NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

Baxter, Stephen - "Ultima"

Ukazały się

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"


 Pilipiuk, Andrzej - "Przeszłość dla przyszłości"

 antologia - "Wigilia pełna duchów"

 Chesterton, Gilbert Keith - "Człowiek, który był Czwartkiem"

 Węcławek, Dominika - "Skoczkini. Zapiski z międzygwiezdnego lotu"

 Rusnak, Marcin - "Diabły z Saints"

 Lisińska, Małgorzata - "Zakonna"

 Burroughs, Edgar Rice - "Llana z Gathol"

Linki

Salvatore, R. A. - "Przebudzenie Demona"
Wydawnictwo: Isa
Cykl: Salvatore, R. A. - "Wojny Demona"
Data wydania: 2000
ISBN: 83-87376-64-7
Oprawa: miękka
Format: 115 x 175 mm
Liczba stron: 640
Tom cyklu: 1



Salvatore, R. A. - "Przebudzenie Demona" (preludium)

Demon daktyl przebudził się. Nie wydawało się to wydarzeniem wielkiej wagi, jedynie narastającym poruszeniem w głębokiej jaskini, w dalekich, pustych górach. Nie dostrzeżone zdarzenie, nie widziane przez nikogo oprócz jaskiniowych żyjątek i tych kilku cierpiących na bezsenność nietoperzy ze znużonego stada, zwisającego z wysokiego sufitu.

Jednak duch demona obudził się, powracając z długiego uśpienia do przypominającej posąg postaci, którą pozostawił po swoich ostatnich odwiedzinach w świecie zwanym Coroną.

Wędrujący duch czuł się dobrze w tej materialnej, cielesnej powłoce. Daktyl czuł swoją krew, gorącą krew, krążącą w jego skrzydłach i potężnych nogach, czuł drganie swoich potężnych mięśni. Jego oczy otworzyły się nagle, ale ujrzały tylko czerń, gdyż forma, do której powrócił, pozostawiona w magicznym bezruchu w głębokiej jaskini, stojąca z pochyloną głową i skrzydłami ciasno owiniętymi dookoła torsu, została pokryta magmą. Większość tej ognistej substancji z dawnych lat wykipiała i wypłynęła z jaskini, ale pozostało jej wystarczająco dużo, aby stwardnieć wokół cielesnej postaci daktyla. Duch powrócił na Coronę zatopiony w obsydianie!

Duch demona zapadł głęboko w siebie, przywołał wszystkie swe moce zarówno fizyczne, jak i magiczne. Samą swą wolą i brutalną siłą daktyl poruszył skrzydłami. Cienka szczelina przebiegła przez środek obsydianowego sarkofagu. Daktyl ponownie poruszył skrzydłami i szczelina poszerzyła się, a potem nagłym, potężnym wybuchem bestia rozsadziła obsydian, rozpostarła swe wielkie skrzydła, a ich zakończone szponami końcówki chwytały i rozdzierały powietrze. Daktyl odrzucił w tył głowę i otworzył szeroko usta, skrzecząc z czystej radości powrotu, na myśl o chaosie, jaki ponownie wniesie do spokojnych ludzkich królestw Corony.

Jego tors przypominał tors wysokiego, szczupłego mężczyzny, wyrzeźbiony i pocięty pasmami napiętych jak postronki mięśni i mogący się pochwalić parą olbrzymich skrzydeł, mających po całkowitym rozpostarciu długość dwudziestu stóp i siłę wystarczającą do uniesienia w szybkim locie dorosłego byka. Jego głowa także przypominała nieco głowę człowieka, była jedynie bardziej kanciasta, z wąską szczęką i spiczastą brodą. Uszy daktyla były również spiczaste, wystające z cienkiego pęczka czarnych włosów demona. Włosy te nie zakrywały rogów stworzenia wielkości kciuka, skręconych ku sobie u szczytu czoła.

Jego skóra była szorstka i gruba, stanowiła opancerzoną powłokę, czerwonawą w odcieniu i błyszczącą jak gdyby rozświetloną własnym wewnętrznym żarem. Błyszczące były także oczy demona, najczęściej wyglądające jak jeziora płynnej czerni, jednak gdy demon był wzburzony, zmieniały się w ogniste, czerwone kręgi, żywe płomienie, w łunę absolutnej nienawiści.

Istota wygięła i rozciągnęła swoje skrzydła w całej ich okazałości, dosięgała i drapała powietrze swymi podobnymi do ludzkich ramionami. Demon wysunął paznokcie, przekształcił je w zakrzywione szpony i sprawił, iż wyrosły mu zęby - dwa ostre kły sięgające poniżej dolnej wargi. Każda część demona była bronią, niszczącą i śmiercionośną. Choć potwór ten wydawał się bezsprzecznie potężny, prawdziwa siła demona, kusiciela dusz, odmieniacza serc, twórcy kłamstw, leżała w jego umyśle i celu. Teologowie Corony sprzeczali się, czy demon daktyl jest źródłem, czy skutkiem zła. Czy to daktyl przyniósł ludzkości słabość i niemoralność? Czy to daktyl jest źródłem grzechów śmiertelnych, czy też objawia się i wędruje po świecie, gdy te grzechy wręcz kipią na progu erupcji?

Dla demonicznej istoty w jaskini takie pytania niewiele znaczyły. Ile to już czasu minęło? - zastanawiał się daktyl. - Ile dziesięcioleci, a nawet wieków minęło od jego ostatnich odwiedzin Corony?

Istota pamiętała, że dawno temu delektowała się myślami o płynącej strumieniami krwi, gdy armia za armią włączała się w rozkoszną, rozpaczliwą bitwę. Demon przeklął głośno imię Terranena Dinoniela, który skrzyknął ludzi i elfy, ścigając armie daktyla do stóp tej góry, Aidy. Sam Dinoniel wszedł do tej jaskini za bestią i przebił daktyla...

Czarnoskrzydły demon spojrzał w dół na ciemniejsze czerwone rozdarcie, szpecące jego gładką poza tym skórę. Z ohydnym chrupnięciem kości głowa istoty obróciła się o sto osiemdziesiąt stopni i pochyliła, by zbadać drugą niedoskonałość swojej postaci, zabliźnione wybrzuszenie pod niższą z lewych łopatek. Te dwie blizny były nierozerwalnie złączone z sercem daktyla, gdyż stanowiły ślad po ostatnim desperackim pchnięciu Dinoniela, którym ten pokonał cielesną powłokę demona. Jednak nawet będąc w śmiertelnej agonii, to daktyl zwyciężył tego dnia, używając całej siły woli, aby przywołać magmę z trzewi Aidy. Dinoniel i większość jego armii została przez nią pochłonięta i zniszczona, ale daktyl...

Daktyl był wieczny. Dinoniel zginął, był tylko odległym wspomnieniem, ale duch demona powrócił i fizyczne rany się zagoiły. - Jaki człowiek, jaki elf zajmie miejsce Dinoniela? - ozwał się demon swym pustym, donośnym głosem, zawsze zdającym się być na krawędzi grzmiącego ryku. Chmura nietoperzy przebudziła się z dreszczem na ten nieoczekiwany hałas i odfrunęła jednym z tuneli uformowanych, gdy lawa wypływała z tego miejsca. Daktyl wydał z siebie chichot, uważając się za kogoś wspaniałego, skoro mógł przepędzić te stworzenia - jakiekolwiek stworzenia! - samym tylko dźwiękiem. I co mogą ludzie i elfy - jeśli elfy nadal istniały, bo nawet za czasów Dinoniela były w zaniku - przeciwstawić mu tym razem?
Jego myśli odwróciły się od wrogów ku tym, których przywoła jako swoje sługi. Jakie istoty mógłby tym razem zebrać daktyl, aby poprowadzić swoją wojnę? Oczywiście plugawe gobliny tak pełne gniewu i chciwości, tak cieszące się mordem i wojną. Fomoriańskie olbrzymy z gór, nieliczne, ale każdy o sile tuzina mężów, a skórze zbyt grubej i twardej, żeby mógł ją przebić sztylet. I powrie, tak, powrie, przebiegłe, waleczne krasnoludy z Julianthes, Wietrznych Wysp, one ponad wszystko nienawidzą ludzi. Przed wiekami powrie zdominowały morza w swoich masywnych, przysadzistych beczko-łodziach, których kadłuby wykonane były z twardszego materiału niż większe od nich ludzkie okręty, tak jak niewielkie powrie zrobione były z twardszej gliny niż więksi od nich ludzie.

Pasmo śliny zwisało z ust daktyla, gdy ten myślał o swoich poprzednich i obecnych sojusznikach, swojej armii zagłady. Sprowadzi ich do swojego gniazda, lud za ludem, rasa za rasą, rosnących jak narasta noc, gdy słońce dotyka zachodniego horyzontu. Zbliżał się zmierzch Corony.

Daktyl się przebudził.


Dodano: 2006-09-22 12:43:13
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady


 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e03)

Recenzje

Abercrombie, Joe - "Szczypta nienawiści"


 Eames, Nicholas - "Krwawa Róża"

 Kisiel, Marta - "Małe Licho i anioł z kamienia"

 Le Guin, Ursula K. - "Cała Orsinia"

 Lawrence, Mark - "Święta siostra"

 Aldiss, Brian W. - "Cieplarnia"

 Abercrombie, Joe - "Ostateczny argument" (oprawa twarda)

 Shannon, Samantha - "Zakon Drzewa Pomarańczy"

Fragmenty

 Simon, Lars - "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena"

 Foster, Alan Dean - "Obcy"

 Hendel, Paulina - "Droga Dusz"

 Cook, Glen - "Port Cieni"

 Zbierzchowski, Cezary - "Distortion"

 Rak, Radek - "Baśń o wężowym sercu"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Kańtoch, Anna - "Diabeł w maszynie"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2019 nast.pl     RSS      RSS