NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

Gwynne, John - "Gniew"

Ukazały się

Taylor, Dennis E. - "Nasze imię Legion, nasze imię Bob"


 antologia - "Opowieści niesamowite z języka niemieckiego"

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Zagubiona przyszłość" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Proxima" (reedycja)

 Boruń, Krzysztof; Trepka, Andrzej - "Kosmiczni bracia" (reedycja)

 Vonnegut, Kurt - "Rysio Snajper" (2020)

 Caldecott, Andrew - "Miasteczko Rotherweird"

 McDonald, Ian - "Luna: Wschód"

Linki

Wrede, Patricia C. - "Konszachty ze smokami"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Wrede, Patricia C. - "Kroniki Zaczarowanego Lasu"
Tytuł oryginału: Dealing with Dragons
Tłumaczenie: Elżbieta Gepfert
Data wydania: 2006
Liczba stron: 175
Tom cyklu: 1



Wrede, Patricia C. – "Konszachty ze smokami" (rozdział 4)

ROZDZIAŁ 4
w którym Kazul wydaje przyjęcie, a Cimorena przygotowuje deser

Cimorena z wielką ulgą przyglądała się, jak Therandil odchodzi. Miała teraz przynajmniej miesiąc, aby znaleźć jakiś lepszy sposób zniechęcenia rycerzy. Była bowiem pewna, że Therandil przekaże wieści o jej kontuzji. Mimo wszystko postanowiła zostawić ostrzeżenie – na wszelki wypadek. Po chwili znalazła przy drodze rosochate drzewo i powiesiła na nim napis.
Wracając do groty Kazul, zauważyła, że dwa fragmenty skalnego występu nadal są niewidoczne. Przekraczała je bardzo ostrożnie. Raz tylko spojrzała w dół, z czystej ciekawości, i natychmiast tego pożałowała. Nie czuła się dobrze, widząc własne stopy mocno oparte na pustce, z ostrymi czubkami świerków widocznymi jakieś pięćdziesiąt stóp niżej.
Kazul przybyła w kilka minut po Cimorenie. Księżniczka szukała właśnie nici, żeby naprawić spódnice (które się trochę podarły i pobrudziły, kiedy szła po skalnej półce), gdy wyraźnie usłyszała hałas, jaki robi wsuwający się do jaskini smok.
– Cimoreno? – rozległ się głos Kazul.
– Już idę – zawołała, rezygnując z poszukiwań.
Wzięła lampę i wyszła na spotkanie smoczycy.
– Cieszę się, że nadal tu jesteś – powiedziała łagodnie Kazul, gdy Cimorena pojawiła się w wielkiej jaskini. – Moranz był pewien, że uciekniesz z tym rycerzem albo z magiem. Nie całkiem zrozumiałam, z którym z nich konkretnie.
– Czy Moranz to ten żółtozielony smok, który chciał mnie zjeść? – spytała. – Bo jeśli tak, to zwyczajnie plotkuje.
– Zdaję sobie z tego sprawę – westchnęła ciężko smoczyca i połowę jaskini wypełnił zapach spalonego chleba. – Ale byłoby mi łatwiej, gdybyś nie dostarczała mu materiału do plotek. Co właściwie się stało?
– No więc, dziś po południu odwiedziła mnie Morwena… – zaczęła księżniczka. – Rozmawiałyśmy o tych wszystkich... nieproszonych gościach, którzy ostatnio się zjawiają. Zaproponowała, żeby umieścić ostrzeżenie...
Wytłumaczyła, dlaczego sama poszła wywiesić napis i ze szczegółami opowiedziała Kazul o spotkaniu z magiem, smokiem i księciem.
– A więc była tu Morwena – ucieszyła się Kazul. Usadowiła się wygodniej, a łuski ogona zagrzechotały przyjemnie o kamienną podłogę. – To upraszcza sprawę. Przyniosłaś z powrotem ten napis?
– Nie, znalazłam drzewo przy ścieżce i powiesiłam. – Cimorena zastanawiała się, o co w tym wszystkim chodzi. – Na wypadek, gdyby Therandil nie opowiedział wszystkim o mojej zwichniętej kostce.
– Tym lepiej. – Kazul uśmiechnęła się groźnie. – Moranz pożałuje, że się wtrącał.
– Do czego się wtrąca?
– Do moich spraw.
– Byłabym wdzięczna za jakieś dokładniejsze wyjaśnienia, jeśli to możliwe – powiedziała Cimorena z pewnym rozdrażnieniem.
Kazul zrobiła zdziwioną minę, a potem się zastanowiła. Wreszcie skinęła głową.
– Ciągle jeszcze zapominam, że nie masz głowy tak pustej, jak większość księżniczek. Usiądź wygodnie. To może chwilę potrwać.
Dziewczyna znalazła jakiś kamień i usiadła na nim. Smoczyca zajęła wygodniejszą pozycję, złożyła skrzydła na grzbiecie i zaczęła.
– To ma związek ze statusem. Widzisz, smoki nie muszą posiadać księżniczek i większość z nas ich nie posiada. Nigdy nie ma ich w wystarczającej liczbie, a niektórzy z nas wolą unikać problemów, które się z nimi wiążą.
– Rycerze – domyśliła się Cimorena.
– Między innymi. – Kazul kiwnęła głową. – Dlatego posiadanie księżniczki w rezydencji stało się wśród smoków drobną oznaką wyższego statusu.
– Drobną oznaką?
Smoczyca uśmiechnęła się.
– Obawiam się, że tak. Powiedzmy, że to równoważne podaniu do kolacji kosztownych, importowanych owoców. Miły sposób pokazania gościom, że jesteś bogata, ale równie dobre wrażenie można zrobić, serwując któreś z tych wyszukanych ciasteczek z lukrem i różami z cukrowej waty.
– Rozumiem.
Księżniczka rozumiała, choć wolałaby, żeby Kazul znalazła jakieś inne porównanie. Wzmianka o kolacji za bardzo przypominała jej często powtarzane przez Moranza sugestie, aby ją pożreć.
– Moranz jest młody i, niestety, niezbyt inteligentny – stwierdziła smoczyca, jakby czytała Cimorenie w myślach. – Żywi błędne przekonanie, że jeśli księżniczka źle się zachowuje, wpływa to na opinię smoka, który ją schwytał. Może to wynika z tego, że nie jest zdolny do zatrzymania własnej księżniczki dłużej niż przez tydzień. Niektóre z pomniejszych smoków trochę z niego drwiły, gdy stracił trzecią z rzędu. Sądzę, że się wymknęła, kiedy drzemał.
– Nie bardzo rozumiem, jak może mieć pretensje do swoich księżniczek – zaprotestowała Cimorena. – Przecież większość z nich nie trafiła tu z własnej woli, więc nic dziwnego, że próbują się wymknąć.
– Ależ oczywiście, jednak Moranz nie patrzy na to w ten sposób. Od lat stara się przyłapać cudzą księżniczkę na podobnym głupstwie i teraz jest całkiem pewien, że w końcu mu się udało. Bez wątpienia już w tej chwili opowiada historię o twojej ucieczce.
– Ojej – zmartwiła się dziewczyna.
Kazul znowu się uśmiechnęła, a jej zęby błysnęły srebrem w świetle lampy.
– Wyjdzie na totalnego durnia, kiedy się okaże, że wciąż tu jesteś. To jeden z powodów, dla którego zaprosiłam kilku przyjaciół na dzisiejszą kolację.
– Co zrobiłaś? – zdziwiła się Cimorena. Wszystkie jej myśli krążące wokół Moranza natychmiast umknęły, zastąpione przez problem, jaki nastręczało przygotowanie w tak krótkim czasie kolacji dla nieznanej liczby smoków. – Ilu? O której tu będą? I gdzie ich wszystkich usadzimy?
– Szóstka. Około szóstej trzydzieści. W grocie bankietowej. A ty nie musisz robić niczego prócz deseru. Zorganizowałam już resztę posiłku.
– Zorganizowałaś? Z kim?
– Z olbrzymką Ballimore. Wypożyczyła mi kocioł obfitości, którego używa, kiedy jej dwunastogłowy zięć wpada bez zapowiedzi na kolację. To załatwi większość dań, lecz co do deserów, to kocioł jest w stanie wyprodukować tylko przypalony miętowy budyń i lody śmietankowo-cebulowe.
– Blee! Rozumiem, w czym kłopot.
– No właśnie. Dasz sobie radę?
– Nie, jeśli chcesz deseru wiśniowego. – Cimorena zmarszczyła czoło. – Nie mamy takiego dużego garnka, żeby przygotować deser wiśniowy dla siedmiu smoków. Może wystarczy mus czekoladowy? Zrobię dwie lub trzy porcje i chyba zdążą wystygnąć, jeśli nie zaczniecie przed ósmą trzydzieści.
– Mus będzie świetny – zapewniła ją Kazul. – Chodź, pokażę ci, gdzie go podać.
Cimorena chwyciła lampę i podążyła za smoczycą do wspólnych tuneli, które otaczały prywatną rezydencję Kazul. Czuła się lekko zaskoczona, że nie podadzą kolacji na miejscu, lecz kiedy zobaczyła, jak wielka jest grota bankietowa, zrozumiała. Grota była ogromna – całkiem wygodnie mogłoby się w niej zmieścić pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt smoków, a może i setka. Oczywiście, musiała to być publiczna sala. Pod Górami Poranka nie znalazłoby się dość miejsca, by każdy smok dysponował jaskinią tych rozmiarów.
Kazul upewniła się, że dziewczyna samodzielnie odnajdzie drogę, i zostawiła ją w kuchni przy topieniu bloków czekolady i ubijaniu galonów śmietany do musu. Zanim Cimorena skończyła pracę, była już spocona i zmęczona, i tak naprawdę chciała już tylko spać. Jednak skoro Kazul zaplanowała, że księżniczka osobiście poda deser, Cimorena nie miała ochoty stawić się przed smokami w starym ubraniu, z wilgotnymi kosmykami włosów lepiących się do karku i plamą czekolady na nosie. Zamiast drzemki napompowała więc wody do kociołka, podgrzała na piecu i wzięła kąpiel.
Kiedy się umyła, poczuła się o wiele lepiej. Sprawdziła, czy mus zastyga właściwie, po czym poszła do swojego pokoju, aby zdecydować, co na siebie włożyć. Niestety, obawiała się, że nie ma wielkiego wyboru. Szafa w jej pokoju była pełna prostych, praktycznych sukienek, odpowiednich do prac kuchennych lub do porządkowania skarbca, a jedyne eleganckie rzeczy, jakie miała, to te, w których się tu pojawiła. Wydostała je z głębi szafy i z przerażeniem odkryła, że skraj jej sukni ubrudził się paskudnie błotem podczas długiego marszu. Nie miała czasu na pranie, musiała włożyć któreś z codziennych ubrań.
Z westchnieniem wróciła do szafy i otworzyła ją szerzej, aby wybrać najlepszą z sukienek, i aż syknęła ze zdumienia. Wieszaki uginały się pod najpiękniejszymi sukniami, jakie w życiu widziała: niektóre jedwabne, inne aksamitne, kilka z ciężkiego brokatu, a inne z lekkiej niczym piórko mgiełki. Jedne haftowane złotem i srebrem, inne ozdobione klejnotami.
– No tak – powiedziała po chwili zdumienia. – Czemu niby smok miałby mieć zwykłą szafę? Oczywiście, że jest magiczna. To, co w niej znajdę, zależy od tego, czego szukam.
Jedno skrzydło drzwi szafy zakołysało się, a zawiasy skrzypnęły z satysfakcją. Cimorena mrugnęła do szafy porozumiewawczo, potem otrząsnęła się i zaczęła przeglądać suknie. Wybrała tę z czerwonego aksamitu, obficie haftowaną złotem, a na dolnej półce znalazła odpowiednie pantofelki. Jej rozpuszczone czarne włosy sięgały niemal stóp, i nawet wygrzebała z szuflady diadem, który wcisnęła tam pierwszej nocy. Skończyła przygotowania kilka minut przed czasem. Z satysfakcją ruszyła do kuchni, by zabrać mus.

* * *

Cztery razy chodziła tam i z powrotem, by przenieść cały mus do pokoiku służbowego przy grocie bankietowej. Smocza porcja oznaczała trochę więcej niż wiadro i Cimorena ledwie dała radę nosić po dwa wiadra naraz. Kiedy wszystko było gotowe, stanęła w pokoiku i czekała nerwowo, aż Kazul zadzwoni po deser. Przez ciężkie dębowe drzwi słyszała stłumione, huczące głosy smoków, ale nie rozróżniała słów.
Wreszcie zadzwonił dzwonek, przywołując księżniczkę, by podała deser. Wniosła mus do groty bankietowej, po dwie porcje, i postawiła przed Kazul i jej gośćmi. Smoki przysiadły obok wysokiego do ludzkich ramion bloku białego kamienia. Cimorena bardzo uważała, gdy stawiała na nim naczynia. Na szczęście nie musiała się zastanawiać, którego smoka obsłużyć najpierw. Odgadywała, które są ważniejsze, na podstawie miejsc, jakie zajmowały przy stole. Przeprosiła w myślach nauczyciela protokołu, który nalegał, by poznała kolejność zasiadania przy stole (a właśnie protokół był jedną z tych lekcji dla księżniczek, których Cimorena najbardziej nie znosiła).
Ostatnią porcję postawiła przed Kazul, a jeden ze smoków odezwał się niechętnym, lecz jakby znajomym głosem.
– Widzę, Kazul, że plotki znów się nie potwierdziły. A może musiałaś lecieć za nią i sprowadzić ją siłą, jak robi to reszta z nas?
Cimorena odwróciła się gniewnie, lecz zanim zdążyła coś odpowiedzieć, odezwał się duży szarozielony smok po drugiej stronie kamiennego bloku.
– Bzdura, Woraugu! Dziewczyna ma więcej rozsądku. Nie powinieneś słuchać plotek. Jeszcze trochę, a zaczniesz ścigać tego wymyślonego maga, o którym mówiła Gaurim.
Cimorena rozpoznała od razu tego smoka. To był Roxim, starszy smok, któremu dała cztery swoje chusteczki.
– Podejrzewam, że to znów ten idiota Moranz próbuje narobić kłopotów – stwierdził z wyraźnym znudzeniem i niesmakiem fioletowozielony smok. – Ktoś powinien się nim zająć.
– Kazul wciąż nie odpowiedziała na moje pytanie – powtórzył Woraug, a jego ogon uderzył gwałtownie niczym ogon rozgniewanego kota. – A chciałbym, żeby to zrobiła, jeśli tylko reszta z was przestanie zbaczać w dygresje.
– No, no! – oburzył się Roxim. – To trochę mocne słowa, Woraugu! Zbyt mocne, gdybyś mnie pytał.
– Nieprawda – odparł Woraug. – Zapytałem Kazul. I wciąż czekam.
– Jestem bardzo zadowolona ze swojej księżniczki – oświadczyła spokojnie smoczyca. – I nie musiałam sprowadzać jej z powrotem, co byś natychmiast zrozumiał, gdybyś się chwilę zastanowił. A może twoja księżniczka podaje zazwyczaj siedem porcji czekoladowego musu, kiedy ucieka?
– Słuchajcie, słuchajcie! – rzucił Roxim.
Cimorena zauważyła z zaciekawieniem, że łuski Worauga przybrały odcień jeszcze jaskrawszej zieleni niż zwykle, a smok zaczął delikatnie pachnieć siarką.
– Kiedyś posuniesz się za daleko, Kazul.
– Sam zacząłeś. – Kazul zwróciła się do szarego smoka. – O co chodzi z Gaurim i tymi magami, Roximie?
– Nie słyszałaś? – Smok był wyraźnie zaskoczony. – Gaurim opowiada o tym od tygodnia. Ktoś zakradł się do jej jaskini i ukradł z biblioteki książkę. Nie było żadnych śladów, a ona z jakichś powodów jest przekonana, że to mag. A psik! – Roxim kichnął, wyrzucając kulę ognia, która o włos minęła misę z musem czekoladowym. – Na samą myśl o tym dostaję alergii.
– Jeśli to nie był mag, to kto? – zapytał smok na drugim końcu stołu.
– To mógł być ktokolwiek: elf, krasnolud, a nawet człowiek – odparł Roxim. – Nie ma powodu, aby wierzyć, że to był mag, tylko dlatego, że Gaurim nie przyłapała go na gorącym uczynku. A przecież wiadomo, jak rzadko bywa w domu.
– A jaką książkę straciła? – spytała smukła brunatnozielona smoczyca obok Kazul.
– Czy to ma znaczenie? – mruknął fioletowozielony smok.
– Jakąś historyczną. To kolejna sprawa: na co magowi historyczna książka? Nie, nie, Gaurim robi wiele hałasu w sprawie zwykłego złodzieja. Tak uważam.
– To mógł być mag – przyznał smok na drugim końcu. – Kto wie, na co są im rzeczy, których szukają.
– Śmieszne! – odparł z irytacją Roxim. – Mag nie ośmieliłby się pojawić w tej części gór. Wiedzą, co z nimi robimy, na Jerzego! Przepraszam – dodał i zwrócił się do srebrzystozielonej smoczycy obok siebie; wydawała się dość zszokowana przekleństwem.
– Obawiam się, że nie macie racji – powiedziała Kazul. – Cimorena spotkała dzisiaj jednego. Mniej niż dwie minuty lotu od mojej jaskini.
– Co? Co? – zdumiał się Roxim. – Jesteś pewna?
– To już koniec. – Fioletowozielony smok z irytacją pokręcił głową, aż zazgrzytały pocierane łuski. – Teraz już nigdy nie przestanie o tym opowiadać.
– Całkiem pewna – zapewniła Roxima księżniczka. Wcześniej zerknęła na Kazul, by upewnić się, że sama powinna odpowiedzieć na pytanie. – Sprawił, że niewidzialne stały się dwa fragmenty skalnej półki, na której stałam. Pewnie chciał, abym pomyślała, że dalsza droga jest niebezpieczna.
– Rzeczywiście to wygląda mi na maga – uznał smok na drugim końcu kamienia.
– A jak wyglądał? – spytała srebrzystozielona smoczyca.
Cimorena opisała maga najlepiej, jak umiała.
– Powiedział, że ma na imię Zemenar.
– Zemenar? To śmieszne! – prychnął Woraug. – W zeszłym roku Zemenar został wybrany przewodniczącym Towarzystwa Magów. Z pewnością nie ma czasu na zabawy z cudzymi księżniczkami.
– Nie, chyba że mógłby na tym sporo zyskać – odparła po namyśle smukła smoczyca. Odwróciła głowę i spojrzała badawczo na Cimorenę.
– Na przykład? – spytał Woraug. Odczekał chwilę, ale nikt mu nie odpowiedział. – Nie, nie wierzę, żeby to był Zemenar. Dziewczynie coś się pomyliło i tyle.
– Może to nie był on – przyznała Cimorena, starając się zapanować nad irytacją. – Nigdy nie spotkałam Zemenara, więc skąd mogłabym wiedzieć. Ale powiedział, że nim jest.
– Czy nie byłoby to zabawne, gdyby miała rację? – wtrącił fioletowozielony smok, po raz pierwszy podczas tej rozmowy okazując trochę więcej zainteresowania.
– Nie rozumiem, jakie ma to znaczenie – wtrąciła srebrzystozielona. – Najważniejsze jest to, że mag kręcił się pośrodku naszych gór. I co mamy zamiar z tym zrobić?
– Powiedzieć królowi Tokozowi – rzekł Roxim. – Do niego należy załatwianie takich spraw, prawda?
– A co może zrobić Tokoz? – mruknął Woraug, a w jego głosie pojawił się dyskretny ton pogardy.
– Może użyć Królewskiego Kryształu, aby odkryć, co naprawdę planują magowie – odparła z wyższością smukła smoczyca.
– Nie użyje kryształu ani niczego mniej widowiskowego niż regularna wojna – stwierdził Woraug. – Zresztą dlaczego powinien? Co może zrobić Tokoz, jeśli nawet się przekona, że jakiś mag prześladuje biedne bezbronne smoki, takie jak Gaurim?
– Może wysłać formalny protest do Towarzystwa Magów – odparł natychmiast Roxim, ignorując sarkazm Worauga. – To, bez wątpienia, byłoby właściwe postępowanie. Ale potem, kiedy ktoś znów zobaczy maga... – Głos ucichł, a smok kłapnął tylko sugestywnie paszczą.
– Pewnie powoła tylko komitet – stwierdził fioletowozielony smok. – Czy ktoś ma jakiś lepszy pomysł?
– Nie wiem, czy powinniśmy robić cokolwiek, dopóki nie będziemy mieli pojęcia, czego szuka Zemenar – odparła smukła smoczyca. – To może być ważne.
– Musimy coś zrobić! – oświadczyła srebrzystozielona. Uderzyła pazurami o kamienną płytę. – Nie możemy pozwolić, żeby magowie przychodzili tu i odchodzili, kiedy tylko mają ochotę! Ani się obejrzymy, jak stracimy połowę swojej magii.
– Nie mówiąc już o tym, że wszyscy będą kichać jak wariaci za każdym razem, gdy któraś z tych piekielnych lasek znajdzie się zbyt blisko – dodał smok na drugim końcu stołu.
Smoki kłóciły się jeszcze chwilę, co robić i jak najlepiej się do tego zabrać. Cimorenie przypominało to kłótnie ministrów jej ojca. Wszyscy się zgadzali, że w sprawie magów coś należy zrobić, lecz każdy miał inny pomysł, co będzie najlepsze. Roxim z irytacją upierał się, żeby poinformować króla, który wtedy złoży oficjalny protest. Smukła smoczyca pragnęła się dowiedzieć, co planują magowie (choć nie wyjaśniła, jak myśli to odkryć). Srebrzystozielona chciała natychmiast wysłać patrole, by pożerały każdego maga, który zawędruje w Góry Poranka. Smok z drugiego końca stołu sugerował jutrzejszego ranka atak na siedzibę Towarzystwa Magów, a smok fioletowozielony uznał, że najciekawiej będzie poczekać i zobaczyć, co magowie zrobią dalej. Woraug był jedynym z gości, który nie miał żadnej propozycji; od czasu do czasu wygłaszał sarkastyczne komentarze wobec sugestii innych.
Kazul przez cały czas nie zabierała głosu. Cimorenę zaskoczyło jej milczenie, i nawet zaczęła się nad tym zastanawiać, gdyż to właśnie ona rozpoczęła dyskusję. Jednak gdy kłótnia stawała się coraz bardziej gorąca, księżniczka cieszyła się, że przynajmniej jeden smok nie bierze w niej udziału. Smok na drugim końcu stołu zaczynał już dmuchać płomykami ognia na fioletowozielonego, a Roxim głośno groził, że zaraz dostanie następnego ataku alergii. Cimorena była jednak pewna, że Kazul uciszy kłótnię, zanim sprawy wymkną się spod kontroli.
Miała rację. W chwili gdy smok na drugim końcu stołu nabierał tchu, by kontynuować dyskusję ze smukłą smoczycą, która wygłaszała długi, splątany ciąg logicznych powodów, dla których jej propozycja miała być najlepsza, odezwała się Kazul.
– Dziękuję wam wszystkim za rady. Przemyślę sobie wszystko, zanim coś postanowię w sprawie dalszych działań.
– Co chcesz przez to powiedzieć? – spytała podejrzliwie smukła smoczyca.
– To moja księżniczka spotkała maga – przypomniała Kazul. – A zatem to moja decyzja, czy zameldować o tym królowi, czy podjąć jakieś działania na własną rękę, czy poprosić kogoś z was o współpracę.
Te słowa nie spodobały się chyba żadnemu ze smoków, ale też, ku zdumieniu Cimoreny, żaden nie próbował się spierać. Smok na drugim końcu kamiennej płyty burknął coś bez przekonania, ale to wszystko, rozmowa przeszła na zawiłości kilku smoczych romansów, które trwały ostatnio. Gdy tylko goście się uspokoili, Kazul dała znak, by zebrać puste naczynia po musie czekoladowym. Cimorena usłyszała jeszcze kilka niezrozumiałych urywków nowej rozmowy, która jej już nie interesowała. I tak miała dużo do przemyślenia.


Dodano: 2006-08-01 13:39:34
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj "Imię boga"


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Pullman, Philip - "Bursztynowa luneta"


 Vonnegut, Kurt - "Recydywista"

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 Palmer, Ada - "Siedem kapitulacji"

 Zbierzchowski, Cezary - "Chłopi 2050, czyli Agronauci w czasach katastrofy klimatycznej"

 Matheson, Richard - "Jestem Legendą i inne utwory"

 Abercrombie, Joe - "Czerwona kraina"

 Anson, Jay - "Amityville Horror"

Fragmenty

 Chiang, Ted - "Wydech"

 Dąbrowski, Michał - "Imię Boga"

 Wilson, F. Paul - "Twierdza"

 Lisińska, Małgorzata - "Pierwotny"

 Dębski, Rafał - "Żelazny Kruk. Gniazdo"

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS