbowałem ja dostosować do potrzeb współczesnego czytelnika, starałem się uczynić narrację bardziej płynną, zastosować się do wymagań nowoczesnej prozy. Jednocześnie starałem się jak najmniej odchodzić od pierwowzoru, by moja wersja była zgodna z oryginalnymi wersjami.
Podobnie było z innymi sceneriami, na przykład dziejącymi się w Glasgow czy podczas I wojny światowej. Wykonałem liczne poszukiwania historyczne. Bardzo pomogło mi także czytanie Jamesa Joyce’a. Starałem się jak najwięcej skorzystać z jego doświadczeń, naśladować jego płynność.

K: Bohaterowie „Welinu” nie mają wielkiego wpływu na swoje losy. W koło przeżywają te same wydarzenia, zdeterminowane przez los. Czy ma to jakieś przełożenie na twoje osobiste poglądy? A może jesteś zwolennikiem wolnej woli?

HD: Zdecydowanie jestem za wolnością wyboru, nie wierzę, że nasze życie zostało ustalone odgórnie. Mogę tu przywołać to, co wcześniej mówiłem – niektóre postacie, jeśli mają „Księgę Wszystkich Godzin”, to mogą programować rzeczywistość. W tej książce jest wszystko, co było i będzie napisane. Jeśli ją masz, to dotykasz absolutu, trzymasz w rękach księgę przeznaczenia. To, jak ją wykorzystasz, odzwierciedla ludzkie możliwości do kierowania własnym życiem, na ile jesteśmy w stanie przeciwdziałać losowi, który napisali dla nas inni. To jest pytanie, jakie stawia moja książka. Nie na wszystko ma się wpływ, ale gdzieś na samym końcu wierzę w wolną wolę.

K: W „Welinie” wszechobecny jest chaos, a może nawet anarchia. Czy próbowałeś w ten sposób przedstawić swoje poglądy na mechanizmy kierujące światem?

HD: Można powiedzieć, że jestem anarchistą co do pryncypiów, ale demokratą z powodów pragmatycznych. Wystarczy spojrzeć na to, co się dzieje obecnie na świecie. Terroryści nie mają żadnych racjonalnych podstaw, nie stoi za nimi żadne prawo. Światem rządzą przywódcy, choć może są czasem szaleni lub skorumpowani, to stoi za nimi wybór zwykłych ludzi. Tak więc mogę się z nimi nie zgadzać, mogę uważać się za anarchistę, ale gdy przychodzi do wyborów, to idę głosować, wybierając mniejsze zło. Powiedzmy sobie szczerze, światem musi kierować jakiś system, nawet tak zły jak obecny.

K: Możesz rzucić nieco światła na Przymierze, czyli organizację enkin? Wydaje się, że jest ona źródłem prawa i porządku ale chce zatrzymać rozwój. Natomiast niektórzy niezależni bohaterowie, buntownicy, uosabiają siły chaosu, ale jednocześnie postępu. Czy tak jest w istocie?

HD: Sercem Przymierza jest jego przywódca, Metatron. Nie chciałem zrobić z niego łotra, postaci jednoznacznie złej. On z pasją wierzy w to, co robi. Wierzy w swoje powody działania, w porządek. De facto jest demokratą i republikaninem. Samo Przymierze powstało jako odpowiedź na ciężkie czasy, kiedy to bogowie niszczyli świat, rządząc jako tyrani i dyktatorzy. Co chwilę wybuchały wojny. Wtedy Metatron wystąpił i postanowił wprowadzić porządek.

K: Czyli można powiedzieć, że jest oświeconym dyktatorem?

HD: Coś w tym rodzaju, choć nie można powiedzieć, by był dyktatorem. On wierzy nawet, że nie jest osobą odpowiedzialną za wszystko. Jest demokratą, czuje się członkiem rady, ani mniej, ani bardziej istotnym. Jest zmuszony do bezwzględnych działań, ale jednocześnie współczuje ofiarom. Chce, by wszystko potoczyło się jak najlepiej, choć używa metod, z którymi ja osobiście bym się nie zgodził, a tym bardziej na przykład Phreedom. Nie można oceniać, kto ma rację, a kto nie, bo w końcowym rozrachunku może się okazać, że wszyscy się mylili.

K: Może przejdźmy teraz do bardziej ogólnych pytań. Dlaczego wybrałeś fantastykę jako obszar swoich zainteresowań pisarskich?

HD: Czytałem science fiction od dzieciństwa. Już wtedy podobali mi się bohaterowie pokroju Piotrusia Pana, czyli postacie, które nigdy nie dorosły. Z czasem to ewoluowało, miałem okres fascynacji utworami typu „Parszywa dwunastka”, gdzie bohaterowie bezwzględnie zabijali swoich wrogów. Podobnych fascynacji było wiele, ale przecież niemal wszystko oddziałuje na umysł dziesięciolatka. Mniej więcej wtedy rozpoczęła się moja przygoda z fantasy, a przede wszystkim z urban fantasy. Wolę ten podgatunek niż na przykład epickie sagi z Tolkienem na czele. O wiele bardziej odpowiada mi twórczość, jaką prezentuje na przykład Neil Gaiman. Gdy pierwszy raz spotkałem się z jego twórczością pomyślałem „O! Ktoś napisał coś dokładnie takiego, jak oczekiwałem”. Podobnie rzecz się miała z Jonathanem Carrollem.
Potem rozpoczął się etap, kiedy sam zacząłem pisać. Wybrałem fantastykę, bo daje ogromne możliwości w kreowaniu fabuły. Można opowiedzieć naprawdę fajne historie, można poeksperymentować.

K: Co myślisz na temat New Weird? Czy ten nurt w literaturze może wyrwać fantastykę ze stagnacji, w jakiej znajduje się od pewnego czasu?

HD: Myślę, że nie jest to zjawisko, które rozwinęło się z niczego w ostatnich czasach. Od dłuższego czasu wiele ciekawych rzeczy działo się z tyłu głównej sceny fantastycznej. Powstawały opowiadania, nowelki, które miały wiele wspólnego, z tym, co obecnie określa się mianem New Weird. W latach osiemdziesiątych Interzone publikowało wiele dziwnych utworów, określanych wtedy mianem „subsream”. Powstał realizm magiczny, powieści z pogranicza itp. Temu nurtowi, w miarę jak się rozwijał, przyczepiano już wiele etykietek. Ostatnio, po tym jak China Mieville ukuł termin New Weird, ten typ twórczości przyjęło się właśnie w ten sposób nazywać. Nazwa początkowo stworzona na określenie prozy Mieville’a, wkrótce rozszerzyła się na utwory innych pisarzy – na przykład Jeffa VanderMeera czy M. Johna Harrisona. Znam osobiście Jeffa i on w najmniejszym stopniu nie uważa się za pisarza z nurtu New Weird. To coś w rodzaju mody, co chwila pojawiają się nowi autorzy (na przykład K.J. Bishop), których utwory aspirują do bycia zaliczanym do tego ruchu.
Rozumiem jednak, dlaczego takie określenie powstało. Faktycznie, od pewnego czasu w fantastyce dzieje się coś nowego i ciekawego. Myślę, że grunt pod to przygotowała niezależna prasa amerykańska. Jest wiele niskonakładowych czasopism, w których mogą debiutować obiecujący autorzy. Wiele pomagają także wydawcy, tacy jak na przykład Elastic Press z Wielkiej Brytanii, którzy przez ostatnie dziesięć lat podłożyli solidne fundamenty pod to, co zaczyna się obecnie rozwijać.
Niemniej jednak nie wiem, co oznacza New Weird. Jest to niesamowite, dziwne, fakt, ale przecież fantasy, science fiction i horror właśnie takie są, wynika to z ich definicji. A czy jest nowe? Rozumiem, dlaczego ludzie chcą czegoś nowego, ale przecież to się dzieje od pewnego czasu, więc czy faktycznie jest to coś nowego? Ja rozumiem przez to po prostu interesujące rzeczy, które pokazują coś nowego. A jeśli się to sprzedaje pod nazwą New Weird? Tym lepiej.
Jednak jako sprzedawca w księgarni nie wydzielałbym kącika z regałów z fantastyką, w którym sprzedawane by były właśnie takie powieści. Poszedł bym raczej dalej, zniósł wszelkie granice. Niesamowita, dziwna proza jest obecna w każdym nurcie. Zaliczyłbym tu także Kafkę, Borgesa, Marqueza i wielu, wielu innych. Niemniej rozumiem, dlaczego wiele osób odczuwa potrzebę zawężania kategorii, szufladkowania wszystkiego.

K: „Welin” jest twoim powieściowym debiutem. Czy publikowałeś wcześniej jakieś utwory?

HD: Piszę od dawna. Zwykle były to krótkie opowiadania lub nowele. Napisałem też trochę wierszy. Na przykład drugi rozdział „Welinu” powstał początkowo jako samodzielne opowiadanie. Można powiedzieć, że od niego się wszystko zaczęło. Co do publikacji – owszem, kilka moich utworów ukazało się wcześniej drukiem, głównie w niezależnej prasie, także w internecie. Niemniej „Welin” jest moją pierwszą dużą publikacją.

K: Kiedy możemy się spodziewać kontynuacji „Welinu”?

HD: Drugi tom, pod tytułem „Ink”, dopełniający całości, ukaże się w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii w przyszłym roku. Natomiast o termin polskiego wydania należy spytać Wydawnictwo Mag. Wiem, że tłumaczenie musi trochę potrwać, przypuszczam, że opóźnienie będzie wynosiło koło pół roku.

K: A inne plany pisarskie?

HD: Och, mam mnóstwo planów i pomysłów. Niedługo nakładem niezależnego amerykańskiego wydawcy wychodzi moja krótka powieść. Jest osadzona w świecie „Welinie”, aczkolwiek akcja powieści rozgrywa się w Iraku podczas wojny. Będzie dużo wybuchów i akcji. Następny projekt to ponowne napisanie historii Gilgamesza. W tej książce będzie znacznie mniej akcji, będzie w to wpleciony motyw enkin.

K: Czy będzie to coś podobnego do książki Roberta Silverberga „Gilgamesh the King”?

HD: To, co chciałbym zrobić, będzie w dużym stopniu podobnego do książki Silverberga. Będą w to wmieszane wątki Inany, nie zabraknie także nawiązań do „Welinu”. Chciałbym także przeredagować oryginalny tekst eposu, zachowując jak największą zgodność z oryginałem, ale jednocześnie przystosowując go do wymagań współczesnego czytelnika. Wprowadzę także inne wątki i rozwiązania narracyjne. Na przykład część wydarzeń będzie się działa równolegle w Kolumbii Brytyjskiej w XVII lub XVIII wieku, gdzie bohater będący Gilgameszem jest europejskim osadnikiem, a jego towarzysz, Enkidu, jest Indianinem. Do tego chciałbym wprowadzić wątek dziejący się w przyszłości, w którym antropolog, zajmujący się prymitywnymi kulturami i totemizmem, razem ze swoim studentem badają epos o Gilgameszu. Chciałbym przez to pokazać kontrast między wysoko rozwiniętą technologią a starożytnymi cywilizacjami i barbarzyńcami. Także zestawienie obok siebie wiary w bogów i totemizmu, czyli prymitywnych, zwierzęcych sił, powinno być ciekawe.

K: Jak wygląda twoja praca nad książką? Piszesz określoną liczbę stron dziennie?

HD: O nie! Jestem strasznym leniem. Muszę się zmuszać do pisania. Nie mam z góry ustalonego czasu pracy. Zwykle wstaję koło południa, no, może o drugiej. Ogarniam się, włączam komputer, sprawdzam pocztę. Robię wpis do blogu. Dopiero wczesnym wieczorem, po zjedzeniu obiadu, siadam wreszcie do pisania. Z drugiej strony, jak już się zabiorę za pracę, potrafię bez wytchnienia pisać do piątej nad ranem. Wszystko jednak zależy od nastroju, czy akurat mam wenę i potrafię się skoncentrować na wątku, który akurat opisuję. Jeśli uda mi się wejść w odpowiedni rytm, to słowa po prostu same płyną i wtedy jest to czysta przyjemność.
To, czego po prostu nie znoszę i do czego trudno mi się zmobilizować, to edycja i przeredagowywanie tekstu. Wracanie do napisanego już tekstu, zmiana szczegółów i dopasowywanie go do nowych pomysłów jest konieczne, ale są to dla mnie straszne męki.

K: Już na sam koniec – czy mógłbyś w kilku słowach przybliżyć polskim czytelnikom, o czym jest „Welin”?

HD: Jest to powieść o świecie niedalekiej przyszłości, w którym zwykli ludzie zostali istotami nadprzyrodzonymi, swego rodzaju aniołami. Stało się tak, gdyż opanowali pewien magiczny język, który umożliwia programowanie rzeczywistości. Mogą zmieniać otoczenia, ale także samych siebie. Są to bogowie i demony z całej ludzkiej historii. Część z nich się zrzesza i w ten sposób powstaje Przymierze, które postanawia pozbyć się całej opozycji. Zbliża się wojna, w której każdy musi się opowiedzieć po którejś ze stron. Tylko nieliczna grupa enkin postanawia zachować neutralność. Nie chcą przystępować do żadnej ze stron, wolą żyć w spokoju, jak zwykli ludzie. Książka jest o tym, jak próbują uwolnić się z tej sytuacji – niektórzy postanawiają uciec, inni ,wykorzystując spryt, próbują się wykpić.

K: Bardzo dziękujemy za rozmowę i życzymy dalszych sukcesów.

HD: Dziękuję i pozdrawiam polskich czytelników.



Wywiad przeprowadzili: Maciej „Bleys” Grodzicki i Tymoteusz „Shadowmage” Wronka.

Dziękujemy Wydawnictwu Mag za możliwość porozamawiania z autorem.



Autor: Bleys & Shadowmage


Dodano: 2006-10-23 08:00:38
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Drugi wywiad z Rafałem Kosikiem


 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e07)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s07e04)

Recenzje

Chambers, Becky - "Daleka droga do małej, gniewnej planety"


 Cameron, Miles - "Straszny smok"

 Lotz, Sarah - "Dzień czwarty"

 Weitz, Chris - "Młody świat"

 Avoledo, Tullio - "Krucjata dzieci"

 Weir, Andy - "Artemis"

 Tregillis, Ian - "Wyzwolenie"

 Adams, Douglas - "Restauracja na końcu wszechświata. Życie, wszechświat i cała reszta"

Fragmenty

 Gromyko, Olga; Ułanow, Andriej - "Plus/minus"

 Lawrence, Mark - "Klucz kłamcy"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #3

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #2

 Bardugo, Leigh - "Język cierni"

 Aaronovitch, Ben - "Szepty pod ziemią"

 Sanderson, Brandon - "Dawca przysięgi", część 1 #1

 Bourne, J.L. - "Więcej niż wygnanie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2017 nast.pl     RSS      RSS