NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

Ukazały się

Butcher, Jim - "Zimne dni"


 Larson, B.V. - "Świat stali"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" (wydanie papierowe)

 Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

Linki

Weber, David - "Księżyc Buntowników"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Weber, David - "Dahak"
Data wydania: Październik 2006
ISBN: 83-7418-122-2
Oprawa: miękka bez obwoluty
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 320
Cena: 29,90 zł
Tom cyklu: 1



Weber, David - "Księżyc Buntowników" (rozdział 4)

Rozdział czwarty

MacIntyre siedział jak sparaliżowany.
– Zaraz – powiedział wreszcie ochryple. – Chwileczkę! A co z ewolucją? Niech cię, Dahak, przecież homo sapiens jest spokrewniony ze wszystkimi ssakami na tej planecie!
– Zgadza się – powiedział bez emocji Dahak. – Po upadku Pierwszego Imperium jedno z niezidentyfikowanych nie-ludzkich imperiów zasiało życie na planetach zaatakowanych przez Achuultan. Jedną z nich była Ziemia. Inną Mycos, prawdziwa ojczyzna ludzkiej rasy i stolica Drugiego Imperium do czasu jego zniszczenia jakieś siedemdziesiąt jeden tysięcy lat temu. Ta sama fauna została przeniesiona na wszystkie podobne do Ziemi planety. Tak więc neandertalczycy nie byli przodkami waszej rasy, ale raczej jej dalekimi kuzynami. Z żalem muszę powiedzieć, że nie zostali zbyt dobrze potraktowani przez załogę „Dahaka” i ich potomków.
– Słodki Jezu! – stęknął MacIntyre. – Dahak, chcesz mi wmówić, że siedzisz tutaj na swoim elektronicznym tyłku przez pięćdziesiąt tysięcy lat i absolutnie niczego nie zrobiłeś?
– Można to tak ująć – przyznał niechętnie Dahak.
– Ale dlaczego, na miłość boską?!
– A co według pana miałem zrobić, komandorze? Starszy kapitan Druaga wydał rozkazy o priorytecie alfa, kategoria jeden, aby zniszczyć buntowników. Takie rozkazy mają absolutne pierwszeństwo nad wszystkimi innymi, a może je zmienić tylko rozkaz z centrali Floty. Nikt inny nie może ich zmienić, nawet ten, kto je wcześniej wydał. Według tych rozkazów „Dahak” miał pozostać w tym systemie tak długo, dopóki wszyscy buntownicy nie zostaną aresztowani lub zniszczeni.
– Dlaczego zatem nie szukałeś rozkazów od tej swojej centrali Floty?
– Nie mogłem. Atak kapitana Anu na łączność spowodował nieodwracalne straty.
– Jesteś w stanie odbudować ponad trzysta siłowni jądrowych, a nie możesz naprawić głupiego radia?!
– Sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana niż się panu wydaje, komandorze – odparł Dahak tonem, w którym MacIntyre z niechęcią rozpoznał godne podziwu opanowanie. – Łączność nadświetlna jest utrzymywana przez komunikator wielowymiarowy, zwany popularnie „hiperkomem”, który jest bardziej wyszukaną wersją mającego znacznie krótszy zasięg komunikatora „złożonej przestrzeni”, jakiego używa personel Floty. Oba łączą w sobie elementy technologii hiperprzestrzennej i grawitonicznej, aby zakłócać normalną przestrzeń i tworzyć bezpośrednie połączenia z odległymi lokacjami, lecz w przypadku hiperkomu te zakłócenia albo „złożenia” mogą trwać nawet kilka tysięcy lat świetlnych. Hiperkom to wielka konstrukcja, a jednym z jej najistotniejszych elementów jest mycosan, syntetyczny pierwiastek, którego nie można otrzymać z surowców dostępnych na okręcie. Ponieważ wszystkie zapasowe części były na pokładzie pasożytów kapitana Anu, naprawa była niemożliwa. „Dahak” jest w stanie przyjmować transmisje hiperkomowe, ale sam nie może wysłać żadnego sygnału.
– Czy to jedyny sposób, w jaki się porozumiewacie?
– Imperium zarzuciło prymitywną komunikację z prędkością równą prędkości światła już kilka tysięcy lat przed buntem, komandorze. Kiedy okazało się, że naprawa hiperkomu jest niemożliwa, a nie wysłano żadnej jednostki Floty, by sprawdzić, co się dzieje, główny komputer skonstruował przekaźnik radiowy, który wysłał z prędkością światła raport do najbliższej bazy Floty. Niestety, centrala Floty nigdy nie odpowiedziała, uniemożliwiając w ten sposób modyfikację rozkazów o priorytecie alfa. To niemożliwe, żeby Imperium porzuciło tak ważną bazę, dlatego główny komputer doszedł do wniosku, że wiadomość po prostu nie została zrozumiana przez adresatów.
– Ale to nie wyjaśnia, dlaczego nie wykonałeś pierwotnych rozkazów i nie rozwaliłeś drani zaraz po tym, jak opuścili okręt! – warknął jadowicie MacIntyre.
– To nieprawidłowa interpretacja rozkazów głównego komputera, komandorze. Instrukcje starszego kapitana Druagi określały, że należy zniszczyć zbuntowane jednostki, które będą chciały zbliżyć się do okrętu, w promieniu pięciu tysięcy kilometrów, nie nakazywały zaś zniszczenia jednostek oddalających się od „Dahaka”.
– No dobrze, sądzę, że mogę to zrozumieć. Ale dlaczego ich nie zniszczyłeś na planecie albo nie aresztowałeś?
– Takie działanie stoi w sprzeczności z programami jądra o priorytecie alfa. Okręt mógłby przebić się przez obronę, którą kapitan Anu postanowił chronić swoją enklawę, lecz tylko przy użyciu broni, która doprowadziłaby do zniszczenia siedemdziesięciu procent ludzkiej rasy na planecie. Niszczenie innych rozumnych ras poza Achuultanami jest możliwe jedynie w przypadku samoobrony.
– No a co oni robili przez ten czas?
– Nie mam na ten temat informacji – przyznał Dahak. – Moje sensory nie mogą przebić się przez ich systemy obronne, najwyraźniej postanowili korzystać z technologii maskującej. Bez danych pochodzących z bezpośredniej obserwacji ich narad pełna analiza jest niemożliwa.
– Ale musisz mieć jakieś domysły!
– Potwierdzam. Proszę jednak pamiętać, że to są tylko spekulacje i jedynie w taki sposób należy je traktować.
– No to spekuluj, do jasnej cholery!
– Przyjąłem – odparł spokojnie Dahak. – Moim zdaniem buntownicy przez cały czas kontaktowali się z Ziemianami. Na początku ten kontakt był całkowicie jawny i doprowadził do powstania różnych antropomorficznych panteonów bóstw. Jednak od waszego szesnastego stulecia współdziałanie z waszą zachodnią cywilizacją było utrzymywane w tajemnicy i służyło przyspieszeniu waszego rozwoju technicznego. Proszę wziąć pod uwagę, że była to zasadnicza zmiana w stosunku do początkowej aktywności buntowników, która miała na celu jedynie promowanie przesądów, religii i pseudoreligii w miejsce racjonalizmu i naukowego sposobu myślenia.
– Dlaczego początkowo chcieli spowalniać nasz rozwój? – spytał MacIntyre. – I dlaczego zmienili taktykę?
– Moim zdaniem ich pierwotnym celem było zapobieżenie stworzeniu technologii, które z jednej strony mogłyby zagrozić ich bezpieczeństwu, a z drugiej przyciągnąć uwagę Achuultan. Niech pan sobie przypomni, że przyczyną buntu była chęć uniknięcia ich ataku.
– Jednak ostatnio... – MacIntyre zamrugał, słysząc, jak ktoś mówi o szesnastym wieku „ostatnio” – punkt ciężkości ich działań przesunął się. Może sądzą, że groźba najazdu, którego się obawiali, już minęła, a może nastąpiła zmiana przywódców, co spowodowało zmianę zasad ich działania. Moim zdaniem jednak doszli do wniosku, że „Dahak” już nigdy nie będzie w pełni sprawnym okrętem.
– Kapitan Anu nie wiedział, jakie były ostatnie rozkazy starszego kapitana Druagi. Nie wiedział, że jego rozkazy o priorytecie alfa nakazywały „Dahakowi” pozostać na miejscu, wobec tego mógł dojść do wniosku, że skoro okręt nie może ruszyć na poszukiwanie pomocy, to znaczy, że nie może już dłużej poruszać się z prędkością nadświetlną. On nie wie, że gdyby wystarczyło nam energii na naprawy, „Dahak” mógłby się poruszać z prędkością nadświetlną, gdyż napęd Enchanach nigdy nie został uszkodzony. Sama obecność okrętu w tym miejscu mogła zostać uznana za dowód jego niemal całkowitej niezdolności do funkcjonowania.
– Dlaczego zatem nie próbowali cię przejąć?
– Dlatego, że Anu miał wiele dowodów na to, iż pozostało jeszcze dość mocy na zaprogramowany wcześniej ostrzał obronny, chociaż nie doszło do otwarcia ognia do prymitywnych ziemskich statków, które Ziemianie wysłali na swój „Księżyc”. Może uważa, że „Dahak” jest zbyt uszkodzony, by zmienić swoje programy obronne, a owe programy nie uwzględniają zaatakowania lokalnie wyprodukowanych pojazdów. Zakładając, że ten całkowicie spekulacyjny ciąg rozumowania jest poprawny, może ma nadzieję, iż namówi twoją planetę na stworzenie pojazdu międzyplanetarnego, którym mógłby uciec z tego systemu. Ta teoria zgadza się z zaobserwowanymi faktami, że wojny światowe czy radziecko-amerykańska zimna wojna spowodowały przyspieszenie badań i rozwój techniczny napędzany potrzebami wojskowymi.
– Ale zimna wojna zakończyła się dziesięciolecia temu – zauważył MacIntyre.
– Zgadza się, ale to również zgadza się z teorią, którą przedstawiłem. Proszę się zastanowić, komandorze: supermocarstwa z zeszłego wieku zostały zmuszone do współpracy w obliczu rosnącej militaryzacji waszego tak zwanego trzeciego świata, zwłaszcza bloków religijno-politycznych, skupionych wokół radykalnych islamistów i Sojuszu Azjatyckiego. To doprowadziło do połączenia bazy technicznej pierwszego świata – Europy, Rosji, Ameryki Północnej oraz Australo-Japonii – przy jednoczesnym utrzymaniu nacisku na potrzeby militarne. Do tego w waszej cywilizacji zaczęły się pojawiać pewne elementy techniki imperialnej, na przykład grawitoniczne instrumenty badawcze, które wyprzedzają wytwory innych działów waszej technologii o wiele wieków.
– Rozumiem. – MacIntyre ostrożnie analizował rozumowanie komputera. Opowieść Dahaka tak bardzo go pochłonęła, że niemal zapomniał o swoim w niej udziale. – Ale po co dążyć do wyprodukowania nowych statków kosmicznych? Dlaczego by nie wykorzystać „miejscowego” statku do opanowania „Dahaka”?
– Być może Anu właśnie to zamierza uczynić, komandorze. Prawdę mówiąc, gdyby pan nie strzelił do mnie, mógłbym uznać pańskie urządzenia do badania pod powierzchnią za taką właśnie próbę przejęcia mnie i doprowadzić do zniszczenia pańskiego statku. – Słysząc, jak spokojnie Dahak o tym mówi, MacIntyre zadrżał. – Moje wstępne bioodczyty wskazywały, że nie jest pan buntownikiem, lecz gdyby zrobił pan cokolwiek, co świadczyłoby, że jest pan świadom obecności „Dahaka” i chce wejść na mój pokład, programy mojego jądra musiałyby rozważyć możliwość, że jest pan w służbie kapitana Anu. A to nie dawałoby mi żadnego wyboru i na mocy ostatnich rozkazów starszego kapitana Druagi zniszczyłbym pana.
– Jednak – ciągnął łagodnie komputer – nie wierzę, że Anu zrobiłby coś takiego. On zakłada, że albo „Dahak” ma dość mocy, by naprawić uszkodzenie, co oznacza, że okręt tak naprawdę jest całkowicie sprawny, albo że ma jej zbyt mało, aby odkazić wnętrze, a wtedy wejście na pokład byłoby niemożliwe bez wykorzystania imperialnej technologii, co z kolei uruchomiłoby oprogramowanie obronne. – W tym momencie MacIntyre miał wrażenie, że maszyna wirtualnie wzruszyła ramionami. – W każdym z tych przypadków „Dahak” byłby dla niego bezużyteczny.
– Ale spodziewa się, że pozwolisz, aby wyprodukowany na miejscu statek oderwał się od ciebie? – spytał sceptycznie.
– Gdyby ta jednostka – kontynuował cierpliwie Dahak – nie była jeszcze w pełni sprawna, automatyczne systemy obrony nie zareagowałyby na pojazdy opuszczające ten system.
– Ale ty nie jesteś niesprawny, więc co byś zrobił?
– Wysłałbym kilka uzbrojonych pasożytów na zwiad, by wykonały bioskan ich załogi. Gdyby na pokładzie zostali wykryci buntownicy, musiałbym ich zniszczyć.
MacIntyre zmarszczył czoło.
– Przepraszam, Dahak, ale czy to nie byłaby rozszerzona interpretacja rozkazów? Przecież pozwoliłeś buntownikom uciec na planetę, gdyż nie kazano ci ich zatrzymać, prawda?
– Zgadza się, komandorze. Zrozumiałem jednak, że interpretacja rozkazów starszego kapitana Druagi w wykonaniu głównego komputera, choć zasadniczo poprawna, nie oddaje w pełni jego zamiarów. Dalsza analiza sugeruje, że gdyby wiedział, iż buntownicy wykorzystają pasożyty tak bardzo różniące się od kapsuł ratunkowych lojalnej załogi, nakazałby ich natychmiastowe zniszczenie. Niezależnie od tego, czy to rozumowanie jest prawdziwe, czy nie, faktem jest, że żaden z buntowników nie może opuścić tego systemu. Pozwolenie któremuś z nich na ucieczkę stałoby w sprzeczności z rozkazami o priorytecie alfa, które nakazują stłumić bunt.
– Rozumiem – mruknął MacIntyre i nagle coś mu przyszło do głowy. – Chwileczkę. Powiedziałeś, że Anu zakłada, że jeszcze nie jesteś w pełni sprawny...
– Błąd, komandorze – przerwał mu Dahak. – To były tylko spekulacje.
– Dobrze, ale jeśli tak jest, to czy właśnie wszystkiego nie popsułeś? Nie mógłbyś przechwycić mojego beagle’a gdybyś nie był sprawny, prawda?
– Nie mógłbym, ale on wcale nie musi wiedzieć, że to zrobiłem.
– No to co według niego, do cholery, się stało?
– Moim zamiarem było przekonać go, że twój statek przepadł z powodu usterki na pokładzie.
– Przepadł?! – MacIntyre poderwał się z fotela. – Jak to „przepadł”?
– Komandorze – powiedział Dahak niemal przepraszającym tonem – to było konieczne. Gdyby kapitan Anu uznał, że „Dahak” w pełni działa, mógłby przedsięwziąć dodatkowe środki zabezpieczające. Zniszczenie siłą obecnych zabezpieczeń enklawy spowodowałoby śmierć siedemdziesięciu procent ludzi na Ziemi; gdyby został odpowiednio wcześniej uprzedzony, wzmocniłby je jeszcze bardziej i wtedy rozwiązanie sytuacji stałoby się w ogóle niemożliwe.
– Nie pytałem, dlaczego to zrobiłeś! – wycedził MacIntyre. – Pytałem, co to, do jasnej cholery, znaczy „przepadł”?!
Dahak nie odpowiedział. Zamiast tego MacIntyre usłyszał inny głos – swój własny głos mówiący pozbawionym emocji tonem to, co mówi każdy pilot, gdy dzieje się coś niedobrego.
– Mayday, mayday. Baza Heinlein, tu Papa-Mike X-Ray Jeden. Eksplozja w ogniwie paliwowym numer trzy. Główne komputery lotu nie odpowiadają. Spadam. Kontrola wysokości nie działa. Powtarzam: kontrola wysokości nie działa.
– Tu Heinlein, X-Ray Jeden – zatrzeszczało w odpowiedzi. Rozpoznał lekki południowy akcent i uświadomił sobie zupełnie bez emocji, że to Sandy Tillotson – podpułkownik Sandra Tillotson. – Mamy cię na radarze.
– Zatem widzisz to samo co ja, Sandy – powiedział spokojnie „jego” głos . – Mam dziesięć minut do uderzenia.
Po chwili przerwy powrócił głos Tillotson, równie obojętny i spokojny, jak „jego” głos.
– Potwierdzam, Colin.
– Zamierzam zaryzykować i spróbować gwałtownego zapłonu. Zatacza się jak diabli, lecz jeśli zdołam wyprostować się na właściwej wysokości...
– Rozumiem, Colin. Powodzenia.
– Dzięki. Zapłon... teraz. – Nastąpiła kolejna krótka przerwa, po czym usłyszał „swoje” westchnienie. – Nie wyszło, Sandy. Źle wyliczyłem. Powiedz Seanowi, że...
Potem była już tylko cisza.

* * *

MacIntyre przełknął ślinę. Właśnie usłyszał, jak umiera, i nie było to przyjemne doświadczenie. Tak samo jak świadomość, w jaki sposób „Dahak” zatarł za sobą ślady. A więc komandor Colin MacIntyre już nie żyje; nikt nie będzie się zastanawiał, co się z nim stało, kiedy dotrą na miejsce katastrofy. Nie wątpił, że takowe będzie, lecz biorąc pod uwagę sposób rozegrania „katastrofy”, będzie tam tylko wiele drobniuteńkich kawałeczków.
– Ty skurwielu – powiedział cicho.
– To było konieczne – odparł bez wahania komputer. – Gdyby skończył pan swój lot z dowodem na istnienie „Dahaka”, czy pańscy przełożeni nie wysłaliby natychmiast ekspedycji, aby zbadała pańskie znalezisko?
MacIntyre zacisnął zęby i milczał.
– Co miałem zrobić, komandorze? Kapitan Anu nie wejdzie na ten pokład za pomocą pasożytów, na których wylądował na Ziemi, lecz czy mogę być pewien, że ktoś z przysłanych tutaj ludzkich badaczy nie jest mu podporządkowany? Proszę pamiętać, że moje własne oprogramowanie nakazuje mi sprawdzić, czy każdy zbliżający się pojazd, który nie odpowiada właściwymi kodami Floty, nie jest pod kontrolą buntowników. Czy mam otwierać ogień do każdego statku, który tylko się zbliży, albo zniszczyć wszystkie wasze enklawy na powierzchni Księżyca? Wie pan równie dobrze jak ja, że gdybym działał w inny sposób, kapitan Anu nie tylko podejrzewałby, lecz byłby pewien, że „Dahak” funkcjonuje. A czy wtedy nie musiałbym przyjąć, że wszelkie próby wejścia na pokład – albo jakakolwiek aktywność na powierzchni Księżyca – są przez niego kierowane?
MacIntyre wiedział, że Dahak jest maszyną, lecz na myśl o dylematach tego ogromnego okrętu poczuł niechętne współczucie.
Popatrzył na swoje zaciśnięte pięści; gniew walczył w nim ze współczuciem i przerażeniem. Tak, Dahak jest maszyną, lecz samoświadomą, i MacIntyre’a aż się skręcał w środku, gdy sobie wyobraził, że ten oszałamiający okręt, który przez pięćdziesiąt jeden tysięcy lat krążył wokół Ziemi, był wystarczająco potężny, by zniszczyć całą planetę, a zarazem niezdolny do wykonania poleceń, uwięziony między sprzecznymi rozkazami, których nie mógł ze sobą pogodzić. Sama myśl o jego uwięzieniu i osamotnieniu sprawiała, że krew aż mu się ścinała w żyłach, lecz to w niczym nie zmieniało jego położenia. Dahak go „zabił”. Nie wróci już do domu, i ta świadomość napełniała go gniewem.
Komputer milczał, jakby chciał mu dać czas na pogodzenie się ze świadomością, że właśnie dołączył do niego na wiecznym wygnaniu. Zacisnął jeszcze mocniej pięści, aż paznokcie przecięły skórę; ten ból pozwolił mu oczyścić myśli i opanować emocje.
– Dobrze – powiedział wreszcie ochryple. – Co się teraz stanie? Dlaczego mnie po prostu nie zabiłeś?
– Komandorze – powiedział łagodnie Dahak – ponieważ nie wyczułem, że ma pan złe zamiary, nie mogłem zniszczyć pańskiego statku bez pogwałcenia priorytetu alfa. A nawet gdybym mógł, to i tak bym tego nie zrobił, gdyż otrzymałem hiperkomem przekazy z bezzałogowych stacji namiarowych rozstawionych wzdłuż tradycyjnych tras najazdu Achuultan. Właśnie wykryto nowy najazd i ogłoszono alarm dla Floty.
MacIntyre zbladł; świadomość znacznie większego zagrożenia zmniejszyła szok i wściekłość, jaką odczuł na wieść o swojej „śmierci”.
– Nie odebrałem jednak żadnej odpowiedzi, komandorze. Centrala Floty nie odpowiada. Nie podjęto żadnych działań obronnych.
– Nie? – szepnął MacIntyre.
– A to uruchomiło kolejny rozkaz o priorytecie alfa. „Dahak” jest jednostką Floty i w razie zagrożenia Imperium muszę zareagować, ale nie mogę tego zrobić, dopóki bunt na pokładzie nie zostanie stłumiony. Ta sytuacja nie może zostać rozwiązana przez główny komputer, a jednak musi być rozwiązana. Dlatego właśnie potrzebuję pana.
– A co ja mogę zrobić?
– To proste, komandorze. Na podstawie regulaminu Floty, rozdział pięćset dwudziesty trzeci, podrozdział dziewięćdziesiąty pierwszy, punkt dziesiąty, dowodzenie dowolną jednostką Floty obejmuje najstarszy stopniem żyjący członek załogi. Na podstawie rozdziału trzydzieści siedem, podrozdział trzynasty, każdy potomek członka załogi pełniącego służbę na podstawie określonego przydziału staje się na czas jego trwania członkiem załogi. Przydział starszego kapitana Druagi nie został zakończony na mocy rozkazów z centrali Floty.
MacIntyre próbował zaprotestować, ale „Dahak” kontynuował.
– Pan, komandorze, jest potomkiem członków załogi lojalnych wobec starszego kapitana Druagi. Znajduje się pan na pokładzie „Dahaka”, dlatego z definicji jest pan najstarszym rangą członkiem załogi okrętu i tym samym...
Odgłosy wydawane przez MacIntyre’a nabrały błagalnych tonów.
– ...dowodzenie okrętem spoczywa na panu.

* * *

Rzecz jasna wykłócał się.
Gniew szybko jednak minął, gdyż wobec katastrofy na tak kosmiczną skalę troska o własny los wydawała się czymś mało odpowiednim. Jednak cały ten pomysł był... no, groteskowy, nawet jeśli było to słowo, którego ostatnio nadużywał. Całkowicie, absolutnie, totalnie i bez cienia jakichkolwiek wątpliwości brakowało mu umiejętności niezbędnych do wykonania takiego zadania, i tak też powiedział Dahakowi.
Lecz stary okręt był nieugięty. Colin jest, jak wyjaśnił, pilotem kosmonautą z przeszkoleniem wojskowym, przywykłym do wydawania rozkazów. Na to MacIntyre zauważył kwaśno, że równie dobrze mógłby powiedzieć, że zna się tak samo na pływaniu aborygeńskim kajakiem i taktyce walki z prędkością większą od światła, jak grecki hoplita. Wtedy Dahak odparł, że to tylko kwestia nauki; najważniejsze, że ma odpowiedni stosunek do zagadnienia. A gdyby nawet i tego nie miał, liczy się to, że ma odpowiednią do wykonania tego zadania rangę. Poza tym jest pierwszym przedstawicielem ludzkiej rasy, który postawił nogę na pokładzie „Dahaka”, a to daje mu starszeństwo nad wszystkimi innymi Ziemianami – rzecz jasna z wyjątkiem buntowników, którzy przez swoje działania sami pozbawili się wszelkich szarż i statusu członków załogi.
Taka rozmowa trwała wiele godzin, aż wreszcie MacIntyre całkiem zachrypł, a wyczerpanie zaczęło przytępiać jego determinację, by zrzucić z siebie taką odpowiedzialność. Wreszcie zaproponował, że obejmie dowodzenie okrętem do czasu przejęcia go przez lepiej do tego przygotowaną jednostkę lub grupę, lecz Dahak wydawał się odrobinę zniecierpliwiony, odrzucając ten pomysł. MacIntyre jest pierwszym człowiekiem na pokładzie od pięćdziesięciu jeden tysięcy lat, a więc jest najwyższy rangą na okręcie i zawsze nim pozostanie. Jakiekolwiek zastępstwa nie są możliwe.
To doprawdy nie w porządku, pomyślał znużony MacIntyre. Ta maszyna – a raczej „on”, jak zaczynał myśleć o komputerze – może się z nim kłócić aż do upadłego... a jemu już niewiele brakowało.
Przypuszczał, że są na świecie ludzie, którzy chętnie skorzystaliby z okazji, by dowodzić okrętem mogącym niszczyć całe planety – co bez wątpienia stanowiło wskazówkę, że nie powinno się im takiej szansy dawać – ale on tego nie chciał! Oczywiście czuł pokusę sprawowania władzy, a jeszcze bardziej zakończenia okresu dziesięciu czy piętnastu tysięcy lat ziemskiej eksploracji wszechświata, i zdawał sobie sprawę, że ktoś musi pomóc staremu okrętowi. Ale dlaczego to ma być akurat on?!
Odchylił się do tyłu, niezadowolony, że dopasowujące się siedzenie fotela nie pozwala mu odpowiednio się skulić, i znów poczuł się tak, jakby miał sześć lat i kłócił się, kto będzie szeryfem, a kto bandytą.
Ta myśl sprawiła, że odruchowo zachichotał, po czym uśmiechnął się, zaskoczony własnym poczuciem humoru. Dahak najwyraźniej zamierzał spierać się z nim aż do skutku, a jemu było wstyd nawet próbować. Skoro Dahak spełniał swój obowiązek przez pięćdziesiąt tysięcy lat, jakże on, MacIntyre, mógłby nie podjąć się tego dla dobra ludzkości?! A jeśli dojdzie do najgorszego, spróbuje przynajmniej trwać aż do momentu, kiedy okręt zatonie; w końcu kapitan zawsze schodzi ostatni.
Zgodził się więc, i ku jego wielkiemu zdziwieniu okazało się to niemal łatwe. Oczywiście, był cholernie przerażony, ale w końcu jest pilotem kosmonautą, a to gatunek z definicji wyjątkowo arogancki. MacIntyre już dawno pogodził się z faktem, że wstąpił do marynarki, a został przeniesiony do NASA, gdyż w głębi duszy żywił przekonanie, że podoła każdemu wyzwaniu, i pragnął to udowodnić. I popatrz, do czego cię to zaprowadziło, pomyślał z goryczą. Wypruwał sobie żyły, aby dostać się do misji „Prometeusz”, tylko po to, by odkryć, że wszedł do rozgrywki znacznie większej niż mógłby kiedykolwiek przypuszczać. Ale cóż, kości zostały rzucone...
– Dobra, Dahak – westchnął. – Poddaję się. Przyjmuję tę przeklętą robotę.
– Dziękuję, kapitanie – odpowiedział spokojnie komputer.
– Powiedziałem, że ją przyjąłem, ale to wcale nie znaczy, że wiem, co mam robić – powiedział ostrożnie.
– Jestem tego świadom, kapitanie. Moje sensory wskazują, że w tej chwili bardzo potrzebuje pan odpoczynku. Kiedy odzyska pan siły, możemy pana zaprzysiąc, po czym zaczniemy szkolenie i regulowanie biotechniczne.
– A na czym – spytał ostrożnie MacIntyre – ma polegać to regulowanie biotechniczne?
– To nic groźnego, kapitanie. Program dla oficera mostka przewiduje dopalacze zmysłów, łącza neuralne do interfejsu komputera, linie papilarne do zatwierdzania rozkazów, wszczepienie komunikatora Floty i implantów biosensorycznych, zmianę szkieletu, wzmocnienie mięśni i tkanek, zwiększenie odporności i zabiegi odnawiające tkanki.
– Chwila, Dahak! Dziękuję bardzo, ale podobam się sobie taki, jaki jestem!
– Kapitanie, dopuszczam brak doświadczenia czy ograniczenie pańskich horyzontów umysłowych, ale to stwierdzenie nie może być prawdziwe. W obecnym stanie może pan unieść zaledwie sto pięćdziesiąt kilogramów, a długość pańskiego życia jest szacowana zaledwie na jedno ziemskie stulecie, i to w optymalnych warunkach.
– Mógłbym... – MacIntyre przerwał i nagle oczy mu rozbłysły.
– Dahak – powiedział po chwili – jaka jest przeciętna długość życia członków twojej załogi?
– Przeciętna długość życia personelu Floty wynosi pięć przecinek siedemset dziewięćdziesiąt trzy ziemskie stulecia – odparł spokojnie Dahak.
– Aha – mruknął odruchowo pilot.
– Rzecz jasna, jeśli pan nalega, mogę zrezygnować z biotechnicznej części pańskiego treningu. Muszę jednak zauważyć, że gdyby natknął się pan na któregoś z buntowników, pański przeciwnik będzie dysponował ośmiokrotnie większą siłą, reagował trzy razy szybciej, a dzięki ulepszonej strukturze kostno-mięśniowej i systemowi krążenia jego ciało może wytrzymać nawet jedenaście razy więcej uszkodzeń niż pańskie.
MacIntyre zamrugał. Nie wpadał w euforię na dźwięk słowa „biotechnika”; kojarzyło mu się ono z chirurgią, szpitalem i równie nieprzyjemnymi rzeczami. Lecz z drugiej strony... Z drugiej strony...
– Dobrze, Dahak – powiedział wreszcie – skoro to cię uszczęśliwi. I tak zamierzałem wrócić do dobrej formy.
– Dziękuję, kapitanie – odparł komputer, i jeśli w jego głosie brzmiał choć cień samozadowolenia, to pełniący obowiązki starszego kapitana Floty Colin MacIntyre, czterdziesty trzeci dowódca jednostki Floty Imperialnej „Dahak”, numer kadłuba 177291, postanowił to zignorować.



Dodano: 2006-10-08 18:40:14
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Maszczyszyn, Jan - "Necrolotum"


 Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

Fragmenty

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS