NAST.pl
 
Komiks
  Facebook
Facebook
 
Forum

  RSS RSS

 Strona główna     Zapowiedzi     Recenzje     Imprezy     Konkursy     Wywiady     Patronaty     Archiwum newsów     Artykuły i relacje     Biblioteka     Fragmenty     Galerie     Opowiadania     Redakcja     Zaprzyjaźnione strony   

Zaloguj się tutaj! | Rejestruj

Patronat

Wolfe, Gene - "Cień i Pazur"

Žamboch, Miroslav - "Bakly. W objęciach śmierci", tom 2

Ukazały się

Pullman, Philip - "La Belle Sauvage"


 Sanderson, Brandon - "Słowa światłości" (twarda okładka)

 Knaak, Richard A. - "Malfurion" (Blizzard Legends)

 Atwood, Margaret - "Testamenty"

 North, Claire - "U schyłku dnia"

 Atwood, Margaret - "Opowieść Podręcznej" (2020)

 Cummings, Lindsay; Alsberg, Sasha - "Nexus"

 Schwartz, Alvin - "Kolejne upiorne opowieści po zmroku. Historie, które mrożą krew w żyłach"

Linki

Wrede, Patricia C. - "Konszachty ze smokami"
Wydawnictwo: ISA
Cykl: Wrede, Patricia C. - "Kroniki Zaczarowanego Lasu"
Tytuł oryginału: Dealing with Dragons
Tłumaczenie: Elżbieta Gepfert
Data wydania: 2006
Liczba stron: 175
Tom cyklu: 1



Wrede, Patricia C. – "Konszachty ze smokami" (rozdział 3)

ROZDZIAŁ 3
w którym Cimorena spotyka czarownicę i ma wątpliwości co do maga
Therandil odszedł, lecz wrócił następnego dnia i jeszcze następnego. W końcu Cimorena nie mogła nawet wyjść z jaskini, żeby na niego nie wpaść. Może by jej to pochlebiało, gdyby nie było oczywiste, iż Therandil martwi się tylko o to, jak głupio będzie wyglądał, gdy wróci do domu, nie walcząc ze smokiem. Przy jego piątych odwiedzinach Cimorena potraktowała go bardzo surowo, a kiedy nie wrócił do popołudnia następnego dnia, zaczęła mieć nadzieję, że w końcu odszedł na dobre.
Siedziała w kuchni, wyjmując pestki z wiśni, gdy usłyszała, jak ktoś puka przy wejściu do jaskini.
– Idź sobie – krzyknęła załamana. – Powtarzam ci i powtarzam, że nie chcę być ratowana i nie mam zamiaru dłużej z tobą dyskutować!
– Nie przyszłam dyskutować – odparł rzeczowy żeński głos z zewnątrz. – Przyszłam poznać osobę, która pożycza moją patelnię do naleśników. Nie jest to przedmiot często poszukiwany.
– Ojej – wystraszyła się Cimorena. Szybko wytarła ręce o fartuch i pobiegła przywitać gościa. – Bardzo przepraszam – powiedziała, wynurzając się zza szarego głazu u wylotu jaskini. – Miałam ostatnio problemy z rycerzami i pomyślałam... – Przerwała nagle i przyjrzała się uważnie nowo przybyłej.
Kobieta stojąca przed jaskinią była niższa od Cimoreny, miała na sobie luźną czarną szatę z długimi rękawami, nieprzewiązaną w pasie, a imbirowe włosy zaczesała falami do góry. Para okularów z prostokątnymi szkłami spoczywała pewnie na jej nosie. W lewej ręce trzymała wyjątkowo rosochatą miotłę. Mimo niezwykłego wyglądu emanowała spokojną pewnością siebie.
– Doskonale rozumiem – odparła, przyglądając się przenikliwie Cimorenie. – Jesteś pewnie nową księżniczką Kazul.
– Tak, mam na imię Cimorena. A pani...?
– Morwena – odparła kobieta w czarnej szacie, opierając miotłę o skałę. – Przyjaźnię się z Kazul od lat, odkąd wprowadziłam się do Zaczarowanego Lasu, więc pomyślałam, że wpadnę i obejrzę jej nową księżniczkę.
– To pani jest osobą, od której Kazul pożycza garnki, tak? – domyśliła się dziewczyna i zamrugała. – Ale w takim razie pani musi być...
– Czarownicą – dokończyła Morwena. – Nie rozumiem, dlaczego cię to dziwi. W tych okolicach nie jest to przecież niezwykłe zajęcie.
– Po prostu wcześniej żadnej nie spotkałam – wyjaśniła Cimorena, nie wspominając o tym, że w Linderwallu czarownice uważano za niebezpieczne, prawdopodobnie złe, a zatem unikano ich, jeśli tylko było to możliwe. Ale z drugiej strony ludzie w Linderwallu nie lubili także smoków. – Może wejdzie pani i napije się herbaty?
– Z przyjemnością – odparła czarownica i tak też zrobiła.
Krążyła wokół jak nerwowy kot, gdy Cimorena stawiała czajnik na ogniu i wyjmowała nakrycia.
– No cóż – stwierdziła z aprobatą, gdy Cimorena napełniła imbryk. – Jesteś pierwszą księżniczką, jaką spotkałam, która ma dość rozsądku, żeby zajmować się kuchnią.
Cimorena uznała, że podoba jej się rzeczowy styl Morweny. Po chwili zaczęła opowiadać jej o wszystkim, począwszy od lekcji szermierki, filozofii i łaciny, aż do pozornie nieskończonego ciągu rycerzy. Historia zajęła dwie filiżanki herbaty i skończyła się uporem Therandila, który koniecznie chciał ją uratować.
– To absurd – uznała Morwena, kiedy księżniczka skończyła opowieść. – Jeśli to będzie trwało nadal, nigdy niczego nie zrobisz.
– Wiem. I ciągle im powtarzam, że nie chcę być ratowana, ale oni są tak honorowi, że po powrocie żaden tego nikomu nie powie, bo uważają, że to byłyby plotki.
– Raczej nie chcą wyjść na głupców.
– Możliwe, ale nawet gdyby powiedzieli, to i tak nie jestem pewna, czy ktokolwiek by im uwierzył. Bardzo trudno było mi przekonać nawet tych rycerzy, którzy pojawili się osobiście.
– Tyle dobrze, że twoi goście rzeczywiście byli honorowi – stwierdziła z namysłem Morwena. – Linderwall to bogate królestwo. Prędzej czy później okazja, by dostać jego połowę, skusi kogoś, by cię uratować niezależnie od twojej woli.
– To mi nie przyszło do głowy – zmartwiła się Cimorena. – Co mogę na to poradzić?
– Nie jestem pewna – odparła Morwena. – Sytuacja nie jest typowa, jak wiesz. Nigdy nie słyszałam o księżniczce, która z własnej woli zgłosiła się do smoka. Co zresztą jest dość zaskakujące, jeśli się nad tym chwilę zastanowić. Smocza księżniczka ma praktycznie zagwarantowane dobre małżeństwo, więc na zdrowy rozum te z mniejszych królestw powinny się ustawiać w kolejce po tę pracę.
– Pewnie się obawiają, że zostaną zjedzone. Czy coś by pomogło, gdybym wysłała list do rodziców?
– Raczej nie. – Morwena zastanawiała się chwilę. – Ale nie zaszkodzi spróbować. Kiedy wrócę do domu, sprawdzę w moich księgach zaklęć. To nasuwa mi pewną myśl. Może poszukasz trochę w bibliotece Kazul. Kolekcjonuje zwoje od wieków, na pewno znajdziesz coś użytecznego. A tymczasem ustawimy ostrzeżenie.
– Ostrzeżenie? – Cimorena patrzyła na Morwenę przez moment, a potem uśmiechnęła się. – „Droga zalana. Idź inną trasą.” Taki napis ma pani na myśli?
– Dokładnie – potwierdziła czarownica z aprobatą. – Prawdopodobnie nie powstrzyma nikogo, kto jest naprawdę zdeterminowany, ale na pewno wielu spowolni. A to da nam czas, żeby wymyślić coś lepszego.
Obie natychmiast zabrały się do pracy i w krótkim czasie zrobiły duży, oficjalnie wyglądający napis. Morwena zaproponowała, że ustawi go, wracając do Zaczarowanego Lasu, jednak Cimorena uznała, że jest zbyt nieporęczny do trzymania go podczas lotu na miotle. Kiedy więc czarownica odleciała, księżniczka wzięła napis pod pachę i ruszyła ścieżką przed siebie.

* * *

Cimorena nie miała wcześniej okazji, aby zbadać okolice, choć codziennie spoglądała na góry i myślała o nich. Była zadowolona, że teraz ma pretekst, by poznać otoczenie swojego nowego domu.
Dzień był piękny, ciepły i słoneczny, a ścieżka z początku równa i łatwa. Dziewczyna właśnie zaczynała się zastanawiać, czy ktokolwiek uwierzy w napis na znaku, kiedy ścieżka skręciła w lewo, wokół głazu, i zwęziła się do niewielkiego skalnego występu podążającego stromo w górę.
Zatrzymała się. Teraz zrozumiała, dlaczego żaden z rycerzy nie przyjechał do jaskini konno. Występ był na tyle szeroki, aby jedna osoba mogła przesunąć się bokiem, ale nawet najlepszy jeździec na świecie nie przeprowadziłby tędy konia. Cimorena zwinęła napis w wąski rulon i wsunęła za pas, aby mieć wolne ręce podczas wspinaczki. Potem ruszyła wzdłuż skalnej półki.
Trwało to bardzo długo, gdyż starała się upewnić, że każdy fragment występu utrzyma ją, zanim oparła na nim ciężar ciała. Pilnowała też, by nie patrzeć w dół. Nigdy nie lękała się wysokości, ale jest istotna różnica między spokojnym staniem na szczycie wieży zamku w Linderwallu, za czterostopowym parapetem, a przesuwaniem się po występie ledwie sześciocalowej szerokości, gdzie nic nie chroniło jej od długiego upadku w przepaść.
Dotarła już prawie na szczyt zbocza, gdzie ścieżka znów się poszerzała, gdy część występu zniknęła nagle tuż przed nią. Cimorena cofnęła stopę i próbowała zrozumieć, co się stało. Nie słyszała ani nie widziała pękających i spadających kamieni. Po prostu nagle w skale pojawiła się dwustopowa przerwa, której wcześniej nie było. Przyglądała się przez chwilę, myśląc, jak ją pokonać. Na myśl o zmarnowanym wysiłku poczuła ukłucie irytacji, ale natychmiast się pocieszyła, że może to załatwi sprawę nachodzących ją rycerzy. Jeśli ona nie przejdzie przez tę szczelinę, to rycerz w zbroi tym bardziej. Uśmiechnęła się i odwróciła głowę w drugą stronę z zamiarem ruszenia w dół.
Po drugiej stronie ścieżki ujrzała kolejną dwustopową wyrwę. Zmarszczyła czoło. Działo się coś dziwnego i to jej się wcale nie podobało.
– Wyglądasz, jakbyś potrzebowała pomocy – odezwał się głęboki głos ponad nią. – Może mógłbym ci jej udzielić?
Cimorena obejrzała się i zobaczyła mężczyznę, stojącego cztery stopy powyżej, na ścieżce. Był wysoki, miał ostre rysy twarzy i oczy surowe, błyszczące i czarne. Choć nosił siwą brodę, sięgającą niemal do pasa, jego twarz nie wyglądała na starą. Miał na sobie luźną szatę z pięknego szarego jedwabiu, a w ręku trzymał laskę z ciemnego, dobrze wypolerowanego drewna, długą jak on sam.
– Być może – odparła Cimorena.
Była pewna, że ten człowiek jest magiem, choć nigdy żadnego nie spotkała. Nie chciała się na nic zgadzać, dopóki się nie dowie, o co naprawdę mu chodzi. Nadworny filozof twierdził, że magowie zawsze są bardzo chytrzy.
– Czy mogę wiedzieć, z kim rozmawiam? – spytała.
– Jestem Zemenar, mag. A ty jesteś pewnie nową księżniczką Kazul. Mam nadzieję, że nie próbujesz uciekać. To...
– ...nie jest właściwe – dokończyła szczególnie zirytowana, gdyż przynajmniej raz nie robiła niczego niewłaściwego. – Tak, jestem Cimorena.
– Chciałem powiedzieć, że to nierozsądne uciekać od swojego smoka – poprawił ją łagodnie. – Natomiast sądzę, że robi się to przez cały czas.
– Wcale nie uciekam – powiedziała Cimorena, ale nie próbowała niczego wyjaśniać – Skąd wiedziałeś, kim jestem?
– Wydawało się mało prawdopodobne, że spotkam jakąś inną czarującą młodą damę, idącą tak swobodnie przez Przełęcz Srebrnego Lodu – odparł z uśmiechem. – Jak widzisz, łatwo można wpaść w kłopoty, jeśli ktoś nie jest właściwie przygotowany.
Cimorena uznała, że nie lubi maga. Przypominał jej jednego z dworzan ojca, chytrego człowieczka bez poczucia humoru, który prawił jej komplementy tylko wtedy, gdy chciał coś osiągnąć, i nie potrafił się powstrzymać od udzielania rad, nawet kiedy nikt ich nie chciał.
– Ten występ był cały, gdy wyruszałam – stwierdziła. Wpadła jej do głowy pewna myśl i spojrzała surowo na Zemenara. – Pewnie nie wiesz, co się stało z tymi dwoma brakującymi kawałkami?
Wyraz zaskoczenia i irytacji przemknął po twarzy maga. Potem znów zrobił uprzejmą minę i wzruszył ramionami.
– Przełęcz Srebrnego Lodu to niezwykłe miejsce. Dość często zdarzają się tutaj dziwne rzeczy.
– Ale nie takie – odparła.
Teraz upewniła się, że to mag usunął fragmenty skalnego występu, by udawać, że ją ratuje. Nie miała jednak pojęcia, dlaczego chciał, aby wierzyła, że jest mu winna przysługę. Właściwie czuła się nawet zaskoczona, że zniszczył ścieżkę. Smoki nie będą zadowolone, kiedy się o tym dowiedzą. Chyba że wcale nie zniszczył...
– Co powiedziałaś? – spytał Zemenar, niepewnie marszcząc czoło.
Cimorena nie zwracała na niego uwagi. Nie patrząc w dół, przesunęła stopę po kamieniu. Skała wydawała się solidna i twarda. Wolno przeniosła ciężar ciała na drugą nogę i przysunęła lewą stopę do prawej. Wciąż pilnując, by nie patrzeć w dół, jeszcze raz przemieściła prawą stopę dalej.
– Co robisz? – spytał mag.
– Schodzę z tej półki – odparła. – Myślałam, że to oczywiste. – Kolejny krok doprowadził ją na ścieżkę, ale Zemenar stał jej na drodze. – Mógłbyś się trochę cofnąć i zrobić mi miejsce?
Zemenar zmrużył oczy, lecz odstąpił kilka kroków. Cimorena stanęła na ścieżce. Chciała głęboko odetchnąć z ulgi, ale powstrzymała się, nie miała zamiaru dawać magowi satysfakcji, pokazując, że faktycznie się przestraszyła. Zamiast tego rzuciła mu swój najwspanialszy królewski uśmiech i powiedziała uprzejmie:
– Dziękuję za propozycję pomocy, ale jak widzisz, nie była potrzebna. Odwiedź nas kiedyś.
– Z pewnością – odparł Zemenar, jakby ze śmiertelną powagą. – Życzę miłego dnia, księżniczko Cimoreno.
Po czym zniknął. Nie było ani dymu, ani kłębów ognia czy wiru. Nawet powietrze nie zamigotało, gdy znikał. Był tam i nagle go nie było.
Cimorena patrzyła w to miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stał mag i czuła, jak po grzbiecie przebiega ją dreszcz. Tylko bardzo potężny mag może zniknąć tak spokojnie. I wciąż nie wiedziała, czego chciał.
Pokręciła głową i ruszyła dalej ścieżką. Później będzie się martwić o tego maga, teraz musiała znaleźć miejsce, w którym zostawi swój napis, a potem ruszy z powrotem do jaskini. Nie miała już ochoty na dalsze zwiedzanie okolicy.
Zdążyła zrobić nie więcej niż dwa lub trzy kroki, kiedy ponad nią przemknął mroczny cień, Uniosła głowę, zaskoczona, i zobaczyła błysk żółtozielonych łusek. Chwilę później, na ścieżce tuż przed nią, całkowicie blokując drogę, wylądował smok. Jego ogon zwisał przez krawędź i aby utrzymać równowagę, musiał mieć rozwinięte skrzydła. Cimorena rozpoznała go natychmiast. Był to potężny zółtozielony smok, który chciał ją zjeść, gdy zjawiła się tak nieoczekiwanie w smoczej jaskini.
– Wszystko widziałem – oświadczył z nieprzyjemnym, tryumfującym uśmieszkiem. – Ucieczka i rozmowa z magiem! Poczekaj tylko, jak Kazul się o tym dowie. Pożałuje, że nie pozwoliła nam cię zjeść i załatwić tej sprawy od razu.
– Pozdrawiam cię i życzę szczęścia w twych podróżach – odparła Cimorena, uznając, że lepiej być uprzejmą wobec każdego, kto jest tak duży i zębaty jak smok, nawet jeśli on nie był wobec niej uprzejmy. – Nie uciekam.
– Więc co tu robisz? Kazul nie ma żadnych spraw, które musiałabyś załatwiać po tej stronie przełęczy.
– Przyszłam wystawić ostrzeżenie, żeby rycerze trzymali się z daleka.
– To śmieszne. – Smok parsknął. – Patroluję tę część gór od tygodnia i nie widziałem ani nie wyczułem nawet śladu rycerza.
– Więc nie byłeś w pobliżu groty Kazul – odparła księżniczka. – W ciągu zeszłego tygodnia zjawiło się ich dziewięciu. Przez ostatnie kilka dni zaglądał tu głównie książę.
– Książęta nie pachną inaczej od rycerzy, a zauważyłbym, gdyby któryś mi się tu kręcił – rzekł twardo smok. – A co z tym magiem, z którym rozmawiałaś?
– Do ataku! – zawołał znajomy głos, z drugiej strony smoka.
– Therandil! – krzyknęła Cimorena. – Mówiłam ci, że masz stąd odejść!
Żółtozielony smok wygiął długą szyję i obejrzał się przez grzbiet. Skupił się w sobie, niczym przyczajony kot, a potem skoczył prosto w górę. Księżniczkę oślepił wzniesiony wielkimi skrzydłami obłok kurzu. Zachowała dość przytomności umysłu, żeby przylgnąć plecami do skał przy ścieżce. Po chwili usłyszała, jak ktoś przebiega. Wysunęła stopę.
– Au! – krzyknęła, gdy Therandil przewrócił się z brzękiem.
Zapomniała, że wraz z resztą zbroi nosi też żelazne buty.
– Cimoreno. To ty? – spytał Therandil.
– Oczywiście, że ja – potwierdziła, rozcierając kostkę. – Otwórz oczy, kurz już opadł. – Mówiąc, spojrzała w górę i zobaczyła, że smok odleciał i znikł z pola widzenia za urwiskiem.
– Przepraszam – powiedział Therandil, a potem dodał zdenerwowany: – Mam nadzieję, że nic ci się nie stało przy tym zderzeniu.
Cimorena już chciała odpowiedzieć, że to drobiazg i właściwie to i tak jej wina, kiedy nagle wpadł jej do głowy o wiele lepszy pomysł.
– Myślę, że przez ciebie zwichnęłam sobie kostkę – oznajmiła.
– Och, nie – jęknął.
Wydawał się naprawdę przerażony, choć nie widziała jego twarzy, gdyż na głowie miał hełm z opuszczoną przyłbicą.
– Przynajmniej przez miesiąc nie będę mogła chodzić – dodała. – W żaden sposób nie zejdę z tej góry na dół.
– Jeśli nie możesz chodzić... – rzekł Therandil i urwał. Po czym wyprostował się dumnie i podjął: – W takim razie ja cię zaniosę. – Zabrzmiało to jednak tak, jakby nie podobał mu się ten pomysł.
– Nie sądzę, żeby to się udało – stwierdziła Cimorena. – Jak będziesz walczył, niosąc mnie, kiedy wrócą wszystkie smoki? Nie, musisz mnie tu zostawić i wracać sam.
– Nie możesz tu zostać! – zaprotestował książę, choć sugestia Cimoreny dotycząca możliwości powrotu wszystkich smoków wyraźnie go zaniepokoiła.
– Muszę – zapewniła, starając się mówić tonem szlachetnym i pełnym cierpienia. – Smoki dopilnują, abym wróciła bezpiecznie do groty Kazul, a miesiąc to przecież niezbyt długi czas. Można zaczekać.
– Nie rozumiem – wyznał Therandil i rzeczywiście wydawał się oszołomiony.
– Nie ma sensu, abyś ty, czy ktokolwiek inny, przybywał mi na ratunek przynajmniej przez miesiąc, dopóki kostka się nie zagoi – tłumaczyła cierpliwie.
– Ach, tak. – Therandil uniósł głowę i zbadał wzrokiem puste niebo. – Jesteś całkiem pewna, że nic ci nie grozi? To może już sobie pójdę, zanim wrócą smoki. – Odwrócił się i ruszył ścieżką tak szybko, jak tylko w pełnej zbroi potrafił.



Dodano: 2006-01-01 13:37:50
Komentarze
-Jeszcze nie ma komentarzy-
Komentuj


Konkurs

Wygraj nowości wydawnictwa Initium


Artykuły

Wiedźmin Netfliksa: zachwyt czy rozczarowanie?


 Nie tylko Netflix animuje króliki, czyli „Wodnikowe Wzgórze” przez dekady

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e06)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e05)

 Gra o tron subiektywnym okiem (s08e04)

Recenzje

Bardugo, Leigh - "Król z bliznami"


 Chiang, Ted - "Wydech"

 Petrucha, Stefan - "Marvel: Spider-Man. Wiecznie młody"

 Moore, Stuart - "Marvel X-Men: Saga Mrocznej Phoenix"

 Abercrombie, Joe - "Zemsta najlepiej smakuje na zimno"

 Schwartz, Alvin - "Upiorne opowieści po zmroku"

 Neiderman, Andrew - "Adwokat diabła"

 Corey, James S.A. - "Wzlot Persepolis"

Fragmenty

 Schwartz, Richard - "Władca marionetek"

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 1

 Zbierzchowski, Cezary - "Requiem dla lalek" - fragment 2

 Jabłoński, Witold - "Popiel"

 Headley, Maria Dahvana - "Dziedziczka jeziora"

 Mortka, Marcin - "Żółte ślepia"

 Schwab, V.E. - "Vengeful. Mściwi"

 Collins, Suzanne - "The Ballad of Songbirds and Snakes"

Projekt i realizacja:sismedia.eu       Reklama     © 2004-2020 nast.pl     RSS      RSS