NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Ryan, Anthony - "Cesarstwo popiołów"

Watts, Peter - "Poklatkowa rewolucja"

Ukazały się

Stephenson, Neal & Galland, Nicole - "Wzlot i upadek D.O.D.O."


 Flanagan, John - "Pojedynek w Araluenie"

 Kossakowska, Maja Lidia - "Bramy światłości", tom 3

 King, Stephen - "Uniesienie"

 Żamboch, Miroslav - "Mroczny zbawiciel" (2018)

 Jadowska, Aneta - "Dynia i jemioła. Nietypowe historie świąteczne"

 Hamilton, Alwyn - "Opowieści z piasku i morza"

 King, Stephen - "Sklepik z marzeniami" (nowa edycja)

Linki


Weber, David - "Księżyc Buntowników"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Weber, David - "Dahak"
Data wydania: Październik 2006
ISBN: 83-7418-122-2
Oprawa: miękka bez obwoluty
Format: 135 x 205 mm
Liczba stron: 320
Cena: 29,90 zł
Tom cyklu: 1



Weber, David - "Księżyc Buntowników" (rozdział 1)

Rozdział pierwszy

Na dużym mostku dowodzenia było jak zawsze cicho i spokojnie. Ciszę zakłócały tylko dźwięki zapisu otoczenia. Przez iluminatory widać było usianą gwiazdami przestrzeń i biało-błękitną kulę świata, na którym toczyło się życie. Wszystko było dokładnie takie, jakie być powinno – spokojne, uporządkowane, w miarę dalekie od chaosu.
Lecz twarz kapitana Druagi była ponura. Stał obok swego fotela dowódcy, a przez jego łącza neuralne przepływały dane. Odczuwał skwierczące błyski broni energetycznej niczym dotknięcia rozpalonego żelaza. Maszynownia nie odpowiadała – nie było w tym niczego dziwnego – stracił też kontakt z systemami podtrzymywania życia jeden i trzy. Hangary zostały zamknięte przed buntownikami, lecz rzeźnicy Anu zablokowali szyby przesyłowe polami przechwytującymi z ciężką bronią. Nadal utrzymywał kontrolę nad systemem prowadzenia ognia i większością systemów zewnętrznych, lecz pierwszym celem buntowników był system nadawania. Wyłączyła go już pierwsza eksplozja, a nawet okręt klasy Utu miał tylko jeden hiperkom. Nie mógł ani kierować okrętem, ani zameldować, co się stało, a wierni mu członkowie załogi przegrywali.
Druaga rozluźnił mięśnie szczęki, zanim zetrą mu się od tego zęby. Od siedmiu tysięcy lat, gdy Czwarte Imperium wyczołgało się z powrotem w kosmos z ostatniego ocalałego świata Trzeciego, na pokładzie flagowego okrętu Floty Wojennej nigdy nie doszło do buntu. W najlepszym razie przejdzie do historii jako kapitan, którego załoga zwróciła się przeciwko niemu i została przykładnie ukarana. W najgorszym razie w ogóle nie przejdzie do historii.
Raport o stanie okrętu dobiegł końca. Kapitan westchnął.
Buntowników nie było wielu, lecz mieli przewagę wynikającą z zaskoczenia, a Anu działał rozważnie. Druaga parsknął; bez wątpienia wykładowcy z Akademii byliby dumni z jego taktyki. Dobrze – i dzięki za to Stwórcy! – że był zaledwie głównym inżynierem, a nie oficerem mostka. O pewnych kodach rozkazów w ogóle nie miał pojęcia.
– Dahak – rzekł.
– Tak, kapitanie? – spytał spokojny, miękki głos. Wypełniał cały mostek, dobiegał zewsząd i jednocześnie znikąd.
– Jak szybko buntownicy dostaną się do punktu dowodzenia numer jeden?
– Trzy standardowe godziny, kapitanie, plus minus piętnaście procent.
– Nie można ich zatrzymać?
– Odpowiedź negatywna, kapitanie. Kontrolują wszystkie dojścia do punktu dowodzenia i niemal wszędzie odpierają ataki lojalnego personelu.
Pewnie, pomyślał gorzko Druaga. Mają pancerze bojowe i ciężki sprzęt, czego nie można powiedzieć o większości wiernej mu załogi.
Rozejrzał się jeszcze raz po opustoszałym mostku. Działa były nieobsadzone, a planszet, inżynieria, komputer bojowy, astrogacja... Kiedy ogłoszono alarm, tylko on zdołał dotrzeć na swoje stanowisko, nim buntownicy odcięli zasilanie wind. Tylko on. Aby tu dojść, musiał zabić dwóch zbuntowanych członków załogi, którzy go zaatakowali.
– Dobrze, Dahak – powiedział ponuro do wszechobecnego głosu. – Skoro mamy tylko system podtrzymywania życia numer dwa i systemy uzbrojenia, wykorzystajmy je. Odetnij z obwodu systemy podtrzymywania życia numer jeden i trzy.
– Wykonane – oznajmił prawie natychmiast głos – lecz przywrócenie ich na ręcznym sterowaniu zajmie buntownikom najwyżej godzinę.
– Wiem, ale tyle czasu wystarczy. Alarm czerwony dwa wewnętrzny.
Nastąpiła chwila ciszy; Druaga stłumił gorzki uśmiech.
– Nie ma pan skafandra, kapitanie – powiedział obojętnie głos. – Jeśli wprowadzi pan alarm czerwony dwa, zginie pan.
– Wiem. – Druaga żałował, że nie jest tak spokojny, jak można by sądzić po brzmieniu jego głosu, gdyż wiedział, że bioodczyty „Dahaka” i tak wykryją kłamstwo. Mimo to była to jedyna szansa, jaką miał – a raczej jaką miało Imperium.
– Wykonasz ostrzegawcze odliczanie do dziesięciu minut – powiedział, siadając na swoim fotelu. – To da wszystkim czas na dotarcie do kapsuł. Kiedy już się ewakuują, nasza zewnętrzna broń stanie się aktywna. Wtedy natychmiast przeprowadzisz dekontaminację, lecz pozwolisz ponownie wejść na pokład tylko lojalnym członkom załogi, dopóki nie otrzymasz innych rozkazów od... swego nowego kapitana. Zanim lojalni oficerowie przejmą dowodzenie, każdy zbuntowany członek załogi, który zbliży się na odległość pięciu tysięcy kilometrów, ma zostać zlikwidowany.
– Zrozumiano – Druaga gotów był przysiąc, że głos wypowiedział to słowo znacznie ciszej – jednak rdzeń głównego komputera domaga się zatwierdzenia rozkazu.
– Alfa-Osiem-Sigma-Dziewięć-Dziewięć-Siedem-Delta-Cztery-Alfa – powiedział obojętnie.
– Kod potwierdzenia rozpoznany i przyjęty – odparł głos. – Proszę określić czas wykonania.
– Natychmiast – rzekł Druaga, zastanawiając się, czy powiedział to wystarczająco szybko, aby nie stracić panowania nad sobą.
– Przyjęto. Zamierza pan wysłuchać odliczania, kapitanie?
– Nie, Dahak – szepnął Druaga.
– Zrozumiano – odparł głos. Kapitan zamknął oczy.
To drastyczne rozwiązanie... o ile w ogóle można je nazwać „rozwiązaniem”. Alarm czerwony dwa wewnętrzny to niemal ostatnie stadium obrony przeciw wtargnięciu wrogów. Otwierał wszystkie szyby wentylacyjne – można to było uczynić dopiero na wyraźny, potwierdzony rozkaz dowódcy okrętu – by zalać cały okręt środkami chemicznymi i radioaktywnymi. Z założenia docierały one w każdy zakamarek, nawet tutaj. Okręt nie nadawał się już do zamieszkania i stawał się śmiertelną pułapką, a dekontaminację mógł przeprowadzić tylko główny komputer, nad którym on sprawował kontrolę.
System jeszcze nigdy nie był w takiej sytuacji, lecz powinien zadziałać. Buntownicy i lojalni członkowie załogi będą zmuszeni do ucieczki, a żadna ze zbudowanych do tej pory kapsuł nie zdoła oprzeć się broni „Dahaka”. Rzecz jasna Druaga nie przeżyje tak długo, by zobaczyć koniec, lecz przynajmniej jego okręt zostanie ocalony dla Imperium.
A jeśli czerwony dwa zawiedzie, zawsze pozostaje czerwony jeden.
– Dahak – powiedział nagle, nie otwierając oczu.
– Tak, kapitanie?
– Rozkaz kategorii pierwszej – powiedział oficjalnie.
– Nagrywam.
– Ja, starszy kapitan Floty, Druaga, oficer dowodzący okrętem Floty Imperialnej „Dahak”, numer kadłuba jeden-siedem-dwa-dwa-dziewięć-jeden – powiedział jeszcze bardziej oficjalnie – stwierdzam, że na pokładzie mojego okrętu pojawiło się zagrożenie pierwszej kategorii, i postępując zgodnie z rozkazem Floty numer siedem-jeden, rozdział jeden-dziewięć-trzy, podrozdział siedem-jeden, wydaję rozkaz kategorii pierwszej głównemu komputerowi „Dahaka”. Kod zatwierdzający: Alfa-Osiem-Sigma-Dziewięć-Dziewięć-Siedem-Delta-Cztery-Alfa.
– Kod rozpoznany i przyjęty – odpowiedział chłodno głos. – Przyjmuję rozkazy kategorii pierwszej. Proszę je wydać.
– Pierwszym zadaniem tej jednostki jest stłumienie buntu personelu zgodnie z wydanymi już rozkazami – powiedział sucho. – Jeśli wcześniej określone środki nie pozwolą lojalnemu personelowi na przejęcie kontroli nad okrętem, rzeczeni buntownicy zostaną zlikwidowani wszelkimi możliwymi sposobami, łącznie z wprowadzeniem stanu czerwony jeden wewnętrzny i całkowitym zniszczeniem okrętu. Rozkazy te mają priorytet alfa.
– Przyjęte – powiedział głos. Druaga oparł głowę na wyściełanym zagłówku. Zrobione. Nawet jeśli Anu zdoła w jakiś sposób dotrzeć na mostek, nie będzie mógł anulować rozkazu, który właśnie wydał „Dahakowi”.
Kapitan odprężył się. Przynajmniej, pomyślał, nie powinno zbytnio boleć.

* * *

– ...więć minut... – oznajmił głos komputera pokładowego i kapitan Anu, główny inżynier okrętu „Dahak”, zaklął. Przeklęty Druaga! Nie spodziewał się, że kapitan dotrze żywy na mostek, a co dopiero to... Zawsze uważał go za pozbawiony wyobraźni, schematycznie wypełniający swe obowiązki automat.
– Co robimy, Anu?
Oczy komandor Inanny błyszczały gniewnie przez wizjer pancerza.
– Wycofać się do komory dziewięćdziesiąt jeden – warknął wściekle.
– Ale...
– Wiem, wiem! Sami musimy z nich skorzystać. A teraz zabierzcie stąd swoich podwładnych, pani komandor!
– Tak jest – odparła komandor Inanna, Anu zaś skoczył do środkowej windy. Jej ściany trzeszczały, choć nie wyczuwał żadnego ruchu. Wykrzywił usta w pełnym złości grymasie. Pierwsza próba zawiodła, lecz ma w zanadrzu jeszcze parę niespodzianek. Sztuczek, o których nie wie Druaga, niech go Niszczyciel porwie!

* * *

Z „Dahaka” wystrzeliły stada miedzianych rybek. Kapsuły wypełnione lojalnymi członkami załogi przeleciały nad pokrytą lodem powierzchnią obcej planety, szukając na niej schronienia. Wśród nich znajdowały się inne, większe kształty – choć przy głównym okręcie wyglądały niczym pyłki, ich masę liczono w milionach ton – które spadały razem, wyprzedzając mniejsze kapsuły. Anu nie zamierzał pozostawać w przestrzeni, gdyż Druaga – zakładając, że jeszcze żyje – mógłby wykorzystać uzbrojenie „Dahaka”, by wybić ich lecące z szybkością podświetlną okręty-pasożyty tak łatwo, jak dziecko łapie muchy.
Inżynier siedział na fotelu dowodzenia okrętu „Osir” i przyglądał się, uśmiechając się paskudnie, jak ogromny zakamuflowany kadłub macierzystej jednostki maleje w oddali. Potrzebował tego okrętu, by wypełnić swoją misję, i nadal może go zdobyć. Kiedy programy, które ukrył w komputerach inżynieryjnych, wykonają swoją robotę, wszystkie siłownie na „Dahaku” zmienią się w stos szmelcu. Zasilanie awaryjne podtrzyma przez jakiś czas działanie głównego komputera, lecz kiedy i ono się wyczerpie, komputer padnie.
A wtedy wrak „Dahaka” będzie należeć do niego.
– Wchodzimy w atmosferę, sir – powiedziała komandor Inanna ze swojego stanowiska pierwszego oficera.



Dodano: 2006-10-05 17:00:51
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Artykuły

Fantastyka 2017 - plebiscyt


 Wywiad z Brandonem Sandersonem

 Wywiad z Dmitrem Glukhovskym

 Wywiad z Joe Abercrombiem

 Modyfikowany Węgiel - powieść a serial

Recenzje

Howard, A.G. - "Alyssa i czary"


 Maas, Sarah J. - "Dwór skrzydeł i zguby" i "Dwór szronu i blasku gwiazd"

 Watts, Peter - "Poklatkowa rewolucja"

 Carter, Rachel E. - "Pierwszy rok"

 Ibáñez, Andrés - "Księżna jeleń"

 Corey, James S.A. - "Wrota Abaddona"

 Kisiel, Marta - "Pierwsze słowo"

 Lisicki, Paweł - "Epoka Antychrysta"

Fragmenty

 Eames, Nicholas - "Królowie Wyldu"

 Bourne, J.L. - "Rozbita klepsydra"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Wyprawa"

 Straub, Peter - "Upiorna opowieść"

 Hejankowski, Sebastian - "Światłoczuły"

 Lewandowska, Magdalena i Małgorzata - "Drzewo wspomnień"

 Dworakowski, Witold - "Pani Czterdziestu Żywiołów"

 Kiszela, Marcin - "Ostatni prorok"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2018 nast.pl     RSS      RSS